Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co w trawie piszczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co w trawie piszczy. Pokaż wszystkie posty
Nieraz już wspominałam Wam, że moją ulubioną drogeryjną marką kosmetyków pielęgnacyjnych jest Dove, dlatego zawsze z ciekawością śledzę wszystkie nowości tej marki. Teraz miałam możliwość zdobyć informacje o nowych seriach z pierwszej ręki, bo marka Dove zaprosiła mnie na spotkanie dotyczące serii DermaSpa i linii Regenerate Nourishment. Nie byłabym sobą, gdybym tymi informacjami nie podzieliła się z Wami ;)



Seria Dove DermaSpa powstała z myślą, by w codziennym biegu kobiety mogły znaleźć chwilę na przyjemność jak w ekskluzywnym SPA i otrzymały tak fantastyczne efekty jak po stosowaniu kosmetyków dermatologicznych. Do współpracy zaangażowano międzynarodowe grono ekspertów dermatologów, kosmetologów, specjalistów SPA i tak oto powstała seria produktów do codziennej pielęgnacji, dzięki której w zaciszu własnego domu uzyskamy rewelacyjne efekty.

Co takiego niezwykłego mają w sobie kosmetyki z linii DermaSpa? Otóż zawierają technologię Cell Moisturisers, która gwarantuje długotrwałe efekty już od pierwszej aplikacji. Zsynchronizowane działanie składników aktywnych powoduje pogrubienie żywych warstw naskórka, wzrost nawilżenia, wygładzenie i poprawę kolorytu.
Brzmi ciekawie!
Poza tym kosmetyki DermaSpa mają nam zapewnić niesamowite doznania zmysłowe, dlatego też do zaprojektowania zapachów tych kosmetyków zaproszono Ann Gottlieb, którą możecie znać jako kreatorkę zapachów Christiana Diora czy Calvina Kleina.



Wypróbowałam część tych kosmetyków na własnej skórze i przyznam, że pachną ładne, ale nie wyłamują się z tego "zapachowego stylu", z którego znamy Dove. Faktem jednak jest, że pozostawiają skórę naprawdę mega gładką od pierwszej aplikacji, dosłownie jakbym na całe cało nałożyła bazę silikonową pod makijaż! Ciekawe, przyjemne doznanie.

Cała seria Dove DermaSpa składa się z pięciu linii:
- Goodness3 - nawilżona, świetlista skóra (balsam do ciała, krem do ciała, krem do rąk, olejek do ciała)
- Uplifted+ - nawilżenie i ujędrnienie (balsam do ciała, olejek do ciała, roll-on do ciała)
- Youthful Vitality - do skóry dojrzałej (krem do ciała)
- Intensive - dla bardzo suchej skórzy (krem do rąk)
- Summer Revieved - nawilżanie z opcją samoopalania (balsam do jasnej i średniej karnacji, balsam do średniej i ciemnej karnacji)

Wszystkie kosmetyki dostępne są w drogeriach Rossmann (od nowego roku także w innych sieciach drogerii) w cenie od 13,99zł (za kremy do rąk) do 29,99zł (za olejki do ciała).




Drugą nowością Dove jest linia kosmetyków do włosów zniszczonych Regenerate Nourishment. Składają się na nią cztery produkty - szampon, odżywka, maska i serum w olejku 2w1. Ich zadaniem jest uzupełnienie brakujących włosom składników odżywczych i realne wzmocnienie ich, by nasza fryzura nabrała gładkości, miękkości, blasku i objętości. Wszystkie te zapewnienia brzmią naprawdę nieźle, ale zobaczymy, jak będzie w praktyce.
Kosmetyki z serii Regenerate Nourishment od tego tygodnia powinny być już na półkach Rossmann'a. Najdroższy z nich (olejek) kupicie za 24,99zł, a najtańszy jest szampon i odżywka - po 19,99zł.



Co Was zaciekawiło najbardziej?
Ja po pierwszych testach szczególnie polecam Wam roll-on z linii Dove DermaSpa Uplifted+ - jeszcze nie wiem, czy naprawdę ujędrni moją skórę, ale cudownie masuje! Co ciekawe, kosmetyki ujędrniające Uplifted+ nie zawierają chłodzącego mentolu ani alkoholu, więc jeśli nie przepadacie za tymi składnikami w kosmetykach ujędrniających, koniecznie sprawdźcie te z Dove.


Trudno policzyć, ile razy ubolewałam nad tym, że lubiane przeze mnie kosmetyki nie są dostępne stacjonarnie. Oczywiście produkty takich marek jak Dabur Vatika, Natura Siberica, Alepia czy Bomb Cosmetics mogę kupić sobie online, ale dlaczego pozbawiać się przyjemności "pomacania" produktu na miejscu i skazywać się na dodatkowe koszty poniesione za przesyłkę?


Naprzeciw moim oczekiwaniom wychodzi sklep Pięknalia, który miałam przyjemność wczoraj odwiedzić. Ulryka, właścicielka sklepu, to kobieta taka jak my - lubiąca dbać o siebie, wciąż poszukująca kosmetycznego ideału, świadomie wybierająca produkty naturalne, a jednocześnie takie, które nie kosztują fortuny.

Na zdjęciu: Ulryka i Aga

Niesamowite jest to, że wybierając asortyment swojego sklepu, Ulryka w dużej mierze sugerowała się opiniami o kosmetykach. Dlatego też na półkach sklepu Pięknalia znajdziecie topowe produkty ulubionych przez blogerki i miłośniczki kosmetyków marek: Khadi, Dabur, Himalaya Herbals, Hesh Pharma, Lavera, Alepia, Bomb Cosmetics, Lavera, Sylveco, The Secret Soap Store, Natura Siberica, GO Cranberry i wiele innych, a także popularne ostatnio ajurwedyjskie herbaty Pukka.



Pięknalia wyróżniają się nie tylko bogatym asortymentem naturalnych kosmetyków, ale również ciekawym wystrojem. Ściany sklepu ozdobione są... słomą! Stanowi to bardzo oryginalne tło dla ekspozycji naturalnych kosmetyków.


Wszystkie te cuda znajdziecie w samym sercu krakowskiego Kazimierza - przy ul. Meiselsa 22. Teraz wypad na zapiekanki możecie połączyć z zakupami kosmetycznymi ;)
Moim zdaniem warto wiedzieć o tym, że mamy w Krakowie takie skarby dostępne stacjonarnie, w naprawdę dobrych cenach.


Na koniec jeszcze wspomnę, że wczoraj uczestniczyłam w warsztatach kosmetyki naturalnej odbywających się właśnie w sklepie Pięknalia. Warsztaty poprowadziła Renata, tworząca kosmetyki "handmade" dla Elamo. Byłam pod ogromnym wrażeniem wiedzy, jaką podzieliła się z nami pani Renata. Pod jej nadzorem skomponowałam swój pierwszy ręcznie robiony kosmetyk - olejowe serum do twarzy (moja wersja dobrana była do cery tłustej, trądzikowej, a równocześnie wrażliwej).


Do sporządzenia serum użyłam olejku z drzewa herbacianego (3 krople), olejku lawendowego (2 krople), olejku ylang-ylang (2 krople), olejku szałwiowego (2 krople) i olejku palmarozowego (3 krople). Do tego 5 kropli oleju z rokitnika, kilka mililitrów witaminy E. Resztę 30 mililitrowego pojemniczka wypełniłam olejem sezamowym, konopnym i ze słodkich migdałów (każdego dodałam mniej-więcej tyle samo). Otrzymałam serum o lekko pomarańczowym odcieniu i zapachu łudząco podobnym do wzbogaconego oleju kokosowego Dabur Vatika - a że jest to jeden z moich ukochanych zapachów, jestem mega dumna ;) Serum stosuję od wczoraj i z niecierpliwością oczekuję na pierwsze efekty.



Własnoręcznie zrobione serum to nie jedyny kosmetyk, jaki wczoraj przyniosłam do domu. Od przesympatycznej Ulryki dostałam cudowny prezent, składający się z kosmetyków dostosowanych do moich preferencji kosmetycznych. Do tej pory nie wiem, jak Ulryce udało się tak doskonale trafić w mój kosmetyczny gust :)


Bardzo serdecznie dziękuję Ulryce za zaproszenie do cudownej krainy naturalnych kosmetyków, jaką jest sklep Pięknalia. Pozdrowienia dla Uli (tak pięknie spakowałaś mój prezent, że żal mi go było otwierać!), Renaty i wszystkich dziewczyn, z którymi tak sympatycznie spędziłam wczoraj czas :)

Zdjęcie ze strony Pięknalia

A Was, Kochani, zachęcam do odwiedzenia Pięknaliów - gwarantuję, że każda miłośniczka naturalnej kosmetyki znajdzie tam coś dla siebie.

Miłego niedzielnego popołudnia :)


Witajcie Kochani!
Jeśli śledzicie blogowy profil na Facebooku, być może widzieliście informację o PinkJoy. Jeśli nie, koniecznie przeczytajcie dzisiejszą notkę, bo mam dla Was ciekawego 'njusa'.

Na polski rynek wkracza nowe kosmetyczne pudełko - PinkJoy.


Zapytacie: po co? Mamy już przecież GlossyBox i ShinyBox.
PinkJoy jest jednak pudełkiem nieco innym z kilku względów.

Po pierwsze: ideą PinkJoy jest dostarczanie nam możliwości poznawania zagranicznych kosmetyków - niedostępnych lub trudno dostępnych w Polsce. PJ będzie wspierać również nasze rodzime marki, ale jednak głównym celem są kosmetyki zagraniczne. Każde pudełko poświęcone będzie produktom z innego kraju. Na przykład pierwszy box ma zawierać kosmetyki z Rosji (czy Wy też w tym miejscu pomyślałyście o kuszących rosyjskich kosmetykach do pielęgnacji włosów? :P)


Po drugie: mam wrażenie, że PinkJoy nie będzie służył tylko pobieżnemu zapoznawaniu się z kosmetykami, ale bardziej dokładnemu ich testowaniu. W każdym pudełku PinkJoy znajdziemy od 5 do 8 kosmetyków, z czego przynajmniej 3 będą zawsze pełnowymiarowe (mogą to być zarówno kosmetyki pielęgnacyjne, jak i kolorowe).

Po trzecie: PinkJoy to pudełeczka z pasją (od tego właściwie powinnam tą notkę zacząć, bo właśnie ta kwestia sprawiał, że postanowiłam podzielić się z Wami informacją o PinkJoy). Projekt PinkJoy realizują dwie Panie: Barbara i Paulina - nie jest to więc jakaś wielkokorporacyjna robota na międzynarodową skalę. Panie postanowiły podzielić się swoją kosmetyczną pasją. Każde pudełeczko PinkJoy ma być pakowane ręcznie, z dbałością o szczegóły. To właśnie w PinkJoy urzekło mnie najbardziej.


Jak to wszystko będzie funkcjonować?
Poszczególne pudełka będziecie mogli zamawiać na stronie PinkJoy w czasie trwania danej kampanii (1,5 - 1 miesiąc). Cena jednego pudełka to 49,90zł (koszt przesyłki jest wliczony). Do 7 dni od jej zakończenia wszystkie zamówione pudełka będą tego samego dnia wysyłane do odbiorców.
Istnieje możliwość zamówienia PinkJoy na adres inny niż zamawiającego, na przykład jako prezent.
Jeśli bardzo polubimy kosmetyki z danego pudełka, będziemy mogli kupić je na stronie PinkJoy w zakładce "Sklep" przez 30 dni od zakończenia danej kampanii (sklep zostanie uruchomiony na przełomie stycznia i lutego).



Powiem Wam szczerze, że jestem bardzo ciekawa, jak będzie rozwijać się ten projekt.
Mocno trzymam kciuki za PinkJoy - po pierwsze dlatego, że jestem pod wrażeniem inicjatywy Pani Barbary i Pani Pauliny, bardzo podoba mi się pomysł na kosmetyczne pudełko z zagranicznymi produktami, a po drugie... PinkJoy to około-krakowska inicjatywa, więc czuję, że do PinkJoy jest mi bliżej, bardziej "po drodze" niż z Glossy czy Shiny, choć szczerze mówiąc nie mam nic do zarzucenia tych boxom.


Jeśli chcecie zamówić pierwsze pudełko PinkJoy, radzę się pospieszyć, ponieważ zostało ich już mniej niż 100!

Dajcie znać, co sądzicie na temat PinkJoy i czy planujecie zamówić pierwsze pudełko, czy raczej wstrzymacie się z decyzją? A może w ogóle nie kuszą Was takie kosmetyczne "randki w ciemno"?

Miłego weekendu! :)




Wszystkie grafiki w tej notce pochodzą ze strony http://pinkjoy.pl

Witajcie Kochani!

Przygotowałam na dziś post z krótką relacją z dwóch wykładów przeprowadzonych w ramach 27. Międzynarodowego Kongresu i Targów Kosmetycznych LNE & spa w Krakowie.
Mowa o wykładzie "Jak uzyskać wymarzoną figurę dzięki odkwaszaniu? Tajemnica pięknej skóry" dr Petera Jentschury oraz o panelu dyskusyjnym "Oczyszczanie drogą do zdrowia i urody", w którym udział wzięli: Ludmiła Petrenko, dr Szymon Woronko oraz dr Grażyna Duszkiewicz. Obydwa te wykłady łączył jeden wspólny temat- metoda odkwaszania opracowana przez dr Petera Jentschurę.

Państwo Jentschura

Panel dyskusyjny.
Od lewej: dr Grażyna Duszkiewicz, Ludmiła Petrenko, Państwo Jentschura z tłumaczem, dr Szymon Woronko oraz prowadząca Anna Groblińska





Co w tym wszystkim takiego niezwykłego? Dr Jentschura twierdzi, że nasz organizm jest w stanie pozbyć się jedynie kwasów o pH 4,4 i powyżej. (obok zamieszczam Wam ściągawkę z pH - kwasowe pH ma wartości liczone odwrotnie - im niższe pH, tym bardziej kwasowe.
Wszystkie substancje o niższym, bardziej kwasowym pH, są nie do wydalenia - następuje blokada nerkowa.






Pojawia się więc pytanie - skąd substancje o kwasowym stężeniu biorą się w naszym organizmie? Przecież nikt z nas kwasu solnego nie wypija do obiadu. Poza tym mamy naturalnie kwasowy odczyn w naszym żołądku, więc o co chodzi?

 


Co dzieje się z kwasami, które dostają się do naszego organizmu?

Przyznam szczerze, że pojęcia nie mam, jak pod względem chemicznym przebiega ten proces. Nie wiem, czy się z tym zgadzam, nie zgadzam... ani jak Wam to wyjaśnić, bo sama tego nie rozumiem xD W każdym razie dr Jentschura twierdzi, że z kwasów i toksyn tworzą się ciężkie do wyplenienia złogi.

Każdy z nas może inaczej reagować na kwasy i toksyny, dlatego też dr Jentschura wyróżnił trzy typy metabolizmu:

Typ odkładający - polega na odkładaniu złogów w postaci np. cellulitu
Typ konsumujący - objawia się np. osteoporozą
Typ wydalający - charakteryzuje się np. problemami trądzikowymi

 Co do typu odkładającego:



Złota metoda odchudzania?
 I jeszcze a propos odkładania złogów- slajd z wykładu Ludmiły Petrenko:


Według dr Jentschury odchudzanie powinno przebiegać na trzech etapach - po pierwsze prewencja, unikanie szkodliwych substancji, po drugie usuwanie złogów i po trzecie spalanie tłuszczu ochronnego. Wiadomo, że już sama odpowiednia dieta w połączeniu z wysiłkiem fizycznym jest w stanie zdziałać cuda. Czy usuwanie złogów, wzmacnianie wątroby i pobudzanie wydzielania żółci zwiększą skuteczność diety i ćwiczeń? Tego niestety Wam nie powiem, bo na sobie nie sprawdziłam.

Drugim typem metabolizmu jest typ wydalający. Polega on na próbach wydalania szkodliwych substancji przez skórę. Dr Jetnschura twierdzi, że mimo wszystko jest to pozytywne zjawisko- świadczy o tym, że organizm próbuje walczyć z kwasami i toksynami. Możemy go jednak wspomóc w tej walce...



Przy trądziku kluczowe jest nie tylko zasadowe pożywienie (czyli unikanie składników, które mają kwasowy odczyn, zakwaszają organizm, a żeby nie było tak łatwo, to kwasowy odczyn ma... prawie wszystko xD), ważna jest również zasadowa pielęgnacja.
Na czym to polega? Kupujemy specjalistyczną sól zasadową, produkowaną przez Jentschura International GmbH, rozmaczamy ją wodą w odpowiednich proporcjach, potem moczymy w tej mieszaninie specjalne okłady i przykładamy je do odpowiednich miejsc na ciele - na szyję, pod pachy, na przedramiona, łydki i stopy, a następnie owijamy suchym materiałem, by nie przemakało na zewnątrz. Wygląda to mniej więcej tak (oczywiście my powinniśmy stosować to bezpośrednio na skórę):

Okłady prezentuje Pani Jentschura.
 Czemu ma służyć taka zasadowa pielęgnacja?





 Dr Peter Jentschura opracował trzy przykazania, które pomogą nam zachować zdrowie i piękny wygląd:




Dr Peter Jentschura za swój wkład w rozwój wiedzy uhonorowany został tytułem doctor honoris causa.

Dokładniejsze informacje na temat diety i pielęgnacji zasadowej znajdziecie w najnowszej książce dr Petera Jentschury - "Oczyszczanie drogą do zdrowia". Książkę można kupić online, kosztuje 99,00zł...

I jeszcze w celu zorientowania Was w cenach takiej zasadowej przyjemności, podam Wam znalezione na stronie internetowej ceny poszczególnych suplementów i kosmetyków, wymienianych w wykładzie:
- Herbatka ziołowa 7x7 - 42,00zł za 100g
- WurzelKraft Siła Roślin - 109,00zł za 165g
- Zasadowa sól do kąpieli Meine Base - 79,00zł za 750g

Co ja o tym sądzę?
Powiem szczerze - nie jestem przekonana. Owszem, kąpiele z dodatkiem soli przyjemnie zmiękczają skórę, ale chyba nie odważyłabym się serwować sobie takich solnych okładów - czy skóra nie zareagowałaby podrażnieniem? Dieta zasadowa też mnie nie przekonuje - zbyt wiele substancji jest w niej zabronionych (lub przynajmniej nakazuje się ich ograniczenie). Ja wyznaję zasadę, że w diecie wszystko jest dozwolone, byle w rozsądnych ilościach i proporcjach, a nasz organizm sam podpowiada nam, co będzie dla nas dobre.
Uważam jednak, że nie jestem upoważniona do wydawania jednoznacznych opinii na temat tej metody odkwaszania. Nie mam wiedzy chemika, żywieniowca ani dermatologa, nie próbowałam stosować tej terapii, dlatego wszystkie moje przemyślenia to jedynie hipotezy laika ;)

Dajcie znać, co sądzicie na temat metody odkwaszania dr Jentschury? Czujecie się przekonane do jej wypróbowania?


Witajcie kochani!

Ciężki dziś dzień - duszny, burzowy. Ja zakopałam się w łóżku ze słuchawkami na uszach i książką w ręku. Czytając "Królów przeklętych" rzeczywiście można totalnie zatracić poczucie czasu, ale o tych książkach opowiem Wam innym razem.

Dziś chciałam po pierwsze zwrócić Waszą uwagę na fakt, że w ostatnich dniach zmieniłam blogowego maila. Oczywiście nadal korzystam z poprzedniego konta pocztowego, jednak teraz moim oficjalnym, blogowym adresem email jest
xkeylimex.blog@gmail.com

Zachęcam do kontaktu, jeśli macie jakiekolwiek pytania, sugestie, lub po prostu chcecie pogadać ;)

Źródło
Po drugie i najważniejsze - już w ten weekend odbywać się będzie w Krakowie 27. Międzynarodowy Kongres i Targi kosmetyczne LNE & spa, w którym będę mieć przyjemność uczestniczyć. Po weekendzie oczywiście zaproszę Was na fotorelację z tego wydarzenia.

Mam również pytanie do Was. Program Kongresu jest jak zwykle bardzo rozbudowany - różne wykłady, pokazy i rozmowy odbywają się równocześnie, nie da się być we wszystkich miejscach na raz. Dlatego zajrzyjcie proszę na program kongresu (dostępny pod TYM LINKIEM) i dajcie mi znać, który wykład czy pokaz interesowałby Was najbardziej. Postaram się być na tych prelekcjach, które Was zainteresują, a następnie zdać Wam dokładniejszą relację z tego, czego się tam dowiedziałam.

A przy okazji odsyłam Was do moich fotorelacji z dwóch poprzednich Kongresów, w których uczestniczyłam:
25. Kongres i Targi w Krakowie
26. Kongres i Targi w Krakowie


Wybieracie się na krakowskie targi i kongres?
Ciekawa jestem, kogo z Was spotkam w sobotę i niedzielę w NCKu ;)

Pozdrawiam! :*
Witajcie kochani!

Dziś mam dla Was trzy ważne informacje.

Po pierwsze- w ramach akcji "Odkryjmy w sobie piękno" marka Dove poszukuje na Facebook'u ambasadorek. Wystarczy zgłosić się poprzez aplikację: TUTAJ.

Źródło

Spośród wszystkich zgłoszeń wybranych zostanie 100 osób, które otrzymają przesyłki z kosmetykami Dove (3 przesyłki dla każdej Ambasadorki). Spośród wszystkich Ambasadorek marka Dove wybierze 10 najbardziej zaangażowanych w akcję- nagrodą dla nich będzie Weekend Piękna z Ekspertkami Dove - panią psycholog dr Joanną Heidtman i panią dermatolog dr Moniką Serafin.

Myślę, że warto spróbować swoich sił i wysłać zgłoszenie!
Macie na to czas do 19.04.2013 (a już 26.04.2013 poznamy Ambasadorki Dove).

 Dajcie znać, czy weźmiecie udział :)

Źródło zdjęcia: Dove


Druga bardzo ważna sprawa na dziś to zbliżające się spotkanie beauty blogerek w Nowym Sączu organizowane przez Beatkę, Oliwię i Aldonkę.
Jeśli:
a) jesteś beauty-blogerką (albo beauty-blogerem - nie dyskryminujmy :P)
b) masz wolną sobotę 18 maja
c) tą wolna sobotę spędzasz akurat w okolicy Nowego Sącza (tak, Kraków to też okolice ;P)
d) masz ochotę na świetną zabawę w doborowym towarzystwie
ZGŁOŚ SIĘ KONIECZNIE! :)

Więcej informacji znajdziecie u Beatki (TUTAJ) i Oliwii (TUTAJ).





Trzecia i ostatnia na dziś sprawa to I Wiosenny Lili Plebiscyt na najlepsze kosmetyki naturalne. Autorka bloga Lili Naturalna postanowiła sprawdzić, które naturalne kosmetyki zaskarbiły sobie naszą sympatię.


Źródło

Aby wyrazić swoją opinię, wystarczy tylko wysłać maila do Lili - więcej szczegółów poznacie, czytając jej notkę: TUTAJ. Pospieszcie się, bo macie czas jedynie do 13 kwietnia.
Myślę, że warto wziąć udział- nie tylko dlatego, że wśród głosujących Lili wylosuje zestaw kosmetyków Lavera ;) Ale przede wszystkim dlatego, że im nas więcej, tym bardziej miarodajny będzie ten plebiscyt. Potem będziemy mogli sprawdzać, które naturalne kosmetyki warto wypróbować, bo cieszą się blogerskim zaufaniem.

Źródło


Pozdrawiam!
Witajcie kochani!

Zgodnie z obietnicą opowiem Wam dziś nieco więcej o celu mojego ubiegłotygodniowego wyjazdu do Warszawy. Pojechałam tam na zaproszenie firmy Dove.


Dove znane jest nie tylko z kosmetyków pielęgnacyjnych, ale również z bardzo ciekawych moim zdaniem kampanii. Z pewnością pamiętacie wideo "Dove Evolution" - to był chyba początek dyskusji na temat kobiecego piękna promowanego w mediach. Od tej pory Dove pokazuje w swoich reklamach kobiety w różnym wieku (nie ma mowy o 20-latkach reklamujących krem na zmarszczki :P), noszące różny rozmiar ubrań (zerwanie z kanonem rozmiaru 0), mające różny kolor skóry.
Dla przypomnienia- kultowy filmik "Dove Evolution":


W 2013 roku Dove rozpoczyna kolejną kampanię - „Odkryjmy w sobie piękno”. Cel kampanii wpisuje się w ogólną misję marki Dove: sprawianie, by kobiety czuły się piękne każdego dnia. Tym razem kampania pomyślana jest w ten sposób, by skłonić Polki do częstszego obdarzania się nawzajem komplementami, do przemyślenia definicji piękna i rozważenia tego, czy same czują się piękne. Akcja ma prowadzić od dyskusji o pięknie, poprzez dostrzeganie piękna w innych, do celu- czyli dostrzeżenia piękna w sobie.


Kampania zaplanowana jest na cały rok, obejmować będzie różnego rodzaju wydarzenia dziejące się zarówno w rzeczywistości jak i w świecie wirtualnym. Akcję wspomagać będą również media- telewizja, radio, prasa, a także blogerki. Nie zabraknie również atrakcji dla użytkowników portalu Facebook (nie zdradzę zbyt wiele, ale powiem Wam, że warto będzie śledzić fanpage Dove ;) - a znajdziecie go TUTAJ).

11 marca w Warszawie odbyła się konferencja, podczas której przedstawiono ekspertki biorące udział w kampanii- psycholog dr Joanna Heidtman oraz dermatolog dr Monika Serafin.

Źródło zdjęcia: http://www.jacekwaszkiewicz.pl/
Na zdjęciu - ekspertki Dove: dr Joanna Heidtman i dr Monika Serafin

Uczestnicy konferencji otrzymali Raport Dove „Prawdziwe piękno. Redefinicja”, który ujawnia bardzo ciekawe statystyki...

Tylko 2% kobiet na świecie czuje się piękne - czy to nie jest smutne? Kompleksy, często zupełnie nieuzasadnione, wypaczają nasze spojrzenie na siebie samych. Bardzo wymowny jest poniższy filmik - potrzebujemy średnio 2 sekundy, by wymienić, co nam się w nas nie podoba. Wybór naszej najpiękniejszej części ciała jest zdecydowanie trudniejszy. Posłuchajcie same:


Odkąd dostałam pierwszego maila z zaproszeniem do współpracy przy tej kampanii, zaczęłam zastanawiać się nad tematem piękna – co wpływa na to, że mogę powiedzieć o kimś, że jest piękny? Czy ja sama czuję się piękna?
Przypomniałam sobie, że często patrząc na jakąś osobę publiczną (piosenkarkę/aktorkę/etc), której uroda nie wpisuje się w klasyczny kanon, dochodzę do wniosku, że jest w niej coś takiego dziwnego, niepasującego, że aż mi się to podoba. Zwracam uwagę na charakterystyczne twarze- niekoniecznie idealnie symetryczne i klasycznie „piękne”. Dużą wagę ma również sylwetka, sposób poruszania się, ogólnie pojęty sposób bycia danej osoby. Często podobają mi się osoby, które nie podobają się innym, a podziwiane przez sporą część gwiazdy wcale nie wpisują się w mój gust.

To tylko mała grupka gwiazd uznawanych za piękne. Wydaje mi się, że ile ludzi na świecie, tyle opinii - każdy z nas chyba wskazałby kogoś innego, gdyby spytano go o najpiękniejszą jego zdaniem osobę.

Zaczęłam czytać o pięknie i zastanawiać się nad tym, jak definiowane jest piękno. Znalazłam dziesiątki definicji- niektóre całkiem poważne, napisane fachowym filozoficznym językiem, inne zabawne, z przymrużeniem oka. Z niektórymi się zgodziłam, inne całkowicie odrzuciłam. I w końcu wyklarowała się w mojej głowie moja własna definicja piękna. Trudno powiedzieć, że to definicja w pełnym tego słowa znaczeniu- jest to raczej mój „drogowskaz”, który sugeruje, w jaki sposób określam to, czy ktoś mi się podoba.


Spodziewajcie się, że w najbliższym czasie na łamach bloga jeszcze nie raz poruszać będę tematykę związaną z pięknem. Pokażę Wam też obiecaną fotorelację z konferencji Dove w Warszawie.

Pytałam Was ostatnio, czy często komplementujecie innych, jak przyjmujecie komplementy i czy czujecie się dobrze we własnym ciele. Zdania były podzielone, ale wśród moich Czytelniczek i tak więcej było pozytywnych odpowiedzi niż w przypadku ankietowanych na potrzeby Raportu Dove. To pocieszające ;)
Mam nadzieję, że w trakcie trwania kampanii „Dove. Odkryjmy w sobie piękno” jeszcze więcej z Was przekona się do tego, że określenie siebie jako atrakcyjnej i pięknej to nie puste przechwałki. W końcu Polki są uznawane na świecie za najbardziej atrakcyjne! :)


Kochani, co sądzicie o akcji Dove? Myślicie, że uda się osiągnąć zamierzony cel?

Pozdrawiam! :*

P.S. Więcej informacji znajdziecie na stronie internetowej Dove ( http://www.idoveyou.pl ) oraz na facebookowym profilu Dove ( https://www.facebook.com/DovePolska )
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...