Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiatowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiatowe. Pokaż wszystkie posty
Lubię kwiaty w ogóle, ale mam kilka ulubionych gatunków. Należą do nich między innymi piwonie, co zresztą zauważycie na zdjęciu z prawej strony. Uwielbiam ich zapach i subtelny wygląd rozchylonych płatków - wyglądają trochę jak mniej skromna róża ;) Bardzo ucieszyłam się, gdy nadeszła informacja, że w pierwszej tegorocznej kolekcji Yankee Candle znajdzie się zapach o nazwie Peony.

peony


Peony to zapach z linii kwiatowej. Jego kompozycja nie jest szczególnie złożona - zawiera jedynie nuty zapachowe kwiatów piwonii. 

yankee candle


Piwonia według Yankee Candle pachnie mega realistycznie, ale odrobinę bardziej słodko i zdecydowanie bardziej intensywnie niż prawdziwy kwiat. Ma w sobie coś różanego, ale też coś lekko owocowego. Dla mnie, jako wielkiej fanki piwonii, ten wosk jest po prostu przepiękny - od razu go polubiłam i zapragnęłam posiadać w formie dużej świecy. Lojalnie jednak ostrzegam, że Peony to zapachowy killer - tak intensywny, że 1/4 tarty wypełnia zapachem całe mieszkanie. Jeśli palicie woski w małych pokojach lub po prostu nie lubicie takiej intensywności zapachu, dozujcie go w naprawdę minimalnych ilościach!

peony yankee candle


Dostępność: stacjonarnie lub online (np. w Goodies)
Pora roku: wiosna, lato
Pora dnia: przedpołudnie, popołudnie
Przy gościach: tak (ale w niewielkich ilościach!)
Intensywność:




yankee candle q1


Do tej pory wypróbowałam dwa zapachy z kolekcji My Serenity - Moonlight (o którym pisałam TUTAJ) oraz Peony. Oba niesamowicie polubiłam, w 100% trafiły w mój gust. Mam nadzieję, że kolejne dwa (My Serenity i Lemongrass & Ginger) okażą się równie udane.

Czy są tu jacyś fani kwiatowych zapachów YC? (poza mną oczywiście :P)

my serenity

Jakiś czas temu podczas promocji skusiłam się na wypróbowanie słynnych wosków WoodWick. Ich urocza postać a'la kostki czekolady i duży wybór zapachów skłoniły mnie do zakupów, mimo że na brak wosków raczej narzekać nie mogę. Wybrałam trzy warianty: Fresh Flowers (bo uwielbiam kwiatowe aromaty), First Crush (bo to najbardziej popularny zapach marki) i Tropical Oasis (bo nadchodzi lato). Oto, jak się sprawdziły:


Poznawanie zaczęłam od First Crush. Jest to zapach słodki i niewinny jak pocałunki pierwszej miłości. Łączy w sobie nuty zapachowe leśnych poziomek i ogrodowych porzeczek.

Z zapachami jest trochę jak z ludźmi - często widzimy na ulicy czy w mediach kogoś pięknego. Musi mieć jednak w sobie to "coś" poza urodą, byśmy nie mogli oderwać od niego oczu. First Crush ma właśnie to nieokreślone "coś", co sprawia, że ląduje na liście moich absolutnych zapachowych ulubieńców. Nie bez powodu jest chyba najpopularniejszym zapachem marki WoodWick.
Kompozycja First Crush to wyraźnie owocowe, ale też bardzo słodkie nuty. Trochę jak babeczka z waniliowym kremem, ozdobiona na szczycie świeżymi poziomkami i porzeczkami. Albo jak owocowo-słodkie perfumy Escada. Do tego ma moc - jedna kostka zapachniła całe, dosłownie całe mieszkanie! Dobra, czas odkładać pieniądze na dużą świecę First Crush... ;)






Jako drugi na kominku wylądował Fresh Flowers. Tak pisze o nim producent: niebanalny aromat świeżo rozwiniętych kwiatowych pąków przyprawionych białym drewnem i różowym grapefruitem.

I racja - wosk ma naprawdę niebanalny zapach. Nie jestem w stanie zgadnąć, jakimi konkretnie kwiatami jest inspirowany. Kompozycja jest świeża, lekko pudrowa, kwiatowo-perfumowana. Wszystkie jej składniki tak idealnie się ze sobą przeplatają i uzupełniają, że tworzą piękną całość, żadna ze składowych nie wybija się przed inną. Całość daje bardzo eleganckie i miłe dla nosa wrażenie. Na plus zasługuje też bardzo przyzwoita intensywność i trwałość zapachu.






Ostatnim woskiem, po który sięgnęłam był Tropical Oasis. Według producenta jest to woń tropikalnych owoców,  orzeźwiającego kokosa, niekończącej się białej plaży i turkusowej wody. Przyznacie, że brzmi to jak obietnica cudownych wakacji w upalnym, egzotycznym kraju.

W rzeczywistości zapach pachnie mi bardziej... jesiennie i zimowo niż wakacyjnie. Owoce i kokos są gdzieś daleko, daleko w tle. Pierwszy plan został natomiast zdominowany przez korzenne przyprawy! Najbardziej wyczuwalny jest cynamon. I w gruncie rzeczy to całkiem ciekawy, przyjemny dla nosa zapach, ale tak mocno nastawiłam się na owocowo-kokosową mieszankę, że czuję się po prostu oszukana i straciłam całą potencjalną sympatię dla Tropical Oasis. Na szczęście zapach nie jest zbyt długotrwały (mimo że intensywny). Zostawię go sobie na jakieś chłodniejsze dni, pewnie wtedy sprawdzi się lepiej, ale już teraz wiem, że miłości z tego nie będzie.





Znacie świeczki lub woski WoodWick? Mnie strasznie kusi wielka świeca typu Hearthwick, ale obawiam się trochę intensywności zapachu przy tak wielkiej powierzchni wosku.
Jakiś czas temu wspominałam Wam o nowej świeczkowej marce na polskim rynku - Heart&Home (zapominalskich odsyłam do TEJ NOTKI). Dziś mam dla Was recenzję pierwszego z trzech wybranych przeze mnie zapachów - Pnącej się róży. Różanych zapachów jest na rynku sporo - chociażby Yankee Candle ma w swojej ofercie Fresh Cut Roses czy True Rose. Czy Pnąca się róża od Heart&Home wyróżnia się na ich tle?



W aromacie Rambling Rose doszukać się można nut dzikiej róży. Według producenta jest to słodki i ciepły zapach, tworzący subtelną i nostalgiczną kompozycję.



Pnąca się róża od H&H jest inna od wszystkich różanych świeczek, jakie dotąd znałam. Moja siostra twierdzi, że kojarzy jej się z konfiturą różaną, a u mamy wywołuje wspomnienie dzieci, które na procesji sypią płatki róż. Mi samej kojarzy się z typową pnącą różą, a taka roślina, mimo że nosi taką samą nazwę, różni się wonią od róży, którą znajdziemy w bukiecie. Fresh Cut Roses to pączki, liście i łodyżki. True Rose to kwiat czerwonej, wręcz bordowej róży. A Rambling Rose od H&H to pnąca się róża z przydomowego ogródka - piękna, elegancka, ale bardziej... nasza, swojska ;)
Co ważne, zapach ten naprawdę dobrze tolerują nawet osoby o wrażliwym i wyczulonym zmyśle powonienia. 



W notce o Heart&Home wspominałam Wam, że to świece oparte o wosk sojowy, a więc wymagające niższej temperatury topnienia, spalające się jakby w zwolnionym tempie. I rzeczywiście! Świeca wręcz tli się, a nie pali, nie kopcąc przy tym ani odrobiny. Intensywnością zapachu nie ustępuje jednak klasycznym świecom, a nawet wygrywa z niektórymi zapachami. Pnąca się róża, mimo niewielkiej powierzchni roztopionego wosku, roztacza intensywny zapach na cały duży pokój.
Na uwagę zasługuje również knot w świecach H&H - jest gruby i twardy, trudno mi go było skrócić zwykłymi nożyczkami. Pali się bardzo ładnie, bez kopcenia. Uważajcie jednak, gdy po dłuższym paleniu będziecie chcieli go skrócić - łatwo go złamać. Trzeba po prostu przyzwyczaić się, że z tym knotem obchodzimy się inaczej niż w świecach innych marek.

Na zdjęciu widać, jak małym płomieniem palą się świece Heart&Home.


Dostępność: stacjonarnie w Krakowie ul. Miodowa 33 lub online (Zapach Domu)
Pora roku: uniwersalny
Pora dnia: przedpołudnie, popołudnie
Przy gościach: tak
Intensywność:






Dotąd moim różanym ulubieńcem był Fresh Cut Roses z YC. Teraz pierwsze miejsce będzie musiał dzielić z Pnącą się różą z H&H - to przepiękny, a przy tym niemęczący zapach. Bardzo realistyczny, bez grama przesłodzonej, denerwującej sztuczności, jaką można wyczuć w niektórych różanych zapachach. Jeśli tak jak ja lubicie kwiatowe aromaty, wpiszcie Rambling Rose na listę must have!





Mam teorię, według której białe woski Yankee Candle pachną delikatnie, elegancko, przyjemnie i idealnie nadają się na przyjście gości (nie wyobrażam sobie zapalić przy gościach jakiegoś zapachowego "killera" - u niektórych mogłoby to wywołać migrenę i popsuć całe odwiedziny). Potwierdzeniem mojego pomysłu jest chociażby Fluffy Towels, Shea Butter, Angel's Wings, Champaca Blossom, Clean Cotton, Sugared Apple czy bohater dzisiejszej notki - White Gardenia.



White Gardenia to zapach - jak łatwo się domyślić - z kwiatowej linii. Pachnie - co równie łatwo można wywnioskować - kwiatami gardenii - Yankee uznało, że w tym przypadku nie ma sensu poprawiać Matki Natury i dorzucać do tej kompozycji jakichś innych nut zapachowych. Nie pytajcie mnie, jaki aromat ma gardenia - nawet jeśli wąchałam kiedyś to florystyczne cudo, to za nic na świecie nie mogę odtworzyć tego aromatu w mojej pamięci.



Moim zdaniem White Gardenia jest jednym z tych zapachów, którym nie można odmówić uroku, ale jednak nie sposób zaliczyć je do swoich ulubionych. Nie ma w sobie nic fascynującego, nie zapada w pamięć. Może to też dlatego, że z niczym mi się nie kojarzy... no może trochę z takim klasycznym odświeżaczem powietrza. Gardenia od Yankee Candle pachnie kwiatowo, ma w sobie też taką jakby sztucznie kokosową nutę - nie chcę tu jednak krytykować, bo może tak właśnie pachnie prawdziwa gardenia? W każdym razie ja nie czuję się oczarowana.



Dostępność: stacjonarnie lub online (np. w Goodies)
Pora roku: wiosna, lato
Pora dnia: przedpołudnie, popołudnie
Przy gościach: tak
Intensywność:






Jeśli szukacie jakiegoś bezpiecznego, uniwersalnego zapachu np. na prezent czy do rozpalenia przy gościach (ze względu na biały kolor wosku od razu pomyślałam o przyjęciach komunijnych, w końcu zbliża się czas pierwszych komunii), White Gardenia może okazać się strzałem w dziesiątkę. Myślę, że wiele osób będzie dobrze tolerowała ten zapach. Nie sądzę jednak, by miał rzesze zagorzałych wielbiciel. Ja przynajmniej się do nich nie zaliczam.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...