Witam Was ciepło!
Ostatnio wróciły moje problemy skórne- ze względu na to od piątku nie wychodzę z domu (nawet na spacer z psem). Humor mam paskudny- każde spojrzenie w lustro powoduje u mnie po prostu przerażenie. Na jutro zaprosiłam na obiad mojego chłopaka, teraz jednak dopadły mnie wątpliwości, czy aby luby nie przestraszy się mnie i nie ucieknie z krzykiem.

Nie jestem pewna, czy dobrym pomysłem jest opisywanie tego, dlatego z góry zaznaczam: jeśli jesteś przed, po lub w trakcie jedzenia- nie czytaj dalej! Zdjęcia zamieszczone w tym poście mogą się niektórym wydać obrzydliwe, dlatego jeśli nie chcesz oglądać czegoś takiego, wróć na mojego bloga innym razem.

Dlaczego mimo wszystko napiszÄ™ Wam o tym?
Chcę dzielić się z Wami nie tylko opiniami o kosmetykach, ale również cząstką mojego życia codziennego. Poza tym czuję się troszkę osamotniona w moim problemie- nikt z mojego otoczenia nie rozumie, co mi dolega, sama sobie nie potrafię pomóc. Przegrzebuję Internet w poszukiwaniu pomocy, ale nic konkretnego nie znajduję. Mam nadzieję, że kiedyś ktoś, kto będzie miał podobny problem, trafi na mojego bloga i znajdzie jakąś pomoc, pocieszenie.

Mam herpes. Prawdopodobnie ten wirus jest przyczyną wszystkich moich problemów. Jeśli kojarzycie herpes z opryszczką wargową, ospą i półpaścem, to macie rację- to właśnie to. U mnie jednak objawia się troszkę inaczej. Na twarzy w różnych miejscach pojawiają się "bąbelki" z płynem surowiczym- łatwo pękają i w ich miejscu tworzą się żółtawe strupy. A pod strupem rana.
Pierwszy raz dopadło mnie to jesienią 2010 roku. Leczyłam się 4 miesiące- Heviran, antybiotyk doustny, antybiotyk w maści, spray na rany pooperacyjne do odkażania. Dwa miesiące nie wychodziłam z domu, bo moje policzki całe pokryte były strupami.
Teraz to wraca. Może powodem jest przeziębienie i związane z nim osłabienie odporności, może parówka, którą sobie zafundowałam na katar i rozgrzałam mocno skórę. Nie wiem.
Udało mi się załatwić sobie wizytę u dermatologa na piątek. Mam nadzieję, że będzie w stanie mi pomóc. Z tego co wyczytałam w Internecie, prawdopodobnie już nigdy nie pozbędę się tego paskudztwa z mojego organizmu ;( Zawsze będzie siedzieć gdzieś ukryty i zaatakuje, kiedy mój organizm osłabnie. Dobijająca perspektywa. Przeraża mnie również fakt, że herpes może zaatakować gałkę oczną lub doprowadzić do opryszczkowego zapalenia opon mózgowych i mózgu...

Co jest powodem takich zmian skórnych? Chyba jedynie wirus. Moja codzienna pielęgnacja skóry raczej nie mogła spowodować aż takich podrażnień- tym bardziej, że używam jedynie kosmetyków delikatnych, bez szkodliwych detergentów.


Piszcie kochani, czy wiecie coś na temat wirusa herpes, czy spotkaliście się kiedykolwiek z czymś takim jak to paskudztwo na mojej twarzy.

Dziękuję kochanej Sweet Perelce za wsparcie i ciepłe słowa :*

Dam Wam znać, czego dowiem się od lekarza.
Tymczasem wracam do pisania pracy dyplomowej, bo czas baaaardzo mnie nagli.


EDIT:
Dermatolog stwierdził, że to prawdopodobnie LISZAJEC ZAKAŹNY, czyli zakażenie gronkowcowo-paciorkowcowe.

Na koniec jeszcze małe ogłoszenia parafialne- jedyna pocieszająca informacja, jaka dziś mnie spotkała.
Dzięki uprzejmości firmy Biolander (sprzedającej kosmetyki naturalne, ekologiczne, bio) będę mieć możliwość wypróbowania na własnej skórze organicznego czarnego mydła Savon Noir Eucalyptus.
Jestem przeszczęśliwa, bo wiele dobrego słyszałam o czarnym mydle- teraz czas sprawdzić te krążące w sieci legendy :) Oczywiście zdam Wam relację z testowania tego organicznego cudeńka.




Zdjęcie ze strony Biolander
Hej kochane!
Dotarła do mnie informacja, że tajemnicze pudełko ShinyBox ma zostać wysłane już w czerwcu. Oto jakiego maila otrzymałam dziś rano:


Dlaczego jest to tak elektryzująca wiadomość?
Pierwsze informacje o nowym pudełku kosmetycznym pojawiły się pod koniec lutego. Pomysłodawcy pudełka przyjęli zupełnie inną taktykę niż w przypadku pudełek, z którymi do tej pory mieliśmy do czynienia (nieistniejący już KissBox i prężnie rozwijający się GlossyBox)- najpierw zbierali użytkowników serwisu, a pudełka miały być wysłane w bliżej nieokreślonej przyszłości. Warunkiem było zebranie 100 000 zarejestrowanych użytkowników.
Według informacji na portalu w pudełkach ShinyBox znajdą się kosmetyki takich marek jak Yves Saint Laurent, Calvin Klein, Guerlain, Dior, Prada - czyli górna półka.
Jakby tych przyjemności było mało- ekipa ShinyBox obiecywała darmowe pudełko za zebranie 20 osób, które zarejestrują się w serwisie z naszego linku polecającego.

Tak piękne, że aż trudno uwierzyć, że może być prawdziwe.
Takim zdaniem skwitowałabym początkowe doniesienia o ShinyBox. Początkowo- zafascynowana na maksa- założyłam konto w serwisie. Z czasem jednak zaczęłam podejrzewać, że to wszystko może być perfidną próbą wyłudzenia danych i że wysyłka boxów tak naprawdę nigdy nie ruszy.
Jak widać- moje obawy były nieuzasadnione. Tym bardziej dlatego, że jakiś czas temu firma przez cały tydzień rozdawała w ramach konkursu różne kosmetyki i karty upominkowe do Sephory. Więc jak widać- takie całkowite oszustwo to to nie jest.
Zobaczymy jednak, jak będzie z pudełkiem.

Czekacie na ShinyBox? Macie tam już swoje konto? Co sądzicie o całej tej sprawie?
Piszcie w komentarzach.
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o ShinyBox, odsyłam na ich stronę:


Czas pozytywnie zacząć nowy tydzień! Na powitanie znienawidzonego przez większość populacji poniedziałku przygotowałam premierę- pierwszy raz na moim blogu pojawi się pazurkowy look - czyli (mówiąc prościej) krótka recenzja lakieru do paznokci oraz zdjęcia poglądowe.
Zaszczytu rozpoczęcia tej nowej serii dostąpi Sephora Laquer Nail Polish w odcieniu Tropical Pink.


Lakier pochodzi z limitowanej kolekcji lato 2011 - Tropical Pink. Czyli jest to tytułowy kolor kolekcji. Określany jest jako "krzykliwy kolor balonowej gumy do żucia". Ja określiłabym go jako bardzo intensywny mocny róż. Zależnie od światła potrafi być prawdziwym pinki lub zmienić się w malinową czerwień.

Źródło zdjęcia: www.muffinka.pl
W skład kolekcji Tropical Pink wchodziły między innymi 4 kolory lakierów do paznokci. Szczerze powiedziawszy pojęcia nie mam, który z tych dwóch różów to tytułowy Tropical Pink- chyba drugi od prawej.

Jakie ma wykończenie? A żebym to ja wiedziała... Określiłabym je jako klasyczne kremowe, chociaż odcień lakieru jest tak lekki i intensywny, że daje troszkę żelkowe wrażenie.

Nakładanie tego lakieru to czysta przyjemność- pędzelek jest po prostu idealny! Krótkie, ale płaskie włosie przycięto bardzo dokładnie- dzięki czemu nic nie odstaje, nic nie wypada. Maluje się nim rewelacyjnie. Nawet taka kaleka jak ja jest w stanie pomalować sobie równo i dokładnie paznokcie.

Krycie to bajka - spokojnie wystarcza jedna, niespecjalnie gruba warstwa. Efekt, który widzicie na zdjęciach, to właśnie jedna warstwa. Ideał! Nie zostawia smug, rozprowadza się bardzo równomiernie. Ma dość gęstą konsystencję- ja osobiście jestem zwolenniczką gęstszych lakierów (mój szary OPI przyprawia mnie o dreszcze, kiedy widzę tą lejącą konsystencję w buteleczce).

Lakier schnie około 10- 15 minut. Błyskawica ;)

Zachwalam, zachwalam, ale koniec tego dobrego- czas na zjechanie go za trwałość. Bez top coatu może nie utrzymać się dłużej niż jeden dzień. Z topem też szału nie ma- po 3 dniach mamy już starte końce. Oczywiście moje obserwacje nad trwałością były wykonywane podczas moich "zwykłych dni" - czyli nie podczas sprzątania, intensywnego mycia naczyń czy innych sportów ekstremalnych.

Dostępność: Sephora (była to kolekcja limitowana sprzed roku, więc obecnie chyba już niedostępna, ale głową za to nie ręczę).
Cena: 19,00zł za 5ml

Podsumowanie: ciężko mi jednoznacznie ocenić ten lakier. Bardzo lubię jego kolor- zwłaszcza na wiosnę i lato. Używam go w sytuacjach ekstremalnych- kiedy jestem zmuszona szybko zrobić manicure i nie mam czasu czekać dwie godziny, aż lakier raczy wyschnąć. Błyskawiczne wysychanie i rewelacyjne krycie jest jednak okupione tragiczną trwałością. Moim zdaniem mimo wszystko warto mieć go w swojej kolekcji jako koło ratunkowe w przypadku totalnego braku czasu. No i oczywiście ze względu na hipnotyzujący kolor ;)

Skład - dla zainteresowanych. Ja z niego niewiele potrafię wywnioskować.


Pazurki zaraz po malowaniu, jeszcze przed korektą i przed nałożeniem top coatu.
Lakier po 3 dniach - w cieniu

Lakier po 3 dniach - w słońcu

Nie śmiejcie się z moich skórek :(
I z krzywych pazurków też. Już niebawem pokażę Wam, jak wyglądają bez lakieru i wyjaśnię, dlaczego są takie krzywe.
W słońcu i w cieniu. Widać tutaj już starte końcówki.
I jeszcze zoom na pędzelek, który tak uwielbiam.



Piszcie, czy znacie lakiery z Sephory, jakie macie odcienie i jak siÄ™ u Was spisujÄ….
Witajcie kochani!
Wracam do Was po krótkiej przerwie. Miało być o peelingu z Isany, ale to chyba już temat wymaglowany na wszystkie możliwe sposoby, więc mam nadzieję, że Wam się do niego nie spieszy.
Opowiem Wam o moich wrażeniach ze stosowania maski w formie płatu kolagenowego. Tym razem nakładałam na siebie maskę ujędrniająco nawilżającą z algami Beauty Face.
Nie jest to jednak mój pierwszy kontakt z tego typu kosmetykami. Maski od Beauty Face wpadały w moje łapki już kilka razy. Z reguły jednak dopieszczałam nimi moją mamę, której intensywny kolagenowy zabieg jest bardziej potrzebny niż mnie. Sama tylko raz miałam wcześniej na twarzy takiego glutka. A był to glutek antystresowy z ekstraktem z lawendy. Było to dawno, ale jeszcze sporo pamiętam ze względu na to, że efekt był dosyć spektakularny. Na koniec jeszcze do tego wrócę- na razie jednak skupiam się na masce algowej.


Forma maski: Jest to płat kolagenowy odpowiednio dopasowany do twarzy. W opakowaniu znajduje się również płynne, przezroczyste serum, w którym maska jest zamoczona.

Opakowanie: Maski sprzedawane są pojedynczo w dużej "saszetce". Opakowanie wykonane z folii jest wewnątrz usztywnione specjalnym plastikowym stelażem, żeby maska się nie połamała. Takie opakowanie zapewnia, że płynne serum nie wypłynie, a płat kolagenowy się nie uszkodzi. Jest jednak troszkę nieporęczne, kiedy trzeba je ogrzać w wodzie (bo tak należy zrobić przed nałożeniem maski). Do żadnego garnka się nie mieści. Ja wynalazłam mój autorski sposób, który możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej- wkładam opakowanie bezpośrednio do umywalki i leję ciepłą wodę. Jedyny poważny minus w kwestii opakowania to fakt, że nie znajdziemy na nim pełnego składu INCI. Składniki są zapisane po polsku, ale nie wiemy, czy to tylko aktywne składniki, czy całość składu.


Użytkowanie: Cały proces aplikacji maski sprawia, że prosty z pozoru zabieg dostarcza ogromnej przyjemności i pozwala się rozluźnić.
Najpierw trzeba dokładnie oczyścić twarz i wykonać peeling. Potem przygotowujemy maskę do aplikacji- rozgrzewamy ją w ciepłej wodzie- najłatwiej właśnie w umywalce. WAŻNE: Nie rozgrzewajcie maski dłużej niż minutę i nie lejcie wrzącej wody! Ja się kiedyś zagapiłam i nalałam wrzątku- efekt był taki, że nakładałam mamie na twarz maseczkę w kilkudziesięciu częściach...
Kiedy maska jest delikatnie rozgrzana, otwieramy opakowanie i wylewamy na dłoń serum- obficie moczymy nim twarz i szyję (łącznie z ustami i oczami). Delikatnie wyjmujemy maskę z opakowania i nakładamy ją na twarz- dopasowujemy i dociskamy.
Z maską na twarzy jesteśmy trochę unieruchomione- najlepiej położyć się w łóżku i zrelaksować. Maska nie trzyma się twarzy na tyle mocno, by podczas aplikacji zajmować się czymś innym. Ale ten czas na relaks dobrze nam zrobi, bo to będzie naprawdę mega przyjemne pół godziny- bo tyle właśnie trwa aplikacja maski.
Po 30 minutach zdejmujemy maskÄ™ i wyrzucamy- jest jednorazowa.
Aplikujemy resztę serum (jako tonik) i po wyschnięciu smarujemy się kremem.

Efekty: Podczas aplikacji skóra całej twarzy bardzo przyjemnie się rozluźnia. Początkowo wyjęta z ciepłej wody maska delikatnie nas rozgrzewa, z czasem dostosowuje się do temperatury ciała. Odczucia podczas aplikacji się zmieniały- najpierw czułam niesamowite rozluźnienie, spadek napięcia ze wszystkich mięśni twarzy. Potem zaczęłam odczuwać lekkie mrowienie- jakby mikrokrążenie na całej twarzy bardzo się wzmocniło. Wszystko to było bardzo przyjemne- nie odczuwałam żadnego szczypania ani bólu.
Po zdjęciu maski skóra była wyraźnie wygładzona. Efekt ten był najbardziej spektakularny do kilku godzin po aplikacji, potem stopniowo się zmniejszał. Cera po masce jest odprężona, jakby rozjaśniona, nie widać żadnych oznak zmęczenia. Twarz jest bardzo gładka w dotyku, nawilżona i sprężysta - ten efekt utrzymuje się nawet kilka dni po aplikacji.
Maska ma dosyć specyficzny zapach - pachnie troszkę lawendowo, a troszkę tak jak jakieś męskie perfumy z ziołową nutką. Zapach nie drażni, choć utrzymuje się przez cały czas aplikacji. Po nałożeniu na skórę kremu zapach znika, więc nie ma obaw.

Skład: Skład został odnaleziony na stronie Beauty Face. Pozwolę go sobie skopiować.
Aqua (Water), Glycerin, Fucus Vesiculosus Extract, Laminaria Digitata, Acid, L- Ascorbic Acid , Retinol, Tocopheryl acetale, Allantoin, Rosa Canina Fruit Oil, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Butylene Glycol, PVM/MA Copolymer, Glyceryl Stearate, PEG 100 Stearate, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate.


Dostępność: sklep internetowy Beauty Face (zaglądajcie, bo często mają świetne promocje) i mniejsze drogerie (najlepiej pytać na ich fanpage, gdzie znajdziecie maski). Na pewno są w Drogeriach Laboo.
Cena: 25zł za jedną sztukę (ale można dorwać je dużo taniej)

Ocena: 5+/6 (Dla mnie te maski to po prostu fenomen - naprawdę skubane działają! I to jak działają... Sama ich aplikacja to dla mnie rozkosz porównywalna z masażem plecków wykonanym przez przystojnego masażystę :P Dostępność ich powoli rośnie, Beauty Face bardzo o to dba (wiem, bo śledzę ich na fejsie). Odejmuję jednak punkty za brak dokładnego INCI na opakowaniu oraz za cenę. 25zł to jednak sporo jak na jednorazową przyjemność. Mimo to dodaję do listy moich KWC. Plus również za ooooogroooomny wybór masek- mają 23 rodzaje masek na całą twarz, poza tym płatki pod oczy, maska w formie "okularów" na powieki, maska na usta, na dłonie, na biust oraz na szyję).

Na opakowanie naklejona jest taka oto naklejka z informacjami w języku polskim i jedyną informacją o składzie.

Tył opakowania z instrukcją obsługi maski

Człowiek w masce- nie przestraszcie się ;)

Zeskanowałam ulotkę dołączoną do maski. Widać tutaj, jak ogromy mamy wybór spośród tego typu masek.
Zdaję sobie sprawę z tego, że niewiele tu widać- dlatego odsyłam na stronę Beauty Face, tam znajdziecie te same informacje, ale o wiele wyraźniejsze ;)

Oto opis działania opisywanej przeze mnie maski z algami

Druga strona ulotki- opis działania, instrukcja użytkowania w języku polskim oraz maski na biust, dłonie i szyję.

Dodam jeszcze, że maski mają różne zapachy. Ja zaobserwowałam na razie tyle:
- do skóry delikatnej i na kruche naczynka - zapach różany
- antystresowa z ekstraktem z lawendy - zapach lawendowy
- ujędrniająco nawilżająca z algami - zapach męskich perfum z ziołową nutą
- silnie odmładzająca z drobinkami złota - zapach różany
- przeciwzmarszczkowa ze złotem i kwasem hialuronowym - zapach różany
- regenerująca z żółtymi algami - zapach różany (o ile mnie pamięć nie myli)
- ujędrniająca i powiększająca usta maska z czerwonym winem - zapach różany (o ile mnie pamięć nie myli)

Raz wpadła mi w łapki maska "mini" - na usta. Troszkę się zawiodłam, bo w opakowaniu było bardzo niewiele serum, a sam płat kolagenowy był dość cienki. Dlatego jestem zdania, że lepiej już się wykosztować i kupić maskę na całą twarz. Zyskamy nie tylko lepszy efekt, ale też mega przyjemność i relaks. Maski "mini" polecam jedynie dla osób, które mają miejscowo jakieś bardzo delikatne zmarszczki mimiczne. W zaawansowanych zmarchach raczej sobie nie poradzą.

Opisywana przeze mnie dziś maska jest ujędrniająca, ale nie przecizmarszczkowa. Te silne działa antyzmarszczkowe wytaczałam na cerze mojej mamy. I powiem Wam, że efekt był miażdżący- zwłaszcza przy regularnym zastosowaniu kilku zabiegów pod rząd w odstępach około tygodnia. Odmłodziłam mamę o 10 lat. Mama określiła swoją cerę po zabiegach jako "gładką, jakby ją ktoś zdjął, wyprasował żelazkiem, a potem znowu założył".

Opisywana przeze mnie maska została mi udostępniona do testów przez serwis Uroda i Zdrowie. Bardzo dziękuję za okazane mi zaufanie. Jednocześnie zaznaczam, że fakt otrzymania tej maski nie wpłynął na jej recenzję. Stosowałam tego typu kosmetyki już wcześniej i od pierwszego wejrzenia jestem ich fanką ;)



Zachęcam do zapoznania się z ofertą firmy Beauty Face - mają często świetne rabaty i gratisy. Ich facebookowa ekipa jest przesympatyczna, zawsze udzielą nam potrzebnych informacji.

UWAGA!!!
Komentarze do tego posta zostały ukryte, by adresy mailowe Uczestników konkursu nie zostały wykorzystane przez rozsyłaczy spamu!!!




Miało być o limitowanym peelingu Isany, ale już nie mogłam się doczekać, kiedy poinformuję Was o rozdaniu, więc dziś notka rozdaniowa- mam nadzieję, że wybaczycie mi złamanie obietnic.
Pamiętacie, jak chwaliłam się Wam moim pierwszym OPIkiem? Oczywiście nie jestem taka samolubna, żeby kupić coś tylko dla siebie i zapomnieć o Was.

Rozdanie będzie miało trochę skomplikowane zasady, ale mam nadzieję, że się połapiecie co i jak.
Będą trzy nagrody- dwie rozlosuję spośród osób zgłaszających się tutaj- na blogu. Jedna powędruje do fana na facebooku. Można zgłaszać się i tutaj, i na fb- to zwiększy Wasze szanse na wygraną.

Za co dostajecie punkty (1pkt = 1 los)
* WARUNEK OBOWIĄZKOWY: bycie publicznym obserwatorem bloga (+1pkt)
* Zalajkowanie strony Keep calm and be beautiful na Facebook'u (+1pkt)
* Poinformowanie o rozdaniu na swoim blogu w formie:
- notki lub informacji pod notkÄ… (+2pkt)
- zamieszczenie bannera z odnośnikiem w pasku bocznym (+2pkt)
- zmieszczenie informacji w zakładce rozdaniowej lub na samym dole bloga (+1pkt)
*  Poinformowanie o rozdaniu na facebooku (+1pkt)
* Osoby z listy Top Komentatorów dostają ode mnie +5pkt, jeśli wyrażą chęć udziału


Rozdanie na facebooku:
WARUNKI OBOWIĄZKOWE:
* zalajkowanie profilu Keep calm and be beautiful KLIK
* publiczne udostępnienie banneru rozdaniowego KLIK
* napisanie w komentarzu, który z trzech lakierów OPI chciałoby się wygrać
Każda zgłaszająca się do rozdania osoba ma tylko 1 los.
W facebookowym rozdaniu mogą również brać udział fanpage (tzn jeśli masz fanpage swojego bloga, to możesz go wykorzystać do zgłoszenia)

Regulamin:
1. Organizatorem rozdania i fundatorem nagród jest xkeylimex.
2. W rozdaniu mogą brać udział osoby pełnoletnie (niepełnoletni muszą mieć zgodę rodziców na udział).
3. Zgłaszając się do rozdania wyrażasz zgodę na akceptację niniejszego regulaminu oraz wymienionych powyżej i poniżej zasad rozdania.
4. Dane (adres email oraz imiona, nazwiska i adresy zwycięzców) zostaną użyte wyłącznie na potrzeby rozdania, nie będą nikomu udostępniane.
5. Zwycięzcy nie ponoszą żadnych kosztów tytułem wygranej- koszt nagrody i przesyłki pokrywa organizator rozdania.
6. Nagrody będą rozsyłane na terenie Polski oraz za granicę.
7.  ZwyciÄ™zcy rozdania zostanÄ… wyÅ‚onieni drogÄ… losowÄ… (przy użyciu komputerowej aplikacji losujÄ…cej).
8. Organizator zastrzega sobie prawo do zmiany zasad lub odwołania rozdania z przyczyn od niego niezależnych.

I teraz to co tygryski lubią najbardziej- czyli nagrody ;) Oto, co zostanie rozlosowane pomiędzy 3 osoby:
- 3 lakiery OPI (po jednym dla każdego)
- 3 maski do włosów BingoSpa (po jednej dla każdego)
- 3 saszetki truskawkowej maski do włosów Montagne Jeunesse (po jednej dla każdego)
- zestaw Sanctuary (dla facebookowego zwycięzcy)

Jak będą rozdzielane nagrody?
Najpierw wylosuję zwycięzcę konkursu na fb i przydzielę wybrany przez niego lakier OPI. Następnie wylosuję dwóch zwycięzców spośród blogowiczów i skontaktuję się z nimi. Pierwsza wylosowana spośród blogowiczów osoba będzie mogła zdecydować, który z pozostałych dwóch lakierów OPI chce przygarnąć. Ostatnia wylosowana osoba otrzyma pozostały lakier.
Maski BingoSpa kupię dla zwycięzców dopiero po zakończeniu rozdania, tak więc możecie dowolnie decydować, którą z tych dwóch chcecie wygrać.

Formularz zgłoszeniowy:
ObserwujÄ™ jako: 
Mail:
Lubię na fb: NIE/TAK (podaj inicjały z fb)
Notka na blogu: NIE/TAK (link)
Banner w pasku bocznym: NIE/TAK (link)
Inna informacja na blogu: NIE/TAK (link)
Info na fb: NIE/TAK (link)

Wszelkie pytania i sugestie piszcie w komentarzach.
Rozdanie trwa dokładnie miesiąc- czyli do 18 czerwca.

Wszystkie nagrody (zostaną rozdzielone pomiędzy 3 zwycięzców).
Na zdjÄ™ciu brakuje jeszcze jednej maski BingoSpa, ale tak  jak pisaÅ‚am- maski zostanÄ… kupione po zakoÅ„czeniu rozdania :) Te na zdjÄ™ciu sÄ… moje wÅ‚asne :P

Każdy zwycięzca wybiera jedną maskę do włosów BingoSpa.
Do wyboru:
* masło shea & 5 alg
* proteiny kaszmiru i kolagen

Zestaw Sanctuary - dla facebookowego zwycięzcy
Zawiera płyn do kąpieli (jeśli nie macie wanny, można go wykorzystać do kąpieli stóp lub dłoni), masło do ciała oraz świecę

Truskawkowa maska zwiększająca objętość włosów Montagne Jeunesse. Po jednej dla każdego zwycięzcy.

No i gwiazdy tego rozdania- lakiery OPI (15ml)
Każdy zwycięzca wybiera jedną buteleczkę (pierwszeństwo w wyborze ma zwycięzca facebookowy)

Na nalepce macie napisane, jak fachowo nazywają się kolory OPIków.

UWAGA!!!
Komentarze do tego posta zostały ukryte, by adresy mailowe Uczestników konkursu nie zostały wykorzystane przez rozsyłaczy spamu!!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...