Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja gościnna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja gościnna. Pokaż wszystkie posty
Moja mama, posiadaczka dojrzałej, suchej skóry, testowała ostatnio naturalne oleje i masła, by wybrać ten, który najlepiej sprawdza się na jej skórze. Pod lupę wzięła olej awokado, arganowy, masło shea i BIO-Olejek do ciała Kneipp. Jak sądzicie, który spisał się najlepiej?




Olej awokado polecany jest szczególnie dla posiadaczy cery suchej, wrażliwej, dojrzałej. Zawiera witaminy (A, B, D, E, H, K, PP, dlatego też zwany jest olejem 7 witamin), proteiny, aminokwasy, fosfolipidy, fitosterole, składniki mineralne (potas, mangan, fosfor, krzem), lecytynę, skwalen, oraz nienasycone kwasy tłuszczowe (oleinowy, linolowy, palimitynowy), dzięki czemu działa zmiękczająco, nawilżająco, regenerująco i przeciwutleniająco. Redukuje drobne zmarszczki, opóźnia procesy starzenia, poprawia jędrność skóry. Bardzo dobrze wnika w skórę, szybko się wchłania. Posiada naturalny filtr UV (SPF3-4).

Olej awokado ma średnio gęstą (jak na oleje) konsystencję i nie posiada zapachu. Rzeczywiście bardzo dobrze się wchłania, skóra sucha wprost go wypija, więc może być stosowany nie tylko na noc, ale i na dzień, pod makijaż (jeśli damy mu parę minut na wchłonięcie po aplikacji). Sprawia, że skóra jest elastyczna, natłuszczona, gładka i miękka. Według mamy jest jednym z najlepszych w tym zestawieniu.





Olej arganowy - zwany "złotem Maroka" lub "eliksirem młodości" - wykazuje bardzo dużą zgodność biologiczną ze skórą, ponieważ składem przypomina ludzki łój. W około 80% procentach składa się z nienasyconych kwasów tłuszczowych, które odgrywają ogromną rolę w regeneracji skóry. Olej arganowy działa bakteriostatycznie, uelastyczniająco, przeciwstarzeniowo (zawiera duże ilości naturalnej witaminy E), wzmacnia naczynia krwionośne, nawilża, ujędrnia, napina skórę, odbudowuje naturalną barierę hydrolipidową. Polecany jest właściwie do każdego typu skóry, ale najbardziej dla cery suchej, wrażliwej, alergicznej, ale też trądzikowej (wspomaga gojenie).

Olej arganowy jest polecany jako eliksir młodości dla skóry, ale moja mama nie była z niego do końca zadowolona. Może zraził ją specyficzny, orzechowy, niezbyt przyjemny dla nosa zapach? A może dość gęsta konsystencja i średnie wchłanianie? Owszem, olej skutecznie natłuszcza skórę, likwiduje napięcie po oczyszczaniu, wygładza, uelastycznia skórę, ale mama od oleju arganowego woli na przykład olej z awokado.





Masło shea (karite) zawiera naturalną allantoinę, witaminy A, E, F, nasycone i nienasycone kwasy tłuszczowe, woski. Wykazuje działanie natłuszczające, nawilżające, przeciwstarzeniowe, łagodzące. Zapobiega rozstępom, więc polecane jest kobietom w ciąży. Tworzy na skórze film chroniący przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi takimi jak mróz czy promieniowanie (zawiera naturalny filtr UV - SPF2). Mogą go stosować nawet posiadacze tłustej, trądzikowej cery, bo nie zapycha.

Mama nie polubiła się z masłem shea (to chyba u nas rodzinne, bo ja też za czystym masłem shea nie przepadam, mimo że kosmetyki z nim uwielbiam). Stała konsystencja, gęstość, "lepkość", powolne wchłanianie, pozostawianie na skórze filmu - to główne przyczyny, dla których masło shea nie zagości na dłużej w pielęgnacji mojej mamy. Mama zdecydowanie preferuje płynne oleje.







BIO-Olejek do ciała Kneipp jest mieszaniną naturalnych składników, głównie dwóch olejów:
  • z krokosza barwierskiego - zawiera kwasy linolowy, oleinowy, palmitynowy, stearynowy, linolenowy, arachinowy, witaminę A i E, działa przeciwstarzeniowo, ujędrniająco, nawilżająco.
  • oliwy z oliwek - zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminę E, dzięki czemu wygładza zmarszczki i zapobiega powstawaniu nowych, natłuszcza, koi, stanowi naturalny filtr UV. Dzięki zawartości witaminy F skutecznie wspomaga odbudowę płaszcza lipidowego naszej skóry, likwiduje szorstkość, nawilża.
Bio-Olejek ma rzadką konsystencję i przyjemny dla nosa, delikatnie cytrusowy aromat, co uprzyjemnia aplikację. Błyskawicznie się wchłania, pozostawiając skórę miękką, odżywioną, gładką, lekko natłuszczoną i nawilżoną. Wystarczyło parę aplikacji, by mama zaczęła dostrzegać pozytywne efekty jego działania.






Gdy spytałam mamę, jak mogłaby podsumować działanie tych czterech olejów, odpowiedziała, że awokado i BIO-Olejek Kneipp są dla niej najlepsze, bo szybko się wchłaniają i fajnie działają, arganowy był ok, ale bez szału, a masło shea w ogóle nie jest dla niej - nawet mimo tego, że ma suchą skórę, nie chciało się wchłaniać do końca i pozostawiało film, który sprzyjał tłuszczeniu się włosów wokół twarzy (mama ma grzywkę).
Pamiętajcie jednak, że to, iż mama nie polubiła danego oleju czy masła nie oznacza wcale, że Wy go nie polubicie. Wszystkie naturalne masła i oleje są napakowane dobrociami dla skóry, więc warto ich używać - przy dłuższym stosowaniu efekty gwarantowane!

Stosujecie oleje w codziennej pielęgnacji skóry? Macie swojego olejowego ulubieńca?
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego maska algowa w salonie SPA kosztuje około 50-60zł?
Spieszę z odpowiedzią - bo działa i ludzie chcą za to płacić. Maski algowe to niesamowicie przyjemny i skuteczny sposób nawilżenia, ujędrnienia skóry, spowolnienia starzenia, ogólnie poprawienia jej kondycji.
Dlaczego jednak nie mielibyśmy sami zamienić się w kosmetyczkę, przekształcić swoją łazienkę w salon SPA i oddać się algowej przyjemności w zaciszu własnego domu? Nowa polska marka INITIALE daje nam taką możliwość, oferując maski peel-off na bazie alginatu w ośmiu różnych wersjach odpowiadających na różne potrzeby skóry. Maski kosztują 8,50zł za sztukę, więc jest to znacznie taniej niż w salonie SPA. Czy warto je wypróbować?



Ja dostałam pakiet 8 masek od marki do wypróbowania. Chciałam jak najszybciej dać Wam znać, jak się sprawdzają, więc rozdzieliłam je pomiędzy moją najbliższą rodzinę, dając każdemu po 2 maski najlepiej dostosowane do potrzeb jego skóry. Dzięki temu wiem, jak sprawdzają się maski INITIALE nie tylko na mojej mieszanej, wrażliwej cerze, ale i na młodej, trądzikowej cerze mojej siostry, dojrzałej i tłustej cerze taty oraz dojrzałej, pozbawionej elastyczności i suchej cerze mojej mamy.

Taki ze mnie Jožin z bažin w maseczce INITIALE Mineralne wzmocnienie ;)


Wszystkie maski INITIALE są identyczne w przygotowaniu - do plastikowej miseczki wlewam 50ml płynu (przegotowanej wody, hydrolatu, wody różanej) w temperaturze pokojowej, wsypuję zawartość saszetki z maską i szybko i dokładnie mieszam. Aplikuję grubą warstwą na skórę, pozostawiam 15 minut i zdejmuję. Potem wacikiem namoczonym w toniku zmywam ewentualne pozostałości.

Wszystkie wersje maseczek są bez parabenów, GMO i pochodnych, a także bez SLS. Zawierają od 96,3% do 99,9% składników naturalnych. W dodatku jest to produkt polski.



Poznajcie bliżej maski INITIALE:



INITIALE Odmłodzenie i rewitalizacja
Zadaniem maski jest stymulacja syntezy kolageny i elastyny, odżywienie i dotlenienie skóry, opóźnienie procesów starzenia. Maska zawiera ekstrakt z kawioru (który rewitalizuje, poprawia koloryt skóry, stymuluje odnowę komórek, ujędrnia, jest źródłem fosfolipidów).

Tę wersję testowała MAMA:
Po rozmieszaniu maska ma ciemny odcień niebiesko-szarości. Jej zapach jest prawie niewyczuwalny. Podczas aplikacji mrowi i delikatnie chłodzi, zwłaszcza w tych miejscach, w których skóra jest cienka, wiotka, pozbawiona elastyczności i jędrności oraz tam, gdzie występują zmarszczki. Po zdjęciu skóra jest jak nowa - nawilżona, nawodniona, wygładzona, odżywiona, jakby rozmiękczona, zmarszczki są spłycone. 







INITIALE Odbudowa i roświetlenie
Maska rozjaśnia przebarwienia, napina skórę, pobudza regenerację komórek. Zawiera wyciąg perłowy i koenzym Q10, dzięki czemu sprawia, że skóra staje się delikatna, rozświetlona. Kompleks protein, minerałów, lipidów i aminokwasów działa antyseptycznie, przeciwzapalnie, a także nawilżająco.

Maskę testowali RODZICE (bo miałam 2 sztuki):
Po rozmieszaniu maska nabiera musztardowego koloru ze złotymi, połyskującymi drobinkami. Ma piękny, perfumowany, delikatny zapach, dzięki któremu taki zabieg wydaje się naprawdę ekskluzywny. Mama w czasie aplikacji odczuwała delikatne mrowienie (słabsze niż przy Odmłodzenie i rewitalizacja), a po zdjęciu maski miała wrażenie, że wzmocniło się krążenie w skórze (czuła ciepło na policzkach), a skóra była miękka, jedwabista w dotyku i naprawdę nawilżona. Tacie ta maska mniej przypadła do gustu, bardziej polubił tą, o której poniżej. W trakcie aplikacji nie czuł właściwie nic szczególnego, a po zdjęciu maski skóra była nawilżona, miękka, gładka, ale nie był to na tyle wyrazisty efekt, by go zachwycić.






INITIALE Pielęgnacja i nawilżenie
Maska z oliwką intensywnie odżywia i nawilża skórę, spowalnia procesy starzenia, zapobiega powstawaniu zmarszczek i redukuje już istniejące, ujędrnia, uelastycznia i wygładza. Zawiera oliwę z oliwek, bogatą w kwasy tłuszczowe (oleinowy, linolenowy, alfa linolenowy), prowitaminę A i tokoferole.

Maskę testował TATA:
Żałuję, że nie zrobiłam mu zdjęcia, bo po rozmieszaniu maska ma kolor soczyście zielony i tata wyglądał w niej po prostu jak sobowtór Shreka :P Kosmetyk pachnie czymś ziołowym, jakby mentolem z odrobiną olejku herbacianego... W czasie aplikacji tata odczuwał lekkie mrowienie w miejscach, gdzie skóra jest cienka - policzki, wokół ust. Po zdjęciu maski zachwycił się swoją nawilżoną, wygładzoną, miękką w dotyku skórą. Stwierdził, że to najlepsza maska, jakiej używał.






INITIALE Drzewo herbaciane
To maseczka idealna dla cery trądzikowej, bo działa oczyszczająco, przeciwzapalnie, antybakteryjnie, wzmacniająco i ujędrniająco. Zawiera olejek z drzewa herbacianego, który znany jest ze swoich bakteriostatycznych właściwości. Znajdziemy w niej też ekstrakt z wierzby, zawierający kwas salicylowy, który reguluje wydzielanie sebum.

Maseczkę testowała moja SIOSTRA:
Po rozmieszaniu maska ma odcień zielonkawo-szary. Pachnie charakterystycznie olejkiem z drzewa herbacianego. W czasie aplikacji daje bardzo przyjemne odczucia - mrowi (szczególnie w okolicach ust i policzków), chłodzi. Po aplikacji skóra jest wyraźnie oczyszczona, pory domknięte, cera jest odświeżona, zmiękczona. Asia powiedziała: "ogólnie mega przyjemnie, 10/10" ;)






INITIALE Intensywna regeneracja
Maska ma działanie oczyszczające, wygładza skórę, poprawia koloryt i stymuluje odnowę komórek. Zawiera ekstrakt z papai, w którym są papainy - enzymy rozkładające białko, pozwalające usunąć martwe komórki naskórka, więc ta maska działa jak peeling enzymatyczny. Zawiera również argininę i prolinę - aminokwasy stymulujące odnowę komórkową. Poza tym papaja ma także w składzie przeciwrodnikowe karotenoidy, które opóźniają procesy starzenia i zapobiegają podrażnieniom słonecznym.

Maskę testowała moja SIOSTRA:
Po rozmieszaniu maska ma kolor pastelowo brzoskwiniowy i przyjemny dla nosa, owocowy zapach (kojarzący mi się trochę z brzoskwiniową mgiełką do ciała z Avonu). W trakcie aplikacji nie daje żadnych silniejszych odczuć - nie powoduje mrowienia, nie chłodzi. Po zdjęciu maseczki skóra mojej siostry była nawilżona, rozmiękczona, odświeżona, ale nie tak mocno wygładzona i oczyszczona jak po opisywanej powyżej maseczce z olejkiem z drzewa herbacianego.






INITIALE Odżywcza pielęgnacja
Zadaniem tej wersji maseczki jest tonizowanie, uelastycznianie, wzmacnianie skóry. Zawiera acerolę, jeden z najbardziej wypakowanych witaminą C owoców na świecie, zawierający także prowitaminę, witaminy B1, B2, PP, wapń, fosfor, żelazo, karotenoidy i flawonoidy. Łatwo zgadnąć, że tak bogaty w dobroczynne składniki owoc ma zbawienne dla skóry działanie - neutralizuje wolne rodniki, spowalniając procesy starzenia, rozjaśnia przebarwienia, tonizuje, dodaje elastyczności, wzmacnia skórę.

Maseczkę testowałam JA:
Po rozmieszaniu ma jasnoróżowy kolor i przyjemny, choć dość intensywny, perfumowany zapach. Podczas aplikacji wywołuje przyjemne mrowienie, zwłaszcza w okolicach ust. Po zdjęciu skóra wygląda tak, jakby ktoś zdjął nam starą i zastąpił zupełnie nową skórą. Jest nawilżona, gładka, miękka, rozjaśniona, stonizowana, chłodna w dotyku.






INITIALE Mineralne wzmocnienie
Zadaniem ostatniej już maski jest odświeżenie, wzmocnienie i silne tonizowanie. Maska zawiera znaną ze swego skutecznego działania algę Spirulinę, która zawiera białka, antyoksydanty, aminokwasy, witaminę C, E i A. Spirulina nie bez powodu nazywana jest strażnikiem młodości i pogromcą wolnych rodników. Maska zawiera również mentol, który daje uczucie mega odświeżenia i odprężenia.

Maskę testowałam JA:
Tę maseczkę polecam Wam najmocniej, zwłaszcza na takie upały, jakie nawiedzały nasz kraj jeszcze kilka dni temu. Maseczka jest po prostu mega relaksem, mega przyjemnością - chłodzi, mrowi, działa jak delikatny masaż dla skóry, aż nie chce się jej zdejmować. Po aplikacji cera jest tak odświeżona, jakbym wsadziła głowę na 15 minut do lodówki ;) Poza tym skóra jest również nawilżona, stonizowana, pory domknięte.
Maska ma kolor zielony, miętowy (możecie ją zobaczyć w akcji na zdjęciach na początku tej notki), pachnie jak miętowa guma do żucia.



Czy polecam Wam maski Initiale? Oczywiście! Za cenę 8,50zł to naprawdę fantastyczne, profesjonalne kosmetyki dające świetne efekty i ogromną przyjemność stosowania. Ja już teraz wiem, że na pewno zagoszczą na stałe w pielęgnacji mojej i mojej rodziny. Maski algowe to nie tylko jednorazowa przyjemność i krótki efekt - przy regularnym stosowaniu zapewniają profesjonalne efekty nawilżenia, ujędrnienia, spowolnienia procesów starzenia skóry.
Jeśli zastanawiacie się, które maski najbardziej warto wypróbować, to ja polecam Pielęgnacja i nawilżenie z oliwką, Mineralne wzmocnienie ze spiruliną i Oczyszczenie i regeneracja z drzewem herbacianym.
Maski kupicie online, stopniowo będą się też pojawiać w drogeriach stacjonarnych jak Hebe, Astor i inne. Zaglądajcie też na Fanpage marki INITIALE - TUTAJ.
Jeśli znalibyście moją rodzinę, od razu moglibyście stwierdzić, że moje zamiłowanie do kosmetyków odziedziczyłam po tacie. Tata uwielbia dobrej jakości kosmetyki, docenia te naturalne, tym bardziej że ma wrażliwą i wymagającą cerę. Ostatnio testował produkty włoskiej marki Intesa - Deodorant Stick Ylang-Ylang oraz After Shave Liposomi, czyli antyperspirant w sztyfcie i przeciwzmarszczkowy krem-żel po goleniu z liposomami. Jesteście ciekawi, jak się u niego sprawdziły?




Antyperspirant w sztyfcie o zapachu Ylang-Ylang ma za zadanie na długo zapewnić poczucie świeżości i przyjemny zapach. Jego składniki działają antyseptycznie, kojąco, relaksująco, nie wysuszając przy tym skóry, dzięki czemu produkt ten polecany jest także dla osób o bardzo wrażliwej skórze. Co istotne, kosmetyk nie zawiera parabenów.




Antyperspirant ma specyficzny zapach - męski, rześki, ale z ziołową nutą. Tacie zupełnie nie przypadł do gustu ten zapach. Nie jest tak kremowy w swojej konsystencji jak inne znane mi antyperspiranty w sztyfcie - przypomina raczej utwardzoną wazelinę i zostawia na skórze tłustą warstwę, która na szczęście szybko się wchłania i nie tłuści ubrania. Na plus zasługuje jego wydajność.
Ogólnie można powiedzieć, że jest to całkiem niezły produkt, bo spełnia swoje zadanie - odświeża i chroni przed przykrym zapachem przez długi czas. Niestety w oczach taty totalnie dyskwalifikuje go zapach.





Krem-żel po goleniu przeznaczony jest dla panów, którzy potrzebują przeciwzmarszczkowej prewencji ;) Dzięki aktywnym liposomom działa na skórę uelastyczniająco i wygładzająco. Jak przystało na balsam po goleniu, ma także za zadanie łagodzić wszelkie podrażnienia i przynosić skórze ukojenie.




Kosmetyk ma rzeczywiście kremowo-żelową, lekką konsystencję, dzięki czemu łatwo się rozprowadza bez konieczności naciągania i dodatkowego podrażniania skóry, a także szybko wchłania i przynosi efekt orzeźwienia. Na drugim miejscu w składzie ma alkohol, co może powodować podrażnienia i pieczenie przy bardzo wrażliwej skórze, ale za to działa odkażająco, jeśli przy goleniu powstaną jakieś drobne ranki. Pachnie przyjemniej i intensywnie, typowo dla męskich kosmetyków.Jest bardzo wydajny.
Ten produkt przypadł tacie do gustu już zdecydowanie bardziej niż antyperspirant. Wchłania się bardzo dobrze, dzięki czemu nawilża i odświeża, nie pozostawiając tłustego filmu na skórze. Jest idealny na lato. Ma przyjemny zapach, nie powoduje podrażnień i nie zapycha skóry.





Kosmetyki marki Intesa znajdziecie w perfumeriach Douglas w cenie 22,90zł za antyperspirant i 32,90zł za balsam po goleniu. W ofercie dostępne są również inne produkty tej marki.
Więcej informacji o kosmetykach Intesa znajdziecie na Facebooku: TUTAJ.



Tata, zapytany o to, czy kupiłby sobie te kosmetyki ponownie, odpowiedział, że antyperspirant na pewno nie, chyba że w innej wersji zapachowej, natomiast balsam po goleniu jak najbardziej, bo jest lepszy niż inne tego typu kosmetyki, które dotąd stosował.

Znacie kosmetyki Intesa? Jakich kosmetyków najchętniej używają Wasi tatusiowie, dziadkowie, mężowie, partnerzy?


Kosmetyki otrzymałam do testów od www.onlyyoumagazine.pl
Dziś wspólnie z moim chłopakiem przygotowałam dla Was kolejną recenzję z cyklu Męska strona pielęgnacji. Tym razem weźmiemy pod lupę Balsam po goleniu z serii Just For Men szwajcarskiej marki Just.



Dla przypomnienia: mój chłopak ma 30 lat, więc na skórze pojawiają się już pierwsze zmarszczki, łatwiej uwidaczniają się też oznaki zmęczenia. Jego cerę można określić jako mieszaną - w strefie T szybko się przetłuszcza, na policzkach jest normalna. Rysio nie jest lumberseksualnym typem - goli się codziennie, więc jego cera wymaga szczególnego ukojenia.



Balsam Just for men dostępny jest w plastikowym opakowaniu typu air-less. Ma konsystencję rzadkiego kremu-żelu, dzięki czemu świetnie się rozprowadza i bardzo szybko wchłania. Pozytywnie przekłada się to również na jego wydajność - na jednorazową aplikację wystarczy dosłownie odrobina. Na plus zasługuje również zapach. Mój chłopak twierdzi: "bardzo przyjemny, łagodny". Dla mnie to po prostu zapach Stradivariusa z ziołową nutą.



Skład Balsamu Just for men jest bardzo przyjemny - już na początku znajdziemy sporo naturalnych ekstraktów - między innymi:
ekstrakt z chlorelli zwyczajnej (glonu, który rewelacyjnie regeneruje skórę, wspomaga gojenie się ran, działa detoksykująco, przeciwdziała obrzękom, pomaga zachować elastyczność skóry, zawiera wiele rzadkich i cennych mikro i makroelementów)
tauryna (redukuje zmarszczki, wygładza i zmiękcza skórę, wspomaga ochronę przed niekorzystnym działaniem takich czynników jak wiatr czy mróz)
ekstrakt z gorysza miarza (działa przeciwzapalnie i antyoksydacyjnie)
ekstrakt z żeń-szenia syberyjskiego (tonizuje i wzmacnia, działa antyoksydacyjnie)
wyciąg z korzenia maki
panthenol (działa nawilżająco i kojąco, regeneruje)
alantoina (ma działanie regenerujące, przeciwzapalne, łagodzące)
Nie ma w nim parabenów ani składników z przerobu ropy naftowej takich jak olej mineralny.



Najważniejsze jednak jest działanie. Balsam bardzo dobrze koi podrażnienia po goleniu i - co ważne - nie powoduje pieczenia. Mimo lekkiej konsystencji skutecznie nawilża i lekko natłuszcza skórę. Pozostawia cerę gładką w dotyku, miękką, ukojoną. Nie powoduje napięcia skóry. Kilka minut po aplikacji na skórze wyczuwalna jest delikatna, ochronna warstwa, jednak dosłownie po paru chwilach znika, wchłania się.



Balsam kosztuje 75 zł. O dostępności kosmetyków Just możecie poczytać TUTAJ.

Podsumowując, kosmetyk wart jest swojej ceny. Jest naprawdę bardzo, bardzo skuteczny i do tego pięknie pachnie. Sprawdzi się przy wrażliwej, bardziej wymagającej cerze.

Balsam dostaliśmy do testów od marki Just. Dziękujemy :)



Zawsze kiedy planuję kupić mojemu chłopakowi lub tacie jakieś kosmetyki, mam niezłą zagwostkę. Pojawia się odwieczne pytanie dręczące każdego konsumenta: czy to aby dobry produkt? I tu mam problem. Bo o ile w przypadku kosmetyków damskich lub unisex na brak recenzji w internecie nie można narzekać, to jednak typowo męskie kosmetyki wciąż jeszcze pozostają nieodkrytym lądem. Ok, czasem trafi się jakaś męska recenzja, ale sami dobrze wiecie, że na bazie jednej opinii trudno podjąć decyzję. Dlatego pomyślałam, że do recenzji zaproszę moich panów - chłopaka i tatę, którzy podzielą się z Wami opiniami o różnych męskich kosmetykach. Mam nadzieję, że dla Czytelniczek będzie to dobra ściągawka przy wyborze kosmetycznych prezentów, a dla Czytelników informacja, w co warto zainwestować.



Dziś przygotowałam dla Was recenzję wspólnie z moim chłopakiem.
Ryś ma 30 lat. Swoją cerę określa jako mieszaną - strefa T szybko się przetłuszcza, na policzkach skóra normalna/sucha. Do tego dochodzą rozszerzone pory, cienie pod oczami, pierwsze zmarszczki i skłonność do podrażnień ze względu na codzienne stosowanie maszynki do golenia.
Pod lupę weźmiemy dwa kosmetyki Phenome - High Potency Ideal Smooth Shaving Gel oraz High Potency Post Shave Cooling Lotion, czyli żel do golenia i łagodzący balsam po goleniu.



Zaczniemy od żelu do golenia Ideal Smooth.
Zamknięty jest w szklanej butelce z pompką. Ma konsystencję gęstego mydła i ziołowy, specyficzny zapach. Pieni się mniej więcej tak samo jak dobrej jakości mydło czy żel myjący. Jego zadaniem jest zmiękczenie zarostu i nadanie poślizgu maszynce, by golenie przebiegało łatwo i bez podrażnień. Skład - jak przystało na Phenome - bardzo atrakcyjny, ekologiczny. Niestety nie znalazłam go na butelce, dlatego odsyłam na stronę producenta, tam jest podany: TUTAJ.



Co mówi mężczyzna?
Jestem na nie. Zdecydowanie bardziej wolę klasyczne pianki czy żele do golenia. Ideal Smooth za słabo się pieni, a przez to czuję się, jakbym do golenia używał mydła, a nie kosmetyku specjalnie do tego celu przeznaczonego. Kosmetyk Phenome sprawdzi się jako delikatny żel myjący, ale do golenia już nie.



Po goleniu czas na ukojenie, czyli Post Shave Cooling Lotion.
Balsam zamknięty jest w plastikowej butelce w pompką. Ma rzadką konsystencję i ziołowy zapach, przyjemniejszy niż w przypadku żelu Ideal Smooth. Zadaniem kosmetyku jest nawilżenie i uelastycznienie skóry, ukojenie podrażnień powstałych przy goleniu i pobudzenie cery do regeneracji. Skład również bardzo przyjemny.



Co mówi mężczyzna?
Bardzo fajny kosmetyk! Świetnie pachnie i dobrze działa. Nawilża skórę, koi podrażnienia i, co ważne, nie piecze jak niektóre kosmetyki po goleniu. Nie uczula, nie zapycha. Pozostawia skórę gładką w dotyku. Dzięki lekkiej konsystencji bezproblemowo się rozprowadza, a więc nie muszę dodatkowo naciągać skóry podrażnionej goleniem.



Kosmetyki dostępne są w sklepach stacjonarnych Phenome lub online.
Żel Ideal Smooth kupicie w cenie 82 zł za 125 ml lub 41zł za 50ml, natomiast balsam Post Shave Cooling Lotion to koszt 140zł za 200ml lub 47zł za 50ml.

Podsumowując, żel na nie, balsam jak najbardziej na tak - wart swojej ceny, chociaż radzę polować na promocje.








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...