Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Cała blogosfera aż huczy od informacji o promocji w Rossmannie. Kiedy będziecie oddawać się szaleństwu zakupowemu, polecam Wam zaryzykować 5 zł i sprawić sobie tusz do rzęs Miss Sporty Fabulous Lash Stretch It! - jest naprawdę świetny.



W regularnej cenie tusz kosztował niecałe 10 zł. Nie są to wielkie pieniądze, ale kupowałam go podczas szalonej rossmannowej promocji, więc zapłaciłam za niego jeszcze mniej. Na pewno wiecie, jak cieszy upolowanie dobrego kosmetyku dosłownie za grosze.

Tusz ma czarny kolor i klasyczną szczoteczkę. Nie jest wodoodporny, ale bardzo dobrze się trzyma przez cały dzień (mówi to osoba, której oczy łzawią na wietrze jak szalone). Tusz się nie osypuje nawet po kilkunastu godzinach od aplikacji.



Preferuję raczej silikonowe szczoteczki, ale w przypadku tej maskary klasyczna szczoteczka nie sprawia mi problemu. Bardzo wygodnie aplikuje się nią kosmetyk, tusz nie zostawia grudek na rzęsach i nie skleja ich - rzęsy są rozczesane, podkręcone i dobrze pokryte tuszem - nawet te najmniejsze przy kącikach oczu. Efekt, jaki otrzymuję, jest idealny do codziennego makijażu.
Pewnie nie pisałabym tak pochlebnie o maskarze Miss Sporty, gdyby nie fakt, że odkąd maluję nią rzęsy, co chwilę dostaję komplementy i pytania o to, jakiego tuszu używam. Koleżanki z pracy są w szoku, kiedy dowiadują się, że to nie maskara za stówkę, tylko niepozorny Miss Sporty kupiony za niecałe 5 zł ;) Dwie koleżanki same używają tego tuszu i też są zachwycone tak jak ja, regularnie do niego wracają.



Czasami warto dać szansę tanim kosmetykom, bo może się okazać, że znajdziemy swoje hity. Co prawda popularny wśród wielu osób tusz Lovely Pump Up nie zdał u mnie egzaminu. Jeśli u Was też i szukacie alternatywy wśród produktów z niższej półki cenowej, to spróbujcie fioletowej Miss Sporty.
Od wiosny wkręciłam się mocno w testowanie azjatyckich BB kremów - zapewniają świetne krycie i trwałość, czyli dokładnie to, czego posiadaczka mieszanej, trądzikowej cery może oczekiwać od kosmetyku do makijażu. Kiedy usłyszałam o Naked Face koreańskiej marki Holika Holika, spodziewałam się, że będzie to raczej bardzo delikatnie kryjący krem, dający efekt "make-up no make-up", czyli coś nie dla mnie. Dałam mu jednak szansę i...przeżyłam szok, bo Naked Face jest świetny! Poczytajcie, zobaczcie zdjęcia...

holika holika


BB krem Naked Face otrzymujemy w tubce z pompką (ciekawe rozwiązanie, jeszcze nie wiem, jak się sprawdzi pod koniec, gdy zostaną dosłownie resztki kosmetyku, ale wydaje mi się, że uda się wydobyć wszystko z tubki, bo pompka zdaje się tubkę zasysać), a całość opakowana jest w kartonik. W porównaniu z innymi azjatyckimi kosmetykami (chociażby BB kremem Beyond The Solution Lioele) design opakowania jest zaskakująco stonowany i elegancki, kojarzący się raczej z ekskluzywnymi markami z wysokich półek cenowych niż z typowo azjatyckim stylem kawaii.

naked face covering bb


Holika Holika Naked Face - jak przystało na azjatycki BB krem - działa nie tylko jak fluid czy podkład. Dzięki zawartym w nim specjałom zapewnia skórze prewencję przeciwzmarszczkową, rozjaśnia przebarwienia, a także nawilża skórę, nie dopuszczając do odwodnienia. Krem na bardzo wysoki i bardzo stabilny filtr SPF50 PA+++, dający ochronę do 7 godzin po aplikacji.

naked face

holika holika naked face


Naked Face dostępny jest w dwóch kolorach: 21.5 Naked i 23 Natural Beige. Ja zdecydowałam się na ciemniejszy odcień, bo już po zdjęciach katalogowych widziałam, że ma w sobie więcej ciepłych tonów i nie jest tak trupio blady jak niektóre odcienie azjatyckich BB kremów. Intuicja mnie nie zawiodła, trafiłam w dziesiątkę - 23 Natural Beige to idealny kolor dla Europejek - wciąż jasny, nie ciemnieje w ciągu dnia, nie odcina się od szyi nawet na jasnej cerze, ale ma też w sobie odrobinę ciepłych, żółtych tonów, dzięki czemu cera wygląda zdrowo i naturalnie. 

swatche azjatyckich kremów bb, porównanie kremów bb


Konsystencja Naked Face jest bardzo podobna do innych azjatyckich BB kremów, które stosowałam - gęsta, kremowa, ale rozprowadza się po skórze nie najgorzej, nie smuży. Pozwala budować krycie. Ja najczęściej aplikuję go przy pomocy gąbeczki a'la Beauty Blender. Do zadowalającego krycia potrzebuję dwóch warstw - najpierw nakładam bardzo cienką, "bazową" warstwę, a po chwili dodaję drugą, już trochę grubszą.

azjatycki krem bb


Skoro kosmetyk nazywa się Naked Face, spodziewałam się, że będzie dawał bardzo delikatny efekt, jakby skóra nie była pokryta warstwą makijażu, a tym samym będzie miał znikome krycie. Na szczęście myliłam się w tej kwestii - Naked Face rzeczywiście wygląda naturalnie, nie jak "gładź szpachlowa", ale dobrego krycia nie można mu odmówić. Jest świetnie napigmentowany, dzięki czemu radzi sobie nawet z najgorszymi niespodziankami, co zresztą możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.

bez makijażu

Naked Face Holika Holika


Naked Face nie matuje cery - daje typowe dla azjatyckich BB kremów rozświetlenie, ale wystarczy odrobina pudru, by skóra stała się matowa. Krem trzyma się na skórze długie godziny, gwarantując idealny makijaż właściwie cały dzień, a to dla mnie bardzo ważne - nikt chyba nie lubi poprawiać makijażu co parę godzin. Ta trwałość wiąże się jednak z trudnościami w demakijażu. Naked Face wymaga naprawdę solidnego, porządnego demakijażu, bo niedomyty może powodować zapychanie cery i ogólnie źle wpływać na jej wygląd. Ja najpierw zmywam go płynem micelarnym lub dwufazowym, a następnie sięgam po szczoteczkę soniczną i żel do mycia - dopiero wtedy mam pewność, że moja cera została należycie oczyszczona.

bez makijażu

skóra pokryta BB kremem Naked Face Holika Holika

pełny makijaż


Holika Holika Naked Face do najtańszych nie należy (95,95zł, aktualnie w promocji - 91,15zł za 40ml), ale zapewnia tak ładny efekt i jest tak wydajny, że ja z pewnością dokupię kolejne opakowanie, gdy to się skończy. Mój trądzik jest dla mnie na tyle kłopotliwy, że stówka za zakrycie go nie jest wcale wysoką ceną ;)
Kosmetyki Holika Holika kupuję w sklepie MyAsia.pl (Naked Face dostępny jest TUTAJ) - kiedyś już pisałam Wam o tym, że kosmetyki azjatyckie warto kupować od zaufanych dystrybutorów, bo można się naciąć na podróbkę.

koreański krem bb


A jeśli nie odpowiada Wam tak mocne krycie, jakie daje Naked Face Covering BB, możecie sięgnąć po wersję słabiej kryjącą - Naked Face Fitting BB. Ma lżejszą, bardziej płynną konsystencję i nieco słabszy, ale równie stabilny filtr SPF30 PA+++. Również znajdziecie go na My.Asia.pl w podobnej cenie.

bb cream


Jak Wam się podoba efekt, jaki daje Naked Face Holika Holika?
Preferujecie takie mocno kryjące BB kremy czy może wolicie jednak te lżejsze? Czy w ogóle lubicie azjatyckie BB kremy?
Kto z nas nie lubiłby palety cieni, która jest fajnie skomponowana, łatwo dostępna, poręczna, a poza tym zawiera cienie połyskujące, piękne, napigmentowane nawet bez bazy, trzymające się na powiece cały dzień?
No właśnie, nie widzę rączek w górze.
I nie ma się co dziwić - ja taką paletę uwielbiam! A mowa o IsaDora 69 Savannah Sunset.



Właściwie już we wstępie napisałam Wam o tej paletce wszystko, ale dla porządku rozwinę trochę moje myśli. Zaczynając od opakowania, jest to plastikowa, w miarę solidna paleta zawierająca w sobie cztery prasowane cienie. Do zestawu dołączono pacynkę. Czwórka cieni jest na tyle malutka, że z powodzeniem zmieści się w każdej kosmetyczce.



Kolory w paletce skomponowano tak, by kojarzyły się z zachodem słońca na sawannie. I to chyba dobre porównanie, bo mamy tu odcienie pomarańczowo-różowo-beżowo-złoto-brązowe, zmieniające się zależnie od światła. Czasem mam wrażenie, że paleta bazuje na odcieniach różu, innym znów razem, że to pomarańczowe wariacje. W każdym razie cienie mają ciepłą tonację, czyli taką jak lubię i taką, jaka pięknie podkreśla letnią opaleniznę. Wszystkie cztery cienie mają mega połyskliwe, metaliczne wykończenie.



Ok, nie oszukujmy się - palet w podobnej kolorystyce jest na rynku sporo. Prawie każda marka kosmetyczna ma w ofercie coś podobnego. Na czym więc polega przewaga IsaDory nad innymi? Sekret tkwi w konsystencji cieni. Są bardzo drobno zmielone i jakby... pół-kremowe. Dzięki temu bajecznie się aplikują, nie osypują, dobrze blendują, a ich pigmentacja zachwyca nawet bez bazy. 



Uwielbiam je też za ich trwałość. Jako posiadaczka tłustej cery mam też tłuste powieki, które nawet makijaż zrobiony na dobrej bazie potrafią zniszczyć. Pamiętam, jak pierwszy raz na próbę nałożyłam te cienie bez bazy, licząc na to, że po 15 minutach makijaż będzie do zmycia. Tego dnia panował niemiłosierny wręcz upał. I tak sobie czekałam - 15 minut, potem kolejne i kolejne, i kolejne, aż minęło ładnych kilka godzin, a makijaż trzymał się idealnie. Szok! Dlatego właśnie na wakacje zabrałam właśnie Savannah Sunset - dzięki świetnej jakości cieni nie musiałam zabierać bazy.



Paleta Savannah Sunset (oraz inne czwórki cieni IsaDora) czeka na Was w perfumeriach Douglas w cenie 72zł, albo w sklepach internetowych (sprawdź cenę).


Jak Wam się podoba Savannah Sunset? Znacie cienie IsaDora?






Turkus ze złotym akcentem to jedno z moich ulubionych połączeń kolorystycznych. Zobaczcie, jak prezentuje się w makijażu w postaci cieni do powiek Melkior Professional w kolorach Green Cocktail i Gold Rush.



Te cienie zrobiły na mnie naprawdę dobre wrażenie. Mają świetną pigmentację (co widać na zdjęciach ze swatchami - właściwie prawie identycznie wyglądają nałożone solo, na bazę czy na mokro), są kremowe, dobrze się je aplikuje i blenduje, a w trakcie noszenia nie osypują się i nie migrują po powiekach i policzkach. Ich trwałość w dużej mierze zależy od tego, jak tłuste mamy powieki - u mnie solo wszystkie cienie trzymają się kiepsko, ale na bazie to już inna bajka. Natomiast cienie Melkior nałożone na mokro są po prostu nie do zdarcia. Mają też piękne wykończenie - nie jest to perła, nie jest to metalic, nie jest to mat. Dają po prostu bardzo ładny, lekko rozświetlający efekt (producent określa to wykończenie jako satynowe), dzięki czemu makijaż wykonany tymi cieniami jeszcze mocniej przyciąga spojrzenie.




Cienie Melkior Professional kupicie online w cenie 26,60zł za 3,5g lub 17,60zł za wkład do paletki magnetycznej.









Tak intensywnie napigmentowane cienie sprawdzają się również do kolorowych kresek (ja używam pędzla do eyelinera zwilżonego delikatnie wodą).



Jak Wam się podoba takie zestawienie kolorów? Co sądzicie o cieniach Melkior Professional?
Za oknem rozkwita wiosna. Tymczasem patrząc na mój makijaż, można by wnioskować, że trwa właśnie upalne, słoneczne lato. A to wszystko za sprawą dwóch kosmetyków Nuxe - DD Crème Prodigieuse i Poudre Éclat Prodigieux.



Nuxe DD Crème Prodigieuse to nawilżający, koloryzujący i upiększający krem Daily Defense. Skierowany jest przede wszystkim do kobiet z wielkich miast, których cera szczególnie narażona jest na negatywny wpływ zanieczyszczeń powietrza. Jest rozwiązaniem dla tych pań, które lubią wielofunkcyjne produkty - DD Crème Prodigieuse działa nie tylko jak podkład/fluid, ale również gwarantuje nawilżenie do 8 godzin i ochronę UVA/UVB (posiada filtr SPF 30), a także otula skórę cudownym zapachem, takim samym jak kultowy olejek Nuxe Huile Prodigieuse. Bazuje na mineralnych pigmentach, a w składzie ma również takie dobroczynne substancje jak wyciąg z kwiatu nieśmiertelnika niebieskiego i witaminę E (o działaniu silnie antyoksydacyjnym), ekstrakt z orzechów shea (chroniący przed zanieczyszczeniami środowiska), roślinną glicerynę (o działaniu nawilżającym) oraz upiększający ekstrakt z białej herbaty. Dostępny jest w trzech odcieniach, które idealnie wtapiają się w cerę, więc z założenia DD Crème Prodigieuse powinien pasować każdej kobiecie. Znajdziecie go w dobrze zaopatrzonych aptekach w cenie ok. 80zł za 30ml.


DD Crème Prodigieuse ma dość gęstą konsystencję i ciężko się rozprowadza. Chyba niemożliwe jest nałożenie go w niewielkiej ilości - próbowałam i skończyło się plamami na skórze... Dobrze aplikuje się go gąbką typu "beauty blender". Wbrew pozorom naprawdę nieźle wtapia się w skórę, ale i tak uważam, że kolor przeznaczony dla jasnej karnacji jest o wiele za ciemny. Nawet dla mnie ten odcień jest zbyt mocny, a nie należę do bladziochów (Colorstay w odcieniu Buff jest dla mnie za jasny nawet zimą, gdy brak mi słońca). Na plus zaliczam jednak ładne, naturalne wykończenie, jakie zostawia na skórze - nie jest to nachalny blask a'la przetłuszczona skóra, nie jest to też płaski mat. Niestety po około godzinie moja skóra zaczyna się przetłuszczać i wtedy makijaż wymaga zmatowienia pudrem. DD Crème Prodigieuse całkiem ładnie kryje wszelkie niedoskonałości i ujednolica koloryt skóry. Przy cerze takiej jak moja z powodzeniem może zastąpić nie tylko podkład, ale i krem na dzień, bo nieźle nawilża skórę. Wrócę do niego w lecie, gdy uda mi się trochę opalić.



Drugi kosmetyk, który ostatnio mi służy to Nuxe Poudre Éclat Prodigieux czyli wielofunkcyjny puder brązujący w kompakcie. Jego zadaniem jest nadanie cerze zdrowego, promiennego wyglądu, podkreślenie opalenizny. Można stosować go na całą twarz, a nawet na dekolt, jednak ja ograniczyłam się do aplikowania go pod kości policzkowe. Muszę przyznać, że ten kosmetyk ma niesamowite wykończenie - z pozoru matowy zyskuje delikatny blask, kiedy tylko rozetrze się go na skórze. Nie jest to nachalny, brokatowy efekt: kosmetyk nie ma żadnych widocznych gołym okiem drobinek. Blask jest bardzo subtelny, może dzięki zawartości czegoś, co producent określa jako mikronizowane drobiny perłowe. Poza tym brązer naprawdę chroni skórę dzięki zawartości witaminy E, ceramidów i naturalnego bisabololu. Wydajność tego produktu to kolejny jego plus. Ja jestem w nim zakochana - odcień idealnie pasuje do tonacji mojej cery, a na naturalnej opaleniźnie będzie wyglądał pewnie jeszcze lepiej. Kosztuje około 100zł za 25g i dostępny jest w aptekach.




Poniżej widzicie makijaż wykonany przy pomocy obu kosmetyków. Chciałam, by imitował moją naturalną opaleniznę i przenosił mnie w czasie do ciepłych letnich dni.

Saute

DD Crème Prodigieuse solo

Pełny makijaż: Nuxe DD Crème Prodigieuse na całej twarzy i Nuxe Poudre Éclat Prodigieux pod kości policzkowe. Zarówno na tym jak i na powyższym zdjęciu NIE użyłam pudru matującego.

Marka Nuxe kojarzona jest głównie z kosmetykami pielęgnacyjnymi. Może jednak znacie również ich kosmetyki kolorowe?
Co sądzicie o duecie pokazanym w dzisiejszej notce?
Witajcie Kochani!

Jesień pełną parą - po zmianie czasu zaczęły się długie wieczory, dołujące szarówki i przygnębiające mgły. Dobrze, że chociaż nie pada... (odpukać!)
Pokażę Wam dziś, jakie szminki wybieram ostatnio najczęściej. Poznacie moich czterech jesiennych faworytów - będzie pół na pół: dwa spokojne, typowo jesienne kolory, oraz dwa bardziej szalone - takie, które poprawiają nastrój nawet w ponure dni. Trzy z nich towarzyszą mi od lata, jeden natomiast jest u mnie nowością (choć bardzo podobną do innej szminki, którą mam już od dłuższego czasu).




Kiedyś gdzieś czytałam, że kształt szminki mówi coś o jej posiadaczce... Ciekawe, co powiedziałby o mnie ten kształt ;P


Od lewej:

IsaDora Perfect Moisture Lipstick 145 Nude Cream - to najnowszy "shinyboxowy" nabytek. Ma piękny, karmelowy kolor i bardzo przyjemną, bezdrobinkową konsystencję. Nie jest co prawda tak kremowa jak M.A.C (porównuję te dwie szminki, bo macowy Half n' Half ma bardzo podobny kolor), ale gładziutko sunie po ustach. Pigmentacja średnia, umożliwia budowanie krycia. Trwałość całkiem w porządku. Nie wysusza ust. Cena: 55zł za 4,5g

Lily Lolo Naturalna szminka Romantic Rose - to trudny do zdefiniowania kolor, w zależności od światła staje się bowiem raz bardziej rudy, raz bardziej różowy. Jest kremowa i mocno napigmentowana - daje pełne krycie już po jednym przejechaniu szminką po wargach. Bardzo dobrze sprawdza się do codziennego makijażu - ładnie odbija światło, choć nie widać w niej żadnych dużych drobinek brokatu. Trwałość całkiem ok, ale po jedzeniu czy piciu potrzebne są poprawki. Nie wysusza ust. Cena: 48,90zł za 4g, do kupienia w Costasy.

Oriflame The One Colour Unlimited Lipstick Violet Extreme - sama szminka ma trochę przerażający (jak dla mnie przynajmniej) kolor fioletu - na ustach jednak bardziej przypomina soczystą fuksję. Jest to szminka z gatunku tych bardziej transparentnych i bezdrobinkowych, które pozwalają na budowanie krycia. Ma super formułę - gładko sunie po ustach, a kiedy da się jej chwilę na wyschnięcie, staje się naprawdę trwała (ok, obietnice producenta o 10h koloru to bajki, ale parę godzin jak najbardziej wytrzyma). Po jedzeniu czy piciu kolor wciąż jest widoczny - może już nie aż taki intensywny, jak bezpośrednio po aplikacji, ale poprawki nie są konieczne, bo schodzi z warg równomiernie. Nie wysusza ust. Uwielbiam ją! Cena: 32,90zł za 1,7g.

Oriflame The One 5-in-1 Colour Stylist Lipstick Sweet Tangerine - formułę tej szminki lubię zdecydowanie najmniej z całej czwórki - ok, jest kremowa i bezdrobinkowa, krycie można fajnie budować, ale niestety potrafi włazić w zmarszczki warg, sprzyjać wysuszaniu ust i bezlitośnie podkreśla każdą (nawet wcześniej niewidoczną) suchą skórkę. Uwielbiam jednak jej kolor - piękny koral, który - w zależności od światła - raz zmienia się w czerwień, raz w pomarańcz, a czasem ukazuje swoje urocze, różowe oblicze. To bardzo pozytywny, intensywny odcień. Ładnie wygląda nawet na wąskich ustach. Trwałość bardzo przyzwoita. Cena: 32,90zł za 4g.




Wspomniałam, że IsaDora Nude Cream jest podobna do M.A.C Half n' Half - powyżej porównanie.




Który kolor podoba się Wam najbardziej?
Jakie szminki goszczą teraz najczęściej na Waszych ustach?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...