Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy niekosmetyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy niekosmetyczne. Pokaż wszystkie posty
Witajcie Kochani!
Ufffff, wreszcie wracam do regularnego blogowania. Ta "mała" przerwa spowodowana była kilkoma czynnikami - przede wszystkim czynnikiem technicznym. Poza tym chwilowe "wyłączenie się" chyba było mi potrzebne. Teraz mogę wrócić z nową porcją energii :)

Źródło

Co się u mnie działo?
Stałam się starsza o rok :) W marcu obchodziłam 24 urodziny. Jako że połączyliśmy moją imprezę ze świętowaniem okrągłych urodzin taty, odstąpiłam mu klasyczny tort, a sama zrobiłam sobie urocze muffiny w wersji "na wypasie" (na bazie cytrynowego ciasta jogurtowego, nadziewane lemon curdem, udekorowane bitą śmietaną z różowym barwnikiem spożywczym i kolorową posypką).



Nie mogę nie pochwalić się prezentami, które dostałam od najbliższych.
Siostra przygotowała dla mnie ręcznie robioną bransoletkę z jadeitów (w moim ulubionym kolorze!) z akcentem białych kamieni księżycowych. To cudeńko mogliście już oglądać na blogowym Facebooku i Instagramie.


Mój kochany chłopak spełnił kolejne moje marzenie z tegorocznej wishlisty - kupił mi podświetlane lusterko kosmetyczne! Z jednej strony był to świetny prezent, bo teraz nawet zwykły codzienny makijaż stał się o wiele prostszy, nie mówiąc już o czymś bardziej skomplikowanym na wielkie okazje. Z drugiej jednak strony lusterko to nie raz doprowadza mnie do załamania, kiedy w 5-krotnym powiększeniu widzę wszystkie moje pryszcze, przebarwienia, blizny, rozszerzone pory xD

Źródło


Nie mogę nie pochwalić się Wam moimi obuwniczymi zdobyczami. Jeśli pamiętacie notkę o Timberlandach, na pewno wiecie, jak ważne są dla mnie solidne i wygodne buty, a także jak trudno mi je kupić, gdyż moja stopa ma długość niecałych 22 cm (rozmiar 34).
Tej wiosny miałam już serdecznie dość balerinek kupowanych po 40zł w sieciówkach. Niby to ładne, ale koszmarnie niewygodne, w dodatku spada mi ze stopy, bo sieciówki robią buty od rozmiaru 36. Dlatego wybrałam baleriny Ryłko P1MJOT2 w kolorze granatowym- nie należą do najtańszych, ale komfort chodzenia jest dosłownie nieporównywalny z butami z sieciówek odzieżowych.

Źródło

Tego lata planuję kolejne rzymskie wakacje, a to wiąże się z dużą ilością zwiedzania, całodziennym łażeniem po brukowanych uliczkach. Musiałam więc zaopatrzyć się w wygodne sandały. Szukałam czegoś w moim rozmiarze, kobiecego, a nie dziecięcego, wygodnego (z grubą i miękką podeszwą) i czegoś, co nie będzie przypominało buty ortopedyczne. Chciałam móc nosić te sandały zarówno do spodni jak i do sukienki. Wybór padł na Crocs: Women's Huarache Flat w kolorze island green /  ultraviolet. Są genialne! Chodzi się w nich tak, jakby pod piętą była umieszczona jakaś miękka poduszeczka :)

Źródło


W kwestii kosmetyków... na razie było minimalistycznie, bo zabrakło czasu i ochoty, poza tym na szaleństwa nie pozwalała kuracja dermatologiczna - swoją drogą niestety nieskuteczna, ale nie poddaję się ;)
Poza tym rozpoczęłam nietypową kurację - ssanie oleju (kiedyś opowiem Wam o tym coś więcej), zaczęłam korzystać z usług zaufanego bioenergoterapeuty, przygotowuję się do zabiegu wszczepienia implantów zębów (panicznie się boję, ale jestem pod opieką prawdziwych profesjonalistów).

Kiedy nie pisałam bloga, oddawałam się boskiej przyjemności czytania ;) Pochłonęłam wszystkie dostępne na chwilę obecną tomy sagi "Pieśń lodu i ognia" (na kanwie której powstaje serial "Gra o tron"). Cieszę się, że sięgnęłam po książki, zanim obejrzałam serial, bo moje wyobrażenia książkowych postaci w większości totalnie rozmijają się z doborem aktorów do serialu (największy ból 4 liter mam o to, jak wygląda serialowy Jon Snow - przecież on nie jest ani trochę podobny do Nedda, a według książki był mega podobny do swojego ojca, poza tym kojarzy mi się z Mariuszem Kałamagą, a przez to nie potrafię traktować go serio xD).
"Pieśni lodu i ognia" chyba polecać nie trzeba - to się samo przez się rozumie, że warto sięgnąć po te grube tomy.
P.S. Łączę się w bólu ze wszystkimi oczekującymi na to, aż Martin wykokosi się wreszcie z wydaniem kolejnego tomu...

Źródło


Od jutra postaram się wrócić do kosmetycznych tematów, bo mimo minimalizmu kosmetycznego nazbierało się sporo recenzji do napisania :)

Uściski!
Witajcie kochani!

Uffff, wróciłam już z majówkowego wyjazdu, jednak od razu spadło na mnie kilka zaległych obowiązków, dlatego wciąż nie wracam do "blogowania na pełny etat". Prawdopodobnie ten natłok spraw będzie mnie dręczył aż do końca maja, choć mam nadzieję, że te obawy się nie sprawdzą.

Dziś wreszcie chciałam pokazać Wam coś, co sprawiło mi ostatnio ogromną niespodziankę. Coś, co będzie mi towarzyszyć w lecie i- mam nadzieję- przetrwa dłużej niż jeden sezon. Moje nowe okulary słoneczne od Firmoo.


Na wstępie jednak kilka słów wyjaśnienia, dlaczego blogerka urodowa "uprawia żebractwo" i "wyłudza" od firmy coś niezwiązanego z tematyką bloga.
Mój blog jest blogiem głównie o tematyce kosmetycznej, ale nie chcę się ograniczać wyłącznie do pisania recenzji i dyskutowania o kosmetykach. Tytuł bloga wskazuje na tematykę związaną z pięknem, a to piękno nie musi być osiągnięte tylko i wyłącznie dzięki kosmetycznemu dbaniu o siebie, ale również przez odpowiedni dobór stroju, dodatków, stosowanie zrównoważonej diety i podejmowanie wysiłku fizycznego. Dlatego mam nadzieję, że moi Czytelnicy nie będą mieli mi za złe tego, iż po raz drugi podjęłam się współpracy z Firmoo. Uważam, że mają fajne okulary, rozsądne warunki współpracy.


Ok, wracając do głównego tematu notki - kiedy kilkanaście dni temu dostałam maila od Antonio - przedstawiciela Firmoo, od razu wiedziałam, jakie okulary chciałabym otrzymać w ramach współpracy.
Poprzednio wybrałam okulary ze szkłami korekcyjnymi (pokazywałam Wam je TUTAJ), tym razem postawiłam na szkła słoneczne - w końcu zbliża się lato.
Wybrałam damski model OTO3574 w kolorze czarnym: http://www.firmoo.com/prescription-sunglasses-p-2185.html

Okulary przybyły do mnie... uwaga, uwaga... 6 dni po zamówieniu! A musiały dotrzeć aż z Chin, więc byłam pozytywnie zaskoczona czasem dostawy. W paczce, poza okularami, znalazłam również dwa futerały (twardy i miękki), szmatkę do czyszczenia okularów oraz zestaw małego majsterkowicza - śrubki i śrubokręt.





Na górze - futerał z okularów korekcyjnych, bardziej zaokrąglony
Na dole - futerał z okularów słonecznych, kanciasty


Okulary są cudowne. Bardzo mi się podobają, idealnie do mnie pasują. Dobrze trzymają się na nosie, nie zsuwają się. Są świetnie wykonane - lekkie, a jednocześnie sprawiają wrażenie masywnych i wytrzymałych. Wyglądają na dobre jakościowo.
Małym minusem jest fakt, że napisy po wewnętrznej stronie zauszników szybko się ścierają. Nie jest to jednak coś, co wpływałoby na komfort ich noszenia czy na ich wygląd.



Oprawki wykonane są z plastiku z metalowymi elementami. Są to oprawki typu "full frame", ich kształt nawiązuje do bardzo popularnego modelu Ray Ban Wayfarer, jednak są trochę większe i mają nietypowe, metalowe wstawki - na nasadzie nosa i w zausznikach. To sprawia, że wydają się bardziej eleganckie i oryginalne niż Wayfarer i wszelkie jego podróbki.




Już zgubiłam jedną śrubkę (a może od początku jej nie było?)

Przyznam, że nie mam bladego pojęcia co do ewentualnych filtrów promieniowania słonecznego w tych szkłach.
I - może jestem samolubna - ale nie interesuje mnie to, ponieważ w lecie zawsze noszę soczewki kontaktowe, które same w sobie mają potrzebny moim oczom filtr.
Szkła w tych okularach są cieniowane - na dole jaśniejsze, na górze ciemniejsze. Lubię taki efekt w okularach słonecznych. Szkła - jak widać na zdjęciach - zabarwione są na lekko fioletowy kolor. Wygodnie się przez nie patrzy, idealnie sprawdzają się na co dzień.



Tu widać, że brakująca śrubka już uzupełniona - zestaw małego majsterkowicza na coś się przydał.

Jak Wam się podobają te okulary?
Jaki jest Was ulubiony model okularów słonecznych?
I pytanie zasadnicze - pasuje mi ten model?












I na koniec przypominam Wam to, co już kiedyś pisałam:
Wciąż aktualna jest promocja "Pierwsza para za free", w ramach której każdy z Was może zamówić sobie swoją pierwszą parę okularów Firmoo ZA DARMO (ponosicie wtedy jedynie koszt przesyłki). Jeśli chcecie poznać szczegóły, klikajcie w poniższy banner:


Miłego weekendu! :*

EDIT: Otrzymałam prośbę o wyjaśnienie tej promocji "Pierwsza para za free". Już tłumaczę, na czym to polega.
Akcja jest prosta - Firmoo codziennie oferuje kilkanaście różnych oprawek, które można zamówić za darmo. Codziennie oferta ta ulega zmianie. Darmowe okulary mogą zamówić tylko nowi klienci - jedna para przypada na jedną osobę (tzn. jeśli już kiedyś kupowaliście coś w Firmoo, nie możecie wziąć udziału w promocji). Zamawiając darmowe okulary możecie wybrać sobie dowolnie soczewki (to znaczy wartości parametrów soczewek korekcyjnych, za różne dodatkowe bajery trzeba jednak dopłacać). Kupujący pokrywa jedynie koszty przesyłki. Przesyłka do Polski kosztuje obecnie 18,75$, opłatę tą można zrealizować wyłącznie przy pomocy PayPal.
Hej kochani! Ja właśnie wróciłam do domu, mam troszkę szalony, ale baaaardzo miły weekend :) Zaraz zabieram się za odpisywanie na Wasze komentarze pod wczorajszym postem.
Postanowiłam, że przy niedzieli nie będę Was zanudzać jakimiś skomplikowanymi, wymagającymi skupienia recenzjami. Podzielę się z Wami moimi luźnymi przemyśleniami na temat obuwia zimowego.


Odkąd pamiętam, zima była najbardziej przeze mnie znienawidzoną porą roku. Jedną
z przyczyn mojej antypatii był z pewnością brak odpowiedniego zimowego obuwia.
Nie przywiązywałam do tej kwestii zbyt dużej wagi- kupowałam jakieś ładnie wyglądające,
ale marne jakościowo kozaki za kilkadziesiąt złotych (jak na budżet nastolatki był to spory wydatek :P).

Z czasem doszłam do wniosku, że może jednak warto kupić coś porządniejszego.
I nabrałam się na buty z Heavy Duty. Zapłaciłam 180zł, co wydawało mi się całkiem niezłą ceną. Niestety buty nie wytrzymały nawet jednego sezonu- przy pierwszych roztopach zaczęły przemakać na potęgę.

Na kolejną zimę kupiłam czarne skórzane oficerki w sklepie McArthur (koszt około 250-300zł). I to były pierwsze zimowe buty, które wreszcie mi nie przemakały! Ale miały dwie koszmarne wady- stopy po prostu mi w nich zamarzały (pomimo noszenia 3 par grubych skarpet) i były potwornie śliskie. Po pierwszym sezonie zaczęły też powoli wyglądać na znoszone - pomimo regularnego pastowania i dbania o nie.

Rok temu stał się cud- udało mi się wygrać w pewnym konkursie bon na zakup butów Timberland. Wybrałam sobie dwie pary - Timberland Stratham Heights Tall Boot Brown oraz Timberland Women's White Ledge Waterproof Hikking Boot.
I nagle życie stało się łatwiejsze, a zima przyjemniejsza. Buty Timberland są drogie, nie ma co czarować.
Ale wiecie co? Warte swojej ceny jak żadne inne!

To zdjęcie jest beznadziejne, ale powstało w afekcie :P zaraz po tym, jak tylko odebrałam buty od kuriera.

Na co dzień noszę kozaki Stratham, zakładam tylko 1 parę skarpet, czasem czekam po 20-30 minut na autobus.
I stopy mi nie marzną.
Odkąd mam Timberlandy, ani raz nie zaliczyłam "zimowej gleby"- przyczepność o wiele, wiele lepsza niż w innych butach.
O przemakaniu nie ma mowy- regularnie pastuję kozaki, sprayuję specjalnym sprayem te niższe buty i jest perfekcyjnie.
I jeszcze jedna, bardzo ważna kwestia- noszę je już drugi sezon, nie oszczędzam ich specjalnie- czy chlapa, roztopy, Kraków płynie- ja dzielnie pomykam w Timberlandach. I wiecie co? Nic się z nimi nie dzieje. Wciąż wyglądają jak nowe. Po 2 sezonach noszenia mogłabym je opylić na Allegro jako "prawie nowe, stan idealny".
Poza tym Stratham są przepiękne. Wyglądają na nogach po prostu mega elegancko, wiele osób mówi mi "oooo, jakie masz ładne buty!".

Źródło zdjęcia: http://www.dickssportinggoods.com
Timberland Women's White Ledge Waterproof Hikking Boot

Źródło zdjęcia: http://www.amazon.com
Timberland Stratham Heights Tall Boot Brown
Buty na takiej podeszwie nie mają prawa przemoknąć ani ślizgać się na śniegu ;)

Źródło zdjęcia: http://www.amazon.com
Timberland Stratham Heights Tall Boot Brown


Dlaczego o tym piszę?
Nie, Timberland mi za to nie płaci :P
Nienawidziłam zimy, bałam się wychodzić, kiedy śnieg zalegał na chodnikach. Zdarzało mi się, że stojąc na przystanku prawie wyłam z bólu, bo tak mocno marzły mi stopy.
Teraz wiem, że nie trzeba się martwić- wystarczy troszkę pooszczędzać i zainwestować w dobre buty.

Żeby nie było, że faworyzuję Timberlanda, opowiem Wam jeszcze o butach polskiej firmy Wojas. Kupił mi je tata, kiedy chodziłam do 2 klasy gimnazjum, czyli w 2004 roku (9 sezonów temu). Ja ponosiłam je rok, ale że nie były dla mnie wygodne, przejęła je moja mama, która ma prawie tak samo małą stopę jak ja. I nosi je, kiedy idzie na zakupy lub z psem na spacer. Zakłada je na największą chlapę, śnieg, deszcz. I wiecie, że te buty się trzymają?
9 letnie buty, które wyglądają naprawdę dobrze, są ciepłe i ani raz nie przemokły. Tak więc Wojas też daje radę!

Mój wniosek z tej notki jest taki- w przypadku butów jednak droższe = lepsze.
Jestem okrutna, ale cóż- zachęcam Was do wydawania na obuwie więcej kasy :P Albo inaczej- do kupowania butów od sprawdzonych, solidnych producentów. Niekoniecznie musi to być przecież jakiś kosmiczny wydatek- zwłaszcza w sezonie wyprzedażowym. Polujcie! ;)

Teraz, kiedy mam dobre buty, mogę przekazać zimie takie przesłanie:

Źródło zdjęcia: http://morgue-anne.blogspot.com
Wybaczcie ten przesłodzony tytuł, ale... kurcze, stęskniłam się! Wy pewnie nie mieliście okazji zatęsknić za mną, bo przed wyjazdem pracowicie przygotowałam zapas notek. Mi jednak troszkę brakowało blogowych wirtualnych rozrywek.

Gdzie byłam, kiedy mnie nie było?
Najpierw na wschodzie Polski zapominałam o wielkomiejskiej dżungli - spacerowałam po polach i lasach, zbierałam grzyby (udało się znaleźć aż 1 sztukę xD).
Następnie na skrzydłach wiatru (albo raczej samolotu) poleciałam do Włoch. Spędziłam cudowne 9 dni na przedmieściach Rzymu, nad samym Morzem Tyrreńskim (dosłownie nad samym morzem, bo nasze lokum znajdowało się przy samej promenadzie- wystarczyło przejść przez ulicę i było się na plaży). Mieszkałam w miejscowości, do której kiedyś przybywali na wypoczynek rzymscy cesarze - w Ostii. Co prawda pogoda troszkę nie dopisała (3 dni z rzędu lał deszcz, co podobno o tej porze roku się nie zdarza), jednak i tak spędziłam najwspanialsze wakacje w życiu, pełne przeróżnych atrakcji i samych przyjemności.

Mała fotorelacja pojawi się prawdopodobnie jutro- zdjęć jest  naprawdę dużo, więc troszkę zajmie mi ogarnięcie ich wszystkich. Mam nadzieję, że poczekacie cierpliwie :)

Mała zapowiedź fotorelacji

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym z Włoch nie przywiozła czegoś dla siebie. I czegoś dla Was, ale o tym dowiecie się w swoim czasie ;)
Bałam się, że na lotnisku walizka okaże się za ciężka, bo kupiłam sporo różności- od typowo włoskich produktów spożywczych, przez tradycyjne pamiątki aż do mnóstwa kosmetyków. Na szczęście jednak zmieściliśmy się w limicie wagowym.

Niepełnoletni, zamknijcie oczy :P
Wytrawne wino czerwone Podere Castoriani Cadetto rocznik 2009 - dla rodziców, do niedzielnego obiadu
Różowe wino musujące Pietre Del Sole Guarini Rose Bello - dla mojej kochanej cioci

Ciacha! CiaoSnack Midi oraz rogaliki (Cornetti Alla Crema Mulino Bianco Barilla- rogaliki z kremem) i biszkoptowe pyszności (Tancino Mulino Bianco Barilla). Jak widać- sporo już zjedzonych.
Włosi na śniadanie zjadają przeważnie właśnie takie ciacho, popijając je kawą. Jednak nie taką kawą, jaką my pijemy na codzień- z kubków czy szklanek. Jest to maleńka porcja dość mocnej kawy, zaparzonej w kawiarce. Dla takiego śniadania aż chce się wstawać z łóżka!

Tancino Mulino Bianco Barilla - biszkoptowe ciacho z czekoladowym kremem

CiaoSnack Midi - również biszkoptowe i również z czekoladowym kremem, jednak z odrobinę większą ilością polewy czekoladowej

Polpa pomodori in finissimi pezzi Mutti - przecier pomidorowy do spaghetti czy pizzy

Włoski makaron, a jakżeby inaczej! Wybór tego produktu jest we Włoszech ogromny. Ja wybrałam firmę Barilla - Spaghettini n.3 (mieli aż 4 grubości makaronu do spaghetti!) oraz Rigatoni n.89 - dość duże i grube rurki, które jadłam i bardzo przypadły mi do gustu.

Struttura Plus Midollo di Bambu e Pantenolo - maska do włosów z ekstraktem z bambusu i pantenolem - 500ml za 2,99 €
Splend'Or Crema Ristrutturante olio di cocco ed estratti di bambu - maska do włosów z olejem kokosowym i ekstraktem z bambusu - 1000ml za 2,20 €
Splend'Or Balsamo addolcente al cocco
- zmiękczająca odżywka do wszystkich rodzajów włosów z ekstraktem z kokosa - 300ml za 1,00 €

Kaloderma Bagno Crema con Aloe Vera e Olio di Mandorle Dolci - nawilżający żel pod prysznic z ekstraktem z aloesu i olejem ze słodkich migdałów - 750ml za 3,00 €
Perlier Milk & Fruit Latte & Caffe Bagno Mousse Idratante - nawilżający mus pod prysznic o zapachu kawy i mleka - 500ml za 3,00 €

Bottega Verde Latte Corpo con olio di Mandorle dolci - ujędrniające mleczko do ciała z olejem ze słodkich migdałów - 250ml za 9,00 €
Bottega Verde Muschio Di BV Bagnodoccia - żel pod prysznic o zapachu piżma - 400ml za 3,00 €
Bottega Verde Cocco Paradise Bagnodoccia con latte di Cocco e succo di Mango - żel pod prysznic z mleczkiem kokosowym i sokiem z mango - 250ml za 2,50 €
Bottega Verde Gloss Labbra con olio di Cocco - błyszczyk do ust z olejem kokosowym - 8ml za 6,99 €

Mydełka w kostkach:
I Provenzali Sapone Extra Dolce all' Uva e Mora - mydło z ekstraktem z winogron i jeżyn - 150g za 1,99 €

I Provenzali Saponetta Neutra all' Olio di Mandorle - mydło z olejem migdałowym - 100g za 1,90 €
I Provenzali Sapone Extra Dolce alla Mela Verde - mydło z ekstraktem z zielonego jabłka - 150g za 1,99 €

To co prawda nie są kosmetyki typowo włoskie, bo produkowane w Izraelu, jednak nie widziałam ich w Polsce, a poza tym była promocja (przy zakupie 2 kosmetyków, tańszy jest za połowę ceny) i pani ekspedientka zrobiła mi peeling i masaż dłoni, więc nie było opcji- skusiłam się :P
Laline Hand Cream Ocean - krem do rąk o zapachu... oceanu - 150ml za 12,00 €
Laline Body Scrub Strawberry Milk - peeling do ciała o zapachu truskawkowym z solą z Morza Martwego, olejem ze słonecznika, z pestek winogron, z awokado i witaminą E - 150ml za 11,00 € (w promocji 5,50 €)

Wiem, że ten krem jest dostępny w Polsce, jednak trzeba było włoskiego klimatu, by natchnęło mnie do zakupu :P Nie wiem, jak jest z maseczkami- dostępne w Polsce czy nie?
Essence My Skin All Day Mattified Skin - krem do twarzy matujący z ekstraktem z lychee i winogron - 50ml za 2,49 €
Essence My Skin Deeply Moisturizing Paper Mask - głęboko nawilżająca maska do twarzy z ekstraktem z ogórka - 1 sztuka za 1,49 €

Lakiery z limitowanej, niedostępnej w Polsce kolekcji Snow White
Essence Snow White long-lasting nail polish 05 Sneezy - brąz z błyszczącymi na srebrno mini-drobinkami - 5ml za 1,99 €
Essence Snow White special effect topper 02 The Huntsman - przezroczysty top z zatopionymi w nim mniejszymi i większymi okrągłymi złotymi drobinkami - 10ml za 2,49
Essence Snow White long-lasting nail polish 06 Sleepy - rozbielony, przybrudzony błękit opalizujący na granatowo - 5ml za 1,99 €

Kiko Ultra Tech Curve Mascara - podkręcający tusz do rzęs - 8ml za 2,50 € (w promocji)
Kiko Water Eyeshadow 227 Tortora Chiaro (Light Taupe) - nowość w ofercie, cień do powiek do stosowania na mokro i na sucho - 3g za 8,90 €
Kiko Nail Lacquer 217 Rosa Antico (Antique Pink) - lekko opalizujący na srebro przybrudzony róż - 11ml za 2,50 €
Kiko Nail Lacquer 389 Lattementa (Mint Milk) - miętowe mleko to najlepsze określenie dla tego koloru- jest to rozbielony miętowy turkus - 11ml za 2,50 €
Kiko Nail Lacquer 380 Grigio Medio (Medium Grey) - zwykły średni szarak, do bólu przeciętny - 11ml za 2,50 €
Kiko Nail Lacquer 344 Verde Nebbia Marina (Light Misty Green) - nie mam pojęcia, czemu kolor ten ma w nazwie zielony- jest to delikatnie morski, pastelowy błękit - 11ml za 2,50 €

Spódnica wygrzebana na targu (stoisko w stylu second hand)- nowa, z metką, marki Zero. 2,50 € (na metce cena 49,95 € o.O)
Tak naprawdę jest ciemnozielona, jednak mój aparat uparł się, że to granat -,- daltonista

T-shirt DC w pięknym miętowym kolorze. Również nowy z metkami, wygrzebany na targu (stoisko w stylu second hand) za 2,50 € (na metce cena 29,00 €)

Prezent dla babci, która się zawsze za mnie modli- różaniec pachnący różami, prosto z Watykanu, wyprodukowany we Włoszech a nie w Chinach :P

Całe mnóstwo pięknych muszli, własnoręcznie wygrzebanych z piachu. O dziwo wszystkie co do jednej przetrwały podróż! (zdjęcie niewyraźne, bo muszle jeszcze w woreczku)

Uffff, jak widać- nie tylko ciężko było te rzeczy przytachać do Polski, ale ciężko było mi też wykokosić się z tą notką.

P.S. Od dziś na wszystkich (lub prawie wszystkich) umieszczanych na blogu zdjęciach mojego autorstwa pojawiać się będzie mój subtelny podpis. Mam nadzieję, że nie przeszkodzi do Wam w percepcji zdjęć.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...