Październik to miesiÄ…c różowej wstążki, a najbardziej różowym zapachem YC jest niewÄ…tpliwie Pink Sands. Rok temu w październiku dochód ze sprzedaży Å›wiec o tym zapachu byÅ‚ przeznaczony na walkÄ™ z rakiem piersi. Nie wiem niestety, jak sprawa wyglÄ…da w tym roku, ale i tak uważam, że warto siÄ™ zainteresować Różowymi Piaskami, bo to po prostu kultowy zapach. 



Pink Sands należy do rześkiej linii zapachowej i kryje w sobie aromaty egzotycznych kwiatów, cytrusów i wanilii. Woń tej pastelowo różowej tarty ma przenosić nas na rajską plażę, gdzie różowe wydmy porasta cytrusowo-kwiatowy gaj, gdzie różowy piasek styka się z cudownie błękitną wodą. Aby to marzenie stało się rzeczywistością, wystarczy tylko położyć na kominku Pink Sands.



Długo nie mogłam sprawić sobie tego wosku - gdy robiłam zamówienie, był wiecznie wyprzedany. Z pomocą przyszła mi kochana Dagmara, która przesłała mi całą różową tartę aż ze Szkocji :)
Gdy pierwszy raz poniuchałam Pink Sands, nie byłam w stanie rozróżnić poszczególnych nut zapachowych. Wyczuwałam w nim coś słodkiego, pudrowego, ale bliżej nieokreślonego. Ani to kwiaty, ani owoce, ani słodkości. Dopiero gdy zapoznałam się z opisem na stronie YC, olśniło mnie, że to rzeczywiście połączenie egzotycznych kwiatów, słodkiej wanilii, przełamane odrobiną cierpkich cytrusów, ale kompozycja jest tak idealnie dobrana, że żaden z elementów nie przebija się ponad inne. Kwiatowo-cytrusowo-waniliowe trio tworzy po prostu całość - delikatną, pudrową, niesamowicie przyjemną.



Dostępność: stacjonarnie lub online (np. w Goodies)
Pora roku: uniwersalny
Pora dnia: uniwersalny
Przy gościach: tak, moim zdaniem to idealny zapach na wizytę gości
Intensywność:





Odkąd poznałam Pink Sands, zupełnie nie dziwię się, że ten wosk był wiecznie wyprzedany. Nie jest to zapach charakterystyczny, rzucający na kolana, ale wprost idealnie uniwersalny i nienachalny. Chętnie sprawiłabym go sobie w formie dużej świecy, by zapalać ją zawsze wtedy, gdy potrzebuję takiego dyskretnego zapachowego towarzystwa lub gdy przychodzą do mnie goście.
Znacie Pink Sands? 


Właśnie dojechało do mnie październikowe pudełko ShinyBox. W tym miesiącu - tak samo jak i rok temu - hasłem przewodnim jest Think Pink. To oczywiste nawiązanie do różowej wstążki - symbolu walki z rakiem piersi, a październik to właśnie miesiąc walki z tym najczęściej występującym u kobiet nowotworem. Świetnie, że ShinyBox wspiera tę inicjatywę. Czy zawartość październikowego pudełka też będzie na plus? W każdym pudełku znalazło się aż 7 produktów, z czego 3 pełnowymiarowe i 3 kosmetyki kolorowe. Brzmi nieźle...



CLARENA - Kawiorowy krem do biustu z efektem Push-Up
Ten kosmetyk idealnie trafia w zamysł październikowego pudełka - smarując biust kremem możemy przy okazji wykonać samobadanie piersi. Mam nadzieję, że choć ten krem to miniaturka, wielu kobietom taki zabieg pielęgnacyjno-kontrolny wejdzie w nawyk.




SUMITA - Kredka do oczu
Przypadł mi klasyczny czarny kolor. Choć po kredkę do oczu sięgam raz na ruski rok, tę sobie zostawię. Jest mała (to miniaturka), więc zawsze znajdzie się dla niej miejsce w kosmetyczce i może uda mi się ją zużyć przed upływem terminu ważności. Poza tym ma przyjemną konsystencję i wydaje się być naprawdę trwała.




L'OCCITANE - Szampon i odżywka do włosów cytryna i werbena
Miałam już kiedyś żel pod prysznic i balsam z cytrynowo-werbenowej serii i niestety nie polubiłam tego duetu. Waham się, czy wypróbuję szampon i odżywkę... Kuruję teraz moje włosy i wolałabym nie robić na nich eksperymentów.




DIADEM - Róż rozświetlający do policzków nr 08
Trafił mi się bardzo ładny, jesienny kolor - ciepły brąz z połyskującymi drobinkami. Nie jestem jednak przekonana, czy kosmetyk przypadnie mi do gustu. Po pierwszych swatchach odniosłam wrażenie, że róż jest dość suchy, a przez to trudno nabiera się go na palce czy pędzel, poza tym nie zachwyca pigmentacją. Może jestem czepialska, ale nie podoba mi się też jego zapach - róż pachnie identycznie jak perfumy mojej babci, a ja wolę zdecydowanie inne kompozycje zapachowe.




WIBO - Tusz do rzęs Queen Size
Marka Wibo - delikatnie mówiąc - do ekskluzywnych nie należy, ale i tak cieszę się z tej maskary, bo mój poprzedni tusz właśnie zakończył swój żywot. Trochę obawiam się, że Wibo poskleja moje rzęsy, ale dam mu szansę. Jeśli u mnie się nie spisze, to na 100% moja mama będzie z niego zadowolona - zawsze tak jest, że te maskary, które mi nie odpowiadają, stają się ulubieńcami mojej mamy, a te, które u mamy dają słaby efekt, dla mnie są idealne ;)




DELIA - LiftingujÄ…cy roll-on pod oczy +3D HYALURON Fusion
Da mnie kosmetyk na plus, ogólnie raczej na minus. Krem pod oczy znalazł się we wrześniowym pudełku, więc większość pewnie jeszcze nie zdążyła zużyć tamtego kosmetyku, a tu już przybywa kolejny. Ja osobiście bardzo się z tego roll-onu cieszę, bo we wrześniu odpuściłam sobie ShinyBox'a, a mój krem pod oczy właśnie się skończył, więc z chęcią wypróbuję ten z Delii. Co prawda według producenta jest to kosmetyk dla przedziału wiekowego 40+, ale nie ma to dla mnie większego znaczenia.




Ogólnie mówiąc pudełko nie zachwyca. Ucieszyły mnie jedynie dwa kosmetyki - maskara Wibo i roll-on pod oczy Delia, bo te dwa akurat są mi potrzebne. Krem do biustu Clarena i kredka do oczu Sumita są ok, ale bez szału. Natomiast kosmetyki L'Occitane i róż Diadem raczej nie znajdą u mnie zastosowania. Mam nadzieję, że zawartość listopadowego ShinyBox'a lepiej trafi w mój gust i potrzeby.

Listopadowy ShinyBox Miss Autumn jest już w sprzedaży - TUTAJ. Kupujecie czy raczej nie?

http://shinybox.pl/shinyclub/index/id/134

Sezon na dynię trwa, więc trzeba go wykorzystać. Dla mnie ulubioną formą jadania tego wielkiego pomarańczowego warzywa jest zupa dyniowa. Przepisów na to proste danie znajdziecie mnóstwo, ale u mnie od paru lat króluje tylko jeden, którym chcę się dziś z Wami podzielić i zachęcić do wypróbowania - nie będziecie żałować!



Składniki (3-4 porcje):
- 0,5 kg dyni (zważonej po obraniu!)
- 1 łyżka masła klarowanego
- 1,5 łyżeczki startego imbiru świeżego
- 1/3 - 1/2 szklanki soku z pomarańczy (najlepiej świeżo wyciśniętego)
- bulion (ewentualnie woda) ok. 0,5l
- opcjonalnie śmietana lub jogurt grecki
- pÅ‚atki migdaÅ‚owe lub Å‚uskane pestki z dyni 
- sól, pieprz


Dynię myję, rozkrawam, usuwam pestki i obieram (chyba, że jest to dynia hokkaido - tej nie trzeba obierać ze skórki). Kroję w kostkę. W garnku topię masło i podsmażam na nim imbir przez około pół minuty. Wrzucam pokrojoną dynię, lekko ją solę i dalej podsmażam przez około 2-3 minuty. Następnie dolewam sok pomarańczowy i bulion w takiej ilości, by przykryć dynię. Zakrywam garnek pokrywką i gotuję na niewielkim ogniu przez pół godziny. Jeśli płyn za bardzo odparuje, dolewam odrobinę bulionu. Gdy dynia jest wystarczająco miękka, miksuję całość blenderem na gładką masę. Po skosztowaniu doprawiam pieprzem i ewentualnie jeszcze solą. Zupę podaję z kleksem śmietany lub jogurtu naturalnego i z prażonymi na suchej patelni płatkami migdałów lub pestkami dyni.
Pyszota!



Zupa dyniowa to naprawdę genialne danie - banalnie proste i szybkie w przygotowaniu, niedrogie (dziś za dwie dynie hokkaido zapłaciłam 1,40zł), a przy tym smaczne, pożywne, rozgrzewające i zdrowe. Nic, tylko jeść :)
Lubicie zupę dyniową? Może macie jakiś sprawdzony przepis?


Pokolenie naszych rodziców weseliło się po ślubie bez mrugnięcia okiem. Przyjęte było, że po ceremonii w kościele i/lub urzędzie impreza aż do rana jest obowiązkiem. No i po co im to było?



W dzisiejszych czasach coraz więcej par decyduje się na skromniejsze wesele lub też w ogóle nie chce takiego przyjęcia organizować. Popularną opcją jest obiad dla najbliższych po ślubie. Jest to sensowne z finansowego punktu widzenia - impreza do białego rana to ogromne koszty wynajmu sali, opłacenia jedzenia, alkoholu, dekoracji, itd, itp, a obiad w restauracji dla kilkunastu/kilkudziesięciu osób z pewnością wyjdzie taniej.
Niektórzy chcą po prostu uniknąć weselnego kiczu: sukni ślubnej a'la beza, wulgarnych oczepinowych zabaw, pijanego wujka śpiącego z nosem w sałatce czy tańca do muzyki biesiadnej. I nie ma się co dziwić - nie każdy preferuje takie formy rozrywki.



Ja jednak nie zrezygnuję z wesela. Nie będzie to bal na 300 osób, a jedynie miła, kameralna impreza dla najbliższych, ale całonocna i z poprawinami.
Powodów jest kilka:




Sami nadajemy znaczenie temu, co dzieje się w naszym życiu
Wyobraźcie sobie Boże Narodzenie bez choinki, dekoracji, zapachu pierniczków i przede wszystkim bez spotkań z rodziną. I co mamy? Datę w kalendarzu i parę dni wolnego od pracy. Zatracamy wrażenie, że to wyjątkowy, magiczny czas w roku, na który każdy z nas czeka, i zaczynamy traktować te dni jak zwykłe wolne, kiedy chodzimy w dresie po domu i oglądamy zaległe odcinki Na Wspólnej.
Tak samo jest ze ślubem. Możemy po prostu iść do kościoła czy urzędu, podpisać jakiś papierek i gotowe - jesteśmy małżeństwem bez szumu i rozgłosu. Ale moim zdaniem wtedy taki ślub dla nas samych gdzieś tam głęboko w naszej psychice traci na znaczeniu, na magii.


Jedyna szansa, by poczuć się księżniczką
Większość kobiet nie korzysta na co dzień z usług makijażystki, fryzjerki, manicurzystki, nie ubiera się w eleganckie stroje i nie czuje się jak księżniczka. No chyba, że jest się Kate Middleton czy Wiktorią Bernadotte. Ślub i wesele daje możliwość, by jak Kopciuszek idący na bal, przemienić się w olśniewającą piękność, na której skupi się cała uwaga. Nie uwierzę, jeśli powiecie, że ani razu w całym swoim życiu nie marzyłyście, by być księżniczką. Ja marzyłam i mam nadzieję, że podczas ślubu i wesela będę mogła tak się poczuć - olśnić rodzinę i przyjaciół, a świeżo upieczonemu mężowi pokazać się w takim wydaniu, by na wszystkie lata naszego małżeństwa zapamiętał ten zachwyt na mój widok.



Radość w gronie najbliższych
Wesele - jak sama nazwa wskazuje - to weselenie się, radość z powodu zawarcia związku małżeńskiego. Chcę dzielić tę radość z gronem najbliższych mi osób. Chcę też, by oderwali się od swoich codziennych spraw, potańczyli, pożartowali. W mojej rodzinie nie ma dużo ślubów, więc najbliższym należy się porządna impreza raz na parę lat. Zwykły obiad organizujemy na święta czy na urodziny, a więc kilka razy do roku, a taka okazja jak ślub zasługuje na bardziej huczną oprawę.
Poza tym zamawiając menu weselne, kupując alkohol poczuję się tak, jakbym gościła bliskich u siebie w domu, jakbym to ja była gospodynią. A gdy ktoś mnie odwiedza, zawsze chcę podać coś smacznego, porządnie gości napoić i nakarmić, by nie wyszli ode mnie głodni, a także zabawić, by się nie nudzili i miło wspominali świętowanie ze mną.



Wspólne dążenie do celu
Nie wyobrażam sobie, by mój narzeczony nie brał udziału w przygotowaniach do ślubu i wesela, by dał mi "wolną rękę" (czyt. zwalił wszystko na moją głowę). W końcu to on mi się oświadczył (a tym samym zaproponował ślub), więc chyba chce tego przynajmniej tak samo mocno jak ja. I choć jestem dopiero na początku dłuuuugiej drogi do ołtarza, widzę, jak bardzo zbliżają nas takie rzeczy jak wybór sali weselnej, wspólne oglądanie ślubnych filmików na Youtube, wyszukiwanie ślubno-weselnych inspiracji, rozmowy o papeterii i oprawie florystycznej. Oboje angażujemy się w to równie mocno i cieszymy się tym, gdy osiągamy kompromis w jakiejś kwestii. Mam nadzieję, że dzięki temu nasz ślub i wesele będzie dla nas cudownym wydarzeniem, takim jak oboje sobie wymarzyliśmy.



Rozumiem, że wielu z Was nie chce tracić pieniędzy na wesele i uważa taką imprezę po prostu za zbędną w ich wspólnym życiu. Ja mam jednak inne zdanie na ten temat - chcę mieć tradycyjne wesele, ale takie z klasą i wyłącznie w gronie najbliższych mi osób.
A Wy po której stronie barykady stoicie - jesteście za weselem czy raczej przeciwko? A może swoje własne wesele macie już za sobą i możecie wypowiedzieć się, czy było warto, czy też z perspektywy czasu żałujecie wydanych na tę imprezę pieniędzy?
Jesień według Orly Colorblast jest szalona i kolorowa, ale ma też elegancką i stonowaną stronę. Tegoroczna kolekcja jesienna DTLA inspirowana jest główną dzielnicą biznesową Miasta Aniołów - Downtown Los Angeles. Zawiera sześć lakierów, z czego pięć to kremowe kolory, a jeden to brokatowy top. Dostępny jest również zestaw dwóch lakierów "duo kit".




Na dziÅ› przygotowaÅ‚am dla Was swatche najbardziej wystrzaÅ‚owego koloru tej kolekcji - LA Live. Ta obłędna fuksja ma przywodzić na myÅ›l gigantyczne centrum rozrywki w dzielnicy Downtown Los Angeles, zwane wÅ‚aÅ›nie LA Live. Znajduje siÄ™ tam 6 scen, 14 sal kinowych, Muzeum Grammy i 20 lokali gastronomicznych. W LA Live odbywajÄ… siÄ™ ceremonie rozdania nagród GRAMMY, EMMY, American Music Awards, ESPY, a także Å›wiatowe premiery kinowe. 



LA Live to bardzo intensywna, żywa fuksja o kremowym wykoÅ„czeniu. Do peÅ‚nego krycia i głębi koloru potrzebuje dwóch warstw. Gdy wyschnie, intensywny bÅ‚ysk mokrego lakieru Å‚agodnieje na rzecz pół-matowego, jakby satynowego wykoÅ„czenia, jakie możecie obserwować na zdjÄ™ciach (sfotografowaÅ‚am manicure bez lakieru nawierzchniowego). 




Jeśli wpadła Wam w oko ta szalona fuksja, zajrzyjcie na stronę colorblast.pl, gdzie kupicie LA Live za 29,90zł lub za 52zł w duecie z atramentowym lakierem Urban Style (którego swatche pokażę Wam już niebawem).

Sięgacie jesienią po takie intensywne, żywe kolory, czy stawiacie raczej na coś spokojniejszego?





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...