Oglądam prognozę pogody: od poniedziałku do piątku bezchmurne niebo, przyjemne ciepełko; w weekend - ulewne deszcze, zimno, paskudnie. Plany na spędzenie wolnych dni na świeżym powietrzu kolejny raz idą na zmarnowanie.
Brzydka pogoda nie oznacza jednak, że powinniśmy cały weekend spędzić na kanapie przed telewizorem. Dziś opowiem Wam o moich ulubionych aktywnościach, którymi zapełniam wolne chwile, kiedy tylko mogę. A aktywności owe wiążą się z tym, co nie tylko bawi, ale i uczy - kulturą.



Najbardziej popularnym sposobem spędzania czasu, który wiąże się z kulturą, są wyjścia do kina. Aktualnie od najbliższego kina dzieli mnie 20 minut spacerku, dlatego bywam tam zdecydowanie częściej niż kiedyś. Z reguły rezerwuję dogodne miejsca bezpośrednio na stronie kina i odbieram bilety w kasie na 15 minut przed seansem.
W najbliższym czasie do kin wchodzÄ… cztery  filmowe nowoÅ›ci - każdy znajdzie wÅ›ród nich coÅ› dla siebie. Wielbiciele horrorów powinni poÅ›wiÄ™cić wieczór na film "Oculus" - podobno przeraziÅ‚ samego Stephen'a King'a! JeÅ›li wolicie filmy akcji, zaciekawi Was "Gunman: Odkupienie" z utalentowanym Sean'em Penn'em w roli głównej.  Fani science-fiction na pewno zwrócÄ… uwagÄ™ na mocno promowany film "Ex Machina" (na jednym z portali spoÅ‚ecznoÅ›ciowych kilku mężczyzn zostaÅ‚o oczarowanych przez piÄ™knÄ… i miłą AvÄ™ - niestety okazaÅ‚o siÄ™, że Ava jest jedynie sztucznÄ… inteligencjÄ…, jednÄ… z "bohaterek" filmu "Ex Machina"). JeÅ›li jednak macie ochotÄ™ na lekkÄ… i zabawnÄ… komediÄ™ romantycznÄ…, możecie wybrać siÄ™ na "Seks, miÅ‚ość i terapia" - film ten pokochali widzowie we Francji, wiÄ™c może i w Polsce spotka siÄ™ z dobrym przyjÄ™ciem.



Jeśli jednak nachodzi mnie ochota na kulturę wyższą, zaglądam na Tiketto.pl - jest to portal, który umożliwia mi kupowanie biletów na różnego rodzaju wydarzenia kulturalne bez wychodzenia z domu. Na liście miast wybieram Kraków i od razu wyświetla mi się cały pakiet spektakli i kabaretów, na które mogę zarezerwować bilety (oferta uzależniona jest od wybranego miasta). Płacę tak jak lubię, czyli online (kartą kredytową lub płatniczą albo poprzez płatności transferuj.pl), a bilety otrzymuję mailem i drukuję lub ewentualnie odbieram na miejscu.
Portal fajnie się rozwija - dużym udogodnieniem jest aplikacja mobilna. Mam nadzieję, że z czasem na Tiketto.pl będzie można kupić coraz więcej biletów na ciekawe wydarzenia kulturalne, ale również i sportowe.



Bardzo lubię również wizyty w muzeach. Najczęściej spotkać mnie można w krakowskim Muzeum Narodowym - niektóre wystawy czasowe są po prostu niesamowite!
Nie mogę się doczekać 15 maja - to właśnie wtedy w Krakowie odbędzie się kolejna Noc Muzeów, której na pewno nie przegapię.



Podobno w czasie deszczu dzieci się nudzą. Mam nadzieję, że Wy się nie nudzicie, niezależnie od pogody ;) I że bywacie czasem w takich miejscach jak kino, teatr czy muzeum. Które z nich wybieracie najczęściej i dlaczego?
Podobno wyjÄ…tek potwierdza regułę. Nie wnikam, ile w tym prawdy, jednak faktem jest, że od kilku  moich osobistych reguÅ‚ czÄ™sto znajdujÄ… siÄ™ wyjÄ…tki. DziÅ› skupiÄ™ siÄ™ na pokazaniu Wam czterech zwiÄ…zanych z blogo- i vlogosferÄ….



Reguła 1:
Nie oglądam vlogów kosmetyczno-lifestylowych.

Nie potrafię zrozumieć tego boomu na vlogi kosmetyczne i lifestylowe. Drażnią mnie vlogerki, które piskliwym głosem pozdrawiają swoich fanów. Mówi taka normalnie, a tu nagle z jej gardła wydobywa się cieniutkie, ociekające fałszywą wazelinką: "heeeeeeej" albo "baaaaaaaj". Drażnią mnie vlogerki z koszmarną dykcją, kluskami w gardle, odwiecznym, przyklejonym do twarzy "dziubkiem". Drażnią mnie też te, które na siłę chcą pokazać w filmiku coś, czego za cholerę nie widać, bo filmik kręcą kamerą w smartphonie, a oczekują jakości jak w hollywoodzkich produkcjach. I chyba w ogóle bardziej lubię czytać niż słuchać/oglądać.
Dlatego po prostu nie oglądam vlogów kosmetycznych i lifestylowych.
Wyjątek stanowi RockGlamPrincess. Uwielbiam Laurę, a filmiki nagrywane z Marzenką czy Jackiem to już w ogóle mistrzostwo świata. Laura jest szczerza i naturalna w tym słodkim, uroczym sposobie bycia. Jeszcze nie zdarzyło się, by jej filmik mnie znudził. RockGlamPrincess przekazuje przez ekran tyle pozytywnej energii, że od razu poprawia mi się nastrój. To lubię!




Reguła 2:
Nie czytam blogów lifestylowych.

Nie mam potrzeby czytania, co na temat aborcji myśli jakiś tam X, którego nigdy nie poznam. Guzik mnie obchodzi, jakich argumentów przeciwko szczepieniu dzieci używa Y. Jeśli potrzebuję opinii na dany temat, to szukam. Nie wdaję się w internetowe dyskusje na społeczne tematy. Zresztą zauważyłam, że jeśli jakiś temat jest na topie, wałkuje go 80% blogów. Jaki jest więc sens czytania w kółko tego samego? Chyba jedynie taki, że wzbogacam swoje słownictwo o nowe zasoby synonimów.
Dlatego na blogi lifestylowe zaglądam sporadycznie. Nie czytam ich regularnie, nawet jeśli kiedyś zdarzyło mi się na którymś znaleźć fantastyczny tekst.
Wyjątkiem jest StayFly. I to nie tylko dlatego, że Janek mieszka w moim ukochanym mieście. Zaglądam do niego zawsze, gdy pojawia się nowa notka, bo rewelacyjnie wybiera tematy i po prostu genialnie je realizuje. Zwraca uwagę na sprawy, które inni pomijają, a na wałkowane przez wszystkich tematy rzuca zupełnie nowe światło. Potrafi bez nadętej wzniosłości opisać rzeczy ważne i trudne, ale też z humorem na poziomie wytknąć absurdy naszej rzeczywistości. Czytając teksty Janka czasem można się wzruszyć, czasem można się pośmiać. Czasem można się z nim nie zgodzić, czasem można pomyśleć: "on ma rację!". Jedno jest pewne - blog StayFly zdecydowanie warto znać!





Reguła 3:
Nie zaglądam na blogi podróżnicze.

Jako osoba panicznie bojąca się latania, jestem w stanie znieść najwyżej 2-3 godzinny lot (chyba że do bagażu podręcznego spakuję anestezjologa z zapasem narkozy), więc moje wakacyjne destynacje nie mogą być za bardzo oddalone od Polski. Co mi więc przyjdzie z czytania o tym, jak pięknie jest w Australii, oglądania zdjęć z rajskiej Malezji czy dowiadywania się, jak tanio zorganizować sobie wyjazd do Tajlandii, skoro to tylko "robienie sobie smaka".
Wyjątkiem w tym przypadku jest znaleziony przeze mnie niedawno blog Odkrywając Amerykę. Kashienka w ciekawy sposób opisuje, jak żyje jej się za "wielką wodą". Zwraca uwagę na ważne, interesujące wiele osób kwestie (jak wizy), opisuje trudności, z których większość pewnie nie zdaje sobie sprawy (jak jeżdżenie samochodem po wielkich amerykańskich miastach), a także wytyka Amerykanom różnego rodzaju absurdy (jak marnowanie papieru na grube katalogi dostarczane pocztą). Blog Kashienki na pewno stanowi kompendium wiedzy dla tych, którzy wybierają się do USA, jednak z przyjemnością poczytają go nawet takie "nieloty" jak ja.
Swoją drogą przez intensywne czytanie bloga Odkrywając Amerykę i nałogowe oglądanie Dextera przyśniło mi się ostatnio, że obudziłam się w USA i nie wiedziałam, jak tam trafiłam. Na początku bardzo się ucieszyłam, a potem pojawiła się panika: "jak ja wrócę do domu?! przecież ja nie latam tak daleko!". Także na bloga Kashienki wchodzicie na własne ryzyko ;)





Reguła 4:
Nie czytam o kosmetykach DIY.


Nie lubię i nie potrafię sama robić kosmetyków. Kręcenie mnie nie kręci. Dlatego też nie czytam przepisów na domowe kosmetyki. Wyjątek stanowi blog Mineralny Świat Kasi. Scarlet ma genialne, bardzo kreatywne pomysły. I mimo że nie mam zamiaru odtwarzać ich we własnej kuchni czy łazience, z przyjemnością sprawdzam nowe notki i podziwiam pomysłowość Scarlet. Do najciekawszych wpisów należą domowe przepisy a'la znane kosmetyki (balsam do ust EOS w wersji DIY, szampon aloesowy a'la Equilibra, peeling do ust a'la PAT&RUB, itd).



Znacie RockGlamPrincess, Stay Fly, OdkrywajÄ…c AmerykÄ™ lub Mineralny Åšwiat Kasi?
Może polecicie mi jakieś vlogi/blogi, które będę mogła dodać do listy wyjątków?
Staram się dbać o moje włosy. Jeśli tylko mogę, poświęcam czas na aplikację maski czy oleju, powolne suszenie, spinanie do snu i delikatne rozczesywanie. Wiem, że warto, bo włosy odwdzięczają się nienagannym wyglądem.
ZdarzajÄ… mi siÄ™ jednak sytuacje wyjÄ…tkowe, kiedy bardzo siÄ™ spieszÄ™ i na umycie, wysuszenie i uÅ‚ożenie wÅ‚osów pozostaje kilka minut. Każda sekunda jest ważna. RozwiÄ…zaniem jest kosmetyk 2w1 - szampon z odżywkÄ…. Ostatnio siÄ™gam po Timotei z różą jerychoÅ„skÄ… 2w1 Jedwabista MiÄ™kkość. PolubiÅ‚ go nawet mój chÅ‚opak, który do tej pory byÅ‚ wierny Pantene. 



Szampon ma przyjemny, słodkawy zapach i gęstą, kremową konsystencję z błyszczącymi drobinkami, które na szczęście nie osiadają na włosach i pozwalają się bez problemu wypłukać. Mocno się pieni, co pozytywnie przekłada się na jego wydajność.
Kosztuje około 8zł i znajdziecie go w większości drogerii (o ile mnie pamięć nie myli, chyba widziałam go też w Biedronce), także na dostępność nie można narzekać.



Za co go lubiÄ™?
Pozwala mi na błyskawiczne umycie włosów bez większych wyrzutów sumienia z powodu pominięcia odżywki. Sprawia, że włosy są oczyszczone, ale też ładnie błyszczą, dobrze się rozczesują i są miękkie w dotyku - zupełnie jak po użyciu całkiem przyzwoitej odżywki. Oczywiście nie można wymagać, że zadziała na włosy jakoś super odżywczo i sprawi, że cudownie się zregenerują albo że bardzo suche włosy staną się po nim zdrowe i wygładzone jak w reklamach - to nie bogata maska, tylko odżywczy szampon, więc nie wymagajmy niemożliwego. Co dla mnie ważne, mimo zawartości składników odżywczych, nie obciąża włosów.
Oczywiście nie polecam opierać pielęgnacji wyłącznie na takim szamponie 2w1, chyba że Wasze włosy są w nienagannej kondycji. Dla mnie Timotei 2w1 Jedwabista Miękkość to rewelacyjna deska ratunkowa w tych sytuacjach, w których totalnie brak mi czasu, a suchy szampon jest niewystarczający.




Znacie szampony 2w1 Timotei? Z tego co zauważyłam, na rynku są chyba jeszcze dwie inne wersje: Czystość i Świeżość oraz Intensywna Pielęgnacja.
Jakie są Wasze sposoby na błyskawiczne doprowadzenie włosów do porządku, gdy suchy szampon już nie daje rady?
Pierwszy dzień kalendarzowej wiosny to chyba najlepszy moment, by opowiedzieć Wam o niedostępnym w Polsce wosku Green Grass, który trafił do mnie dzięki KiA Candles. Dziękuję! :)



Green Grass to zapach niestety niedostępny w Polsce. Zaklasyfikowany do kategorii "Fresh". Według producenta jest to aromat ciepłych, letnich dni, imitujący woń świeżo ściętej, soczystej trawy.



Należę do osób, które wprost kochają towarzyszący koszeniu zapach świeżo ściętej trawy, dlatego sądziłam, że ten wosk bardzo przypadnie mi do gustu. I nie pomyliłam się, choć nie jest to tak realistyczny zapach, jakbym się tego spodziewała. Green Grass rzeczywiście ma w sobie zielony, "trawowy" aromat, ale wyczuwam go jedynie w tle. Pierwsze skrzypce w tej kompozycji gra świeży, kwiatowo-perfumowany akord. Całość daje bardzo lekkie, wiosenne wrażenie.
Zapach Green Grass - mimo że lekki i świeży - zaskakuje intensywnością. Bardzo dobrze rozchodzi się po pomieszczeniu, wypełniając całe mieszkanie wiosennym aromatem. Jedna trzecia wosku wystarcza na dwa - trzy odpalenia.



Dostępność: w Polsce wosk nie jest dostępny
Pora roku: wiosna
Pora dnia: poranek, południe
Przy gościach: tak
Intensywność:






Bardzo się cieszę, że dzięki KiA Candles miałam możliwość poznać Green Grass. To zapach idealny na pierwsze wiosenne dni. Żałuję, że nie jest dostępny w Polsce - chętnie gościłabym go na moim kominku każdej wiosny :)
Jaki zapach towarzyszy Wam wiosnÄ…?




Marcowe pudełko ShinyBox od początku wzbudzało wiele emocji - na początku gorączkowe oczekiwanie, ciekawość, a gdy zawartość była już znana... rozczarowanie. Dlaczego? Zobaczcie zawartość i sami oceńcie, czy marcowe pudełko warte jest uwagi.



MOKOSH - Glinka Biała Kaolin
Uwielbiam glinki! Miałam kiedyś białą z Organique i świetnie się u mnie sprawdzała - działała kojąco i łagodząco na skórę. Mam nadzieję, że ta sprawdzi się równie dobrze.

DELAWELL - Czysty olej awokado 100%
Kolejny świetny, ciekawy, organiczny kosmetyk. Posłuży mi do aplikacji bezpośrednio na skórę, będę dodawać go również do maseczki glinkowej Mokosh.

ETRE BELLE - Wodoodporna kredka do oczu
Dobra czarna kredka zawsze się przydaje. Ta ma wyjątkowo przyjemną formułę - jest miękka, ale jednocześnie trwała i zostawia na powiece głęboki, czarny kolor. Polubiłam ją od pierwszej aplikacji.

GOLDWELL - Krem do stylizacji włosów Superego Structure Styling Cream
To jedyny kosmetyk z tego pudełka, który na pewno się u mnie nie sprawdzi. Nie używam tego typu produktów, więc tę miniaturkę pewnie podaruję komuś znajomemu.

ŚWIT PHARMA - Exclusive Cosmetics Skarpetki SPA dla stóp
Wow! Uwielbiam proste kosmetyki w ciekawych, oryginalnych formach, a ten właśnie taki jest. Mam tylko nadzieję, że okaże się skuteczny. Dziś wypróbuję skarpety - po całym dniu na obcasach moim stopom należy się SPA :)


DOVE - Kostka myjÄ…ca
Uwielbiam kostki Dove - stosuję je nawet do mycia twarzy. Są łagodne, pięknie pachną i nie wysuszają skóry jak zwykłe mydło.



Moim zdaniem nie ma szału, ale też nie ma większego powodu do narzekania. Kosmetyki są naprawdę niezłe, tylko jeden nie przypadł mi do gustu, więc jest dobrze. Zobaczymy, jak zawartość marcowego ShinyBox'a sprawdzi się w praktyce.
Co sądzicie o pudełku Girl on fire by ShinyBox?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...