Źródło zdjęcia: www.wizaz.pl
Piątek upłynął mi pod znakiem poszukiwań.
Po odwiedzeniu mojego ukochanego miejsca na uczelni- sekretariatu, i odebraniu wreszcie mojego drogocennego (dosłownie! stówkę mnie kosztował!) dyplomu, wybrałam się na zwiedzanie Rossmanów. Po druzgocącej wiadomości o wycofaniu odżywki z olejkiem babassu, Kasia nagle zapragnęła ją wypróbować. Ja to zawsze się zdecyduję w odpowiednim momencie.
Odwiedziłam chyba z 10 Rossmanów nadal zostałam z pustymi łapkami. Odżywki na półkach ani widu, ani słychu, więc udając głupa pytałam pracownice drogerii:

Kasia (uśmiechając się słodko, aczkolwiek nieco głupawo): Dzień dobry, czy jest jeszcze odżywka do włosów Isana z olejkiem babassu?
Pani w sklepie (robiÄ…c wielkie oczy): Z czym?!
Kasia: z olejkiem BA-BA-SSU.
Pani w sklepie: Jeśli na półce nie ma, to... nie ma.
Kasia (uśmiechając się jeszcze bardziej słodko): A na magazynie gdzieś nie znalazłaby się jakaś jedna sztuka dla mnie?
Pani w sklepie: Nie.
Kasia (udając, że nic nie wie o wycofaniu odżywki): Ale to jest chwilowy brak czy odżywka w ogóle została wycofana ze sprzedaży?
Pani w sklepie: Niestety nie wiem.
Kasia: Dziękuję Pani bardzo, do widzenia (a w myślach: Głupia, niedoinformowana baba!)

W żadnym z tych 10 Rossmanów ekspedientki nie były w stanie powiedzieć mi, czy odżywka została wycofana, czy tylko chwilowo zniknęła z półek. Gdyby nie informacje na blogach, czekałabym jak głupia, że może babassu wróci. Nie wiem, czy to celowe nieinformowanie klientów czy też pracownice drogerii rzeczywiście nie zostały poinformowane o zmianach w asortymencie sklepu.

W każdym razie nie dane mi będzie wypróbować sławnej Isany z babassu.
Chyba, że któraś z Was ma nadprogramowy zapas i chciałaby odsprzedać mi jedno opakowanie? ;)



O wiele lepiej udało mi się poszukiwanie miniaturki maskary Clinique na wymianę.
Każdy już chyba słyszał o akcji organizowanej w drogeriach Douglas, więc nie będę się na ten temat rozpisywać (zasady promocji były proste- przynosisz do Douglas'a swój stary tusz, obojętne jakiej marki, a w zamian dostajesz miniaturkę maskary Clinique).
Miniatury oczywiście rozeszły się w mgnieniu oka, jednak na szczęście dzięki informacji od Cammie (dziękuję! :*) dowiedziałam się, że w Douglasie w Galerii Krakowskiej mieli nową dostawę miniaturek. Co prawda zbyt wielkiego wyboru nie było- mieli tylko jedną spośród trzech wersji maskary (klasyczną High Impact Mascara), ale nie narzekam. W końcu nie codziennie stary, wysuszony na wiór tusz Miss Sporty można zamienić na 3,5 ml nowiutkiej maskary Clinique :P
Zobaczymy tylko, jak siÄ™ spisze...








W międzyczasie szukałam też jeszcze jednej ważnej dla mnie rzeczy- oleju tamanu. Odwiedziłam kilkanaście aptek i sklepów z naturalnymi kosmetykami. Wszędzie sprzedawcy robili tylko wielkie oczy i twierdzili, że pierwszy raz słyszą o czymś takim.
Jeden miły pan zaproponował mi w ramach alternatywy olej kokosowy -,- Już widzę moją twarz posmarowaną olejem kokosowym - gejzerów byłoby więcej niż w Parku Yellowstone.
Chyba skończy się na zamówieniu tamanu online.



Tyle z raportowania moich poszukiwań. Teraz czas na chwalenie się.
Ostatnimi czasy udało mi się wygrać dwa rozdania.
Pierwsze z nich - na blogu Walking On Air - dzięki któremu trafił do mnie aromatyczny zestaw mydeł i żelu Oriflame, cień do powiek, kilka lśniących lakierów (między innymi Sensique Fantasy Glitter, które bardzo chciałam wypróbować), mnóstwo ciekawych próbek (między innymi miniaturka kremu Sudomax, który polecany jest w walce z trądzikiem).
Dziękuję Ci kochana za nagrodę i liścik! :*




Źródło zdjęcia: www.shopping.com
Druga wygrana była dla mnie totalnym szokiem. Nie sądziłam, że moja odpowiedź konkursowa przypadnie do gustu Ani. A jednak się udało. Wygraną w rozdaniu organizowanym na blogu Thank's God for cosmetics jest.... bronzer Guerlain Terracotta w odcieniu 07!
Nagroda po prostu zwaliła mnie z nóg- będąc na bezcłówce w Rzymie obśliniałam wzrokiem Guerlaina, ale bałam się nawet podejść bliżej, by się nie zakochać w czymś, bo byłaby to miłość nieszczęśliwa, z góry skazana na niespełnienie, bo na kosmetyki tego typu musiałabym składać kasę do skarbonki - świnki przez dłuuuugi czas ;P
Aniu, dziękuję Ci za docenienie moich wypocin i sprawienie mi tym samym tak niesamowitej niespodzianki! :*
Bardzo lubię wszelkiego rodzaju maseczki. Uwielbiam, kiedy moja skóra jest dogłębnie nawilżona, zregenerowana, wyczyszczona z oznak zmęczenia. A że jestem leniuszkiem, preferuję maski w formie płatów- bawełnianych lub kolagenowych (zwykłymi "smarowanymi" maskami też nie gardzę, no gdzieżby! ale jeśli mogę wybierać, wybieram płat).

Najbardziej cenię maski kolagenowe od BeautyFace - ich stosowanie jest nie tylko skuteczne, ale i niesamowicie przyjemne. Każdy zabieg pozwala mi się odprężyć. Co prawda ich efekty najmocniej widać na cerze dojrzałej (np. u mojej mamy, która też kocha BeautyFace), ale to nie znaczy wcale, że w ich bogatej ofercie nie znajdę niczego dla siebie ;)

Ostatnio miałam niesamowite szczęście wygrać w ich konkursie maskę do cery trądzikowej. Drugą taką samą podarowała mi ciocia. Choć Antybakteryjna kolagenowa maska oczyszczająca i zmniejszająca blizny Beauty Face nie wygląda zachęcająco, działa całkiem nieźle!


Opakowanie: Maskę dostajemy w dużej foliowej saszetce, usztywnionej od środka plastikowym stelażem, dzięki któremu maska się nie zniszczy. W środku poza płatem kolagenowym jest też płynne serum, które należy nałożyć na twarz przed i po aplikacji maski.


Aplikacja: Banalnie prosta, choć na początku maski tego typu mnie przerażały, totalnie nie wiedziałam, jak się za nie zabrać.
1. Maskę chłodzimy lub rozgrzewamy- zależnie od potrzeb i upodobań- najlepiej w wodzie.
2. Otwieramy, wylewamy trochę serum na dłoń i nakładamy na twarz, szyję i dekolt.
3. Nakładamy maskę, dopasowując otwory do oczu, nosa i ust. Wygładzamy, by maska jak najszczelniej przylegała do skóry.
4. Leżakujemy około pół godziny (relaks totalny- z maską nie można np. siedzieć przed komputerem, najlepiej się położyć).
5. Zdejmujemy płat, aplikujemy na twarz resztę serum.
6. Po wyschnięciu nakładamy krem - na dzień lub na noc- zależnie od pory dnia.
Przed aplikacjÄ… maski zalecane jest zrobienie peelingu.
Płat kolagenowy jest jednorazowy- po aplikacji należy go wyrzucić (piszę o tym, choć niektórym wyda się to oczywiste, jednak np. mój tata był zdziwiony, że wyrzucam "całkiem dobrą maseczkę" xD).

Ja zawsze moczę maskę w ciepłej (ale nie gorącej!) wodzie, bezpośrednio w umywalce.

Użytkowanie:
+ Aplikacja - bardzo prosta, nie trzeba paprać się z nakładaniem maski
+/- Zapach - o ile w innych wariantach masek był cudowny (lawendowy, różany, itp), tym razem jednak średnio przypadł mi do gustu. Co prawda nie był drażniący, ale kojarzył mi się z syropem na kaszel (Acodin czy coś takiego).


Efekty:
+ Nawilżenie - maska bardzo mocno i dogłębnie nawilża skórę. Nie natłuszcza (czego nie lubię), ale właśnie nawilża- dzięki temu skóra staje się wygładzona, bardzo miękka w dotyku, znacznie odświeżona i rozjaśniona.
+ Brak podrażnień
+ Działanie antybakteryjne - maska wyraźnie zmniejsza zaczerwienienia, redukuje widoczność krostek. Oczywiście jedna aplikacja nie sprawi, że pozbędziemy się trądziku raz na zawsze, jednak przez kilka kolejnych dni po aplikacji trądzik nieco mniej daje o sobie znać.
+/- Redukcja blizn - bezpośrednio po zaaplikowaniu maski blizny (w moim przypadku- potrądzikowe) są znacznie mniej widoczne, jednak już na drugi dzień wracają do swojego pierwotnego wyglądu. Wydaje mi się, że do trwałej redukcji blizn potrzebne byłoby naprawdę długotrwałe stosowanie takiej maski- walka z bliznami jest bardzo trudna i długa.
+ Nie zapycha porów
+ Likwiduje drobne zmarszczki mimiczne, spłyca głębsze zmarszczki

Można się przestraszyć.

Skład: bardzo zachęcający, sporo w nim naturalnych ekstraktów, błoto z Morza Martwego, kolagen, kwas hialuronowy. Znajdziemy niestety glikol propylenowy (uznawany za rakotwórczy i silnie podrażniający), jednak na szczęście przy końcu składu.

INCI: Aqua, Glycerin, Collagen, Spirulina Platensis Powder, Dead Sea Mud (Magnesium Oxide, Sodium Chloride, Calcium Carbonate, Potassium, Magnesium Carbonate Kaolin, Bentonite), Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Vitis Vinifera Seed Extract, Hyaluronic Acid, L-Ascorbic Acid, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Rosa Canina Fruit Oil, Elastin, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Butylene Glycol, PVM/MA Copolymer, Glyceryl Stearate, PEG 100 Stearate, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate


Dostępność: niektóre drogerie (na pewno Drogerie Jaśmin i Laboo) sklep internetowy BeautyFace: http://www.beautyface.pl oraz niektóre drogerie internetowe. Beauty Face często pojawia się też na różnego rodzaju targach kosmetycznych.

Cena: 25,00zł za jednorazowy płat (obecnie trwa promocja w sklepie internetowym Beauty Face- 15,90zł)

Ocena: 4/6 (Tym razem nie byłam tak zachwycona jak w przypadku wcześniej stosowanych wariantów masek Beauty Face. Moją ukochaną nadal pozostaje lawendowa. Ta radzi sobie nieźle, ale cudów nie należy od niej oczekiwać. Choć wygląda niezbyt zachęcająco, jej aplikacja na pewno nie spowoduje u nas "czarnej rozpaczy" ;P Gorzej, jeśli maski Beauty Face nam się spodobają- może to oznaczać zrujnowanie naszego budżetu, bo niestety nie należą one do najtańszych.)

Tutaj widać płynne serum, w którym zamoczona jest maska i które należy rozprowadzić na twarzy, starając się nie uronić ani kropelki ;)


Oto, co o czarnej masce mówi ulotka Beauty Face.


Znacie tego typu specyfiki? Może Wy też jesteście fankami masek kolagenowych?
Jeśli nie, polecam wypróbować- zwłaszcza, jeśli walczycie ze zmarszczkami, przesuszeniem skóry lub oznakami zmęczenia.
Do wyboru aż 24 warianty masek kolagenowych na twarz, a poza tym podobne zabiegi na usta, oczy, dłonie, szyję i... biust!

Jak mówi stare, obleśne powiedzonko: "Jedni lubią wąchać kwiaty, a inni wolą, jak im stopy śmierdzą". Co prawda sporo w tym racji, gdyż metaforycznie chodzi o to, że każdy ma inny gust. Ja jednak uważam, że chyba wszyscy wolą wąchać kwiaty niż śmierdzące stopy, tak więc jestem zwolenniczką stosowania antyperspirantów do stóp.
Sama nie mam problemów z nadmierną potliwością stóp- wiadomo, że wiele zależy w tej kwestii od obuwia. Staram się jednak codziennie rano pamiętać o antyperspirującej mgiełce albo o Balsamie do stóp ze skłonnością do pocenia, który dostałam w ramach współpracy od BingoSpa. Sama go sobie nawet wybrałam. Czy jestem teraz zadowolona z wyboru?


Opakowanie: nieduży, płaski plastikowy słoiczek z zakrętką. Taki sam jak w przypadku balsamów do dłoni czy maseczek do twarzy BingoSpa. Niezbyt praktyczny- ze względu na bardzo lekką konsystencję balsamu, łatwo go wylać przy najmniejszym przechyleniu odkręconego słoiczka.

Użytkowanie:
- Konsystencja - kremowy, bardzo rzadki mus - balsam spływa z dłoni, łatwo go przez przypadek wylać z opakowania. W kremowym musie zatopione są też bardzo delikatne drobinki- przy rozprowadzaniu go na skórze czuję się, jakbym nie spłukała peelingu... (podejrzewam, że te przypominające piasek drobinki to wina cynku, który jest w składzie balsamu).
+/- Wchłanianie - niewielka ilość balsamu wchłania się błyskawicznie bez pozostawiania żadnej warstwy. Jeśli jednak choć odrobinę przesadzę z ilością, balsam wchłania się już o wiele, wiele gorzej.
- Zapach - mentolowy z jakimś... kwaśnym aromatem- niezbyt przyjemny
+/- Dostępność - stacjonarnie może być problem (niektóre niewielkie drogerie osiedlowe prowadzą sprzedaż kosmetyków BingoSpa- trzeba szukać). Online nie ma problemu: http://www.bingosklep.com/
+ Cena - 10,00zł za 100g


Efekty stosowania balsamu:
- Potliwość stóp nie zmniejszyła się
+ Balsam rzeczywiście zapobiega powstawaniu przykrego zapachu
- Może bardzo mocno przesuszać stopy - w niektóre dni nie wpływał na nawilżenie, ale czasami tworzył mi z pięt istną Saharę- dotknięcie piętą łydki groziło ostrym podrapaniem...
- Trochę bieli skórę - ze względu na zawartość cynku

Widzicie te drobniuteńkie grudki?

Skład: Bardzo dużo w nim substancji pochodzących z przerobu ropy naftowej (petrolatum, propylene glycol, paraffinum liquidum, paraffinum). Do tego trzy rodzaje parabenów. Plusem jest natomiast cynk (który ma działanie antybakteryjne), odświeżający eteryczny olejek miętowy oraz wosk pszczeli (który wygładza, natłuszcza skórę oraz tworzy na niej ochronny film).

INCI: Aqua, Eleasis Guineensis (olej palmowy), Petrolatum (wazelina- otrzymywana z ropy naftowej), Cetyl Alcohol, Propylene Glycol (glikol propylenowy- otrzymywany z ropy naftowej), Paraffinum Liquidum (ciekła parafina- otrzymywana z ropy naftowej), Peppermint Oil (miętowy olejek eteryczny), Zinc Oxide (tlenek cynku), 1 Heksadecanol 1 Octadecanol (miksture), Glyceril Monostearate SE, Cera Alba (wosk pszczeli bielony), Fertilizer Urea, Paraffinum, Cellulose Gum, Sodium Benzoate, Methyl Paraben, Ethyl Paraben, Propyl Paraben, Citric Acid.


Ocena: 2/6 (Balsam dobrze radzi sobie z ochroną przed nieprzyjemnym zapachem. Ja wolę jednak szybciej wchłaniające się kosmetyki- spraye lub żele. Z nawilżaniem radzi sobie marnie- może wręcz przesuszać skórę stóp. Do tego dużo ropopochodnych substancji w składzie- co prawda nie obawiam się zapchania skóry na piętach (lol xD), ale wolę nie wsmarowywać takich specyfików w swoją skórę. Bardzo rzadka konsystencja z drobinkami też nie przypadła mi do gustu. Plus za cynk i olejek miętowy w składzie oraz za niską cenę.)




Od BingoSpa dostałam też saszetkę Soli do stóp ze skłonnością do pocenia. Opakowanie było na tyle duże, że wystarczyło mi na trzy użycia. Sól bardzo przypadła mi do gustu- miętowy zapach sprzyjał odświeżeniu zmęczonych stóp. Dodatkowo po wymoczeniu stóp w wodzie z solą, skóra na piętach była zdecydowanie gładsza i lepiej utrzymywała nawilżenie. Jako wielbicielka tego rodzaju kosmetyków do stóp, soli daję w tej mini-recenzji zasłużone 5/6.

Przez sklerozę zapomniałam zrobić dokładniejsze zdjęcie soli.


Jak u Was wygląda ochrona stóp przed poceniem? Stosujecie jakieś specjalne kosmetyki do tego celu czy skupiacie się raczej na przewiewnym obuwiu?

P.S. DziÄ™kujÄ™ Wam za wszystkie komentarze pod poprzednim postem! :* WiÄ™kszość z Was stawia na numer 1. I chyba wÅ‚aÅ›nie na nie siÄ™ zdecydujÄ™- nie sÄ… za duże, a dziÄ™ki brÄ…zowemu  kolorowi nie bÄ™dÄ… tak bardzo przytÅ‚aczać twarzy (jak to byÅ‚o w przypadku moich poprzednich czarnych oprawek).


Witajcie kochani!
Dziś czas na małą odmianę- post niekosmetyczny.

Być może nie wszyscy czytelnicy mojego bloga wiedzą, że mam wadę wzroku. Nie jest to wada rzędu 5 czy 8 dioptrii, jednak nie ukrywajmy- każda wada utrudnia widzenie. Zwłaszcza, że ja na jednym oku mam "plus", na drugim "minus". Niestety zasady optyki nie działają jak w matematyce- plus i minus nie neutralizują się wzajemnie, a wręcz przeciwnie- dają jeszcze większy problem. Tak przynajmniej ja to odbieram według mojego subiektywnego widzenia.

Na wszelkie wyjścia z domu zakładam soczewki kontaktowe- najlepiej sprawdzają się u mnie dwutygodniowe Acuvue Oasys with Hydraclear Plus Johnson & Johnson.
Moje oczy jednak łatwo się podrażniają i wysychają, dlatego kiedy jestem w domu i nie muszę nigdzie się ruszać, pozwalam oczom odpocząć od soczewek. Wtedy jednak dobrze byłoby nosić okulary- lekarz ostrzegał mnie, że wada wzroku może się pogarszać, jeśli w domu nie będę nosić okularów.
 4 lata temu miaÅ‚am okulary, jednak teraz musiaÅ‚abym wymienić do nich szkÅ‚a, poza tym oprawki mi nie pasujÄ….

Dlatego kiedy dostałam propozycję współpracy od znanej Wam już pewnie firmy Firmoo, byłam zachwycona, choć nie od razu się zgodziłam. Miałam nadzieję, że zostanie mi trochę oszczędności po wakacjach i sama kupię sobie okulary. Okazało się jednak, że to bardzo droga zabawka- za ładne oprawki trzeba zapłacić nawet kilkaset złotych (nie mówiąc już o markowych cudach za 2tys zł...). Oczywiście nie stać mnie na tak duży jednorazowy wydatek. Dlatego zgodziłam się na propozycję Firmoo- tym bardziej, że mam możliwość wirtualnego przymierzenia okularów.

W oczekiwaniu na moją wizytę u okulisty (przed zamówieniem okularów muszę jeszcze raz zbadać wzrok, by mieć pewność, jakich szkieł potrzebuję) bawię się w wirtualne przymierzanie.
Pokażę Wam kilka oprawek, które mnie zainteresowały. Będzie mi bardzo miło, jeśli doradzicie, w których wyglądam najlepiej :)






Powyższe zdjęcia pochodzą ze strony http://www.firmoo.com/


Jeśli wpadły Wam w oko któreś z oprawek Firmoo, polecam rozważyć zakup już teraz- aktualnie Firmoo oferuje fajną promocję- za pierwsze zakupione okulary nie płacimy- pokrywamy jedynie koszty ich wysyłki (podobno jest to kwota rzędu 15-16$). A wybór oprawek jest naprawdę duży. Możemy również zdecydować się na okulary słoneczne. Więcej informacji znajdziecie, klikając w poniższy banner:



Czekam na Wasze rady, na którą parę powinnam się zdecydować :)

P.S. Gwoli wyjaśnienia, czemu nie chcę nosić moich poprzednich okularów:

wiosna 2009. bleh!

Przedstawię Wam dziś przedziwny kosmetyk do włosów. Wiązałam z nim duże nadzieje- po pierwsze ze względu na kuszące słowo "chocolate" w nazwie, a po drugie ze względu na organiczny skład i certyfikaty Fair Trade i ECOCERT.
Jak z tego wodzenia na pokuszenie wywiązała się odżywka do włosów Acai Chocolate Conditioner Anti-aging & nourishing Ikove?


Opakowanie: plastikowa nieprzezroczysta buteleczka z aplikatorem. Estetyczna etykietka z foliowanego papieru- nie ściera się podczas użytkowania, nie namaka. Opakowanie jest dość wygodne.


Użytkowanie:
- Konsystencja - bardzo rzadka, wręcz spływa z dłoni i ciężko nałożyć ją na włosy bez zachlapania całej łazienki
- Aplikacja - utrudniona ze względu na bardzo rzadką konsystencję odżywki. Poza tym odżywka nałożona na włosy po prostu... znika! Nie czuć jej w ogóle na włosach, nie można więc kontrolować tego, czy została odpowiednio rozprowadzona
- Wydajność - bardzo słaba - ze względu na konsystencję i problemy z aplikacją, wylewałam bardzo dużo odżywki na dłoń, bo cały czas miałam wrażenie, że w ogóle nie ma jej na włosach
- Zapach - spodziewałam się aromatu czekolady, tymczasem okazało się, że odżywka pachnie bardziej jagodami. Zapach przypomina mi trochę owocowe galaretki w czekoladzie (coś jak Mieszanka Krakowska), jest jednak bardziej cierpki. Mi się nie spodobał.
+ Czas aplikacji - według informacji na opakowaniu wystarczą 2 minuty


Efekty:
- Brak widocznych efektów - po zmyciu odżywki włosy są dokładnie takie same jak i bez niej. Nie czuć, by za sprawą odżywki stały się bardziej miękkie, nawilżone, lśniące.
? Efekt anty-aging - pojęcia nie mam, jak miałby na włosach wyglądać efekt "przeciwstarzeniowy". Być może regularne stosowanie odżywki przedłuża żywotność włosa? Zapobiega rozdwajaniu się końcówek? Nie wiem, o co chodziło producentowi.


Dostępność: w Polsce chyba jedynie przez eko-drogerię internetową INECOO.PL (obecnie jednak nie ma już tej odżywki w ofercie- nie wiem, czy to chwilowy brak czy nie).

Cena: nie pamiętam dokładnie- regularna cena była chyba w granicach 30-40zł za 250ml (ja kupiłam odżywkę na wyprzedaży za 10-15zł - miała krótki termin ważności).


Skład: tutaj akurat nie ma się do czego przyczepić- skład jest organiczny, certyfikowany, naładowany roślinnymi ekstraktami. Nie ma w nim sztucznych barwników i chemicznych substancji zapachowych, chemicznych substancji zmiękczających włosy i co ważne- nie ma parabenów. Kosmetyk nie zawiera produktów pochodzenia zwierzęcego, nie był też testowany na zwierzętach.
Według informacji na opakowaniu:
- 99,70% składników odżywki jest naturalnego pochodzenia
- 100% roślinnych składników odżywki pochodzi z upraw ekologicznych
- 35,69% wszystkich składników odżywki pochodzi z upraw ekologicznych

INCI: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Extract*, Orbignya Oleifera (Babaçu) Seed Oil*, Euterpa Oleracea (Açai) Fruit Extract*, Theobroma Cacao L. (Cocoa) Butter*^, Pentaclethra Macroloba (Pracaxi) Seed Oil*, Ilex Paraguariensis (Mate) Leaf Extract*, Cetyl Alcohol, Sorbinian Olivate, Cetearyl Olivate, Citrus Aurantium Dulcis (Sweet Orange) Oil*, Theobroma Cacao L. (Cocoa) Liquor*^, Potassium Sorbate.
(Essential oil components: limonene).

* z upraw ekologicznych
^ certyfikat Fair Trade


Ocena: 2/6 (Z bólem serca, pomimo cudownego składu, muszę uznać ten kosmetyk za nieskuteczny- w ogóle nie poprawiał kondycji moich włosów. Gdybym kupiła go w regularnej cenie, byłabym bardzo wkurzona :P)

Może się to wydać absurdalne, ale gdybym jeszcze kiedyś trafiła na taką korzystną przecenę tej odżywki, kupiłabym 3-4 opakowania. Chciałabym przekonać się, czy przy dłuższym, regularnym stosowaniu można zauważyć jakiekolwiek efekty.





Obiła Wam się o uszy firma Ikove? Przyznam, że ja pierwszy raz miałam z nią kontakt.

Jakie odżywki polecacie? Może są wśród nich jakieś organiczne, które warto wypróbować? Dajcie znać, czego mam szukać, kiedy wykończę odżywkowe zapasy ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...