Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub/wesele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub/wesele. Pokaż wszystkie posty
Jakiś czas temu w Dzień Dobry TVN pojawiła się relacja z targów ślubnych. Wspominam o tym, bo pewna pani występująca tam ubrała w słowa myśli, które kłębią się w mojej głowie odkąd tylko powiedziałam "tak, wyjdę za ciebie, dawaj ten pierścionek". Stwierdziła mniej więcej coś takiego: "państwo młodzi mają mnóstwo fajnych możliwości, ale problem polega na tym, że trzeba wybrać tę jedyną najlepszą". No właśnie, tylko jak tu się zdecydować?



Kiedyś brało się ślub w kościele parafialnym albo Urzędzie Stanu Cywilnego, imprezę weselną robiło się w jedynej sali weselnej w mieście albo w tej, której udało się dostać miejscówę, suknię dziedziczyło się po mamie lub starszej siostrze, ewentualnie szyła ją zdolna ciocia. Po prostu życie nie oferowało tylu opcji, by człowiek miał problem z wyborem.

W dzisiejszych czasach mamy jednak szczęście i zarazem przekleństwo miliona możliwości. Każdy, absolutnie każdy element ślubu i wesela, każdy podpunkcik z listy "do zrobienia, do kupienia" generuje konieczność wybierania spośród dziesiątek, setek, tysięcy opcji. I nie chodzi w tym wyborze tylko o to, co mi się podoba - wypadałoby jeszcze wziąć pod uwagę zdanie pana młodego (choć mój pan młody w większości przypadków zgadza się z moim zdaniem, a jak się nie zgadza, to mówi, że mu to obojętne) i przede wszystkim budżet. Bo co z tego, że na organizację wesela wybierzemy wypasiony pałac, jeśli cena wynajmu wiązałaby się z koniecznością oszczędzania przez około 53 lata. Albo bajkową suknię ślubną, która kosztuje tyle, ile chcemy przeznaczyć na wyżywienie naszych 200 gości i wynagrodzenie dla fotografa, kamerzysty i muzyków.



Warunek jest jeszcze jeden - kiedy podejmiemy jedną decyzję, wszystkie inne powinny od niej zależeć. Wybór głównego motywu kolorystycznego determinuje wygląd zaproszeń i reszty ślubnej papeterii, kwiatów do bukietu i ozdoby stołów, wszystkich kolorowych elementów, na które mamy wpływ. Wybór sali na wesele wiąże się w pewien sposób z wyborem sukni, bo przecież kiecka a'la beza nie pasuje do rustykalnej sali, ani prosta suknia a'la halka do pałacowych wnętrz. A do sukni musi pasować welon, buty, biżuteria, makijaż, fryzura... Pojawia się tu też kwestia piosenki do pierwszego tańca - niby nic, a jednak ja nie wyobrażam sobie podrygiwania do Maroon 5 w wielkiej, ciężkiej, długiej do ziemi sukni balowej.



Na Facebooku pisałam Wam ostatnio, jak do moich przedślubnych wyborów i podejmowania decyzji podchodzi mój narzeczony:

Obejrzałam filmik ślubny Stylizacje, podesłałam mojemu narzeczonemu i przez telefon omawiamy wnioski:JA: (mega...
Posted by Keep calm and be beautiful on 3 listopada 2015


I wiecie co?
Mam pewność, że przynajmniej jeden, ale za to najważniejszy wybór mam już za sobą i że jest to wybór dobry: z kim chcę ten ślub wziąć, z kim chcę przejść nie tylko przez ten przedślubny harmider, ale i przez całe życie :)

P.S. Nie zapominajcie o konkursie! Nagroda czeka :)

http://www.keepcalmandbebeautiful.pl/2015/12/swiateczny-konkurs-z-nuxe-wygraj-zestaw.html

Pokolenie naszych rodziców weseliło się po ślubie bez mrugnięcia okiem. Przyjęte było, że po ceremonii w kościele i/lub urzędzie impreza aż do rana jest obowiązkiem. No i po co im to było?



W dzisiejszych czasach coraz więcej par decyduje się na skromniejsze wesele lub też w ogóle nie chce takiego przyjęcia organizować. Popularną opcją jest obiad dla najbliższych po ślubie. Jest to sensowne z finansowego punktu widzenia - impreza do białego rana to ogromne koszty wynajmu sali, opłacenia jedzenia, alkoholu, dekoracji, itd, itp, a obiad w restauracji dla kilkunastu/kilkudziesięciu osób z pewnością wyjdzie taniej.
Niektórzy chcą po prostu uniknąć weselnego kiczu: sukni ślubnej a'la beza, wulgarnych oczepinowych zabaw, pijanego wujka śpiącego z nosem w sałatce czy tańca do muzyki biesiadnej. I nie ma się co dziwić - nie każdy preferuje takie formy rozrywki.



Ja jednak nie zrezygnuję z wesela. Nie będzie to bal na 300 osób, a jedynie miła, kameralna impreza dla najbliższych, ale całonocna i z poprawinami.
Powodów jest kilka:




Sami nadajemy znaczenie temu, co dzieje się w naszym życiu
Wyobraźcie sobie Boże Narodzenie bez choinki, dekoracji, zapachu pierniczków i przede wszystkim bez spotkań z rodziną. I co mamy? Datę w kalendarzu i parę dni wolnego od pracy. Zatracamy wrażenie, że to wyjątkowy, magiczny czas w roku, na który każdy z nas czeka, i zaczynamy traktować te dni jak zwykłe wolne, kiedy chodzimy w dresie po domu i oglądamy zaległe odcinki Na Wspólnej.
Tak samo jest ze ślubem. Możemy po prostu iść do kościoła czy urzędu, podpisać jakiś papierek i gotowe - jesteśmy małżeństwem bez szumu i rozgłosu. Ale moim zdaniem wtedy taki ślub dla nas samych gdzieś tam głęboko w naszej psychice traci na znaczeniu, na magii.


Jedyna szansa, by poczuć się księżniczką
Większość kobiet nie korzysta na co dzień z usług makijażystki, fryzjerki, manicurzystki, nie ubiera się w eleganckie stroje i nie czuje się jak księżniczka. No chyba, że jest się Kate Middleton czy Wiktorią Bernadotte. Ślub i wesele daje możliwość, by jak Kopciuszek idący na bal, przemienić się w olśniewającą piękność, na której skupi się cała uwaga. Nie uwierzę, jeśli powiecie, że ani razu w całym swoim życiu nie marzyłyście, by być księżniczką. Ja marzyłam i mam nadzieję, że podczas ślubu i wesela będę mogła tak się poczuć - olśnić rodzinę i przyjaciół, a świeżo upieczonemu mężowi pokazać się w takim wydaniu, by na wszystkie lata naszego małżeństwa zapamiętał ten zachwyt na mój widok.



Radość w gronie najbliższych
Wesele - jak sama nazwa wskazuje - to weselenie się, radość z powodu zawarcia związku małżeńskiego. Chcę dzielić tę radość z gronem najbliższych mi osób. Chcę też, by oderwali się od swoich codziennych spraw, potańczyli, pożartowali. W mojej rodzinie nie ma dużo ślubów, więc najbliższym należy się porządna impreza raz na parę lat. Zwykły obiad organizujemy na święta czy na urodziny, a więc kilka razy do roku, a taka okazja jak ślub zasługuje na bardziej huczną oprawę.
Poza tym zamawiając menu weselne, kupując alkohol poczuję się tak, jakbym gościła bliskich u siebie w domu, jakbym to ja była gospodynią. A gdy ktoś mnie odwiedza, zawsze chcę podać coś smacznego, porządnie gości napoić i nakarmić, by nie wyszli ode mnie głodni, a także zabawić, by się nie nudzili i miło wspominali świętowanie ze mną.



Wspólne dążenie do celu
Nie wyobrażam sobie, by mój narzeczony nie brał udziału w przygotowaniach do ślubu i wesela, by dał mi "wolną rękę" (czyt. zwalił wszystko na moją głowę). W końcu to on mi się oświadczył (a tym samym zaproponował ślub), więc chyba chce tego przynajmniej tak samo mocno jak ja. I choć jestem dopiero na początku dłuuuugiej drogi do ołtarza, widzę, jak bardzo zbliżają nas takie rzeczy jak wybór sali weselnej, wspólne oglądanie ślubnych filmików na Youtube, wyszukiwanie ślubno-weselnych inspiracji, rozmowy o papeterii i oprawie florystycznej. Oboje angażujemy się w to równie mocno i cieszymy się tym, gdy osiągamy kompromis w jakiejś kwestii. Mam nadzieję, że dzięki temu nasz ślub i wesele będzie dla nas cudownym wydarzeniem, takim jak oboje sobie wymarzyliśmy.



Rozumiem, że wielu z Was nie chce tracić pieniędzy na wesele i uważa taką imprezę po prostu za zbędną w ich wspólnym życiu. Ja mam jednak inne zdanie na ten temat - chcę mieć tradycyjne wesele, ale takie z klasą i wyłącznie w gronie najbliższych mi osób.
A Wy po której stronie barykady stoicie - jesteście za weselem czy raczej przeciwko? A może swoje własne wesele macie już za sobą i możecie wypowiedzieć się, czy było warto, czy też z perspektywy czasu żałujecie wydanych na tę imprezę pieniędzy?
Kiedy bliscy dowiedzieli się o moich zaręczynach, po gratulacjach pojawiło się oczywiste pytanie: 
"to kiedy ślub?"
Odpowiadam im zgodnie z prawdą: za dwa lata.
Reakcje są dwie:
  • kiwanie głową z politowaniem i narzekanie na te okropne sale weselne, w których najlepiej jest rezerwować termin tuż po pierwszej randce z nowo poznanym facetem, bo tyle się czeka
  • szok i niedowierzanie, bo przecież w ich czasach ślub był maksymalnie do 3 miesięcy po zaręczynach, inaczej podobno pech w małżeństwie gwarantowany
Nie twierdzę, że nie da się zorganizować ślubu w 3 miesiące, bo pewnie się da, czego przykładem są chociażby moi rodzice, którzy ślub (a nawet dwa śluby, bo cywilny i kościelny) i wesele organizowali w czasach, gdy wódka była na kartki, a zakup rajstop graniczył z cudem, a jednak ogarnęli wszystko w zaledwie kilkadziesiąt dni.
Ja jednak nie chcę ślubu w 3 miesiące. Dlaczego? Powodów jest kilka.



Pieniądze nie rosną na drzewach
Ślub i wesele to droga sprawa, zgodzi się z tym każdy, kto choć raz sprawdzał cenę za wynajem sali, "za talerzyk" (jedzenie dla pojedynczego gościa) czy za suknię ślubną. Budżet na każde, nawet bardzo skromne wesele, trzeba liczyć w tysiącach a nawet dziesiątkach tysięcy złotych, nie mówiąc już o wypaśnych imprezach na ponad 200 osób z takimi atrakcjami jak pokazy barmańskie, płonący prosiak czy fontanna czekoladowa. I o ile wesela nie sponsorują nam rodzice, to kiedyś trzeba sobie na nie odłożyć. Moim zdaniem dwa lata to odpowiedni czas na poczynienie oszczędności (ewentualnie uzyskanie zdolności kredytowej :P).


Czas zadbać o siebie
Chyba nie ma na świecie kobiety, która byłaby w 100% zadowolona ze swojego wyglądu i nie planowała zmienić nic a nic. Ja również do takich nie należę - narzekam na swoją figurę, kiepską cerę, a ostatnio także na stan moich włosów. Dwa lata zamierzam poświęcić na walkę z kompleksami - zbliżające się wesele to naprawdę świetna motywacja. W ten wyjątkowy dzień będę mogła pokazać się światu piękna, pewna siebie, bez zaprzątających głowę kompleksów. Dwa lata to też dobry czas, by nauczyć się tańczyć i wywołać u gości opad szczęki, gdy rodzinna oferma odwali na pierwszym tańcu walca godnego czterech dziesiątek w Tańcu z Gwiazdami.



Co nagle to po diable
Należę do osób, które lubią mieć wszystko pod kontrolą, więc pewnie i w dzień ślubu wszystko będę musiała dopiąć na ostatni guzik. Gdy na spokojnie rozważam różne kwestie, mogę wpaść na lepsze pomysły, a także dokładniej zapoznać się z ofertami różnych usługodawców i wybrać te najkorzystniejsze.


Terminów brak
Mogłabym wybrać pierwszą-lepszą salę, która ma wolne terminy za 3 miesiące. Mogłabym wybrać też jedyny wolny zespół, fotografa, itd. Pewnie byłoby przy tym dużo stresu, pewnie nie mogłabym zorganizować wesela tam, gdzie mi się marzy i pewnie mogłabym zapomnieć o szukaniu korzystnych cenowo ofert. Pytanie tylko, po co, skoro mogę zdecydować się na ślub za 2 lata i przebierać w ofertach, wybierając te najlepsze, najtańsze, albo po prostu wymarzone.


Uroki narzeczeństwa
Narzeczeństwo to stan oczekiwania, a takie radosne oczekiwanie jest fajne, ekscytujące. Nie jestem zwolenniczką tkwienia w narzeczeństwie przez długie lata bez perspektywy przejścia na "wyższy level", ale uważam też, że takie skracanie okresu narzeczeństwa to pozbawianie się pewnej przyjemności i... czasu na przywyknięcie do myśli, że niebawem nasz stan cywilny ulegnie zmianie. Okres przejściowy jest naprawdę ważny dla naszej psychiki.


Ok, ja się wygadałam, teraz pora na Wasze głosy w dyskusji. Długie czy krótkie narzeczeństwo? Ślub za parę miesięcy czy parę lat od zaręczyn?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...