Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do włosów. Pokaż wszystkie posty
Mimo że do równika mamy daleko, zaczynają nam się w Polsce robić temperatury iście tropikalne. W takie dni jak dziś, poza dodatkowym nawodnieniem organizmu, serwuję sobie też specjalną pielęgnację - orzeźwiający żel pod prysznic, owocowy peeling, lekki jak pianka balsam do ciała, odświeżającą mgiełkę i nieobciążającą włosów odżywkę. Zobaczcie mój zestaw na upały.


W lecie żel pod prysznic to podstawa - ja wybieram takie, które skutecznie myją, ale nie podrażniają i nie przesuszają skóry, a do tego zachwycają świeżymi zapachami. Do moich ulubionych należy Le Petit Marseillais Delikatny żel 2w1 pomarańcza i grejpfrut. Można go stosować zarówno jako żel pod prysznic, ale także jako płyn do kąpieli. Nie darzę marki jakimś szczególnym uwielbieniem, ale muszę przyznać, że ten kosmetyk im wyszedł. Pachnie obłędnie! Cytrusowa świeżość, stonowana nieco grejpfrutową goryczką - ta kompozycja jest po prostu stworzona na tak upalne dni jak dziś!







Po kąpieli najczęściej sięgam po krem z filtrem, ale jeśli nie wychodzę na zewnątrz, nie chcę obciążać skóry tego typu balsamami (z reguły są dość ciężkie i słabo się wchłaniają), dlatego stosuję ultralekki balsam w piance - Regenerum Regeneracyjne serum do ciała. Ma wszystkie cechy dobrego balsamu - przyjemnie pachnie, nawilża (z bardzo suchą skórą sobie nie poradzi, ale do mniej wymagającej będzie idealny), bajecznie łatwo się aplikuje, błyskawicznie wchłania i nie pozostawia tłustego, lepkiego filmu na skórze. Gwarantuję, że lżejszego balsamu do ciała nie znajdziecie.








Po wieczornej kąpieli lubię sięgnąć po peeling. Ostatnio w użyciu były u mnie przede wszystkim peelingi ujędrniające (pisałam Wam o nich TUTAJ), ale polubiłam też owocową bombę od The Secret Soap Store - Melonowy peeling do ciała. Bazujący na soli, naładowany naturalnymi olejami i masłami. Zachwyca cudownym, odświeżającym zapachem i skutecznym działaniem - takie zdzieraki lubię!






Gdy szukam odświeżenia w ciągu dnia, sięgam po wodę termalną lub Mgiełkę z ekologiczną wodą z owoców pomarańczy i komórkami macierzystymi Apis. Ten kosmetyk nie tylko przynosi efekt lekkiego ochłodzenia i odświeżenia, ale też pielęgnuje skórę, bo poza tym, co wymienione w nazwie (woda z owoców pomarańczy i komórki macierzyste) zawiera mega nawilżający kwas hialuronowy i ekstrakt z aloesu. I do tego pięknie pachnie. Jedynym minusem jest rozpylacz - bardziej "pluje" niż rozpyla.






Kiedy ciało mamy już wypielęgnowane, trzeba też pomyśleć o włosach. W upalne dni odpuszczam sobie skomplikowaną pielęgnację i godzinne trzymanie maski pod czepkiem foliowym. Ostatnio moim ulubionym produktem do włosów jest Dove Lekki nawilżający suflet do włosów z serii Oxygen&Moisture. Można psioczyć na jego drogeryjny skład, ale jednego mu nie można odmówić - działania zgodnego z obietnicami producenta. Suflet nawilża włosy i ułatwia ich rozczesywanie, nie obciążając ich jednocześnie. Nawet moje długie pasma są odbite od nasady i zachowują świeży wygląd znacznie dłużej niż po użyciu innych odżywek (z reguły na drugi dzień moje włosy są "do poprawki", po Suflecie są do mycia dopiero na trzeci dzień).




Parę dni temu ruszyła kolejna edycja loterii Dove - wystarczy, że kupicie kosmetyki Dove do pielęgnacji włosów za co najmniej 15zł, a możecie wziąć udział w losowaniu nagród. Codziennie przez 42 dni do wygrania 500zł, co tydzień 2.000zł, a nagrodą główną będzie samochód Alfa Romeo Giulietta. Można się zgłaszać przez sms'a lub na Facebooku - TUTAJ.


Znacie któryś z tych produktów? Jakie kosmetyki polecacie na +30 stopni?
Niech klima będzie z Wami ;)
Pod ostatnim postem denkowym parę osób pytało o maskę do włosów Kalpi Tone. Dziś zaspokoję Waszą ciekawość i opiszę moje spostrzeżenia odnośnie tego przedziwnego kosmetyku.
Niestety zgubiłam gdzieś zdjęcia zrobione po pierwszej aplikacji (zmieniałam wtedy laptopa i w tym całym zamieszaniu pewnie ich nie zapisałam na dysku)...


Od dłuższego czasu interesuję się indyjskimi kosmetykami do włosów, ale maski w proszku nie miałam jeszcze nigdy. I pewnie nie odważyłabym się wypróbować takiego specyfiku, gdybym nie dostała go od krakowskiego sklepu Pięknalia.
Kalpi Tone to kosmetyk przeznaczony dla osób, które chcą lekko przyciemnić swoje włosy, zapobiegać przedwczesnemu siwieniu, pozbyć się łupieżu i/lub zahamować wypadanie włosów. Ma formę zielonkawego pudru o silnym, ziołowo-kadzidlanym zapachu. Rozmieszany z wodą staje się brunatny.


Jak przygotować maskę do aplikacji?
Producent zaleca wymieszanie odpowiedniej dla nas porcji maski z wodą lub olejkiem do uzyskania konsystencji rzadkiej papki. Na kilku blogach znalazłam jednak sugestie, by Kalpi Tone mieszać z mocnym wywarem z kawy lub herbaty (który również ma działanie przyciemniające), a także, by proszek rozmieszać z gotową maską lub odżywką. Kalpi Tone można również łączyć z henną.
Na jednorazową aplikację brałam 2 łyżki Kalpi Tone, esencję herbacianą ("na oko", do uzyskania gęstej papki) i 3-4 łyżki odżywki Balea lub maski z proteinami mlecznymi Kallos.


Jak aplikować maskę?
Przygotowaną papkę aplikowałam na umyte i odsączone włosy (były wilgotne, nie mokre), nakrywałam workiem foliowym, ręcznikiem i trzymałam około 1,5h. Po upływie tego czasu spłukiwałam wodą i pozwalałam włosom wyschnąć. Ze względu na długi czas aplikacji maskę zawsze robiłam na wieczór, raz w tygodniu.
WAŻNE: maskę aplikowałam i spłukiwałam w rękawiczkach. Co prawda nie barwi ona skóry, ale wchodzi za paznokcie, a to wygląda bardzo nieestetycznie.
Aplikacja do łatwych nie należy - nawet jeśli do proszku dodamy gotowej maski, papka nie będzie "śliska" ani kremowa. Trzeba poświęcić parę minut na wmasowanie maski w skórę głowy.
Kłopotliwe jest też spłukiwanie - trzeba uważać, by spływający z włosów płyn w kolorze i konsystencji błota nie zachlapał łazienki. Po spłukaniu konieczne jest też umycie wanny/brodzika, bo maska zostawia na ceramice osad.


Jakie efekty zaobserwowałam?
Maska pozostawia na włosach silny zapach przypominający lubczyk, a tym samym kojarzący się trochę z rosołem... Co gorsze, zapach utrzymuje się na włosach nawet po kolejnym myciu!
Po pięciu aplikacjach (bo na tyle wystarczyło mi jedno opakowanie) NIE ZAUWAŻYŁAM PRZYCIEMNIENIA, wręcz przeciwnie - włosy WYDAJĄ SIĘ NIECO JAŚNIEJSZE. Już po pierwszej aplikacji maski zyskały piękny, CIEPŁY BLASK (co mnie osobiście bardzo cieszy, bo jako posiadaczka ciepłej tonacji cery, chcę mieć również ciepłą tonację włosów).
Za każdym razem - niezależnie od tego, czego do papki dodawałam: czy odżywki Balea mango + aloes, czy maski mlecznej Kallos - włosy były UNIESIONE, bardzo PUSZYSTE, ale nie przesuszone. W dotyku były SZTYWNE i sprawiały wrażenie GRUBSZYCH (ale to pewnie kwestia tego, że po prostu się spuszyły).
Efekt utrzymywał się przez kilka dni (przy codziennym myciu).
Teraz - kilkanaście dni po skończeniu maski - moje włosy nadal mają taki ładny blask, nadal są spuszone, ale wytraciły już sztywność.
Maska nie przyspieszała przetłuszczania się, nie obciążała włosów. Nie potrafię ocenić, czy zahamowała wypadanie - moje włosy są teraz w niezłym stanie, wypadają w umiarkowanej ilości, a podczas stosowania maski nic się w tej kwestii nie zmieniło.


Skład: same naturalne substancje.

INCI: Amla (Phyllanthus Emblica Linn), Chandan (Santalum Album), Brahmi (Herpestis Monniera), Kapur Kachli (Hedychium Spicatum), Maka leaves, Methi (Trigonalafinum Greekum), Mandoor, Neem (Azadirachta Indica), Orange (Citrus Aurantium), Shikakai (Acacia Conncinna), Aloe (Barbados Aloe), Jaswandh (Hibiscus Rosa), Sitaphal (Squamosa), Wala (Andropogan Muricatus), Khadir (Acacia Katechu).


Cena: ok. 15zł za 100g
Dostępność: sklepy internetowe lub dobrze zaopatrzone stacjonarne sklepy - np. Pięknalia w Krakowie (ul. Meiselsa 22)

Ocena: Nie potrafię ocenić tej maski - na moje włosy podziałała nieźle. Niesamowicie podoba mi się ciepły blask, jaki dzięki niej osiągnęłam, ale przeszkadzało mi trochę to spuszenie włosów i ich sztywność po użyciu maski. Poza tym producent obiecuje przyciemnienie, a moje włosy wręcz zjaśniały. Może problem polega na tym, że moje włosy są oporne na takie zabiegi, może naturalnie są zbyt ciemne, by taka maska mogła je przyciemnić jeszcze mocniej? A może musiałabym stosować ją przez dłuższy czas (co wydaje mi się najbardziej wskazane)? Nie wiem, czy polecać Wam ten kosmetyk - podejrzewam, że na każde włosy podziała trochę inaczej. Ja na pewno jeszcze do niego wrócę, tym razem może na dłużej, by ocenić efekty po dłuższym stosowaniu.




Stosowaliście kiedyś maski do włosów w takiej formie?
Lubicie w ogóle indyjskie kosmetyki?
Witam Was weekendowo :)
Choć pogoda (przynajmniej w Krakowie) nie rozpieszcza - jest szaro, ponuro... - ja nie poddaję się złemu nastrojowi i biegnę do kina na polecany przez krytyków film Kapitan Phillips. Dam znać, czy mi się spodoba ;)

Jeśli zaglądaliście wczoraj na blogowy profil na Instagramie lub Facebook'u, z pewnością wiecie, że wypróbowałam wczoraj nowy kosmetyk - nowość w ofercie marki Dove: Regenerującą maskę z aktywatorem ciepła i technologią Keratin Repair Actives.


Co to takiego?
Jest to zestaw: saszetka (zawierająca maskę do włosów w ilości wystarczającej do jednorazowego użytku) oraz aktywator ciepła.
Maska, dzięki ciepłu, ma głęboko wnikać we włosy, by pomagać w odbudowie protein, w efekcie czego włosy mają być mocne, lśniące i odporne na uszkodzenia.


Jak stosuje się taką kurację?
Na umyte, mokre włosy aplikujemy najpierw maskę - w saszetce znajduje się dość spora jej ilość, jednak ze względu na formę opakowania musimy zużyć ją jednorazowo. Maska ma postać gęstego kremu, pachnie jak produkty Dove z serii Intense Repair, czyli moim zdaniem przyjemnie. Dobrze rozprowadza się na włosach - czuć, że zawiera silikony, które dają taki specyficzny "poślizg" na włosach. Maskę aplikujemy od połowy włosów, by nie obciążać ich przy skórze głowy.
Na maskę nakładamy aktywator ciepła. Ma on formę płynno-żelową, dzięki czemu nie spływa z dłoni, dobrze się aplikuje, jest bezzapachowy. W kontakcie z maską aktywator zaczyna wytwarzać delikatne ciepło, które jednak bardzo szybko stygnie. Ciężko mi powiedzieć, czy tak krótkotrwałe ciepło jest w stanie otworzyć łuski włosa, by zwiększyć wchłanianie substancji aktywnych...
Maskę trzymamy na włosach 3 minuty, następnie obficie spłukujemy.



Jakie są efekty?
Po wyschnięciu moje włosy były bardzo przyjemne w dotyku, miękkie, ale sypkie, nie obciążone. Miałam nawet wrażenie, że stały się grubsze, zyskały na objętości. Efekt ten utrzymuje się nawet po kolejnym myciu włosów. Maska nie wpłynęła negatywnie na przetłuszczanie się włosów i nie wywołała u mnie podrażnień.


Czym różni się maska z aktywatorem ciepła od zwykłej maski czy odżywki?
Po tym wynalazku moje włosy były bardziej sypkie i lżejsze niż po zwykłych maskach. Równie dobrze się rozczesywały i były równie lśniące.

Maska regenerująca Dove z aktywatorem ciepła będzie dostępna niebawem w sieci drogerii Rossmann za cenę ok. 16 zł.


Skład maski... no cóż, typowo drogeryjny. Mamy silikony (na szczęście te z kategorii niegroźnych, usuwalnych przy pomocy lekkiego szamponu), parafinę, ale do tego również proteiny i keratyna.

INCI (maska): Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Stearamidopropyl Dimethylamine, Behentrimonium Chloride, Lactic Acid, Glycerin, Trehalose, Paraffinum Liquidum, Petrolatum, Amodimethicone, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Keratin, Gluconolactone, Cetrimonium Chloride, Parfum, Sodium Chloride, Dipropylene Glycol, Disodium EDTA, PEG-150 Distearate, PEG-7 Propylheptyl Ether, PEG-180M, Adipic Acid, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Linalool, Cl 15985, Cl 19140.

INCI (aktywator ciepła): PEG-8, Aqua, Sodium Lactate.


Czy warto kupić tę maskę?
Moim zdaniem nie. Jej działanie nie różni się aż tak znacząco od działania zwykłych odżywek Dove, bym chciała za jednorazową aplikację zapłacić ok. 16 zł.

Jeśli ciekawi jesteście tego efektu rozgrzewania i wiecie, że proteiny służą Waszym włosom, możecie się skusić.
Jestem ciekawa, jakie wrażenie zrobiłaby ta maska na Was.

Jesteście zainteresowani?

Pozdrawiam Was weekendowo :)

Witajcie!
Dziś będzie włosowo ;) Po pierwsze dlatego, że... skróciłam włosy! Dawno już nie miałam takiej krótkiej fryzurki. Wykorzystałam umiejętności babci, która X lat temu przeszła kurs fryzjerski. Sami oceńcie, co z tego wyszło:

Grzywka to robota fryzjerki, babcia skróciła jedynie resztę włosów ;)
P.S. Moja cera przechodzi jakiś ciężki okres, co widać pod makijażem :/ Coś mnie chyba uczuliło lub zapchało, całe czoło mam w krostkach :/

Po drugie: dziś napiszę Wam parę słów na temat maski, którą ostatnio moje włosy pokochały: L'biotica Biovax Intensywnie regenerująca maseczka keratyna + jedwab


Opakowanie: maskę otrzymujemy w kartonie (który ja oczywiście gdzieś zapodziałam i dlatego nie ma go na zdjęciach...), na którym znajdziemy jedynie obietnice wspaniałego działania, ale brak na nim składu INCI, co strasznie mnie wkurza. Głupio mi w drogerii zaglądać do środka kartoniku i czytać skład.
W kartonie znajduje się maska (zamknięta w wygodnym plastikowym słoiczku zabezpieczonym przed pierwszym otwarciem przy pomocy kawałka plastiku, który trzeba zerwać, by otworzyć opakowanie), TermoCap (czyli po prostu czepek) i saszetka zawierająca Serum na końce włosów.


Właściwości:
+ Konsystencja - kremowa, dość gęsta, ale nie stwarzająca problemów z rozprowadzeniem na włosach czy skalpie
+ Aplikacja - bezproblemowa (ja nakładałam maskę raz w tygodniu na skalp i całe włosy, nakładałam czepek i trzymałam około godziny- nie polecam stosować jej częściej niż 2 razy w tygodniu, gdyż jest to maska proteinowa i częstsze jej stosowanie może skutkować przeproteinowaniem włosów)
+ Zapach - perfumowany, ale jak na mój gust bardzo przyjemny, utrzymuje się na włosach przez cały dzień po aplikacji
+ Spłukiwanie - bez problemów
+ Wydajność - na plus, wystarczy niewielka ilość maski, by rozprowadzić ją na włosach


Efekty:
Producent obiecuje gruntowną odbudowę struktury włosa, intensywną regenerację i nawilżenie, lśniące, jedwabiste, gładkie i miękkie włosy. I w tych obietnicach nie kłamie. Po aplikacji tej maski moje włosy są rewelacyjne. Stają się miękkie, gładkie i pięknie błyszczą. Aż chce się je dotykać cały czas- tak są przyjemne w dotyku. Poza tym pięknie pachną. Łatwiej się też rozczesują, dzięki czemu zmniejsza się prawdopodobieństwo uszkodzeń mechanicznych i wyrywania włosów. Przy dłuższym, regularnym stosowaniu włosy rzeczywiście sprawiają wrażenie zregenerowanych i odbudowanych.
Co ważne - maska nie podrażniła mojej skóry głowy, nie wywoływała swędzenia ani łupieżu. Nie obciążała też włosów, nie wzmagała wydzielania sebum. Choć maska zawiera wyciąg z henny, nie zauważyłam, by wpłynęła na kolor moich włosów.




Skład: moim zdaniem fajny, jak na drogeryjną maskę za kilkanaście złotych! Nie ma w nim parabenów, SLS, SLES, oleju mineralnego, parafiny ani glikolu propylenowego. Jest za to keratyna, jedwab, olej ze słodkich migdałów, lanolina, ekstrakt z henny i (niestety) jeden silikon, który wymaga użycia mocniejszego detergentu (SLES), by go usunąć z włosów.

INCI: Aqua, Cetyl Acohol, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol (and) Cetareth-20,Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Acetyled Lanolin, Silk Amino Acids, Hydrolyzed Silk, Hydrolyzed Keratin, Lawsonia Inermis Extract, Trimethylsilylamodimethicone (and) C11-15 Parth-9, Parfum, Citric Acid, Tithanolamine, Methylisothiazolinone, Phenoxyethanol (and) Ethylhexyglycerin, Benzyl Salicytale, Butyphnyl Methylpropional, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Potassium Sorbate.



Dostępność: drogerie Superpharm, online

Cena: ok. 16-17zł (w promocji 11-12zł)

Ocena: 5/6 (Maska sprawdziła się u mnie bardzo dobrze, moje włosy ją pokochały, choć na Wizażu czytałam, że posiadaczki suchych, puszących się włosów są nią rozczarowane. I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie ten nieszczęsny silikon, który musi być zmywany silnym detergentem oraz fakt, że na kartoniku nie ma składu INCI. Za to obniżam punkty, ale ogólnie mówiąc jestem zadowolona z działania maski.)


Na pewno znacie maski Biovax. Ciekawa jestem, którą wersję tych masek lubicie najbardziej?
Wcześniej miałam wersję dla włosów przetłuszczających się i była niezła, ale bez szału - ta z keratyną i jedwabiem wydała mi się o wiele lepsza. Może polecicie mi inną biovaxową maskę godną wypróbowania? :)


Witajcie kochani!

Przychodzę do Was obolała, ale pełna energii (zarówno ból jak i energia są skutkiem rozpoczęcia 6 Weidera i 30 Day shred – w myśl powiedzenia, że wiosna to ten czas, kiedy przypominamy sobie, że trzeba było schudnąć przed wiosną :P).
Dzisiaj pokażę Wam grecką maskę do włosów, pochodzącą z serii o tajemniczej nazwie Mythos. Dla niewtajemniczonych- idea marki:
"Produkty Mythos na bazie oliwy, łączą szeroką gamę czystych składników śródziemnomorskiej przyrody, z naszą pasją do rozwoju i badań oraz szacunkiem dla potrzeb współczesnego człowieka."*
* źródło

Czy rzeczywiście maska jest w stanie zapewnić naszym włosom wygląd godny mitycznej Afrodyty? ;)
Zapraszam Was na recenzję Mythos – Terapeutyczna maska do włosów soja.

Opakowanie: Maskę otrzymujemy w plastikowej, miękkiej tubce. Opakowanie jest w miarę wygodne – bez problemu wyciskamy z niego kosmetyk w odpowiedniej ilości. Niestety jednak jest nieprzezroczyste, więc nie wiemy, ile kosmetyku zostało w środku.


Stosowanie:
+ Konsystencja – maska jest dość gęsta, kremowa, ale bez problemu rozprowadza się na włosach. Jest „śliska”, ale nie jak silikonowe maski. Najogólniej można powiedzieć, że ma konsystencję charakterystyczną dla maski proteinowej.
+ Aplikacja - maska nakłada się bezproblemowo. Ja aplikowałam ją na skórę głowy i na całą długość włosów. Następnie trzymałam pod czepkiem i ręcznikiem 20-60 minut i spłukiwałam. Producent zaleca aplikowanie jej na 5-8 minut, ale moim zdaniem to za krótko.
+ Zapach – maska ma ziołowy, trudny do opisania zapach, z niczym konkretnym mi się on nie kojarzy. Według mnie jednak był całkiem przyjemny- nie utrudniał aplikacji, ale też jakoś szczególnie jej nie umilał. Utrzymywał się na włosach cały dzień po aplikacji.
+ Spłukiwanie – maska spłukuje się bezproblemowo, choć na spłukiwanie jej trzeba poświęcić nieco więcej czasu niż na spłukiwanie szamponu czy odżywki.
+ Wydajność – moim zdaniem na plus. Wystarczy niewielka ilość maski, by rozprowadzić ją na włosach.


Efekty:
Producent obiecuje odbudowę włosów, ochronę przeciwko farbom, stylizacji, zanieczyszczeniom, odnowienie struktury włosa i renowację cebulek.
Ciężko mi ocenić, czy struktura moich włosów rzeczywiście jest odnowiona, a cebulki zregenerowane. Faktem jest jednak to, że odkąd stosowałam maskę, moje włosy rzeczywiście są w świetnej formie- stały się bardziej miękkie, wygładzone i błyszczące. Zauważyłam też pojawiające się nowe babyhair, ale nie jestem w 100% pewna, czy to zasługa maski czy może skrzypowego suplementu diety, który łykam już 1,5 miesiąca.
W każdym razie maska rzeczywiście dobrze wpływa na włosy.
Co ważne- maska nie powodowała obciążenia włosów i nie zwiększała wydzielania sebum, choć nakładałam ją bezpośrednio na skórę głowy. Nie spowodowała też uczulenia ani łupieżu.


Skład: skład maski określiłabym jako fajny- nie ma w nim substancji, których ja w tego typu kosmetykach unikam – slikonów i składników z przerobu ropy naftowej. Nie ma też parabenów, EDTA oraz sztucznych barwników. Za to w składzie mamy oliwę z oliwek, panthenol, soję, proteiny pszenicy i miód.

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olive Oil PEG-7 Esters, Panthenol, Glycine Soja Oil, Glycolipids, Glycine Soya Sterols, Phospholipids, Biosaccharide Gum-4, Hydrolyzed Wheat Protein, Mel (Honey), Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Parfum, Buthylphenylmethylpropional, Hexyl Cinnamaldehyde


Dostępność: stacjonarnie (lista sklepów dostępna tutaj: http://flax.com.pl/sklepy ) oraz online

Cena: 25,01 zł za 150ml

Ocena: 5/6 (Mogę szczerze polecić tą maskę- ma bardzo dobry wpływ na moje włosy- nawilża je i odżywia, nie obciążając ich równocześnie. Sprawia, że są gładkie i lśniące, co jest dla mnie bardzo ważne, bo lubię taki efekt. Należy jednak stosować ją 1-2 razy w tygodniu, ponieważ maski z proteinami łatwo można przedawkować, co skutkuje buntem włosów ;) Małym minusem jest jednak stacjonarna dostępność maski. Plus za przyjazny dla włosów skład. Czy kupię ją ponownie? Ciężko powiedzieć, bo przyznam szczerze, że podobne efekty osiągam po aplikacji np. mlecznej maski Kallos.)



Marka Mythos jest jeszcze mało znana na polskim rynku. Myślę jednak, że jeśli inne kosmetyki są równie fajne jak ta maska, Mythos szybko zdobędzie popularność.

Zetknęliście się już z kosmetykami Mythos?
Jakie maski do włosów możecie mi polecić?


P.S. Kochani, mam do Was pytanie - czy są jakieś kosmetyki, które chcielibyście wypróbować, ale macie problem z dostępem do nich?
(np. jakieś produkty Farmony, Celii, może Green Pharmacy?)

Pozdrawiam! :*

Ten kosmetyk zna (przynajmniej ze słyszenia/czytania) chyba każda włosomaniaczka. Zdecydowana większość osób zachwala jego działanie. Są jednak wyjątki, u których się nie sprawdził.
Mowa oczywiście o Masce do włosów Crema al Latte Krem z proteinami mlecznymi Kallos.
Jesteście ciekawi, jak przyjęły ją moje włosy?


Opakowanie: gigantyczny, litrowy plastikowy słoik z zakrętką. Opakowanie jest niestety bardzo nieporęczne- łatwo wyślizguje się z dłoni zwłaszcza na początku stosowania, kiedy jest pełne i bardzo ciężkie. Musimy też grzebać łapami w masce, a wiadomo, że bezpieczniej i bardziej higienicznie byłoby np. w przypadku tubki czy opakowania z pompką.
Słoik zawiera aż 1000ml maski- taka ilość sprawia, że samemu ciężko zużyć kosmetyk, zanim się popsuje. Dlatego polecam kupować ją "do podziału" z rodzinką, współlokatorami czy innymi włosomaniaczkami ;)


Użytkowanie:
+ zapach: pierwsze, co rzuca się w oczy (a raczej w nos) po odkręceniu zakrętki. Intensywny, słodki, ale nie mdły, waniliowo-mleczny zapach. Długo utrzymuje się na włosach, rozchodzi się po całej łazience podczas aplikacji.
+ konsystencja: gęsta, typowa dla masek do włosów.
+ rozprowadzanie na włosach: bezproblemowe. Maska jest "śliska", ale nie w tym sylikonowym znaczeniu. Dzięki temu dobrze rozprowadza się na włosach.
+ wydajność: rewelacyjna- zwłaszcza przy litrowej pojemności :P Tak serio- maska nakładana tylko na długość włosów, nie na skalp, wystarcza naprawdę na bardzo długo.
+ spłukiwanie: bez większych problemów, spłukuje się tak jak inne maski czy odżywki, nie pozostawiając na włosach tłustego filmu
+ nawet po kilku miesiącach od otwarcia opakowania i stosowania maski (czyt. maczania w niej mokrych łap), kosmetyk nie zepsuł się- nie zmienił zapachu, koloru, konsystencji ani właściwości

Efekty:
+ nawilża włosy
+ wygładza
+ sprawia, że włosy są bardziej lśniące
+ zmiękcza (włosy są cudownie miękkie w dotyku)
+ ułatwia rozczesywanie
+ dzięki powyższym właściwościom- zapobiega mechanicznym uszkodzeniom włosa
+ nie obciąża włosów
+ nie wzmaga przetłuszczania się
+ może być stosowany zarówno jako "szybka odżywka" (nałóż, odczekaj minutę i spłucz) oraz jako maska (nałóż na włosy i skalp, owiń workiem foliowym, ręcznikiem i siedź jak Beduin przez godzinę lub dwie, potem spłucz).

Skład: Nie za długi, jednak dość skomplikowany. Dużo w nim składników o długich, skomplikowanych nazwach. Jedyny pozytyw- proteiny mleczne, niestety w składzie na dość odległym miejscu. Nie ma parabenów ani silikonów- za co wielki plus.

INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dipalmytoylethyl Hydroxyethymonium, Methosulfate, Parfum, Benzyl Alcohol, Citric Acid, PEG-5 Cocomonium Methosulfate, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Glutamate, Hydrolized Milk Protein, Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Casein, Methylisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride


Dostępność: sklepy internetowe, Allegro, niektóre drogerie (ja kupiłam w drogerii Firlit w Krakowie)
Cena: ok. 16 zł za 1000 ml

Ocena: 5/6 (Odkąd poznałam tą maskę, nie wyobrażam sobie, by mogło zabraknąć jej w mojej łazience. Uwielbiam efekt, jaki daje moim włosom po aplikacji. Bardzo lubię też zapach. Nieco obniżam punkty za taki-sobie skład oraz za nieporęczne opakowanie, w którym trzeba grzeeeebać paluchami. Plus za niską cenę i dużą wydajność).





Znacie krem z proteinami mlecznymi Kallos? A może zdążyłyście już dotrzeć do innych wariantów masek Kallos?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...