Witajcie!
Ostatnie dni były dla mnie przełomowe - wreszcie mam za sobą bardzo ważny zabieg. I choć męczę się trochę, jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam podjąć taki krok. Kiedyś (pewnie dopiero za kilka miesięcy) opowiem Wam o tym dokładniej - na temat tej metody krąży mnóstwo mitów, które postaram się zweryfikować.

DziÅ› jednak skupimy siÄ™ na moim ulubionym ostatnio lakierze do paznokci Mariza z serii Be Chic!
Dostałam go już jakiś czas temu na którymś z blogowych spotkań, ale długo musiał czekać na swoją premierę.


KOLOR
Choć podobno limonkowy był modny ubiegłego lata, ja odkryłam go dla siebie dopiero teraz. Odcień, który proponuje Mariza, jest soczystą mieszanką zielonego i żółtego. Zwraca na siebie uwagę, ale nie jest to kolor neonowy, który ewidentnie rzucałby się w oczy. Mi osobiście bardzo to odpowiada, bo dzięki temu mogę mieć taki manicure zarówno na co dzień, na jakieś nieformalne okazje, jak również do pracy czy na uczelnię, kiedy chcę wyglądać bardziej "grzecznie".


Wykończenie
W buteleczce widać maleńkie drobinki, które sprawiają, że lakier opalizuje w słońcu na zielono. Na paznokciach jednak wydaje się całkowicie kremowy. Dopiero w pełnym słońcu można zauważyć blask. Drobinki jednak są prawie niewidoczne, dodają jedynie błysku.


Lakier ma dobrą konsystencję - nie za rzadką ani nie za gęstą. Wysycha dość szybko, chociaż ja i tak dla pewności pokrywam go topem przyspieszającym wysychanie.
Na plus zasługuje szeroki pędzelek. Nie jest on co prawda tak szeroki jak w lakierach Essie czy Rimmel Salon PRO, ale znacząco ułatwia aplikację lakieru.


Jedyną wadą tego lakieru jest średnie krycie. Konieczne jest nałożenie dwóch grubych lub trzech cienkich warstw. Na szczęście emalia dobrze się rozprowadza i nie pozostawia smug.
Trwałość na moich paznokciach jest całkiem przyzwoita - utrzymuje się około 4 dni (teraz, kiedy jako rekonwalescent zostałam obibokiem, mam go już szósty dzień i zauważyłam jedynie dwa maleńkie odpryski).
Zmywa się bezproblemowo. O odbarwianiu płytki się nie wypowiadam, ponieważ nakładałam go na odżywkę do paznokci.


Lakier kupimy online (w wirtualnym sklepie Marizy chyba już go nie ma, ale widziałam go w innych internetowych drogeriach) lub u konsultantek marki.
Koszt lakieru do około 11 - 14 zł za 10ml.


Ocena: 4+/6 (Lakier pozytywnie mnie zaskoczył. Za niewielkie pieniądze dostajemy bardzo przyzwoity kosmetyk w idealnym na lato kolorze. Szkoda tylko, że kosmetyki Marizy nie są łatwiej dostępne - mam nadzieję, że to się niebawem zmieni, bo w asortymencie marki odkrywam coraz więcej godnych uwagi produktów.)


Co sÄ…dzicie o paznokciach w limonkowym kolorze?
Jakie kolory są Waszymi ulubieńcami na lato?


JeÅ›li Å›ledzicie blogowy profil na Facebooku lub Instagramie, z pewnoÅ›ciÄ… wiecie, że wczoraj miaÅ‚o miejsce otwarcie kolejnego salonu Organique w Krakowie. Teraz krakowscy fani kosmetyków tej marki bÄ™dÄ… mogli kupić je nie tylko w Bonarce, Galerii Bronowice i Galerii Kazimierz, ale również w Parku Handlowym Zakopianka. 
Przygotowałam dla Was małą fotorelację z otwarcia. Zobaczcie, ile się działo! :)



Mogłyśmy wąchać i smarować do woli :) Na zdjęciu: Kasia i Dominika
Po wypróbowaniu tylu nowości człowiek może opaść z sił, dlatego zadbano o to, byśmy mieli zdrowe i smaczne źródło energii ;)


Pani Małgorzata z Organique oraz Pan Radosław - właściciel salonów Organique w Galerii Kazimierz i PH Zakopianka

Oficjalne przecięcie wstęgi

Taką okazję trzeba uczcić szampanem :)



Relacja "na żywo" na Instagramie ;)




Największą popularnością cieszyły się warsztaty wylewania mydeł glicerynowych, prowadzone przez przesympatycznego Pana Sylwka.



Sylwia jako Przyjaciółka Organique ma już doświadczenie w tych sprawach :)
Pachnące kolorowe mydełka powstawały w iście magiczny sposób.
Mydełka prawie jak żelki, mniam!
Moje mydlane serduszko z brokatem pachnie guawÄ… :)
Zdjęcie made by Sylwia

Do odwiedzenia salonu kuszono w bardzo zdrowy sposób.

Soczyste jabłuszko i 20% rabat na wszystko to chyba wystarczający argument? ;)

Na zdjęciu Dominika i Patrycja

Po oficjalnej części przyszedÅ‚ czas na prawdziwe Å›wiÄ™towanie. BawiliÅ›my siÄ™ w piÄ™knych okolicznoÅ›ciach - na barce na WiÅ›le przy KÅ‚adce Bernatka. 



Od lewej: ja, Kasia, Patrycja, Sylwia i Dominika




Bardzo dziękuję Panu Radkowi i Pani Ani za zaproszenie, Panu Sylwkowi za anielską cierpliwość, a Dziewczynom za świetną zabawę! :)


Witajcie Kochani!
Wybaczcie, że wyniki pojawiają się tak późno, ale miałam naprawdę świetny dzień i strasznie nie chciało mi się wcześniej wracać do domu ;) Najważniejsze, że zmieściłam się w obiecanym Wam terminie - w końcu wiadomość o wygranej ma z założenia być dla kogoś z Was małym prezentem na Dzień Dziecka ;)

Nie przedłużając - peeling PAT&RUB zgarnia:



Bardzo, bardzo gratulujÄ™! SkontaktujÄ™ siÄ™ z TobÄ… mailowo.
Cieszę się, że los padł akurat na Luthienn, bo to fantastyczna dziewczyna, moja wierna Czytelniczka, a poza tym Luthienn pisała, że marzy jej się ten peeling. Jak widać - marzenia czasem się spełniają :)


Jeśli Wam się nie udało, nie zrażajcie się - już mam dla Was nagrodę na kolejne małe rozdanie, może tym razem szczęście się uśmiechnie :)

Pozdrawiam!

Nigdy nie narzekałam na moje rzęsy (pomijając jedynie okres choroby, kiedy wypadały jak szalone) - zawsze były dość długie. Jednak wbrew pozorom nie każda maskara dobrze się u mnie sprawdza. Na przykład sławny tusz Lovely to dla mnie raczej kit niż hit.
Jako że rzęsy maluję już ładnych parę lat, przez moją kosmetyczkę przewinęło się kilkadziesiąt różnych maskar. Jedne lepsze, inne gorsze. Wśród nich znalazł się hit - tusz, który sprawia, że moje rzęsy zyskują parę milimetrów długości i świetną objętość już po jednym pociągnięciu szczoteczki. Mowa o Benefit They're real Mascara.


Nie jest to najtańszy tusz (za 8,5g musimy zapłacić ponad 90zł), ale moim zdaniem jeden z niewielu wysokopółkowych, które warte są swojej ceny (od razu mówię, że maskar Heleny Rubinstein czy Diora nie znam, więc nie mam porównania, ale w porównaniu np. do Lancome, Benefit jest o wiele lepszy).


Bardzo lubię jego silikonową szczoteczkę. Dzięki niej jestem w stanie osiągnąć efekt ładnie podkreślonych, ale nie posklejanych rzęs już przy jednym pociągnięciu. W ogóle silikonowe szczoteczki służą moim rzęsom, a ta benefitowa w szczególności.


Początkowo tusz był odrobinę za mokry, ale wystarczyło dosłownie parę dni, by konsystencja stała się idealna. Na ogromy plus zasługuje trwałość maskary. Zaczęłam jej używać jesienią 2013 roku i nadal mi służy! Inne tusze już dawno wyschłyby na wiór.

Najważniejszy jest jednak efekt, jaki ten tusz daje na moich rzęsach. Sprawia, że już po jednej warstwie moje rzęsy zamieniają się w piękne "firany" - długie, grube, idealnie czarne. Maskara nie osypuje się ani nie rozmazuje w ciągu całego dnia, wytrzymuje nawet deszczową pogodę. Niezależnie od warunków rzęsy wyglądają po całym dniu dokładnie tak samo, jak chwilę po aplikacji tuszu.
Po They're real sięgam zawsze wtedy, kiedy chcę mieć rzęsy jak porcelanowa laleczka, a także wtedy, kiedy bardzo mi się spieszy i nie mam czasu na manewrowanie szczoteczką i rozdzielanie posklejanych włosków.
Na zdjęciu jedna warstwa tuszu. Wręcz tylko "maźnęłam" rzęsy tak na szybko.



Mam teraz okropnie przesuszoną skórę, nawet na powiekach... Nie zwracajcie na to uwagi ;)

Czytałam wiele różnych opinii o tym tuszu - od peanów pochwalnych po totalną krytykę. Na moich rzęsach sprawdza się świetnie, nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Wiem jednak, że nie u każdego efekt będzie równie dobry - dobór maskary to sprawa bardzo indywidualna. Dlatego nie polecam Wam kupować od razu pełnowymiarowego opakowania tego tuszu - jeśli macie możliwość, sprawdźcie go w drogerii lub kupcie miniaturkę.


Znacie They're real Mascara?
Na pewno słyszeliście już o They're real Push-up Liner - ciągnie Was do wypróbowania tego (podobno rewolucyjnego) eyelinera? Przyznaję, że mnie bardzo! :)

Miłego weekendu!

Witajcie Kochani!

Czasem trudno mi uwierzyć w to, jak szybko mija czas.
Zastanawiam się na przykład, czemu tak szybko odrosła mi grzywka, przecież byłam u fryzjera z miesiąc temu. Sprawdzam kalendarz - okazuje się, że od ostatniej wizyty minął nie miesiąc, a trzy miesiące.
Parę tygodni temu patrzyłam na licealistów wracających z matur - od razu przypomniała mi się moja matura. Trudno mi było uwierzyć w to, że od mojego egzaminu dojrzałości minęło już 5 lat.
Ludzie na ulicy czasem pytają o wiek mojego psa - od razu odpowiadam, że to młody piesek. Dopiero po chwili uświadamiam sobie, że Olie ma już prawie 6 lat.

Tak samo zaskoczona byłam, kiedy obliczyłam sobie, że właśnie minęło równe 12 miesięcy, odkąd zostałam Ambasadorką ShinyBox. Mam za sobą rok comiesięcznych kosmetycznych niespodzianek.
Pomyślałam, że właściwe byłoby krótkie podsumowanie tego roku z ShinyBox'em. Przygotowałam krótkie zestawienie najlepszych i najgorszych moim zdaniem kosmetyków, które przez 12 miesięcy można było znaleźć w pudełkach ShinyBox oraz wybrałam moje ulubione pudełeczko mijającego roku.





Zaczynamy od KITów, czyli kosmetyków, których wolałabym w ShinyBox'ie nie spotkać:

ShinyBox SIERPIEŃ 2013
MARION Koncentrat antycellulitowy chłodzący

Po takich kosmetykach raczej nie można spodziewać się cudu, ale totalny brak jakichkolwiek efektów również nie jest wskazany. Nawet efektu chłodzenia po tym preparacie nie doświadczyłam...

ShinyBox SIERPIEŃ 2013 & GRUDZIEŃ 2013
DeBa Krem do rÄ…k & Anatomicals Witaminowy krem do rÄ…k

Niestety ani jeden, ani drugi krem nie sprawdził się na moich dłoniach. Krem DeBa miał za lekką konsystencję, przez co nie dawał właściwie żadnych efektów. Anatomicals, bazujący na parafinie, również nie przyniósł większych efektów poza chwilowym natłuszczeniem.

ShinyBox WRZESIEŃ 2013
PAESE Róż z olejkiem arganowym nr 42

Choć kolor całkiem ładny, róż okazał się totalną porażką. Wyobraźcie sobie, że zafarbował mi pędzel z Sigmy do tego stopnia, że pomimo kilkunastu myć różnymi środkami, białe włoski pędzla są na końcu różowe po dziś dzień... Skąd wiem, że to akurat Paese? Nie używałam innego różu w takim kolorze, więc winowajcą może być tylko on...

ShinyBox STYCZEŃ 2014 & WRZESIEŃ 2013
PAESE Automatyczny eyeliner & GLAZEL Kredka do oczu

Może nie są to złe produkty, nie wiem i się nie dowiem, ponieważ z czarnymi konturówkami pożegnałam się na etapie liceum. Kredki zaadoptowała moja mama. Jak dla mnie mogłoby ich w ogóle w ShinyBox nie być.



Czas przejść do czegoÅ› przyjemniejszego, czyli moich shinyboxowych HITów (zamieszczam tutaj tylko te kosmetyki, które naprawdÄ™ super siÄ™ u mnie sprawdziÅ‚y i z przyjemnoÅ›ciÄ… wrócÄ™ do nich ponownie):

ShinyBox LIPIEC 2013
URIAGE Woda termalna

Najlepsza woda termalna na polskim rynku! Żadna jeszcze nie podziałała na moją skórę tak skutecznie. Nie tylko genialnie nawilżała, ale też super koiła - sprawdziła się nawet na skórze poparzonej po opalaniu.

ShinyBox CZERWIEC 2013
ORGANIQUE Krem do stóp

Pielęgnacja stóp zdecydowanie nie jest moją mocną stroną. Ten krem jakimś cudem sprawił, że codzienne nawilżanie stóp po kąpieli było przyjemnością. Nie tylko solidnie nawilżał, ale przede wszystkim przynosił cudowne uczucie ulgi po całym dniu biegania po mieście.

ShinyBox GRUDZIEŃ 2013
ORGANIQUE Ziołowy peeling enzymatyczny

Robi cuda z moją cerą - wygładza, nawilża, ożywia. Możecie się śmiać, ale zawsze, kiedy zafunduję sobie parę minut z tym peelingiem na twarzy, następnego dnia zbieram komplementy na temat mojej cery. Pomimo niepozornej, kremowej konsystencji ten peeling ma naprawdę silne działanie.

ShinyBox MARZEC 2014
ORGANIQUE Biała glinka

Stosuję ją wyłącznie do maseczek na twarz. Świetnie sprawdza się przy suchej, podrażnionej skórze - łagodzi i wygładza skórę, a gdy dodam do niej parę kropli olejku lub serum olejowego, sprzyja też nawilżeniu i natłuszczeniu skóry.

ShinyBox SIERPIEŃ 2013
BIELENDA Płyn micelarny

Perfekcyjnie zmywał mój makijaż, a co ważne, pozostawiał skórę nawilżoną, nie podrażnioną i napiętą. Działał jak kosmetyk z wyższej półki, a tymczasem kosztuje parę złotych i dostępny jest w zwykłych drogeriach.

ShinyBox LISTOPAD 2013
LA ROSA Mineralny cień do powiek 82 Carmelian

Uwielbiam cienie w cielistym beżowym odcieniu. Ten ma w sobie jasny, ciepły odcień, który maskuje wszelkie zasinienia i odświeża spojrzenie. Małe błyszczące drobinki pozwalają na bardzo ładne, subtelne rozświetlenie bez kiczowatego dyskotekowego efektu. Ostatnio LA ROSA jest moim ulubionym cieniem do codziennego makijażu.



Numerem 1 wśród ubiegłorocznych pudełeczek zostaje dla mnie ShinyBox z października 2013. Był to box wydany pod hasłem "Think pink", w związku z obchodami Europejskiego Dnia Walki z Rakiem Piersi (15 października). Bez wyjątku wszystkie kosmetyki z tego pudełeczka dobrze się u mnie sprawdziły.

Jeśli chcecie poczytać o tych kosmetykach więcej, odsyłam Was do TEJ notki.


Zamawialiście może pudełeczka ShinyBox w ciągu minionego roku?
Który box najbardziej przypadł Wam do gustu?


Być może wiecie już, że w czerwcu ShinyBox bÄ™dzie obchodzić swoje 2 urodziny. Z tej okazji przygotowywane jest specjalne rocznicowe pudeÅ‚eczko. Już możecie je zamawiać: TUTAJ (lub klikajÄ…c w poniższy baner).

Specjalnie dla moich Czytelników mam kod rabatowy na zakup rocznicowego ShinyBox'a!
Z kodem: KCABB20 dostaniecie 20% rabatu :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...