Najbliższe dwie notki poświęcę na recenzje limitkowanych kosmetyków Isana. Ja wiem, że już wszystko na ten temat zostało napisane i pewnie każda z Was czytała dziesiątki recenzji peelingu i masła, jednak ja mam ochotę podzielić się z Wami moimi wrażeniami na temat tych kosmetyków- tym bardziej dlatego, że moje zdanie o nich raczej nie pokrywa się z opinią wielu blogerek.
Na pierwszy ogień idzie Body Butter Walnussmilch - Masło do ciała Orzech włoski i mleko.


Opakowanie: Tradycyjny dość płaski plastikowy słoiczek z zakrętką- praktyczny, łatwo z niego wydobyć kosmetyk, od razu widać, ile jest zużyte, a ile jeszcze zostało. W środku zabezpieczony folią, także mamy pewność, że nikt przed nami tam palucha nie wtykał.

Użytkowanie i efekty: Masło ma całkiem przyjemny, mleczno- orzechowy zapach. Na skórze utrzymuje się parę godzin.
W konsystencji jest bardzo gęste, typowo maślane. Na skórze rozprowadza się średnio- trzeba nałożyć go dość sporo, by móc bez problemu go rozsmarować. A nakładanie go w dużej ilości wiąże się ze średnią wydajnością.
Problemem w moim przypadku było również wchłanianie się masła. Potrzebowałam sporo czasu, by tłusta warstwa zniknęła z mojej skóry. Nawet kiedy wydawało mi się, że całe masło już się wchłonęło, okazywało się, że moja skóra nadal pozostaje nieprzyjemnie lepka. Kiedy smarowałam się masłem rano po prysznicu, a popołudniu zakładałam jakieś bardziej dopasowane niż piżama ubranie, czułam, że wszystko się do mnie przykleja- zwłaszcza spodnie na wysokości ud. Potwornie mnie to wkurzało.
Co do nawilżenia... Określiłabym go jako średnie ze wskazaniem na słabe. Masło raczej intensywnie natłuszczało skórę, ale po spłukaniu pod prysznicem tej tłustej warstwy skóra nadal była sucha.

Skład: Całkiem przyzwoity- wydawałoby się, że działanie powinno być w takim razie całkiem niezłe. A tu proszę, jak pozory mylą ;)
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Cocos Nucifera Oil, Stearic Acid,Glycine Soya Oil, Hydrogenated Castor Oilm Cera ALba, Junglas Regia Seed Oil, Sodium Cetearyl Sulfate, Dimethicone, Phenoxyethanol, Parfum, Xanthan Gum, Lactis Proteinum, Ethylhexylglycerin, Tetrastodium Imnodisuccinate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Hexyl Cinnamal, Lecithin, Tocopherol, Limonene, Glyceryl Stearate, Ascorbyl Palmitate, Methylisothiazoline, Glyceryl Oleate, Disodium Phosphate, Sodium Hydroxide, Potassium Phosphate, Kinalool, Citric Acid, Buthylphenyl, Methylpropional, Citral, Coumarin

Dostępność: drogerie Rossman (była to edycja limitowana, prawdopodobnie już niedostępna)
Cena: 4,50zł za 200ml


Ocena: 2/6 (Bardzo się zawiodłam. Czytając ochy i achy niektórych blogerek i wizażanek miałam nadzieję na cud za grosze- masło jednak okazało się przereklamowanym bublem. Źle się rozprowadza, beznadziejnie wchłania, słabo nawilża. Plus jedynie za niezły zapach, niską cenę i przyzwoity skład).


Tworząc tą notkę uświadomiłam sobie, że przez moją wrodzoną sklerozę nie zrobiłam ani jednego "notkowego" zdjęcia tego bubla. Może dlatego, że miałam dwa opakowania masła i chciałam sfotografować dopiero to drugie. Jednak kiedy zobaczyłam, że to kosmetyk nie dla mnie, wymęczyłam jedno opakowanie, a drugie oddałam mojej cioci.
Brak fot jednak nie powstrzymał mnie od zjechania w notce tego osławionego maseła. Zdjęcie "denkowe" na początku notki musi Wam wystarczyć.

W ramach rekompensaty pokażę Wam tajemniczą zapowiedź czegoś, co czeka Was już w najbliższych dniach. Oczywiście nie mogę pokazać za dużo, bo ma być niespodzianka ;) Trochę cierpliwości, a nie pożałujecie ;)

Po pierwsze - środkowe zdjęcie zostało trochę zmienione, żeby nie było takiej oczywistej oczywistości.
Po drugie- wzorek z kwiatuszkami i rybką to nie tylko ładny dodatek do fotki, ale też opakowanie pewnej rzeczy. Jakiej? Tajemnica :P

Poza tym chciałam Was bardzo serdecznie zaprosić na rozdanie, które zorganizowała Tanika. Do wygrania między innymi takie cudowności jak lakier Orly! Klikajcie w obrazek poniżej, a przeniesie Was na bloga Taniki, gdzie będziecie mogli się zgłosić do rozdania.

Witam Was cieplutko!
U mnie z czasem krucho- mam już wyznaczony termin obrony, a moja praca dyplomowa dalej nie jest gotowa. Dlatego spinam mocno poślady i szrajben szrajben.

Dziś pokażę Wam kosmetyk, który dostałam od Pani Dominiki Smoter w ramach mojej współpracy z firmą Aroma Derm. Wcześniej jakoś tak średnio go doceniałam. Swoją magiczną moc objawił mi dopiero podczas majówki, na którą wzięłam tylko jego oraz pomadkę Essence. Pomadka koszmarnie wysuszyła mi usta. A dodatkowo był upał, więc możecie sobie wyobrazić, jak wyglądały wtedy moje wargi. Na szczęście w zanadrzu miałam jeszcze kosmetycznego Supermana - Lip Balm z serii Rose Garden od Styx Naturcosmetic.


Opakowanie: Ten balsam do ust jest troszkę jak księżniczka Fiona czy Roszpunka - niełatwo się do niego dostać. Opakowanie jest naprawdę piękne. Metalowa mała puszeczka zapewnia solidność i pewność, że kosmetyk nie otworzy się nam w torebce. Na tym koniec plusów- kiedy mamy dłonie posmarowane jakimś kremem albo pomoczone wodą, możemy zapomnieć o otwieraniu tego balsamu. Potwornie trzeba się z nim namęczyć. Jak widzicie na zdjęciu- nie jest to puszeczka zakręcana ani otwierana przy pomocy jakiegoś magicznego guziczka- trzeba po prostu delikatnie paluchem podważyć jeden z tych metalowych ząbków i ciągnąć, aż raczy się otworzyć. No cóż... Skarby zawsze były dobrze ukryte, więc to nie nowość ;)
Na pocieszenie powiem, że opakowanie jest dość płaskie, dzięki czemu podczas wydobywania balsamu nie nawłazi nam nic za paznokieć ;) Wiem, że nie każdy lubi taką słoiczkową formę mazideł do ust- ja jednak nic do tego nie mam, więc nie uznaję tego za minus.

EDIT: Za radą Taniki (merci Kochana! :*) odgięłam trochę każdy z tych metalowych ząbków na pokrywce. Wystarczyło użyć własnych paluchów ;) Teraz opakowanie otwiera się o niebo lepiej!

Użytkowanie: Balsam w temperaturze pokojowej ma formę gęstego, żółtego masełka. Kiedy potrzemy go palcem, zmienia konsystencję na półpłynną, oleistą. Zachowuje się mniej więcej tak jak olej kokosowy (to pewnie zasługa oleju kokosowego na dość wysokim miejscu w składzie). Pachnie cudownie- różami, jak sama jego nazwa wskazuje. Nie jest to jednak chemiczny, różany zapach, tylko bardzo naturalny, przypominający mi trochę konfiturę z płatków róży.

Efekty: Półpłynna forma balsamu sprawia, że rozprowadzony na ustach dosłownie w mgnieniu oka rozprawia się ze wszystkimi suchymi skórkami. Usta od razu nabierają zdrowego wyglądu. To był dla mnie wielki plus- podczas majówki moje usta wyglądały strasznie, a wiadomo, że podczas całodziennego zwiedzania chciałam czuć się komfortowo. Dlatego pod tym względem Rose Garden Lip Balm sprawdził się znakomicie.
Efekt nawilżenia nie utrzymuje się zbyt długo- balsam szybko się wchłania, a poza tym łatwo go zlizać. Po jednej aplikacji nie ma co liczyć na taki efekt, jaki daje na przykład tłusty i gęsty Carmex. Jednak przy regularnym stosowaniu przez kilka dni usta stają się gładkie, miękkie i naprawdę intensywnie nawilżone.
Balsam nałożony na usta nie daje uczucia lepkości (co bardzo docenia mój chłopak, który wiecznie narzeka, kiedy używam balsamu do ust czy błyszczyka. Rose Garden Lip Balm jednak bardzo mu się spodobał :P).
Na ustach jest bezbarwny, daje jedynie delikatny połysk (efekt mokrych warg), nie ma żadnego smaku.
Kosmetyk jest baaaaardzo wydajny- ja stosuję go już od dłuższego czasu (będą już chyba ze dwa miechy...), a większego ubytku nie widać.

Skład: Poza parabenami (które jednak wydają mi się konieczne w kosmetyku nakładamym palcami) skład jest naprawdę bardzo przyjazny. Poddałam go krótkiej analizie, żeby wiedzieć, co dokładnie w nim tkwi:
- Soybean oil - olej sojowy - zawiera dużo lecytyny i witaminy E, dobrze się wchłania, często jest bazą do naturalnych kosmetyków
- Cera Alba - wosk pszczeli - ma działanie emulgujące, działa wygładzająco, natłuszczająco, tworzy ochronny film
- Coconut oil - olej kokosowy - ma działanie intensywnie natłuszczające i nawilżające, uznawany z jeden z najbogatszych olei
- Macadamia Ternifolia Seed oil - olej z orzechów makadamia - zawiera witaminę A, B, E, szybko się wchłania, widocznie poprawia wygląd i poziom nawilżenia skóry, nadaje się również dla wrażliwców
- Theobroma Cacao Butter - masło kakaowe - natłuszcza i uelastycznia skórę, wykazuje korzystne działanie w przypadku skóry bardzo suchej, podrażnionej, po poparzeniach słonecznych
- Phenoxyethanol - organiczny związek chemiczny z grupy eterów, używany jako fiksatywa do perfum
- Jojoba oil - olej jojoba - nie tłusty olej, ale płynny wosk, który w chłodzie tężeje, od stuleci stosowany w tradycyjnej medycynie indiańskiej, ma przyjemny zapach, nie jełczeje, nie jest lepki, zawiera mnóstwo witamin, nadaje skórze miękkość i elastyczność, zawiera skwalen (składnik naturalnego płaszcza lipidowego skóry), witaminę F, dodany do innego oleju przedłuża jego trwałość
- Methyl- , Ethyl- , Propylparaben
- Parfum
- Rose oil - olej różany - polecany do skóry wrażliwej, suchej, łagodzi podrażnienia, ma działania przeciwzapalne, ochronne i regenerujące, zawiera kwas linolowy i alfa-linolowy, witaminę A, witaminę C, karotenoidy, flawonoidy, garbniki, witaminy z grupy B
- Citronellol - składnik kompozycji zapachowych, imituje zapach róży
- Tocopheryl Acetate - witamina E - ma działanie antyrodnikowe, sprawia, że skóra jest elastyczna i nawilżona, działa hamująco na zapalenia, leczniczo, posiada naturalny lekki faktor ochronny, zapobiega oksydacji olejów, przez co przedłuża ich trwałość
- Geraniol - główny składnik olejku różanego, ma przyjemny zapach imitujący pelargonie
- Beta Carotene - w tym przypadku zastosowany prawdopodobnie do nadania delikatnego koloru

Dostępność: internetowy sklep Aroma Derm (www.aroma-derm.pl)
Cena: 19,37zł za 10ml

Ocena: 5+/6 (odejmuję punkty za niewygodne moim zdaniem opakowanie (po drobnej korekcie działa już o wiele lepiej) oraz za słabą jak na razie dostępność tego kosmetyku - ale cóż zrobić, kosmetyki profesjonalne w Biedronce nie goszczą... Cena jak dla mnie jest bardzo korzystna. Działanie- rewelacja. Do tego stopnia, że przestałam szukać zawieruszonego Carmexa ;P)

Ciekawostki:
  1. Podczas Kongresu LNE & spa, który Wam opisywałam w poprzedniej notce, miałam przyjemność uczestniczyć w wykładzie Hidemi Morimasy. Gość specjalny z Japonii poinformowała nas, że według tradycyjnej medycyny japońskiej kobiety powinny stosować kosmetyki pachnące różą, bo różany zapach pozytywnie wpływa na poziom kobiecych hormonów. Tak więc Rose Garden Lip Balm wskazany ;)
  2. Ostatnio odkryłam "pozawargowe" zastosowanie tego balsamu. Po całym dniu maskara się zbuntowała i zrobiła ze mnie uroczą pandę. Wodą się paskudztwo zmyć nie chciało, więc nałożyłam na palec trochę balsamu Rose Garden i przetarłam dolną powiekę. I wiecie co? Podziałało! Panda zniknęła :) Wytarłam jeszcze chusteczką i makijaż został uratowany.





Pragnę rozwiać Wasze wątpliwości- fakt otrzymania przeze mnie kosmetyku nie wpłynął na jego ocenę. Starałam się jak najdokładniej opisać Wam nie tylko plusy, ale też minusy tego kosmetyku.

Pewnie już o tym czytaliście, ale napiszę raz jeszcze- firma Aroma Derm jest generalnym dystrybutorem naturalnych kosmetyków austriackiej firmy Styx Naturcosmetic. Zaopatrują najlepsze salony kosmetyczne, ale myślą też o nas- kosmetykomaniaczkach nie-profesjonalistkach- mają dla nas w ofercie serię domową. Po więcej informacji odsyłam na ich stronę internetową: KLIK



Dziękuję Pani Dominice za przekazanie mi kosmetyku do testów.
Pozdrawiam ciepło wszystkich czytelników! :*
Witajcie kochani!
Zgodnie z obietnicą- dziś relacja z Kongresu i Targów Kosmetycznych, w których miałam przyjemność uczestniczyć. Zanim opowiem Wam, jak było, czego się dowiedziałam, itd, wyjaśnię krótko, czym w ogóle jest taka impreza i kto ją organizuje.

Głównym organizatorem Kongresu jest Les Nouvelles Esthetiques - wydawca dwumiesięcznika uznawanego za najlepszy w branży profesjonalnej kosmetyki. Czasopismo wydawane jest w 26 krajach, współpracuje z szerokim gronem międzynarodowych ekspertów z różnych dziedzin. Dwa razy w roku organizują w Krakowie Kongres połączony z targami. Posiadają również sporą wideotekę zawierającą nagrania przeróżnych technik masażu. Przy współpracy ze światowej sławy specjalistami organizują też przeróżne kursy w ramach Akademii LNE.

Międzynarodowy Kongres i Targi Kosmetyczne LNE & spa to nie byle jaka impreza- uznawany jest za największe i najważniejsze branżowe wydarzenie w Polsce. Targi są dostępne dla wszystkich, jednak aby móc uczestniczyć w Kongresie, należy mieć specjalną wejściówkę (koszt w granicach 40-130zł za dwa dni). Spośród wszystkich uczestników aż 90% to profesjonaliści w branży kosmetycznej.
Jak wygląda Kongres? Równocześnie odbywa się kilka wydarzeń, tak więc nie ma możliwości zobaczyć wszystkiego, co tam się dzieje. A mamy do wyboru:
- wykłady i panele dyskusyjne
- forum manicure i pedicure
- premierowe pokazy zabiegów i kosmetyków z różnych firm kosmetycznych
- atelier kongresowe - spotkania z wykładowcami
- minikonferencje firmowe
- targi - a to już osobna kwestia, bo na targach zawsze dużo się dzieje :)
W targach bierze udział około 100 wystawców, także jest na co popatrzeć.


Kiedy już wiecie co i jak, pokażę Wam moją mini fotorelację. Jestem bardzo zła na siebie, bo pierwszego dnia nie zrobiłam ani jednego zdjęcia z targów, by pokazać Wam, jak to wszystko wygląda. Były takie tłumy, że bałam się nawet aparatu wyciągać. A na drugi dzień Kongresu się nie wybrałam, bo... dopadło mnie przeziębienie :( Wybrałam się na Kongres w minispódnicy, w sandałach i w tiulowej bluzce- było 30 stopni na termometrze. Rano było gorąco, a wieczorem... 9 stopni. I wracając przez pół miasta do domu nietrudno było przemarznąć i przeziębić się :(

Od tego wszystko się zaczęło- wejściówkę na Kongres wygrałam w konkursie zorganizowanym przez portal Uroda.com
Moją nagrodą od poralu Uroda.com był również zestaw kosmetyków, który miałam do odebrania razem z wejściówką na Kongres. Była to nagroda-niespodzianka.

Moja cudna wejściówka :)
Wiedzieli, jaki kolor smyczy dać- idealnie pasował do mojego stroju xD Sorry, ale jako kobieta nie mogłam nie zwrócić na to uwagi :P
Wykład pt. "Odmładzający masaż hormonalny" prowadzony przez specjalnego gościa z Japonii- panią Hidemi Morimasę.
Jest to światowej sławy masażystka, autorka unikalnych technik masażu, które łączą w sobie najnowszą wiedzę medyczną i tradycje Wschodu. Ma własną szkołę masażu, której filia znajduje się w Paryżu.

Wykład pt. "Miotonizujący masaż twarzy - bezoperacyjny lifting" prowadzony przez dr Sergieya Shchurevicha- jednego z najbardziej znanych i cenionych masażystów na świecie. Prowadzi własną szkołę masażu- Manualistic (3-dniowy kurs masażu w polskiej filii tej szkoły to koszt rzędu 1200zł).

Dr Shchurevich na pewno musi być już po 30-stce. Skoro ma tytuł doktora i własną szkołę masażu, to taki młody pewnie nie jest. A wierzcie mi na słowo, że wygląda najwyżej na 25 lat. Skoro będąc masażystą można tak dobrze się konserwować, to ja się na to piszę :P

Panel dyskusyjny: Czy skuteczna terapia cellulitu jest możliwa?
Od lewej:
Zuzanna Ploch
(główny specjalista z zakresu dietetyki w Poliklinice Dr Bardadyna w Warszawie),
Ludmiła Petrenko
(kosmetyczka, masażystka, instruktorka tai chi, prowadzi polską filię szkoły masażu Manualistic) oraz
Krzysztof Wójcik
(wykładowca Krakowskiej Wyższej Szkoły Promocji Zdrowia oraz Podyplomowych Uzupełniających Studiów dla Lekarzy, prowadzi gabinet kosmetyczny Vita Max w Krakowie).

Zuzanna Ploch, Ludmiła Petrenko, Krzysztof Wójcik


Pan Krzysztof Wójcik rozwiał wszystkie moje wątpliwości :P



Wykład o nanowodzie poprowadziła dr hab. n. med. Halina Car (Kierownik Zakładu Farmakologii Doświadczalnej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku) oraz pani Mariola Szustak (właścicielka Salonu Urody "Źródło Piękna", szkoleniowiec firmy Nantes).
W czasie Kongresu odbywa siÄ™ również losowanie bardzo atrakcyjnych nagród (weekendy w spa, zestawy  kosmetyków)- na zdjÄ™ciu akwarium, do którego wrzucane byÅ‚y losy.

Podczas Kongresu odbyły się pierwsze mistrzostwa w bandażowaniu - Arosha Championship.
Finaliści z Polski i Białorusi walczyli o nagrodę główną, którą był tygodniowy wyjazd dla dwóch osób do Włoch.

Gościem mistrzostw i równocześnie jednym z jurorów był... pan, który wyglądał jak Antonio Banderas, a którego imienia i nazwiska niestety nie pamiętam. Był to ktoś z firmy Arosha, więc pewnie jakaś szycha.
Na potrzeby notki uznajmy, że to Antonio Banderas xD (odmłodzony)


Rywalizacja była zacięta. Tak zacięta, że aż zaczęłam ziewać i wyszłam.
Może kogoś to interesuje- mnie nie bardzo. Dodatkowo nie mogłam znieść głosu pani prowadzącej.

Na wejściu każdy uczestnik Kongresu otrzymał taką płócienną torbę (macie widok z jednej i z drugiej strony), w której znajdowały się...

...stosy ulotek oraz....

...granatowa teczka.
A w teczce pięknie wydany program Kongresu (poszerzony o szczegółowe opisy każdego z wykładów i pokazów, krótkie informacje o wykładowcach oraz o firmach biorących udział w Targach), ankieta ewaluacyjna, notes i długopis.
Ktoś się może śmiać, że głupie gadżety- dla mnie jednak okazały się bardzo przydatne, bo zapomniałam wziąć ze sobą materiałów do pisania, a podczas wykładów było co notować.

W "pakiecie startowym" był również świetny katalog firmy Ziaja oraz mały prezent- miniaturka pomarańczowej oliwki w żelu do masażu. Bardzo miły gest ze strony Ziaji.

Odwiedziłam stoisko Aroma Derm (o czym przeczytacie poniżej)- kochana Pani Dominika nie wypuściła mnie z pustymi łapkami- dostałam mój ulubiony antycellulitowy olejek do masażu (gdybyście wiedzieli, jak on nieziemsko pachnie i jak rozgrzewa!) oraz mnóstwo próbek przeróżnych kremów :)

Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie również stoisko Bandi - przyszłam do nich spytać o radę w kwestii doboru odpowiednich kosmetyków dla mnie (już od dawna noszę się z zamiarem kupienia zestawu od Bandi, jednak parę dni temu swoją premierę miała nowa seria, dlatego potrzebowałam pomocy w podjęciu decyzji). Przesympatyczna pani podeszła do mojego pytania bardzo profesjonalnie, wyjaśniła wszystkie wątpliwości i dodatkowo zaopatrzyła w ogromną ilość przeróżnych próbek i rewelacyjny katalog, w którym wszystkie kosmetyki są świetnie opisane.
Dodatkowo Bandi miało fenomenalną promocję- przy zakupie 2 kosmetyków dostawało się gratis Aktywator Komórkowy. Ubolewam nad faktem, że byłam totalnie spłukana :(
W każdym razie Bandi podbiło moje serce profesjonalizmem i sympatycznym podejściem do klienta.


W Targach brały udział same znane firmy. Nie sposób wymienić wszystkich 98, ale przytoczę tylko kilka bardziej znanych (mi przynajmniej) firm: Bikor, Kryolan, Jadwiga, Ziaja (ze swoją serią profesjonalną), Bandi, Bielenda, Organique, Dermalogica, Abacosun, Clarena, Farmona oraz Beauty In (polski dystrybutor kosmetyków O.P.I). Wszystko okraszone cudownymi targowymi promocjami- istny raj dla kosmetoholików ;)

Być może nie wiecie, ale w Targach brała udział również firma Aroma Derm, z którą mam przyjemność współpracować. Dystrybuowane przez Aroma Derm kosmetyki austriackiej firmy Styx Naturcosmetic są naprawdę profesjonalne - używają ich specjaliści w najlepszych salonach kosmetycznych.
Dzięki mojej obecności na Kongresie miałam możliwość osobiście poznać Panią Dominikę Smoter (jeśli Pani czyta, to przesyłam serdeczne pozdrowienia!), z którą do tej pory sporo mailowałam. Jednak wiadomo, że osobisty kontakt to coś zupełnie innego, dlatego niesamowicie się cieszę, że poznałam Panią Dominikę.

Ja sama niestety nie mam zdjęć z Targów, jednak pożyczam dwa od Aroma Derm- żebyście mogli zobaczyć, jak prezentowały się stanowiska firmy w poprzednich latach. Źródłem dwóch poniższych zdjęć jest strona internetowa Aroma Derm.

Źródło zdjęcia: http://www.aroma-derm.pl/kongresy/
21 Kongres LNE & spa w Krakowie - maj 2010

Źródło zdjęcia: http://www.aroma-derm.pl/kongresy/
24 Kongres LNE & spa w Krakowie - listopad 2011

Oto jak firma Aroma Derm została przedstawiona w katalogu wystawców.

Uffff, się nagadałam :)
Chciałabym też zapytać Was, czy bylibyście zainteresowani postem na temat cellulitu? Byłby to post na podstawie informacji, które zdobyłam podczas kongresu- oczywiście opatrzony przypisami na temat tego, kto takich informacji na wykładach udzielał. Dieta strukturalna, skuteczność różnych metod kosmetycznych, itd. Piszcie w komentarzach.
Witam Was gorąco! Nie uściskam na powitanie, bo padam ze zmęczenia.
Wracam właśnie z całodziennych zakupów ciuszkowych, w wyniku których zagościły u mnie wreszcie miętowe rurki, koralowa zwiewna bluzeczka, szare baleronki z kokardą z tyłu (z działu dziecięcego), seksowna granatowa spódnica oraz sweterek w kolorze nieba.
Kupiłam też coś dla Was! Ale o tym ani mru mru- dowiecie się w swoim czasie ;)

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym wyszła z galerii bez jakiegokolwiek nowego kosmetyku. Nie mogłam przejść obojętnie obok Rossmana (w którym kupiłam Uniwersalny żel do mycia Babydream) i obok nowootwartego salonu OPI. Wyobrażacie to sobie- salon manicure OPI- królestwo rozpusty! Umarłam z zachwytu xD
Nie skusiłam się na dużą butlę, choć był większy wybór kolorów, ale 40zł za butelkę lakieru to dla mnie za dużo. Jednak bardzo chciałam wypróbować tą żywą legendę, dlatego kupiłam małą buteleczkę- mój pierwszy OPI :) Wybrałam odcień My Pointe Exactly z kolekcji New York City Ballet. Jest to kolor określany jako "gołębia szarość". Kiedy tylko go użyję, oczywiście pokażę Wam, jak prezentuje się na pazurkach.


Co poza tym?
Od wczoraj tylko odbieram paczki. Przychodzą do mnie same cudowności.

Wczoraj rano dostałam boski komplet pędzli do makijażu Sleek (21 sztuk!!!) od Paa Tal za wygrany konkurs. Coś niesamowitego :)

Jak wygrać takie pędzle?
Laski, konkurs cały czas trwa :) Więcej o nim poczytacie na facebookowym fanpage Paa Tal.
Ja powiem tylko, że jest to konkurs na najlepszą recenzję kosmetyków z Paa Tal. Nic trudnego, a nagrody naprawdę świetne- pierwsza nagroda to właśnie zestaw pędzli Sleek, a druga i trzecia nagroda to pojedyncze pędzle Hakuro.


Komplet kosmetyków Soraya (żel pod prysznic i mleczko antycellulitowe), próbki DrenaFast i przydatny na lato gadżecik - termoosłonka na butelkę, która zapewni mi chłodny napój podczas spacerów i wycieczek - całość to nagroda za konkurs od Prosto z natury.


I na koniec- do testów same cudowności od Uroda i zdrowie. Maska Beauty Face oraz szampon Joanna. Maska oczywiście dla mnie, nie oddam jej nikomu, bo jej stosowanie to prawdziwa przyjemność. Jednak szampon testować będzie moja siostra, bo niestety zawiera SLS, a ja przeszłam na delikatniejszą pielęgnację. Dlatego niebawem spodziewajcie się gościnnej recenzji :)



Ja uciekam już do łazienki- muszę się zrobić na bóstwo. W końcu nie pójdę na Kongres kosmetyczny wyglądając jak ostatnia łajza...
Relacja z Kongresu po weekendzie :)
Hej kochane!
Przychodzę do Was z ciekawą informacją! W najbliższy weekend (12-13 maja) w Krakowie odbędzie się niesamowite wydarzenie- Międzynarodowy Kongres i Targi Kosmetyczne LNE & SPA.
Część targowa będzie otwarta dla wszystkich, jednak aby dostać się na wykłady, konferencje i panele dyskusyjne, konieczna jest specjalna wejściówka.
Bardzo ubolewałam nad tym faktem, bo chętnie przeszłabym się na kilka wykładów czy dyskusji, zwłaszcza, że Kongres odbywa się w moim mieście, więc mam niedaleko. Wzięłam jednak udział w konkursie na portalu Uroda.com i wygrałam wejściówkę :) Cieszę się z tego jak dziecko.
Oczywiście po weekendzie spodziewajcie się relacji z Targów i Kongresu.

Zdjęcie ze strony www.miastokobiet.pl

Ale to nie koniec wieści:
Uprzejmie donoszę, że na fanpage Aroma Derm na Facebooku same możecie wygrać dla siebie wejściówkę na ten Kongres. Tak więc jeśli któraś z Was będzie w ten weekend w Krakowie i miałaby ochotę się wybrać, zachęcam do powalczenia o wejściówkę.
Klikajcie w obrazek poniżej, a przeniesie Was w odpowiednie miejsce:



Dziś chciałam Wam również pokazać moje nabytki półproduktowe. Jest ich całkiem sporo, bo mam zamiar odpimpowywać nimi przeróżne gotowe kosmetyki, ale też łączyć z hydrolatami w mgiełki do twarzy i włosów. Oto, co kupiłam w Beauty Ever (swoją drogą polecam sklep- świetne ceny, przesyłka błyskawiczna! w niedzielę wieczorem zamówiłam, w poniedziałek wpłata się zaksięgowała, we wtorek paczka już była u mnie. I w dodatku dostałam gratis).


Trzy psikajÄ…ce pojemniczki

Hydrolat z dzikiej malwy

Hydrolat nagietkowy

Hydrolat lawendowy

Mleczan sodu





Ekstrakt z dzikiej róży

Betaina

Mocznik

D-panthenol

Beta-glukan - to był mój gratis od firmy :)

Masło shea

Ekstrakt z jagód acai

Nanolipidy

Hair Growth Deleyer - osłabia włoski :)

Åšciskam! :*
... i kicham na pożegnanie. Jakaś alergia mnie dopadła :(
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...