Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty

Zawsze chciałam mieć cerę tak idealną jak gwiazdy na czerwonym dywanie lub na okładkach pism. I choć szybko przekonałam się o tym, że często jest to zasługa grubej na dwa palce tapety lub Photoshopa, wiedziałam, że w uzyskaniu takiego efektu niezastąpione są też odpowiednie kosmetyki. Ostatnio mogłam przekonać się o tym, sięgając po produkty, które stosuje Lady Gaga, Lindsay Lohan czy Kelly Osbourne - peeling i maseczkę STARSKIN.


Ciekawe są już same opakowania kosmetyków STARSKIN - wyglądem przypominają plakat filmowy, tyle że zamiast rozpisanych nazwisk pierwszoplanowych aktorów mamy efekty działania produktów oraz zawarte w nich substancje aktywne. Podobną stylistykę znajdziemy na stronie internetowej marki i w materiałach reklamowych. Bardzo lubię taką spójność, bo podkreśla, że są to kosmetyki ekskluzywne, przygotowane z myślą o celebrytach i o wszystkich nie-celebrytach, którzy chcą pięknie wyglądać i dbać o swoją skórę.

Ja zafundowałam swojej cerze kompleksową starskinową pielęgnację - najpierw peeling, a następnie maseczka.


STARSKIN Glowstar Perfekcyjna gąbka peelingująca to pierwszy tego typu peeling, z jakim się spotkałam. Wystarczy otworzyć saszetkę i wlać do niej dosłownie kilka kropli wody, a następnie ugniatać chwilę palcami. W saszetce znajdziemy nasączoną specjalnymi substancjami gąbkę (przypominającą aplikator do podkładu w kompakcie), którą delikatnie szorujemy całą twarz (uprzednio oczyszczoną), omijając okolice oczu. Taki zabieg wykonujemy 2 razy w tygodniu, a jedną gąbkę możemy użyć do 3 razy, zanim ją wyrzucimy.


Gąbka sama w sobie ma strukturę, która ułatwia usunięcie martwych komórek naskórka, ale nie jest za ostra. Nasączono ją mieszanką naturalnych kwasów owocowych AHA, więc podczas szorowania trochę piecze w te bardziej wrażliwe miejsca na skórze i wszędzie tam, gdzie skóra jest nawet minimalnie uszkodzona. Poza tym w gąbce zawarte są ekstrakty z marchwi, brokuła, pomidora i liści oliwnych. Peeling ma działanie przede wszystkim złuszczające, ale też rozświetla skórę, tonizuje, odświeża, sprzyja regeneracji.



Efektu użycia peelingu w gąbce STARSKIN są zupełnie nieporównywalne z efektami innych peelingów, które znam. Gąbka sprawia, że cera jest supergładka w dotyku, supermiękka, ale też taka rzeczywiście rozświetlona, jakby nam ktoś wymienił skórę na nówkę sztukę, nieśmiganą. Gołym okiem widać i czuć w dotyku, że gąbka naprawdę solidnie złuszcza martwe komórki.








Drugim produktem, po który sięgnęłam, była STARSKIN Red Carpet Ready Kokosowa maseczka z biocelulozy. Podobno bioceluloza to nowy "złoty standard" w pielęgnacji skóry. Pozyskuje się ją w procesie fermentacji soku kokosowego. Jest to materiał rzeczywiście przypominający w dotyku bardzo cienką skórę, jest giętki, nie tak sztywny jak płat bawełniany, dzięki czemu świetnie przylega do skóry, umożliwiając jeszcze lepsze wchłanianie substancji aktywnych.


Biocelulozowa maska zanurzona jest w odżywczym serum, które w 20 minut ma zapewnić cerze piękny wygląd. Zawiera takie dobroczynne składniki jak nawilżający wyciąg z kokosa i heksapeptyd-37, wzmacniający barierę ochronną skóry ksylitol, przeciwzmarszczkowe brązowe algi, stymulującą adenozynę i bakterie probiotyczne. Maseczka może być stosowana przy każdym typie skóry nawet codziennie, choć wystarczającą opcją jest 1-2 razy w tygodniu.




Maska Starskin rzeczywiście świetnie przylega, przykleja się do cery jak druga skóra. Jest bardzo mocno nasączona serum - na tyle mocno, że u mnie nie chciało się to wchłaniać. Cera była nawilżona, zregenerowana, rozluźniona, ale też pokryta lepką warstwą serum. Nie było opcji, by nakładać na to makijaż - musiałabym nadmiar serum po prostu zetrzeć. Tak się jednak złożyło, że na aplikację maski wybrałam dzień, w którym nie musiałam się malować, więc nie przejmowałam się tym zbytnio, ale jeśli czytam na opakowaniu, że po aplikacji maski mogę od razu nałożyć makeup, to jest to jak dla mnie nierealne. Może przy bardzo suchej skórze efekt byłby inny.
Co ciekawe, w saszetce pozostało jeszcze tyle serum, że wysmarowałam tym szyję, dekolt i pewnie mogłabym jeszcze brzuch i nogi posmarować, ale odstąpiłam resztę mamie (serum należy zużyć od razu po otwarciu saszetki, nie może leżakować, więc opcja odłożenia go do następnego dnia odpadała).


Produkty Starskin zrobiły na mnie ogólnie dobre wrażenie, choć bardziej jestem zadowolona z peelingującej gąbki niż z maski. Faktem jednak jest, że po takim domowym SPA moja cera przez kilka kolejnych dni wyglądała promiennie, była gładka w dotyku i bardzo dobrze nawilżona.


Produkty STARSKIN są do kupienia w sieci perfumerii Douglas w cenie 39,90zł każdy.

A na koniec jeszcze ciekawostka: tak uroczo przedstawia się próbka maseczki Starskin :D


Uwielbiam kosmetyki o owocowych zapachach - zwłaszcza jesienią i zimą pozwalają mi przypomnieć sobie upalne dni lata, dlatego często po nie sięgam. Jeśli wśród Was są fani owocowych aromatów, to ta notka jest właśnie dla Was! Przygotowałam krótkie zestawienie naprawdę świetnych, owocowych produktów pielęgnacyjnych z drogeryjnych półek. Ciekawi?


W owocowych zapachach króluje niepodzielnie Farmona - ich seria Tutti Frutti zawiera tak szalone kompozycje, tak egzotyczne nuty zapachowe, że od samego czytania etykiet można dostać ślinotoku, a otwarcie produktu sprawia, że człowiek odpływa myślami na jakąś tropikalną wyspę.


Ich kultowym produktem są z pewnością peelingi w miniaturowych opakowaniach, idealnie sprawdzające się na co dzień i w podróży. Mam dwie wersje zapachowe - Jeżyna i Malina oraz Wiśnia i Porzeczka. Obie są mega apetyczne, ale jednak to jeżynowo-malinowe połączenie jest moim ulubionym. Peelingi te mają dwie funkcje - nie tylko ścierają martwe komórki naskórka, ale mają również działanie myjące, więc świetnie sprawdzą się u tych z Was, którzy wiecznie narzekają na brak czasu na kompleksową pielęgnację ciała. Poza tym są naprawdę ostre, więc wystarczy sięgać po nie raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu, by cieszyć się gładką skórą.





Farmona pomyślała też o tych konsumentach, którzy preferują bardziej kremowe produkty lub po prostu mają suchą, wrażliwszą skórę - stworzyła Kremowy peeling myjący, który jest łagodniejszą wersją klasycznych peelingów Farmony. Bazą peelingu jest kremowy żel, w którym zatopiono znacznie mniej drobinek, dzięki czemu kosmetyk ma łagodniejsze działanie. Na plus zasługuje też obłędny, egzotyczny zapach - Liczi i Rambutan. Mniam!




Równie egzotyczne połączenie nut zapachowych znajdziemy w Olejku do kąpieli i pod prysznic Farmona - Papaja i Tamarillo. Słodki, owocowy aromat idzie w parze z naprawdę przyjemnymi właściwościami kosmetyku. To gęsty żel, który świetnie się pieni i skutecznie myje ciało, pozostawiając skórę miękką i delikatną w dotyku. Nie zastępuje co prawda balsamu do ciała, ale nie przesusza skóry jak niektóre żele pod prysznic.




I choć Papaja i Tamarillo to bardzo oryginalne połączenie, to ja preferuję coś bardziej swojskiego - olejek o zapachu Gruszki i Żurawiny. Cudowna, słodko-kwaśna kompozycja i te same, fajne właściwości produktu. Bardzo polecam!




Jeśli są wśród Was owocolubne włosomaniaczki, to polecam Waszej uwadze nowe szampony Farmona Tutti Frutti. Jeśli chodzi o działanie, to najbardziej lubię wersję multiwitaminowa do włosów tłustych, jednak zniechęca mnie trochę zapach Kiwi, bo nie przepadam za tym owocem. Najpiękniej jak na mój nos pachnie szampon keratynowy o zapachu Brzoskwini do włosów cienkich i delikatnych, choć temu malinowemu z ceramidami do włosów suchych oraz wiśniowemu z kolagenem do włosów farbowanych też nic nie brakuje. Są to jednak szampony z SLES, więc sięgam po nie raz w tygodniu.










W ofercie innych marek kosmetycznych również można znaleźć cudownie pachnące owocowe kosmetyki, jak chociażby żel pod prysznic Lirene Szampańska Truskawka czy Luksja CarePro z mleczkiem ryżowym o zapachu smoczego owocu. Ten z Lirene jest bardziej żelowy, a Luksja ma postać bardziej jak mleczko, ale oba są gęste, wydajne, świetnie się pienią. Dobrze oczyszczają i u mnie nie wywołały żadnych podrażnień nawet przy codziennym stosowaniu.






Kto jeszcze jest fanem owocowych zapachów w kosmetykach pielęgnacyjnych?
Może macie swoich ulubieńców z tej kategorii?

Mimo że do równika mamy daleko, zaczynają nam się w Polsce robić temperatury iście tropikalne. W takie dni jak dziś, poza dodatkowym nawodnieniem organizmu, serwuję sobie też specjalną pielęgnację - orzeźwiający żel pod prysznic, owocowy peeling, lekki jak pianka balsam do ciała, odświeżającą mgiełkę i nieobciążającą włosów odżywkę. Zobaczcie mój zestaw na upały.


W lecie żel pod prysznic to podstawa - ja wybieram takie, które skutecznie myją, ale nie podrażniają i nie przesuszają skóry, a do tego zachwycają świeżymi zapachami. Do moich ulubionych należy Le Petit Marseillais Delikatny żel 2w1 pomarańcza i grejpfrut. Można go stosować zarówno jako żel pod prysznic, ale także jako płyn do kąpieli. Nie darzę marki jakimś szczególnym uwielbieniem, ale muszę przyznać, że ten kosmetyk im wyszedł. Pachnie obłędnie! Cytrusowa świeżość, stonowana nieco grejpfrutową goryczką - ta kompozycja jest po prostu stworzona na tak upalne dni jak dziś!







Po kąpieli najczęściej sięgam po krem z filtrem, ale jeśli nie wychodzę na zewnątrz, nie chcę obciążać skóry tego typu balsamami (z reguły są dość ciężkie i słabo się wchłaniają), dlatego stosuję ultralekki balsam w piance - Regenerum Regeneracyjne serum do ciała. Ma wszystkie cechy dobrego balsamu - przyjemnie pachnie, nawilża (z bardzo suchą skórą sobie nie poradzi, ale do mniej wymagającej będzie idealny), bajecznie łatwo się aplikuje, błyskawicznie wchłania i nie pozostawia tłustego, lepkiego filmu na skórze. Gwarantuję, że lżejszego balsamu do ciała nie znajdziecie.








Po wieczornej kąpieli lubię sięgnąć po peeling. Ostatnio w użyciu były u mnie przede wszystkim peelingi ujędrniające (pisałam Wam o nich TUTAJ), ale polubiłam też owocową bombę od The Secret Soap Store - Melonowy peeling do ciała. Bazujący na soli, naładowany naturalnymi olejami i masłami. Zachwyca cudownym, odświeżającym zapachem i skutecznym działaniem - takie zdzieraki lubię!






Gdy szukam odświeżenia w ciągu dnia, sięgam po wodę termalną lub Mgiełkę z ekologiczną wodą z owoców pomarańczy i komórkami macierzystymi Apis. Ten kosmetyk nie tylko przynosi efekt lekkiego ochłodzenia i odświeżenia, ale też pielęgnuje skórę, bo poza tym, co wymienione w nazwie (woda z owoców pomarańczy i komórki macierzyste) zawiera mega nawilżający kwas hialuronowy i ekstrakt z aloesu. I do tego pięknie pachnie. Jedynym minusem jest rozpylacz - bardziej "pluje" niż rozpyla.






Kiedy ciało mamy już wypielęgnowane, trzeba też pomyśleć o włosach. W upalne dni odpuszczam sobie skomplikowaną pielęgnację i godzinne trzymanie maski pod czepkiem foliowym. Ostatnio moim ulubionym produktem do włosów jest Dove Lekki nawilżający suflet do włosów z serii Oxygen&Moisture. Można psioczyć na jego drogeryjny skład, ale jednego mu nie można odmówić - działania zgodnego z obietnicami producenta. Suflet nawilża włosy i ułatwia ich rozczesywanie, nie obciążając ich jednocześnie. Nawet moje długie pasma są odbite od nasady i zachowują świeży wygląd znacznie dłużej niż po użyciu innych odżywek (z reguły na drugi dzień moje włosy są "do poprawki", po Suflecie są do mycia dopiero na trzeci dzień).




Parę dni temu ruszyła kolejna edycja loterii Dove - wystarczy, że kupicie kosmetyki Dove do pielęgnacji włosów za co najmniej 15zł, a możecie wziąć udział w losowaniu nagród. Codziennie przez 42 dni do wygrania 500zł, co tydzień 2.000zł, a nagrodą główną będzie samochód Alfa Romeo Giulietta. Można się zgłaszać przez sms'a lub na Facebooku - TUTAJ.


Znacie któryś z tych produktów? Jakie kosmetyki polecacie na +30 stopni?
Niech klima będzie z Wami ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...