Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PinkJoy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PinkJoy. Pokaż wszystkie posty
Witajcie,
jak być może niektórzy z Was pamiętają, w grudniu przyjechało do mnie pierwsze pudełko PinkJoy. Debiutancka kampania poświęcona była kosmetykom rosyjskim. W różowym pudełeczku znalazłam między innymi Oczyszczający peeling do twarzy z pestek moreli i wyciągiem z rumianku "Czysta linia". Wystarczyła jedna aplikacja, bym wyrobiła sobie opinię na jego temat. Co o nim sądzę? Czy opinia ta utrzymała się po kolejnych aplikacjach?
Zapraszam na recenzjÄ™.


Zanim jednak opowiem Wam o peelingu, mam dla niektórych z Was dobrą wiadomość.
Ze względu na duże zainteresowanie rosyjską kampanią PinkJoy, Pani Barbara i Pani Paulina - twórczynie PinkJoy zdecydowały się na drugą, dodatkową rosyjską kampanię. Tym razem pudełeczek będzie tylko 500 (aktualnie zostało ich około 150, więc jeśli jesteście zainteresowani, nie namyślajcie się długo!).

W dodatkowym pudełeczku znajdą się 2-3 kosmetyków z poprzedniej kampanii (będą to te, które otrzymają najwięcej "lajków" w głosowaniu na Facebooku TUTAJ - a musicie wiedzieć, że peeling, o którym Wam dziś opowiem, jak na razie prowadzi w głosowaniu) oraz inne rosyjskie kosmetyki, które na razie pozostają niespodzianką. Na pewno produktów będzie od 5 do 8, z czego co najmniej 3 będą pełnowymiarowe.

Cena PinkJoy z tej dodatkowej, specjalnej edycji to standardowe 49,90zł.
Zainteresowanych odsyłam TUTAJ, gdzie możecie zamówić PinkJoy.




WracajÄ…c do peelingu...
Przed Wami recenzja OczyszczajÄ…cego peelingu do twarzy z pestek moreli i wyciÄ…giem z rumianku "Czysta linia".

Opakowanie:
kosmetyk zamknięty jest w metalowej tubce; szeroka zakrętka umożliwia stawianie tubki w takiej pozycji, by peeling łatwo z niej wypływał. Tubka dodatkowo osłonięta jest kartonikiem, który ja niestety gdzieś zapodziałam. Na szczęście zdjęcie składu INCI zrobiłam przed zgubieniem kartonika, ponieważ na tubce nie ma informacji o składnikach.


Stosowanie:
Peeling ma postać kremowej, średnio gęstej bazy, w której zatopione są spore ilości drobinek peelingujących. Całość jest odpowiednio gęsta - dobrze rozprowadza się na skórze, a równocześnie nie spływa spomiędzy palców podczas aplikacji.
Kremowa baza nadaje poślizg na skórze, ale bez większego problemu się spłukuje.
Drobinkami peelingującymi w tym kosmetyku są rozdrobnione pestki moreli. Ich ilość, wielkość i ostrość pojedynczej drobinki wpływają na to, że peeling ten można zaliczyć do kategorii naprawdę mocno ścierających.
Zapach peelingu określiłabym jako owocowo-rumiankowy, kremowy i raczej dość delikatny.
Wydajność peelingu jest jak najbardziej ok.


Efekty:
Wystarczyła mi jedna aplikacja, by zachwycić się właściwościami tego peelingu. Dalsze stosowanie tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Peeling świetnie radzi sobie z obumarłym naskórkiem, z przesuszonymi miejscami - pozostawia skórę bardzo gładką i miękką. Dzięki zawartości m.in parafiny, gliceryny i mocznika peeling nie tylko oczyszcza skórę z martwych komórek naskórka, ale też od razu nawilża (co prawda dla mnie akurat parafina nie jest wskazana, ale stosowana raz na czas nie robi mi krzywdy).


Skład:
jest średni - można ponarzekać na parafinę, silikon. Na plus zasługuje brak parabenów i substancje zapachowe pod koniec składu (a nie na jego początku :P). Poza tym docenić można naturalne drobinki, ekstrakt z rumianku, mocznik, białą glinkę.

INCI: Aqua, Prunus Armeniaca (Apricot), Silica, Glycereth-2 Cocoate, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, Glyceryl Stearate, Glycerin, Dimethicone, Zea Mays (Corn) Oil, Kaolin, Stearic Acid, Urea, Glycine Soya  (Soybean) Oil, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower/Leaf Extract, Ethylhexylglycerin, Potassium Cetyl Phosphate, Palmitic Acid, Sodium Lauryl Sulfate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Sulfate, Triethanolamine, Sodium Chloride, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Parfum, Methylisothiazolinone, Phenoxyethanol, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.


Dostępność:
w Polsce niestety znikoma... Nie widziałam kosmetyków z tej serii w żadnym sklepie (ale faktem jest również to, że ja nie "siedzę" w temacie rosyjskich kosmetyków, więc jeśli widzieliście gdzieś ten peeling, dajcie mi znać w komentarzach). Peeling powinien być dostępny do kupienia w sklepie online na stronie PinkJoy (o ile mnie pamięć nie myli, sklep ma ruszyć w lutym).

Cena: ?


Ocena: 5/6 (Jest to mocno zdzierający, intensywnie wygładzający peeling. Nigdy nie miałam sławnego peelingu morelowego St. Ives, ale podejrzewam, że peeling "Czysta linia" musi być do niego podobny. Polecam go osobom, które lubią takie ostre peelingi i nie mają zbyt wrażliwej skóry. Dla mnie jest naprawdę świetny. Małym minusem jest parafina w składzie, większym - ograniczona dostępność tego kosmetyku).


Czujecie się zachęceni do wypróbowania peelingu?
Może znaliście ten z St. Ives i potrafilibyście porównać obydwa?

Jeśli macie ochotę wypróbować peeling "Czysta linia", macie jeszcze szansę na zakup pudełka PinkJoy z dodatkowej limitowanej kampanii, w którym prawdopodobnie znajdzie się ten właśnie kosmetyk (+ kilka innych oczywiście).

Pozdrawiam :)

Ten post jest postem "na szybko", nie ukrywam. Jestem cała w mące, na stole czekają na mnie pierniczki gotowe do dekoracji, ale kurier właśnie przed chwilą przyniósł mi pierwsze pudełko PinkJoy, dlatego postanowiłam nie czekać na wolną chwilę, na dobre oświetlenie, tylko szybko pokazać Wam, co kryje się w środku grudniowego debiutanckiego boxa.
Ciekawi?
Ja byłam ogromnie zaciekawiona ;)


Grudniowa edycja poświęcona jest kosmetykom rosyjskim. Co miesiąc w PinkJoy będzie można dostać produkty z innego kraju.

Na kartoniku świąteczna "przyklejka" (jak to się fachowo nazywa? :P)

PinkJoy pakowany jest ręcznie - to znaczy nawet kartonik jest 'handmade' - przewiązany czymś, co na moje niewprawne oko przypominało wełnę związaną w zgrabną kokardkę. W środku bibułka, wstążeczka - czyli standardowo. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak prezent od koleżanki z Rosji - sprawia wrażenie przygotowanego indywidualnie. Mimo, że kartonik jest delikatny i nie tak elegancki jak w przypadku GlossyBoxa czy ShinyBoxa, to ja się nie czepiam. Miało być alternatywnie i jest :)

Dołączona do pudełka karteczka jest większa i bardziej... zapełniona tekstem niż w pozostałych boxach. Jest to jednak zrozumiałe, ze względu na to, że mamy tutaj kosmetyki zagraniczne, z obcojęzycznymi napisami na opakowaniach, dlatego wymagają one więcej wyjaśnień.


A oto i one - pierwsze "pinkjoyowe" kosmetyki :)

"Czysta linia" OczyszczajÄ…cy peeling do twarzy z pestek moreli i wyciÄ…giem z rumianku



Odżywczy krem "Shilajit" do skóry normalnej i tłustej



Żel z kompleksem aminokwasów i mikroelementów "Karina"
Na pierwszy rzut oka to chyba takie serum w formie żelu...

Tutaj niestety składniki zostały zaklejone.

Odżywka do włosów "Piwo i pszenica"



Ochronny krem do rÄ…k "Silikon"



Kosmetyki POLSKIE:
GoCranberry Inteligentnie nawilżający krem do twarzy na dzień
Go Cranberry Odżywczo wygładzający krem pod oczy


W grudniowym PinkJoy mamy aż 5 kosmetyków pełnowymiarowych i 2 saszetkowe próbki.
Moim zdaniem debiut bardzo udany. Jestem pozytywnie nastawiona do kolejnych edycji, ale z decyzją o zakupie drugiego pudełka wstrzymam się do momentu, aż będzie wiadomo, z jakiego kraju kosmetyki będą w nim zawarte.

Co sÄ…dzicie? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii!
A może zamówiliście grudniowy PinkJoy?
Czujecie się przekonani do zamówienia drugiego pudełka?

Przypominam tylko, że PinkJoy kosztuje 49,90zÅ‚ (przesyÅ‚ka w cenie) i można go zamówić tutaj: http://pinkjoy.pl/
(na razie grudniowa edycja jest wyprzedana, czekamy na start kolejnej kampanii)
Witajcie Kochani!
Jeśli śledzicie blogowy profil na Facebooku, być może widzieliście informację o PinkJoy. Jeśli nie, koniecznie przeczytajcie dzisiejszą notkę, bo mam dla Was ciekawego 'njusa'.

Na polski rynek wkracza nowe kosmetyczne pudełko - PinkJoy.


Zapytacie: po co? Mamy już przecież GlossyBox i ShinyBox.
PinkJoy jest jednak pudełkiem nieco innym z kilku względów.

Po pierwsze: ideą PinkJoy jest dostarczanie nam możliwości poznawania zagranicznych kosmetyków - niedostępnych lub trudno dostępnych w Polsce. PJ będzie wspierać również nasze rodzime marki, ale jednak głównym celem są kosmetyki zagraniczne. Każde pudełko poświęcone będzie produktom z innego kraju. Na przykład pierwszy box ma zawierać kosmetyki z Rosji (czy Wy też w tym miejscu pomyślałyście o kuszących rosyjskich kosmetykach do pielęgnacji włosów? :P)


Po drugie: mam wrażenie, że PinkJoy nie będzie służył tylko pobieżnemu zapoznawaniu się z kosmetykami, ale bardziej dokładnemu ich testowaniu. W każdym pudełku PinkJoy znajdziemy od 5 do 8 kosmetyków, z czego przynajmniej 3 będą zawsze pełnowymiarowe (mogą to być zarówno kosmetyki pielęgnacyjne, jak i kolorowe).

Po trzecie: PinkJoy to pudełeczka z pasją (od tego właściwie powinnam tą notkę zacząć, bo właśnie ta kwestia sprawiał, że postanowiłam podzielić się z Wami informacją o PinkJoy). Projekt PinkJoy realizują dwie Panie: Barbara i Paulina - nie jest to więc jakaś wielkokorporacyjna robota na międzynarodową skalę. Panie postanowiły podzielić się swoją kosmetyczną pasją. Każde pudełeczko PinkJoy ma być pakowane ręcznie, z dbałością o szczegóły. To właśnie w PinkJoy urzekło mnie najbardziej.


Jak to wszystko będzie funkcjonować?
Poszczególne pudełka będziecie mogli zamawiać na stronie PinkJoy w czasie trwania danej kampanii (1,5 - 1 miesiąc). Cena jednego pudełka to 49,90zł (koszt przesyłki jest wliczony). Do 7 dni od jej zakończenia wszystkie zamówione pudełka będą tego samego dnia wysyłane do odbiorców.
Istnieje możliwość zamówienia PinkJoy na adres inny niż zamawiającego, na przykład jako prezent.
Jeśli bardzo polubimy kosmetyki z danego pudełka, będziemy mogli kupić je na stronie PinkJoy w zakładce "Sklep" przez 30 dni od zakończenia danej kampanii (sklep zostanie uruchomiony na przełomie stycznia i lutego).



Powiem Wam szczerze, że jestem bardzo ciekawa, jak będzie rozwijać się ten projekt.
Mocno trzymam kciuki za PinkJoy - po pierwsze dlatego, że jestem pod wrażeniem inicjatywy Pani Barbary i Pani Pauliny, bardzo podoba mi się pomysł na kosmetyczne pudełko z zagranicznymi produktami, a po drugie... PinkJoy to około-krakowska inicjatywa, więc czuję, że do PinkJoy jest mi bliżej, bardziej "po drodze" niż z Glossy czy Shiny, choć szczerze mówiąc nie mam nic do zarzucenia tych boxom.


Jeśli chcecie zamówić pierwsze pudełko PinkJoy, radzę się pospieszyć, ponieważ zostało ich już mniej niż 100!

Dajcie znać, co sądzicie na temat PinkJoy i czy planujecie zamówić pierwsze pudełko, czy raczej wstrzymacie się z decyzją? A może w ogóle nie kuszą Was takie kosmetyczne "randki w ciemno"?

Miłego weekendu! :)




Wszystkie grafiki w tej notce pochodzÄ… ze strony http://pinkjoy.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...