Kochani, po pierwsze:
Przypominam o trwającym na blogu rozdaniu, w którym do wygrania są lakiery OPI, maski do włosów BingoSpa, zestaw miniaturek Sanctuary i maski do włosów Montagne Jeunesse. Jeśli jeszcze się nie zgłosiliście, macie czas jedynie do 18 czerwca, dlatego radzę się pospieszyć.
Zgłoszenia umieszczajcie pod notką konkursową- wystarczy kliknąć w banner w pasku bocznym, by przeniosło Was w odpowiednie miejsce :)


Po drugie:
Wczoraj świat blogowy obiegła informacja dotycząca niewywiązania się jednej z blogerek ze "zobowiązań wymiankowych" (czyt. wzięła, a nie dała nic w zamian). A że w przyrodzie z reguły panuje równowaga, toteż dzisiaj ja dla kontrastu opowiem Wam o blogerce, która dała, a w zamian nic nie wzięła ;)
Sprawa dotyczy dziewczyny kryjącej się pod nickiem Urban Warrior (znanej chyba wszystkim właścicielki bloga The Urban State of Mind).
Otóż jakiś czas temu miałam szczęście wygrać u niej w rozdaniu korektor pod oczy Maybelline Instant Age Rewind. Urban spytała, czy chciałabym dostać od niej parę kosmetyków, których ona "nie ma czasu używać" i chce je oddać w dobre ręce. Oczywiście zgodziłam się bardzo chętnie- liczyłam na dwa, może trzy cudeńka z Ju Es Ej ;)
Kiedy dotarła do mnie paczka, myślałam, że to jakaś pomyłka. Ważyło to chyba tonę, a zawierało... no właśnie, sami zobaczcie. Ja jeszcze przez wiele godzin po rozpakowaniu zbierałam szczękę z podłogi.



Poniżej moja wygrana rozdaniowa - korektor pod oczy.



A na kolejnych fotkach "dodatki", które mi Urban dorzuciła.

Od lewej strony:
- Tarte - jest to lip tint w kolorze intensywnej czerwieni. Coś pięknego!
- miniaturka pomadki Dior Addict High Shine nr 680 - początkowo wydawała mi się bardzo ciemna, jednak na ustach prezentuje się bosko!
- błyszczyk NoName - delikatny róż, trudny do opisania, pachnie miętą
- zestaw mini błyszczyków Essence
- miniaturka pomadki Estee Lauder Pure Color nr 187 Sunstone - miniaturka od pełnowymiarowego opakowania różni się jedynie opakowaniem, wagę ma podobno taką samą. Kolor od razu spodobał się mojej mamie i zakosiła pomadkę :P
- błyszczyk Golden Rose Shimmer Gloss nr 56 - piękny i o bardzo fajnej konsystencji
- balsam L'Oreal High Intensity Pigments Jelly Balm nr 320 Delectable - kosmetyk, w którym zakochałam się jako pierwszym z całej paki. Bardzo delikatnie barwi usta, ma gęstą konsystencję, fajnie nawilża, a ten waniliowy zapach sprawia, że mam ochotę jeść go łyżeczką.
- miniaturka błyszczyku Estee Lauder High Gloss nr 10 Rose - pachnie przyjemnie, prezentuje się ładnie, kolor idealny dla mnie
- błyszczyk Maybelline Shine Sensational 75 Cherry Kiss - obłędnie pachnie wiśniami, ale jeszcze go nie wypróbowałam. Na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że będzie dawał cudny efekt mokrych ust, bo jest żelkowy, bezdrobinkowy.
- NYX Long Pencil Lip - konturówka do ust w kolorze ciepłego brązu. Ja nie używam tego typu gadżetów, więc pewnie podam dalej ;)



 

- Zestaw minipędzli EcoTools - 5 cudownie wykonanych pędzli w praktycznej saszetce z lusterkiem
- MeMeMe Shiny Shimmers Pink Shimmer - cudowny połyskujący róż w kilku odcieniach- zaklejony folią, świeżutki
- Physicians Formula Bronze Booster Fair to Light - delikatny bronzer z iskrzÄ…cymi drobinkami, idealny na lato
- róż Elf  Pink Passion - jasny, pastelowy róż o matowym wykoÅ„czeniu- jeszcze go nie wypróbowaÅ‚am, ale myÅ›lÄ™, że bÄ™dzie cudownie pasowaÅ‚ do pomadki Kryolan, którÄ… mam z GlossyBoxa
- Elf Gotta Glow - niby róż, ale moim zdaniem to raczej rozświetlacz (wstyd się przyznać, ale pierwszy w mojej kolekcji...) - nie jest w rzeczywistości tak biały, jak na zdjęciu. Raczej iskrzy się na złoto.
- Elf Golden Bronzer Golden - ponad 12g bronzera w 4 odcieniach- cudo!




Od lewej:
- Almay Pure Blends - mineralny podkład sypki - polowałam na niego w drogeriach internetowych, a tu proszę- przywędrował do mnie aż zza oceanu :) kolor idealny dla mnie, testy niebawem
- BRTC Blemish Recover Balm Trouble Clinic Line - OMG!!! Mój pierwszy BB Krem! Jestem zachwycona- kolor idealny, testy niebawem
- Xout Shine Control Oil-Free Formula - czy to baza, czy też krem- tego nie wiem jeszcze :P W każdym razie pachnie bosko
- odlewka podkładu Illamasqua Lure Foundation - mała rzecz, a cieszy. Nigdy nie miałam kontaktu z kosmetykami tak profesjonalnymi jak Illamasqua, toteż cieszę się z tej odlewki podwójnie
- P2 Into Lace - paleta korektorów - maziałam się nimi na razie po nadgarstku, ale zapowiadają się ciekawie

Od lewej:
- CD - testery cieni do powiek- w rzeczywistości wyglądają po prostu jak dwie palety- jedna w odcieniach różu i fioletu, druga w brązach, brudnych różach i pomarańczach
- MeMeMe Eye Inspire Baked Eyeshadow Goddes Eyes - błyszczące na złoto brązowe i beżowe 4 kolory cieni. Jednym słowem absolutnie booooskie!
- Lorac On Screen Duo - o ile dobrze myślę, jest to beżowy cień do powiek + metaliczny szary eyeliner w żelu
- Maybelline Color Tattoo by Eyestudio 10 Fierce & Tangy - błękitny cieÅ„ do  powiek w kremie - piÄ™knie bÅ‚yszczy, na swatchach wychodzi nieziemsko
- Clinique Colour Surge Eye Shadow Trio 10 Coral Reefs - piękne trio cieni- delikatny róż, beż i brąz- błyszczą cudownie, ale nie tandetnie
- Catrice Gel Eye Liner 020 It's Mambo Nr. 2 - kupiony ze dwa miesiące temu pędzelek do eyelinera żelowego wreszcie mi się na coś przyda ;) eyeliner jest przyjemny w nakładaniu, ma śliczny kolor, trudny do opisania- ciemny, ale subtelniejszy niż hardkorowa czarna krecha na powiece- idealny do dziennego makijażu
- L'Oreal Infallible 899 Endless Pearl - jeszcze nie wypróbowany na powiekach, ale swatchowany i mogę powiedzieć, że kolor w moim typie, a konsystencja kosmiczna- nie sypka, nie stała, jakby plastyczna xD
- Dazzle Dust by Barry M 78 - sypki błękitny cień iskrzący jak milion dolców :P będzie idealny na imprezy (a musicie wiedzieć, że po obronie mam zamiar obskoczyć co weekend inną krakowską imprezownię :P)
- NYX Roll On Shimmer RES07 Taupe - bardzo mocno błyszczący ciemno złoty cosiek- według mnie najlepiej będzie sprawował się w roli cienia do powiek, choć na opakowaniu jest napisane: "eyes, face, body"
- Bourjois Waterproof Contour Clubbing 45 Blue Remix - konturówka do oczu w kolorze pięknego intensywnego błękitu- na lato będzie idealna do dziennych, trochę szalonych makijaży



Od lewej:
- Wet n Wild Coloricon 33825 Speak When Spoken To - najbardziej roziskrzony lakier mojej kolekcji- od razu wymaziałam nim pazurki (nałożyłam go na delikatny róż Bunny Nose z NailTek Colour i efekt jest oszałamiający)
- Sally Hansen Salon Effects Real Nail Polish Strips 310 Wild Child - zeberkowe naklejki- nie jestem pewna, czy będę potrafiła je sobie zaaplikować, więc może oddam je w bardziej profesjonalne łapki
- OPI Top Coat - kiedy zobaczyłam tą gigantyczną butelkę OPI, wydusiłam z siebie jedynie OMG. Padłam po prostu. Wreszcie na moich pazurkach zagości dobry top coat :)
- Sephora by OPI - kolor jak dla mnie niezidentyfikowany- na pakowaniu nie widzę nic, co wskazywałoby na jego nazwę, a sama z siebie też niestety jej nie rozpoznam. W każdym razie jest to lakier bez drobinek, w kolorze boskiego koralu- na paznokciach wygląda nieziemsko (moja siostra od razu go wykorzystała), idealnie pasuje do mojej ukochanej nowej bluzki na lato :) Na zdjęciu wygląda na pomarańczowy- w rzeczywistości to koral.

Przyznam, że chyba jeszcze nigdy w życiu moja kolekcja kosmetyków nie zwiększyła się jednorazowo tak znacznie, jak po otrzymaniu tej paczki.
Zastanawiam się, jak kochanym trzeba być człowiekiem, by oddać za darmo tyle cudowności zupełnie obcej osobie!

"Dodatki" od Urbanka w większości w ogóle nie zdradzają oznak użycia, swatchowania czy nawet muśnięcia paluszkiem. Nie ma wśród nich nic, co byłoby zużyte chociażby w 10%- wszystko jest nowe lub prawie nowe.

Pisałam to już w mailach chyba z 50 razy, pewnie już Ci to bokiem wychodzi, ale jeśli tu zajrzysz, Urbanku, to wiedz, że baaaaardzo Ci dziękuję za to wszystko! :*
Mój chłopak się śmiał, że uszczęśliwiłaś mnie bardziej niż święty Mikołaj przez wszystkie zimy mojego życia razem wzięte ;)

A Wam powiem tyle kochani:
ze względu na ogrom kosmetyków od Urbanka, byłam zmuszona do posprzątania moich szuflad i zrobienia miejsca na te cudowności. Pod wpływem porządków znalazłam kilka kosmetyków, z których ja nie korzystam, bo coś tam mi nie pasuje albo po prostu mam inne tego typu i tych już nie używam. Postanowiłam oddać je w dobre ręce.
Co prawda nie są to OPI czy Diory, jakie rozdaje Urban, ale może akurat coś komuś w oko wpadnie :)
Zakładka "oddam w dobre ręce" pojawi się na moim blogu, kiedy tylko ogarnę fotki- czyli pewnie jutro. Zaglądajcie, coby nie przegapić.

Muah! :*
Witajcie kochani!
Wciąż jeszcze nie mogę ogarnąć się ze wszystkim tym, co mam do zrobienia. Mam jednak nadzieję, że już niebawem ten szalony czas się skończy.
Dziś pokażę Wam kosmetyki, które w ostatnich dniach u mnie zawitały. Jest ich sporo, więc post będzie tasiemcowy.

Na pierwszy ogień idą moje zakupy.
To, co widzicie na zdjÄ™ciu poniżej, kupiÅ‚am w drogerii Firlit przy ul. Karmelickiej w Krakowie. Przy dziale z kosmetykami do wÅ‚osów staÅ‚am tak dÅ‚ugo, że aż pracownice sklepu zaczęły siÄ™ niepokoić, czy aby nie zapuÅ›ciÅ‚am korzeni. OkazaÅ‚o siÄ™, że w Firlit majÄ… sporo kosmetyków firmy Kallos - szampony (niestety z SLS), odżywki (niestety z silikonami) i maski- z proteinami mlecznymi, z wyciÄ…giem z Å‚ożysk  i jakaÅ› jeszcze, ale już nie pamiÄ™tam. Ceny niskie, opakowania gigantyczne (ok. 15zÅ‚ za 1000ml)- gdyby ktoÅ› coÅ› chciaÅ‚, mogÄ™ pomóc i zostać WaszÄ… zakupowÄ… poÅ›redniczkÄ… ;) JeÅ›li bÄ™dziecie zainteresowane, przy najbliższej wizycie obczajÄ™ dokÅ‚adnie, jakie sÄ… kosmetyki i ile dokÅ‚adnie kosztujÄ….
Ok, nie przedłużając:


1. Barwa - Woda pokrzywowa - mam zamiar wcierać ją w skalp (chociaż picie też nie byłoby złym pomysłem). Dopiero po wyjściu ze sklepu sprawdziłam, że ma w składzie ogromne ilości alkoholu (pachnie jak jakaś ziołowa wóda...), mam nadzieję, że nie podrażni mojej skóry głowy. Cena: 4,80zł za 90g.
2. Kallos - Maska do włosów z proteinami mlecznymi - wiele blogerek ją zna i poleca. Ja mam zamiar stosować ją jako odżywkę po zmyciu oleju. Pachnie nieziemsko- aż chciałoby się ją zjeść. Cena: 15,99zł za 1000ml.
3. Joanna Sensual - krem do depilacji nóg - jeden z moich ulubionych, jego recenzję już pisałam. Cena: 7,10zł
4. Essence - Lakier nawieżchniowy przyspieszający wysychanie - chciałam upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu- mieć wysuszacz i dobry topcoat (Sally Hansen, którą mam, paskudnie "bąbluje"). Cena: 7,99zł za 8ml


Kolejne zakupy wykonywałam już online- najpierw w sklepie Bandi. Do zamówienia dostałam kilka ciekawych próbek- to lubię ;)

 Bandi - EcoSkin Care - KojÄ…cy krem do twarzy SPF25 - CzaiÅ‚am siÄ™ na niego odkÄ…d tylko usÅ‚yszaÅ‚am o tej nowej serii. CzytajÄ…c opis i zasiÄ™gajÄ…c porad przemiÅ‚ej pani przy stoisku Bandi na targach kosmetycznych uznaÅ‚am, że to krem idealny dla mnie. Teraz moja skóra potrzebuje ukojenia, nawilżenia bez zatykania porów i naprawdÄ™ stabilnej ochrony przeciwsÅ‚onecznej. Cena: 52zÅ‚ za 50ml


Skusiłam się też na zrobienie zamówienia w sklepie z organicznymi kosmetykami rosyjskimi Kalina.


1. Natura Siberica - Ekspresowa maseczka do twarzy organiczna dla wszystkich typów skóry - jestem bardzo ciekawa tego kosmetyku. Samo opakowanie jest tak piękne, że przyciąga uwagę i kusi. Cena: 18,50zł za 75ml
2Sto receptur piękna - Krem do twarzy na noc. Nawilżenie i świeżość - Mam nadzieję, że ten krem pomoże mi regenerować cerę po całym dniu. Cena: 7,11zł za 40ml
3. Elfa - Tonik do twarzy cera wrażliwa. Stop alergii - udało mi się upolować go w promocji. Liczę na to, że będzie fajnie nawilżał i koił. Cena: 7,65zł za 200ml
4. Sto receptur piękna - Antybakteryjny krem do twarzy - lekki, delikatny dla skóry krem na dzień to coś dla mnie. Zobaczymy, jak spisze się to rosyjskie cudeńko ;) Cena: 8,02zł za 50ml
5. 1RESHENIE - Receptury Babuszki Agafii - Naturalny tonik do włosów wzmacniający - oczywiście będę go stosować jako wcierkę w skalp. Cena: 11,00zł za 150ml
6. Kalina - Rokitnikowy krem do rąk - Już go użyłam i jestem zachwycona! Ma cudowną konsystencję, super nawilża i szybko się wchłania. A zapach... mmmmm... cudowny! Cena: 4,99zł za 42ml

Na powyższym zdjęciu znajduje się tylko część zamówienia- ta, która będzie należeć do mnie. Kilka produktów zamówiłam z myślą o Was ;) Ale szczegółów na razie Wam nie zdradzę.
Poniżej możecie zobaczyć zamówienie z Kaliny w pełnej krasie- całe pudło kosmetyków <3


Tyle z moich zakupów.
Poniżej zdjęcia kosmetyków, które dostałam do przetestowania - od drogerii Biolander oraz od Eveline.


Argile Provence - Organiczne czarne mydło w płynie Savon Noir Eukaliptus - tyle pozytywów naczytałam się o czarnym mydle, że perspektywa testowania go tym bardziej mnie cieszyła. Mydło służy do masażu całego ciała przy pomocy rękawicy Kessa- zapewnia głębokie oczyszczenie, peeling i ujędrnienie. Podobno jest niezastąpione do walki z cellulitem. Cena: 42,00zł za 500ml


Eveline - Slim 4D - Serum intensywnie wyszczuplające & Diamentowy peeling - kosmetyki pachną pięknie! Nie mogę się doczekać, kiedy je wypróbuję i zobaczę efekty ;) Przed latem wyszczuplenie i ujędrnienie jak najbardziej wskazane.


Tak jak zapowiadałam- post wyszedł koszmarnie długi. Więc żeby nie przedłużać, przesyłam całusy i zmykam :*
Wybaczcie kochani, że od wczoraj tak monotematycznie, ale cóż poradzić. Dziś trafiło do mnie pierwsze pudełeczko ShinyBox!
Jestem pod ogromnym wrażeniem- kiedy parę miesięcy temu portal SB startował, niektórzy wróżyli, że to jedno wielkie oszustwo i nikt nigdy nie zobaczy od nich żadnych kosmetyków. Stało się jednak zupełnie inaczej- teraz, kiedy trzymam w rękach pierwsze pudełeczko, jestem pewna, że nie zostałam oszukana.
Tym bardziej, że jego zawartość bardzo przypadła mi do gustu.

Co prawda na stronie ekipa ShinyBox kusiła nas obietnicą współpracy z takimi markami jak Guerlain, Dior czy Yves Saint Laurent, jednak na to chyba trzeba przymknąć oko. Jak pisała jedna z moich czytelniczek- to, że planują nawiązać współpracę z takimi markami, nie znaczy, że naprawdę ją nawiążą.
Tak czy inaczej- zawartość pudełka nie jest może aż tak ekskluzywna, jednak dostajemy to wszystko zupełnie za darmo, więc ja nie narzekam.

Pudełeczko wykonane trochę mniej starannie niż np GlossyBox, ale i tak bardzo ładne.
Dodatkowo opakowane było w jeszcze jedno tekturowe pudełko i w foliową kopertę firmy kurierskiej.



Zawartość prezentuje się super. Całe pudełko było mega ciężkie ;)
Jedynie styropianowe chipsy wyglądają mało profesjonalnie. Ale przynajmniej dobrze chronią, bo kosmetyki dotarły do mnie w całości.


BIODERMA - Płyn micelarny do czyszczenia i demakijażu skóry wrażliwej
Bardzo lubię micele, tego jeszcze nie miałam i z miłą chęcią go wypróbuję i porównam z Bourjois i Avene (którego miniaturkę mam z GlossyBoxa).
Miniaturka - 20ml

Rimmel - połyskujący błyszczyk do ust Vinyl Stars
Kolor nie mój i ta ilość drobinek też nie w moim stylu. Poza tym błyszczyków mam dostatek. Tak więc ten powędruje prawdopodobnie w czyjeś dobre ręce ;)
Produkt pełnowymiarowy

Pharmatheiss Cosmetics - Granatapfel ujędrniający krem do twarzy na dzień
Kolejny kremik przeciwzmarszczkowy... Tego chyba jednak nie oddam mojej mamie i sama z chęcią wypróbuję na moich pierwszych zmarszczkach mimicznych ;)
Miniaturka- 15ml

Biogena Pharma - multiwitaminowa odżywka do paznokci
To jest to, czego mi było trzeba! Miałam zamiar kupić Eveline, ale dopiero po skończeniu kuracji Merz Special. Teraz jednak z chęcią wypróbuję tą odżywkę. Wygląda obiecująco.
Produkt pełnowymiarowy
 

L'Oreal - szampon przedłużający trwałość koloru
No i to jest prawdziwe cudeńko- słyszałam, że jest naprawdę fajny. Poza tym jego cena mówi sama za siebie- ponad 30zł za 250ml to niemało moim zdaniem. Szkoda tylko, że zawiera SLS. Z chęcią podaruję go mamie, bo ja nie farbuję włosów i nie używam szamponów z SLS.
Produkt pełnowymiarowy


I jak wrażenia kochani?

Dziwi mnie jednak to, że nie ma możliwości wykupienia sobie takiego pudełeczka- można go zamówić jedynie za punkty.
Jeśli nie macie jeszcze konta na ShinyBox, a pierwsze pudełeczko przekonało Was, że warto się tam zarejestrować, oto link:



Piszcie, czy Wy również dostaliście dziś tą kosmetyczną niespodziankę? Jak Wam podoba się pomysł tych kosmetycznych pudełek za punkty?
Hej kochani!
Wracam do Was po szalonym weekendzie pełna energii i zapału do pisania, z nowymi inspiracjami, z nowymi pomysłami i niespodziankami. Wczoraj zrobiłam ogroooomne zamówienie na kosmetyki (a jakżeby inaczej...), którymi z chęcią podzielę się z Wami. Zbliżający się koniec moich studiów licencjackich i początek wakacji to chyba dobra okazja do świętowania- a ja lubię, gdy Wy świętujecie ze mną :)
Ale o tym innym razem.

Dziś przybył do mnie czerwcowy GlossyBox. Szczerze mówiąc jestem trochę zawiedziona- kosmetyków jest 6 (to na plus), jednak są średnio dopasowane do moich potrzeb. Zresztą sami zobaczcie.

Pudełko tradycyjne- w kolorze delikatnego pudrowego różu.

Wypełnione po brzegi kosmetykami.

Jak zawsze miły liścik od ekipy GB


BM BEAUTY - Sypki róż mineralny Peachy Glow
No faaaajny... Ale obawiam się, że odcień nie dla mnie. Mam też taką straszną wizję, że nie poradzę sobie z nakładaniem sypkiego różu (jeszcze nigdy nie miałam takiego wynalazku) i zrobię z siebie rosyjską babuszkę z przemrożonymi polikami.
Miniaturka - 1g

CLARENA - Luksusowy krem mikrokolagenowy z multipeptydami
Mikro z multi... Nazwa dość skomplikowana, brzmi naprawdę luksusowo. Zobaczymy, jak będzie z jego działaniem. Niestety ja się o tym nie przekonam, ponieważ krem nie jest dla mnie. Ma działanie przeciwzmarszczkowe, więc oddam go mojej mamie.
Miniaturka - 30ml

TONI&GUY - Sól morska w sprayu
Kosmetyk do włosów, gdyby ktoś nie wiedział (ja nie wiedziałam, przyznaję się). Zapowiadało się ciekawie, dopóki nie sprawdziłam składu. Sama chemia, a parabenów jest tam tyle, że aż boli.
Miniaturka - 75ml

TSO MORIRI - organiczne z naturalnymi ekstraktami Mydło Kibica
Kocham mydła wszelkiego rodzaju- a już najbardziej te organiczne. Już sam zapach i wygląd tego mydełka podbiły moje serce (jako że od piątku jestem zapalonym kibicem piłki nożnej). Niestety jednak mam już taki zapas mydeł, że to będzie musiało spoooor poczekać w kolejce.
Pełny produkt - 100g

YVES ROCHER - Pogrubiający tusz do rzęs Sexy Pulp Czarny
Szczerze powiedziawszy nie jestem przekonana do kolorówki z tej firmy. Dam jednak szansę temu tuszowi i wypróbuję go niebawem. W końcu obietnice producenta są tak kuszące, że nie mogę się oprzeć.
Miniaturka - 2,5ml

Karta rabatowa Yves Rocher -30% na wybrany kosmetyk
Nie wiem, czy z niej skorzystam- raczej nie robię zakupów w tym sklepie, ale może dam im szansę.

LOEWE - Aire Sensual
Podobno jest to "dusza hiszpańskiej kobiety zamknięta w butelce perfum". To mogłoby tłumaczyć fakt, dlaczego nie przypadł mi do gustu ten zapach- nie jestem hiszpańską kobietą, więc moja dusza potrzebuje czegoś innego.
Po jednokrotnym spryskaniu nadgarstka mogę powiedzieć, że choć jest to woda toaletowa, to pachnie mega intensywnie. Zapach jest elegancki, lekki i kwiatowy, ale jakiś taki nie mój... Chyba ten kosmetyk również powędruje do mojej mamy.
Miniaturka - 2ml

Podsumowując- najbardziej przypadło mi do gustu mydełko. Szkoda, że mam już całą półkę mydełek i to zacznę stosować pewnie dopiero za jakieś 2-3 miesiące.
Dwa kosmetyki oddaję już od razu mojej mamie.
Jak dla mnie jest to najgorszy dotąd GlossyBox. Nie zrezygnuję jednak z subskrypcji (choć to rozważałam), bo poprzednie pudełka były moim zdaniem świetne. Mam nadzieję, że lipcowe pudełko będzie już o wiele lepsze :)

Piszcie, jak Wam podoba się zawartość tego pudełka- jesteście na TAK czy też raczej na NIE?
Zamówiliście GlossyBoxa w tym miesiącu? Jeśli tak, to czy jego zawartość różni się w jakiś sposób od tego, co ja znalazłam w moim pudełeczku?

Piszcie! :*
Hej kochani!
Wybaczcie moje znikanie z blogosfery- ostatnio jestem troszkę zakręcona.
Wczoraj miałam egzamin - obiecałam sobie, że choć raz w życiu zabiorę się za naukę wcześniej. Uhum, jasne. Skończyło się jak zwykle. Ale zdałam na 4, z czego jestem bardzo zadowolona :)
Na uczelni pojawiłam się po ponad miesiącu przerwy. Niemałą sensację wzbudziła moja twarz pozaklejana plastrami jakby mi co najmniej krokodyl nos odgryzł. Musiałam zakleić to, co mam na twarzy, żeby słońce nie świeciło, deszcz nie padał i ogólnie miejskie zabrudzenia z powietrza się tam nie dostały. Wszyscy pytali, co mi jest, a przecież nie będę im opowiadać ze szczegółami o mojej chorobie. Grrrrr. No cóż, każdy temat do plotek jest dobry ;]
Po powrocie z egzaminu musiałam odespać, potem na 90 minut stałam się wiernym kibicem i pasjonatką piłki nożnej.
A dziś wybywam do mojego lubego. Tak szczerze- kurcze, mam cholerne szczęście w życiu- mam najcudowniejszego mężczyznę w tej części galaktyki :) Cierpliwie znosi moje złe humory, moje problemy, moje narzekanie. I jeszcze dziś czeka na mnie z pysznym obiadkiem, deserem i masażem ;)

Ok, koniec lania wody, czas na recenzję kosmetyku, który zaciekawił kilka osób, kiedy pojawił się w ostatnim poście denkowym. Przed Wami mój kosmetyczny ulubieniec, który działa bosko, choć robi ze mnie błotnego potwora- Maska błotna do twarzy z błotem z Morza Martwego, białą glinką i cynkiem BingoSpa.


Opakowanie: klasyczne dla masek BingoSpa- niewielki plastikowy słoiczek z zakrętką. Jak dla mnie bardzo praktyczny. Etykietka trochę się ściera, bo jest papierowa, niezabezpieczona żadną folią- jak we wszystkich kosmetykach BingoSpa.

Użytkowanie: Maska ma konsystencję gość gęstego musu. Przyjemnie rozprowadza się na twarzy- można nałożyć ją cieńszą warstwą, albo zaszaleć i zamienić się w prawdziwego błotnego potwora.
Maska pachnie bardzo intensywnie, miętowo- gdyż zawiera olejek miętowy. Po nałożeniu na twarz daje uczucie mrowienia, szczypania i meeeeega intensywnego chłodzenia- mi aż oczy łzawiły. Początkowo nie jest to zbyt przyjemne, ale można się przyzwyczaić.
Maska nie wysycha tak jak tradycyjne glinkowce. Zmywa się dość ciężko (najlepiej gąbeczką)- jest jakby połączeniem maski glinkowej i maski typowo nawilżającej o konsystencji gęstego kremu.
Jest dosyć wydajna.

Efekty: Po pierwsze- mega intensywne odświeżenie twarzy. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie czułam. Po drugie- nawilżenie i wygładzenie cery. Po trzecie- ukojenie. Dzięki zawartości cynku maska łagodzi wszelkie podrażnienia, przyspiesza gojenie się drobnych uszkodzeń skóry. Bardzo dobrze radzi sobie z zaczerwienieniami i podrażnieniami wywołanymi trądzikiem- w ogóle świetnie nadaje się dla trądzikowej cery, bo nie zapycha porów, przyspiesza gojenie, a jednocześnie nie wysusza cery, jak robią to zazwyczaj maski oczyszczające (przynajmniej te, z którymi ja miałam styczność :P).

Skład: Wszystkie najważniejsze składniki są w składzie bardzo wysoko (błoto z Morza Martwego, biała glinka, cynk oraz olejek miętowy), jednak niestety w składzie znajdują się też parabeny.


Dostępność: ze znalezieniem tej maski w drogerii może być problem. Jeśli ktoś jednak uprze się, by szukać, polecam napisać na fanpage BingoSpa na facebooku, gdzie najbliżej Waszego miejsca zamieszkania znajduje się sklep, który z nimi współpracuje.
Jeśli nie chcecie szukać w drogeriach, można zamówić online- na przykład przez sklep internetowy BingoSpa

Cena12zł za 150g.

Ocena: 6-/6 (Mały minus za parabeny w składzie i kiepską dostępność stacjonarnie. Poza tym same plusy- niska cena, niezła wydajność, no i działanie. Dla mnie rewelacja- maska świetnie sprawdzała się na mojej wrażliwej, ale tłustej cerze. Mam zamiar kupić ją jeszcze nie raz).

Mam nadzieję, że się nie przestraszycie :P
Zdjęcie robione już jakiś czas temu- zanim jeszcze zaczęła się prawdziwa wojna z moimi problemami nie-twarzowymi.
Maskę nakładałam dość grubo, lubię szaleć i zamieniać się w takiego błotnego potworka ;)





Ściskam Was mocno! Wracam w poniedziałek, wtedy też nadrobię moje tyły w czytaniu Waszych blogów :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...