Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy skórne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy skórne. Pokaż wszystkie posty



Z trądzikiem walczę już dobrych kilka albo i nawet kilkanaście lat. Na razie bez efektów.
Wypróbowałam chyba większość dostępnych na rynku kosmetyków przeciwtrądzikowych - zarówno tych drogeryjnych jak i aptecznych. Zwiedzałam różne gabinety dermatologiczne i kosmetyczne. Stosowałam suplementy diety, piłam napary z bratka i czystka. Zwykłe środki myjące zamieniłam na naturalne mydła i delikatne żele, włączyłam do codziennej pielęgnacji szczoteczkę soniczną. Odstawiłam kremy z parafiną. Wypróbowałam też mineralne kosmetyki do makijażu. Wszystko to bez rezultatu. Oczywiście proponowano mi retinoidy doustne, ale nie zdecydowałam się, bo przez przebyte w dzieciństwie choroby mam słabą wątrobę i podejrzewam, że kuracji tego typu by nie zniosła.
Początkowo, gdy weszłam w okres dojrzewania, trądzik objawiał się głównie zaskórnikami na nosie i krostkami na czole. Z czasem przeniósł się na bok lewego policzka i brodę, tworząc jakby podskórne stany zapalne, zaczerwienienia i pozostawiając niewielkie blizny (choć reszta skóry na twarzy też nie jest idealna - zaskórniki na nosie wciąż obecne, krostki na czole również, choć już o wiele mniejsze niż kiedyś).

Stan skóry przed rozpoczęciem kuracji
Ostatnio stwierdziłam, że jestem psychicznie gotowa do dalszej walki. Wiecie - to trochę demotywujące, gdy znosi się jakieś średnio miłe kuracje, wydaje kilkaset złotych na lekarzy i kosmetyki, a efektów nie ma. Po każdej takiej przegranej walce potrzebuję trochę czasu, by na nowo nabrać motywacji.


Zapisałam się do pierwszego-lepszego dematologa w najbliższej przychodni. Okazało się, że to sympatyczna pani w średnim wieku. Przywitała mnie zupełnie inaczej niż wszyscy dermatolodzy do tej pory. Nie obiecywała, że będzie super. Stwierdziła, że skłonności do trądziku są genetyczne, a to, czy się objawiają, zależy od kilku czynników:
  1. Dieta - cukier, pikantne przyprawy, alkohol i wszystko co kwaśne to potencjalne czynniki wywołujące trądzik.
  2. Nieodpowiednia pielęgnacja
  3. Stan zapalny w organizmie - może to być nawet nadpsuty ząb.
  4. Wahania hormonalne - które w przypadku kobiet są naturalne ze względu na cykl owulacyjny.

Pani dermatolog dała mi cały szereg zaleceń:
  1. Dieta
    Muszę wykluczyć z diety cukier i generalnie wszystko, co słodkie. Wyjątkiem są oczywiście owoce i miód w rozsądnych ilościach. Poza tym mam zakaz picia alkoholu (nawet lampka wina do obiadu odpada), zakaz spożywania kwaśnych i pikantnych rzeczy.
  2. Pielęgnacja
    Twarz, plecy i dekolt myję przegotowaną wodą. Używam do tego celu delikatnego, aptecznego żelu myjącego.
    Na noc aplikuję maść... a raczej gęstą pastę robioną na zamówienie (a w jej składzie antybiotyk doksycyklina, kwas salicylowy, cynk, siarczan miedzi, lanolina, woda destylowana i wazelina).
    Na dzień stosuję dwa kosmetyki: krem Duac (z klindamycyną i nadtlenkiem benzoilu) oraz lotion Aknicare marki Synchroline (na bazie alkoholu, z czymś, co zwie się GT peptide-10 oraz z kwasem salicylowym). Stosuję te dwa produkty naprzemiennie, dwa razy dnia. To znaczy dziś Aknicare rano i w południe, a jutro Duac rano i w południe, pojutrze znowu Aknicare rano i w południe... i tak w kółko.
  3. Makijaż
    Na czas kuracji muszę zrezygnować z makijażu, nawet tego mineralnego. Zresztą patrząc na stan mojej cery, nie byłoby możliwości nałożyć na nią kosmetyków kolorowych, bo stała się wrażliwa na dotyk i łuszczy się.
  4. Wizyty u lekarzy
    Dermatolog zaleciła mi wybranie się do stomatologa, ginekologa i laryngologa, by zbadali mnie pod kątem ognisk zapalnych (cokolwiek to znaczy).

Ten etap walki z trądzikiem rozpoczęłam w piątek (27.02.2015). Nie jest łatwo - trudności nastręcza zwłaszcza dieta (organizm uzależniony od słodkich przekąsek wciąż domaga się cukru), a także pielęgnacja. Muszę pamiętać, by podczas codziennej kąpieli nie moczyć wodą z prysznica pleców i dekoltu, a dopiero potem umyć te obszary przegotowaną wodą. O wodzie zresztą też muszę pamiętać, bo zagotowana stygnie dość długo. Wychodzenie 'do ludzi' bez tapety też nie należy do przyjemności. Tym bardziej, że jutro mam rozmowę kwalifikacyjną, a wiadomo, że w takiej sytuacji człowiek chciałby wyglądać możliwie jak najlepiej.

W 4 dniu kuracji większych zmian na razie nie widzę - skóra się łuszczy, jest wrażliwa. Zmiany podskórne jakby trochę zjaśniały i zmalały, ale jeszcze nie wiem, czy to zasługa kuracji czy po prostu moja cera ma lepszy okres (co, o dziwo, czasem się zdarza).
Nie nastawiam się od razu na spektakularne efekty, ale też nie tracę nadziei, że mogę się wreszcie kiedyś pozbyć trądziku. Na pewno po jakimś czasie dam Wam znać, jak mi idzie walka z wrogiem ;)

Pozdrawiam!
Jakiś czas temu pisałam Wam o moich problemach z dłońmi. Niestety utrzymują się one do dziś, tyle że zmieniły lokalizację. Wcześniej na wierzchu dłoni pojawiały się drobne krostki i przesuszenie. Teraz podrażnienia umiejscowiły się na boku palca wskazującego lewej dłoni i na boku palca serdecznego prawej dłoni. Dodatkowo poza krostkami i przesuszeniami pojawiły się rany - jakby pęknięcia skóry. Na szczęście objawy nie występują ciągle - w chwili obecnej jest ok.
Oczywiście skonsultowałam sprawę z lekarzem - najpierw lekarz pierwszego kontaktu, potem alergolog, na końcu dermatolog. Przyczyny nieznane.

Alergolog stwierdził, że nie jest to typowa egzema, bo egzema i atopowe zapalenie skóry pojawia się na wierzchu dłoni. Nie jest to też typowy wyprysk kontaktowy, bo z kolei on pojawia się z reguły na wewnętrznej stronie dłoni. Umiejscowienie jest charakterystyczne dla potówek, ale ja nie mam problemów z nadmierną potliwością dłoni. Podejrzewano alergię na wełnę (w końcu jest zima, rękawiczki zakładam przy każdym wyjściu na zewnątrz), ale okazało się, że moje rękawiczki podszyte są polarem.

Zapisano mi maść sterydową, zalecono łagodny żel dla skóry alergicznej, a także krem Isana z mocznikiem.



Do mycia rąk stosuję mydło w płynie Neutral. To kolejny świetny kosmetyk tej marki (o balsamie do ciała pisałam TUTAJ). Ma postać bezbarwnego i bezzapachowego żelu - w końcu kosmetyk nie zawiera barwników, substancji zapachowych i konserwantów, więc jest idealny do wrażliwej, alergicznej skóry dłoni. Wygodne opakowanie z pompką to kolejny plus. Znajdziecie go w drogeriach Rossmann w cenie 11,89 zł za 300ml.


Kolejny kosmetyk również pochodzi z Rossmanna - Isana MED krem do rąk z 5,5% mocznika. Za 100ml zapłaciłam 5,99zł. Klasyczny krem Isana 5% mocznika kojarzy chyba każdy z Was. Wersja Isana MED jest rzadsza, ale o dziwo wchłania się trochę gorzej. Nie daje takiego przyjemnego odczucia komfortu po użyciu jak krem Isana 5%, ale za to jest nieperfumowany, pozbawiony barwników i parabenów, także idealnie sprawdzi się do bardzo wrażliwej skóry. Ma jednak jeden spory minus - gdy posmarujemy nim skaleczoną skórę, wywołuje mocne pieczenie. Mimo wszystko polubiłam go, bo działa - regularnie stosowany przynosi skórze sporą ulgę, nawilża i regeneruje, zapobiega powstawaniu u mnie tych okropnych podrażnień.



Poza tym mam jeszcze jeden patent, a związany jest on z porządkami domowymi. Oczywiście za każdym razem podczas sprzątania zakładałam gumowe rękawiczki, jednak lekarz alergolog uświadomił mi, że to również nie jest korzystne dla skóry, bo takie rękawiczki także mogą mieć działanie podrażniające. Dlatego teraz przed przystąpieniem do porządków smaruję dłonie obficie kremem, nakładam na nie bawełniane rękawiczki, a na to dopiero gumowe rękawice do sprzątania.

Mam nadzieję, że moje problemy z dłońmi wreszcie zostaną opanowane.
Zdradzę Wam w sekrecie, że od wczoraj zmieniam swoją dietę - na próbę eliminuję gluten. Może to wpłynie na poprawę mojej skóry? Zobaczymy ;)


Witajcie!
Na dziś przygotowałam post z recenzją, jednak nastąpiła zmiana planów. Zamiast recenzji poczytacie kolejny odcinek z serii moich skórnych problemów.

Obudziłam się rano z obolałymi, swędzącymi dłońmi. Początkowo zaspana (popsuł mi się ekspres do kawy...) nie zwróciłam na to większej uwagi. Do momentu, aż nie przystąpiłam do porannej toalety. W łazience zauważyłam, że moje palce wskazujące pokryte są drobnymi, twardymi pęcherzykami! Na kciuku i palcu środkowym również zauważyłam zaczątki takich pęcherzyków.


Przestraszyłam się nie na żarty. Pomyślałam, że może to ta nieszczęsna, siedząca we mnie bakteria gronkowca spowodowała coś takiego.
Jeśli nie wiecie, o co chodzi z gronkowcem, poczytajcie sobie TUTAJ i TUTAJ - w tych postach opisałam moje ubiegłoroczne problemy z liszajcem.


Uważni czytelnicy na pewno zwrócą uwagę na fakt, że już wcześniej miewałam problemy ze skórą na dłoniach (pisałam o tym TUTAJ), jednak wtedy skóra była mega wysuszona, piekąca, a dziś żadnego szczególnego wysuszenia nie zaobserwowałam. Skóra była w normalnym stanie, bo na noc posmarowałam ją dobrze nawilżającym Hipoalergicznym balsamem do dłoni PAT&RUB.


Cudem udało mi się umówić na wizytę do dermatologa jeszcze na dzisiaj (najbliższe wolne terminy były za ponad 10 dni i to prywatnie!, ale przemiła pani rejestratorka wcisnęła mnie gdzieś pomiędzy innych pacjentów).
Pojechałam i drżącym głosem opowiedziałam pani dermatolog całą historię leczenia liszajca i moich problemów z suchą skórą dłoni w zimie.


Trafiłam do nowej pani dermatolog, ponieważ ta, która leczyła mnie rok temu, prawdopodobnie już nie przyjmuje.
Dermatolog uspokoiła mnie, że na pewno nie jest to liszajec, a "jedynie" egzema... Powiedziała, że mam po prostu skórę skłonną do alergii i podrażnień i że pewnie podrażnił mnie jakiś detergent.
Wtedy mnie oświeciło! Od dłuższego czasu do mycia rąk używałam mydła w płynie Dove i nie miałam żadnych problemów. Dwa-trzy dni temu przerzuciłam się jednak na mydło kupione przez moich rodziców - jakiś tani "noname", rzadki jak woda i ledwo pieniący się. To pewnie to coś tak mnie załatwiło...
Pani dermatolog zleciła mi Oxycort w sprayu 2-3 razy dziennie, a kiedy pęcherze zaschną, radziła nawilżać dłonie czymś delikatnym a intensywnym, jak na przykład Cetaphil.



Co do liszajca - dermatolog stwierdziła, że już go nie ma. Uspokoiła mnie, że nie mogę nikogo tą bakterią zarazić, że jestem niegroźna dla otoczenia (o co się bardzo się martwiłam).
Poruszyła także problem mojego trądziku. Po wysłuchaniu mojej tasiemcowej historii leczenia, obejrzeniu wyników badań hormonalnych i oględzinach stanu mojej cery orzekła, że szaleństwem byłoby przepisywanie mi retinoidów doustnych, ponieważ u mnie trądzik nie jest aż tak bardzo zaogniony. Nie ma też sensu dowalać mi leków typu Diane. Zapisała mi dwa specyfiki - Zineryt na twarz oraz Izotrex Gel na plecy i dekolt. Mam przyjść do kontroli w drugiej połowie sierpnia. Jeśli Zineryt i Izotrex nie pomogą, dostanę antybiotyk doustny na 4 miesiące (niestety nazwa tego antybiotyku wyleciała mi z głowy).

Eh, zobaczymy, co z tego wszystkiego będzie...

Na pocieszenie w tym kiepskim dniu, przybyła do mnie paczka od Sigma Beauty, a w niej... cudowności!


Po kolei:

Odręcznie napisany liścik <3

Pędzel Sigma F70 do korektora - cudowny!

Baza pod cienie (a właściwie cień do powiek w kremie) w kolorze Unveil czyli pięknie lśniące, metaliczne (nie brokatowe) złoto o lekko karmelowym zabarwieniu.

I mój hit, który totalnie skradł mi serce- mini-lusterko Cleopatra <3

Na koniec, jeśli już jesteśmy w temacie pędzli od Sigma, pokażę Wam fajny schemat, który pomoże w rozwiązaniu dylematu, jaki pędzel do podkładu dobrać:

Źródło

Pozdrawiam! :*
Jeśli śledzicie mojego bloga od dłuższego czasu, na pewno wiecie, że moja skóra zdecydowanie należy do gatunku problematycznych- zakażenia bakteryjne, trądzik, podrażnienia- to wszystko mam na porządku dziennym. W zimie jednak dochodzi do tego całego pakietu coś jeszcze- podrażnienie skóry na wierzchu dłoni, które ja nazywam "alergią na zimę".

Źródło zdjęcia: http://www.alergia-stop.pl

Objawy:
Zaczyna się od wysuszenia skóry na wierzchu dłoni. Skóra jest sucha, łuszczy się, pęka, tworząc rany do krwi.
Następnie pojawia się wysypka- początkowo tylko kilka krostek na jednej dłoni na jakimś małym obszarze skóry. Potem rozprzestrzenia się na cały wierzch obydwu dłoni.
Swędzi, boli, skóra jest podrażniona i wysuszona, miejscami pęka. Po zamoczeniu w wodzie staje się bardzo zaczerwieniona. Dłoń wygląda na pomarszczoną.

To zdjęcie pokazywałam Wam przy okazji prezentowania kolekcji Bell Glam Night Sparkle. Tak wyglądała moja lewa dłoń na początku wyjazdu w góry- wysypka niewielka, tylko w jednym miejscu.


Tak wygląda moja lewa dłoń trzy dni później. Skóra jest mocno pokryta wysypką, obolała, zaczerwieniona, wysuszona i spękana.

Tutaj widać, że dłoń pokryta wysypką wydaje się być pomarszczona- jakbym nagle postarzała się o kilkadziesiąt lat...




Czas trwania:
Podrażnienie występuje w zimie, kiedy temperatura na zewnątrz spada poniżej 0 stopni.
Etap od wysuszenia do krostek trwa 1-2 dni, od krostek do mega wysypu od 3 dni do 2 tygodni. A mega wysyp utrzymuje się nawet parę miesięcy... aż się nie ociepli ;)

Próby leczenia:
  • noszenie rękawiczek - nie pomaga
  • nie wychodzenie z domu przez parę dni - nie pomaga
  • smarowanie kremem do rąk - pomaga/nie pomaga (zależy od kremu)
  • mycie skóry delikatnymi środkami - nie pomaga

Stosowałam mnóstwo przeróżnych mazideł do rąk, jednak jak dotąd w leczeniu mojej "alergii na zimę" sprawdziły się tylko trzy. Dlatego też co zimę muszę je sobie kupić- choćbym nie wiem ile kremów miała w zapasach.
Postanowiłam przeanalizować ich składy, porównać ze składami kremów, które nie podziałały i zastanowić się, która ukryta w nich substancja jest tym cudownym składnikiem.


KREMY, KTÓRE MI POMOGŁY


Źródło zdjęcia: http://alejka.pl

Farmona, -20 Protect Zimowy krem ochronny do rąk

Około pięć lat temu moja mama kupiła mi ten krem w aptece i to był strzał w 10. Niestety od tej pory nigdzie nie mogę tego kremu znaleźć...

Skład INCI: Aqua, Paraffin Oil, Petrolatum, Isopropyl Myristate, Glycerin, Calendula Officinalis, Cetearyl alkohol, Ceteareth-20, Vitis Vinifera, Urea, Stearic acid, Cera alba, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Parfum, Carbomer, Diazolidynyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Propylene Glycol, EDTA, Sodium Hydroxide, BHA.*
* skład pobrany ze strony: http://cozakrem.pl






Garnier, Intensywna pielęgnacja bardzo suchej skóry, Regenerujący krem do rąk zniszczonych


Stosowałam go przez 3 lata, moje dłonie wypiły niezliczoną ilość tubek. W końcu jednak zapach tego kremu znudził mi się do tego stopnia, że pomimo jego świetnych właściwości i niskiej ceny, zaczęłam szukać zamiennika.

Skład INCI: aqua, water, glycerin, peg-2 stearate, cetearyl alcohol, oleth-12, stearyl alcohol, dimethicone, allantoin, disodium edta, ethylhexyl methoxycinnamate, glycyrrhetinic acid, sodium methyl cocoyl taurate, bht, sodium chloride, imidazolidinyl urea, methylparaben, propylparaben, parfum/fragrance, ci 14700, red-4, alpha-isomethyl ionone, benzyl benzoate, benzyl salicylate, butylphenyl methylpropional citronellol, geraniol, hexyl cinnamal, hydroxyisohexyl 3-cyclohexene carboxaldehyde, limonene, linalool






Isana, Handcreme Intensiv, Krem do rąk z 5% urea


Skusiłam się na zakup ze względu na naklejkę "KWC - Wizaz.pl" i to był strzał w 10! Krem okazał się równie skuteczny jak czerwony Garnier, nieco tańszy, łatwiej dostępny (Garniera wiecznie nie brakowało na półkach sklepowych) i co ważne- zapach tego kremu mnie nie drażnił.

Skład INCI: Aqua, glycine soja oil, glycerin, urea, sodium lactate, cetylalcohol, stearic acid, glyceryl stearate, butyrospermum parkii butter, cera alba, panthenol, carbomer, parfum, phenoxyethanol, methylparaben, ethylparaben, propylparaben, sodium hydroxide, xanthan gum, linalool, hexyl cinnamal, citronellol, geraniol, limonene.







KREMY, KTÓRE MI NIE POMOGŁY:

Poniżej przedstawiam składy kilku mazideł, które ogólnie uznaję za całkiem niezłe- sprawdzają się u mnie wiosną, jesienią i latem. Zimą jednak muszę zamienić je na coś innego.


Pharmatheiss, Granatapfel Krem do rąk

Ten krem sprawdził się u mnie rewelacyjnie, dopóki cieszyliśmy się jesienną pogodą. Kiedy jednak pojawiły się mrozy, nawet częste nakładanie kremu nie zapobiegło powstaniu wysypki...

Skład INCI: Aqua, Polyglyceryl-3 Distearate, Diethylhexyl Carbonate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Persea Gratissima Oil, Olea Europeana Fruit Oil, Cera Alba, Tocopheryl Acetate, Sodium Cetearyl Sulfate, Parfum, Punica Granatum Seed Oil, Punica Granatum Fruit Extract, Phytosteryl/Octyldodecyl/Lauroyl Glutamate, Allantoin, Tocopherol, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Limonene, Linalool, Geraniol, Citronellol, Citral, Butylphenyl Methylpropional.






Alterra, Handreme Granatapfel & Aloe Vera - Krem do rąk "Granat & Aloes"

Krem wywołał prawdziwą masakrę na moich dłoniach- nie tylko mi nie pomógł, ale jeszcze wręcz zaszkodził.

Skład INCI: Demineralisiertes Wasser, Sojaoel*, pflanzliches Glycerin, Weingeist*, Fettalkohol, Olivenoel*, Cellulose, Glycerinfettsaeureester, Disteloel*, Granatapfelkernoel*, Xanthan, Sheabutter*, Aloe Vera Extrakt*, Beerenwachs, Granatapfelextrakt*, Ginkoextrakt, Jojobaoel*, Sonnenblumenoel, Vitamin E, Vitamin C, Mischung aetherischer Oele
*z kontrolowanej biologicznie uprawy







BingoSpa, Balsam brzoskwiniowy do dłoni

Balsam ten sprawdza się tylko w lecie, ponieważ zapewnia jedynie bardzo lekkie nawilżanie.

Skład INCI: Aqua, Elaesis Guineensis, Petrolatum, Cetyl Alcohol, Propylene Glyscol, Paraffinum Liquidum, Glyceril Monostearate SE, Ceteareth - I8, Paraffinum, Cellulose Gum, Methyl Paraben, Ethyl Paraben, Propyl Paraben, DMDM-Hydantoin, BHT, Sodium Benzoate, Citric Acid, Parfum




FlosLek, Hand Care, Krem do rąk przeciwstarzeniowy

Co prawda producent dedykuje ten krem osobom w wieku 35+, jednak ja stosuję go zwłaszcza w słoneczne dni ze względu na zawarty w nim filtr ochronny. Niestety na "zimową alergię" nie działa.

Skład INCI: Aqua, Paraffinum Liquidum, Propylene Glycol, Dimethicone, Glycerin, Butylene Glycol, Arctostaphylos Uva Ursi Leaf Extract, Mitracarpus Scaber Extract, Arachidyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Arachidyl Glucoside, Ethylhexyl Stearate, Petrolatum, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-12, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii Butter, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Phenoxyethanol, Panthenol, Parfum, Tocopheryl Acetate, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Ethylhexylglycerin, PEG-8, Tocopherol , Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Disodium EDTA.






Laline, Hand Relief Ocean, Krem do rąk o oceanicznym zapachu

Najdroższy krem do rąk w mojej kolekcji (12 € za 150 ml czyli około 50zł...), zdecydowanie nie warty swojej ceny. Skład ma całkiem przyjemny, jednak na zimę nie sprawdza się w ogóle. Na inne pory roku raczej też nie, bo wchłania się za wolno, pozostawiając śliską powłokę na skórze.

Skład INCI: Demi' water (Aqua), Cetearyl Glucoside, Cyclomethicon, Glycerin, C 12-15 Alkyl Benzoate, Borage (borago officinalis) seed oil, Fragrance, Calendula officinalis oil, Aloe Barbadensis Extract, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol & Caprylyl Glycol & Chlorphensin, Dead Sea Salt, Allantoin,Tocopheryl Acetate, Kogic Acid, Ascorbic Acid. 









WNIOSKI:

Po przeanalizowaniu składów powyższych kremów, dochodzę do wniosku, że substancją, którą mają 3 kremy z pierwszej listy, a nie mają jej kremy z drugiej listy, jest... MOCZNIK! Słowo "urea" występuje zarówno w składzie kremu Farmona, Garnier oraz Isana. Czyżby to właśnie mocznik był tym magicznym składnikiem?

A może Wam przychodzi do głowy jakieś inne wyjaśnienie tego fenomenu?


Witajcie kochani!

Po pierwsze chciałabym Wam bardzo, bardzo, bardzo gorąco podziękować za wszystkie komentarze pod moim wczorajszym postem! Nawet nie wiecie, jak wiele znaczy dla mnie Wasze wsparcie. Dzięki Wam znowu mam siłę do walki z trądzikowym wrogiem ;)
Odpowiedzi na wszystkie Wasze komentarze pojawiają się z małym opóźnieniem, ponieważ potrzebuję sporo czasu, by dokładnie zapoznać się z Waszymi opiniami. Wszystko też od razu googluję i zapisuję. Opracowuję nową strategię działania.
Jaki jest plan?
Jutro idę na badania hormonów. Tak jak pisałam wcześniej, wypróbuję też olejku z drzewa herbacianego i błota krymskiego.
Na pewno wypróbuję też część z kosmetyków i leków, które mi polecacie. W planach mam już zakup zielonej glinki i spiruliny. W lutym, kiedy mrozy nie będą już tak dokuczliwe, kupuję krem Pharmaceris z 10% kwasem migdałowym.
Kiedy będę już miała wyniki hormonów, umówię się z dermatologiem. I przed wizytą wypiszę sobie na kartce wszystkie te metody, których już próbowałam.
Jeśli hormony okażą się koniecznością- trudno. Ale zacznę je brać dopiero po konsultacji z kilkoma lekarzami. Bardzo obawiam się skutków ubocznych leczenia hormonalnego czy retinoidami wewnętrznymi. Mój organizm jest mocno rozregulowany, bo parę lat temu walczyłam już z przewróconą do góry nogami gospodarką hormonalną i ze skutkami radioterapii. Uprzedzając pytania- miałam problem z tarczycą, ale niestety po uregulowaniu hormonów tarczycy stan skóry nie zmienił się.

A poniżej mały dowód na to, jaką siłę do walki z trądzikiem mam dzięki Wam:

Wyrastam na nowego mistrza grafiki komputerowej, lol xD



Na zakończenie dzisiejszej notki chciałabym Was prosić o pomoc w pewnej ważnej sprawie.
Być może słyszeliście już o tym, że Jagoda (MuStories) prowadzi szeroko zakrojone badania na temat naszych preferencji względem polskich firm kosmetycznych. Niestety wciąż ma za mało danych, by mogła wyciągnąć wnioski z badań. Dlatego w imieniu Jagody i swoim proszę Was o poświęcenie tych kilku minut (wypełnienie ankiety nie zajmie Wam dużo czasu- ja zrobiłam to w 5 minut) i wzięcie udziału w badaniach.
Na zachętę powiem Wam, że każdy, kto wypełnia ankietę i dołączy do grona obserwatorów bloga Make-up Stories bierze udział w losowaniu nagród-niespodzianek :)

 Aby przejść do ankiety, kliknij w banner.
Witajcie kochani!
Ja spędzam weekend u chłopaka, dlatego odpowiedzi na Wasze komentarze pojawią się z małym opóźnieniem ;)

Być może pamiętacie jeszcze moją notkę z 27 września, w której  pisałam o tym, jakie zmiany chcę wprowadzić do mojej diety, pielęgnacji i w ogóle stylu życia, by zwalczyć dręczący mnie od ładnych kilku(-nastu?) lat trądzik.
Zmiany były, ale czy przyniosły efekty? Zapraszam do lektury.


Stan skóry - 23.08.2012

Stan skóry - 23.08.2012

Stan skóry - 08.12.2012

OLEJ TAMANU i PICHTOWY
Zaopatrzyłam się w te oleje, zrobiłam z nich mieszankę i nakładałam na noc lub po demakijażu na parę godzin, potem zmywałam i nakładałam krem na noc.
EFEKTY: Początkowo efekty były super- pory oczyszczone, ściągnięte, skóra wygładzona. Niestety po tygodniu skóra chyba się przyzwyczaiła i wróciła do dawnego stanu. Dalsze stosowanie olejów nie przyniosło żadnych zmian.



DIETA BEZMLEKOWA
Pożegnałam się z krowim mlekiem i wszelkimi produktami mleko-pochodnymi. Do kawy stosowałam mleko sojowe (piłam jedną- dwie kawy dziennie).
EFEKTY: Zero. Null. Stan skóry się nie zmienił ani troszkę. Za to pogorszyło się moje samopoczucie. Nie wiem, czym to jest spowodowane, ale kiedy piłam mleko sojowe, czułam się jakbym połknęła balon (reklama Activii zaczęła się urzeczywistniać -,-), w dodatku wiecznie chciało mi się jeść, choć w gruncie rzeczy nie byłam głodna. Po 2 miesiącach powróciłam do krowiego mleka i od razu poczułam się lepiej- uczucie 'balonowatości' zniknęło. Stan skóry się nie zmienił.



ZDROWA DIETA
Owoce i warzywa jadłam i jem nadal. Do kiełków niestety się nie przekonałam. Pieczywo zawsze wybieram w wersji ciemnej, z jak największą ilością ziaren. Piję odpowiednie ilości płynów.
EFEKTY: Samopoczucie ok, skóra bez zmian...



CYNK
Na zmiany skórne stosowałam krem z cynkiem (Sudomax)
EFEKTY: Zmiany skórne goją się znacznie szybciej, są mniej zaczerwienione, jednak cynk nie zapobiega ich powstawaniu.



CZAR OCZARU
Hydrolat oczarowy stosowałam jako tonik i jako rozpuszczalnik do wszelkich masek algowych.
EFEKTY: Hydrolat jest bardzo fajnym tonikiem, nie robi krzywdy skórze, ale też nie pomógł jej w żaden sposób.



KWASY
W ruch poszedł krem od Bandi - z kwasem pirogonowym, azelainowym i salicylowym.
EFEKTY: Przez pierwszy tydzień skóra bardzo intensywnie się złuszczała- wkurzały mnie już nawet te suche skórki. Po złuszczeniu skóra wyglądała na zdrowszą, bardziej gładką, blizny i przebarwienia stopniowo wydawały się zmniejszać. Niestety skóra chyba przyzwyczaiła się do działania kremu i po 2 tygodniach w ogóle nie reagowała na krem.



RUCH
Obiecałam zmobilizować się do odpalenia orbitreka. No cóż, maszyna dalej stoi i się kurzy, ale za to ja przeszłam mordercze 30 day shred z Jillian :P
EFEKTY: Na cerę nie wpłynęło to ani trochę, ale bardzo poprawiło się moje samopoczucie. Nie zanotowałam spadku wagi, ale moja sylwetka wygląda nieco lepiej. Mam zamiar kontynuować ćwiczenia, choć może już niekoniecznie 30 day shred.

Źródło zdjęcia: http://www.flutteringbutterflies.com

ANTYKONCEPCJA HORMONALNA
Jakiś czas temu byłam u ginekologa i poprosiłam o skierowanie na badania hormonów. Przesympatyczna pani doktor oczywiście dała mi to skierowanie ale też poleciła stosowanie antykoncepcji hormonalnej. Nie byłam przekonana, ale pani wypisała mi receptę i wyjaśniła, jak ten lek stosować. Kiedy przyszłam do domu i poczytałam trochę w internecie na temat tego leku, stwierdziłam, że podziękuję. Wiele kobiet stosujących ten lek pisało o tym, że po zaprzestaniu przyjmowania ich skóra była w tragicznym stanie i ratowały się dopiero retinoidami...

Źródło zdjęcia: http://www.dokteronline.com



CO STOSUJĘ TERAZ, CO PLANUJĘ:
- krem Niszcz pryszcz na noc - na razie mam po nim okropny wysyp, nie mogę sobie poradzić z moją cerą. Ale prawdopodobnie będę kontynuować kurację, może kupię też wersję na dzień.
- maska algowa z olejkiem z drzewa herbacianego - widzę po niej sporą, choć niestety krótkotrwałą poprawę- pory są ściągnięte, wszelkie zaczerwienianie rozjaśnione i ukojone. Planuję zakup czystego olejku herbacianego i stosowanie go może w jakiejś olejowej mieszance.
- błoto krymskie - czekam na przesyłkę zawierającą krymskie błoto. Podobno jest fenomenalne w leczeniu trądziku.
- badanie hormonów - zabieram się do tego jak pies do jeża... ale w końcu to zrobię ;)


Nie ukrywam, że jestem już totalnie podłamana- próbowałam tylu metod, a efektów nadal nie ma. Wręcz jest jeszcze gorzej. Jeśli te metody, które stosuję teraz i które planuję wprowadzić nie dadzą efektów, wtedy na pewno odwiedzę dermatologa i być może zdecyduję się na te nieszczęsne retinoidy. Skutki uboczne są bardzo groźne, aż włos się na głowie jeży, jak człowiek czyta o depresji, zaburzeniach funkcjonowania wątroby... Ale mam już serdecznie dość trądziku i tego, że codziennie rano muszę na twarz nakładać kilogram tapety, żeby ukryć to, że wyglądam jak biedronka- cała twarz w kropki :/

Źródło zdjęcia: www.kwejk.pl


Być może niektórzy czytelnicy pamiętają dwa moje posty, w których opisywałam moje trądzikowe problemy. Przypomnę linki dla tych, którzy postów nie widzieli lub chcieliby sobie przypomnieć:
- Cera(jak)Nova
- Na trądzik najlepsze jest...

Dostałam wtedy od Was mnóstwo pomocnych rad, które zainspirowały mnie do tego, by jednak zrezygnować na razie z leczenia retinoidami doustnymi i spróbować mniej inwazyjnych metod.
Choć wydawało mi się, że próbowałam już wszystkiego w walce z trądzikiem, Wy przekonałyście mnie, że są jeszcze metody, po które warto sięgnąć.
Obiecałam, że po powrocie z wyjazdu wakacyjnego zastanowię się, jak to wszystko poukładam i na co konkretnie się zdecyduję. Nadszedł czas, by przedstawić Wam moje postanowienia i zmiany pielęgnacyjno-dietowe.

Zmiany zaczęłam wprowadzać dokładnie 20 września. Nie wprowadzam wszystkiego naraz- stopniowo próbuję przyzwyczaić mój organizm i skórę do nowości.
Co się zmienia u mnie?


DIETA:

1. Mleko to zuo!
Szukałam informacji na ten temat, czytałam artykuły i rozmowy na forach internetowych. Na tej podstawie zdecydowałam, że warto spróbować, jak mój organizm będzie funkcjonował bez mojego ulubionego mleczka. Wcześniej potrafiłam wypić litr krowiego mleka dziennie. Do tego mnóstwo serów, jogurtów, itp.
Od 20 września piję tylko mleko sojowe. Ograniczam też znacznie spożywanie serów, jogurtów i masła.
Mleko sojowe smakuje dziwnie... jest słodkie, mdłe. Ale do kawy pasuje idealnie i to mi wystarcza. Bo o ile z mleka z płatkami mogę zrezygnować, to kawy bez mleka wypić nie potrafię.

Tak wygląda teraz wnętrze mojej lodówki :P
Mleko kupuję w Biedronce- wiem, że pewnie jest mniej wartościowe niż Alpro Soya, itp. Ale Alpro kosztuje 9zł za 1 litr, a to biedronkowe kupuję za 3,99zł za litr, więc jest różnica.

2. Więcej owoców i warzyw w surowej postaci
 Choć jesienią trudniej o świeże owoce i warzywa, wciąż jednak są jabłka, banany, cytrusy. Na drugie śniadanie i podwieczorek robię sobie sałatki z owoców lub warzyw. Kiedy nachodzi mnie "mały głód", sięgam po jabłko lub marchewkę, zamiast niezdrowych przekąsek. O ile wcześniej zadowalałam się kanapką szynka + majonez, teraz zamiast majonezu wybieram soczystego pomidora i ogórka. Odkładam też na zakup sokowirówki.

Jabłka i banany muszą być u mnie zawsze. Uwielbiam połączenie tych dwóch owoców, choć może nie jest to jakoś wybitnie odkrywcze i wykwintne :P
A dziś miałam ochotę na borówki amerykańskie.

3. Orzechy i kiełki na zakąskę
Poza owocowo-warzywnymi przekąskami wybieram też orzechy- ziemne lub nerkowca. Nie są to może wybitnie dietetyczne zakąski (orzechy mają sporo kalorii, są tłuste), jednak są zdrowe i... smaczne :)
Co do kiełków... Nigdy nie próbowałam jeść ich w czystej postaci, czasami zamawiałam sałatki z kiełkami w składzie. Jednak za radą Aliny postanowiłam jeść więcej tych zdrowych zieleninek. Na szczęście niedaleko mam sklep ogrodniczy, w którym bez problemu mogę kupić nasiona na kiełki. Szukam jeszcze tylko kiełkowicy i jedziemy z koksem ;P


4. Zdrowe pieczywo
Zawsze wolałam ciemne ziarniste pieczywo od zwykłego jasnego. Teraz jednak dorzucam do tego jeszcze pieczywo chrupkie oraz wafle ryżowe. Staram się jeść właśnie takie chrupiące kanapki. W ogóle nie sięgam po drożdżówki czy innego rodzaju słodkie wypieki.


5. Więcej wody
To chyba każdy wie- aby oczyścić organizm, należy pić odpowiednie ilości płynów.

6. Małe przyjemności
Uznałam, że nie chcę gwałtownych zmian w diecie, bo takie nagłe rewolucje z reguły szybko się u mnie kończą- entuzjazm się wypala i wracam do starych przyzwyczajeń. Więc żeby tym razem tak nie było, pozwalam sobie na jeden dzień w tygodniu, podczas którego nie przestrzegam diety tak rygorystycznie. Na przykład w ubiegłą niedzielę zjadłam na obiad domowe pizzerinki. W tym tygodniu w sobotę mam imprezę rodzinną, więc nie odmówię sobie tortu czy sernika (mojego popisowego). Jednak sałatkę zrobię dla siebie w wersji bezmajonezowej ;)

Tak wyglądał wczoraj mój obiad- zwykły kotlet mielony, ale do tego spora porcja pomidorków. Nie daję się zwariować :)

PIELĘGNACJA:

1. Olejek pichtowy + olej tamanu
Taką mieszanką chcę przecierać sobie twarz po wieczornym demakijażu. Na razie jednak nie mam tamanu, czekam na niego z utęsknieniem, bo zamówiłam go dwa dni temu w BU. Olejek pichtowy mieszam więc z suchym olejkiem Nuxe lub The Body Shop. Przecieram twarz, czekam godzinkę, by trochę oleje na skórę podziałały, potem zmywam delikatnym mydłem, przecieram tonikiem i nakładam krem na noc.


2. Cynk
Wszystkie zaczerwienione, zaognione krostki smaruję na noc (lub jeśli mogę- również na dzień) kremem z cynkiem (aktualnie mam miniaturkę Sudomaxu). Wystarczy parę godzin pod cynkową kołderką, by zmiany skórne były ukojone i mniej czerwone.


3. Hydrolat oczarowy
Zamówiłam sobie w BU hydrolat z liści oczaru- podobno również oddaje niebywałe zasługi w walce z trądzikiem. Mam zamiar stosować go jako tonik.


CO W PLANIE:

1. Zakwaszanie
Od pierwszego dnia października mam zamiar spróbować kremu z kwasami. Będzie to Bandi z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym- miniaturkę tego kremu mam zachomikowaną jeszcze z KissBoxa xD


2. Hormony
W przyszłym tygodniu zapisuję się na wizytę do ginekologa i proszę o skierowanie na badanie moich hormonów płciowych. Tarczycowe hormony są ok, więc dla pewności zbadam jeszcze te kobiece.

3. Sport to zdrowie
Może w długie jesienne wieczory uda mi się zwalczyć w sobie lenia i odpalę kurzący się od paru miesięcy orbitrek. Może się uda, ale niczego nie obiecuję :P


Na razie tyle zmian.
Wydaje się niedużo, jednak dla mnie jest to krok milowy w stronę dbania o siebie i walki z trądzikiem. Nie chcę wprowadzać na raz zbyt dużo różności, bo muszę obserwować reakcje mojego organizmu. I boję się też mojego słomianego zapału, tak więc lepiej iść małymi kroczkami, byle do przodu :)

Będę Was na bieżąco informować o kolejnych ewentualnych zmianach i efektach tych zmian.



EDIT:
Post z efektami po 2 miesiącach stosowania zmian:
http://xkeylimex.blogspot.com/2012/12/wrog-u-bram-kasia-vs-tradzik-01.html


22.02.2013
Zlecone przez lekarza badania hormonów, wykonane w odpowiednim dniu cyklu (w przypadku hormonów płciowych): W NORMIE
(Badałam TSH, hormony tarczycy - FT3 i FT4 oraz hormony płciowe: testosteron,estradiol, prolaktyna)


Walka trwa nadal...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...