... czyli krótka notka o tym, że nie samą miłością do kosmetyków blogerka żyje ;)

OM NOM NOM!

Zdjęcie powstało podczas Krakowskiej Nocy Muzeów 2012

Mój blog nie jest blogiem kulinarnym, a ja nie jestem smakoszem. Moje zmysły smaku i węchu są chyba najsłabiej rozwiniętymi ze wszystkich innych - oczywiście nie licząc zmysłu równowagi, bo w tej kwestii to już w ogóle porażka :P Ale lubię gotować,piec i lubię jeść.
Mam czasem dziwne upodobania smakowe- np. kiedy jestem w McDonalds (co na szczęście nie zdarza się często), zamawiam hamburgera i popijam go shake'm waniliowym... Ostatnio polubiłam kanapki z serkiem mascarpone i kabanosem. Zajadam się mięsem gotowanym bez soli. Nie lubię za to powszechnie uwielbianych oliwek, suszonych śliwek czy zielonej herbaty. Nie potrafię odróżnić smaku czy intensywności zapachu kilku rodzajów mielonych kaw, co na przykład mojemu tacie przychodzi bez problemu. Pyta mi się potem, która kawa bardziej mi smakuje i jest strasznie zdziwiony, kiedy mówię mu, że według mnie wszystkie smakują tak samo.
Nie będę się tu rozpisywać na temat tego, co lubię, a czego nie. Chcę Wam tylko pokazać dwie potrawy
(a właściwie jedną potrawę i jedno warzywo), które ostatnimi czasy wybitnie rozpieszczają moje podniebienie.


Zawsze, kiedy jestem z moim chÅ‚opakiem na krakowskim Kazimierzu i nie możemy siÄ™ zdecydować, który lokal wybrać, wstÄ™pujemy do lokalu Zbliżenia przy Placu Nowym 7½.
Nie jest to może typowa 'kazimierzowska' knajpka w stylu mrocznej Alchemii, ale całkiem miło urządzona,
z energetyczną muzyką, miłą obsługą i co najważniejsze- menu, w którym znajduje się coś przepysznego. Danie kuchni włoskiej, które zamówiłam kiedyś na "chybił - trafił" i odkryłam kulinarną Amerykę.
Penne z suszonymi pomidorami, grilowanym kurczakiem, oliwkami, parmezanem i świeżą bazylią.
Muszę Wam powiedzieć, że to najlepsze danie z makaronu, jakie kiedykolwiek w życiu jadłam, a musicie wiedzieć, że mam w tej kwestii doświadczenie, bo w restauracjach prawie zawsze zamawiam coś z kuchni włoskiej, a sama też często przygotowuję włoskie dania z makaronem w roli głównej. 'Zbliżeniowe' penne jest jednak ideałem - perfekcyjny dobór składników, idealnie doprawione, idealna dla mnie porcja, idealnie wysmażony kurczak
(w większości restauracji grilowany kurczak jest dla mnie albo za mało wysmażony, albo spalony na kamień).
Przez to penne nie mogę się zdobyć na to, by wypróbować innych dań z menu lokalu, a ciekawa jestem, czy są równie smaczne (np. 'Najpyszniejsze naleśniki z Nutellą' brzmią mega kusząco!).
Dodam jeszcze, że to nie jest kryptoreklama - po prostu z czystym sumieniem polecam Wam to danie, jeśli kiedyś znajdziecie się w Zbliżeniach. Poza sympatią i sentymentem nie jestem w żaden sposób związana z lokalem,
a pisanie o nim nie wiąże się z żadnymi korzyściami ;)

Penne z suszonymi pomidorami, grilowanym kurczakiem, oliwkami, parmezanem i świeżą bazylią.
Zbliżenia, Kraków, Plac Nowy 7½



Mój drugi fav ostatnich dni to... pomidorki koktajlowe. Ja jestem potwornym pożeraczem pomidorów- uwielbiam je prawie pod każdą postacią - na surowo, w sosie, do sałatki, na kanapkę, jako zupa pomidorowa, przecier, do zapiekanki, do makaronu, suszone... Wyjątek stanowi jedynie sok pomidorowy.
Zimą cierpię straszliwie z powodu braku pomidorów- szklarniowe nie mają takiego smaku, a poza tym prędzej się zepsują, niż porządnie dojrzeją. Dlatego pomidorki koktajlowe są idealnym rozwiązaniem- smakują wybornie! Są idealnie dojrzałe. Od kilku dni dodaję je do każdej kanapki, a w ciągu dnia podjadam po kilka, kiedy najdzie mnie "mały głód" ;)

Źródło zdjęcia: http://eyecandy.nanakaze.net/?p=128

Domyślam się, że każdy z Was ma takie potrawy/produkty spożywcze, które wywołują ślinotok na samą myśl o nich.
Jestem ciekawa, co jest aktualnie Waszym 'jedzeniowym favem'?
Może odkryliście ostatnio coś, co wybitnie Wam posmakowało?
A może również macie 'dziwne' upodobania smakowe i spróbujecie mnie przekonać, że np. jabłko dobrze smakuje z ketchupem? :P
Witajcie kochani!

Dzisiejszy dzień nie należy u mnie do najlepszych- cały czas męczę się z zaliczeniami, egzaminami, pracami i innymi nieprzyjemnymi sprawami. Właśnie z tego powodu bywam w blogosferze tak rzadko ;( Mam jednak ogromną nadzieję, że uda mi się przetrwać ten koszmarny czas i wrócę do Was najszybciej jak się da.

Dziś przybywam z notką zainspirowaną tym, co usłyszałam w radiu w drodze na uczelnię - dzisiaj przypada Dzień Pikantnych Potraw! Pomyślałam, że to idealna okazja, by opowiedzieć Wam o pikantnym żelu pod prysznic, którego od kilkunastu dni używam i już prawie dobiłam do dna. Mowa o żelu NeoBio Duschgel Chili - Orange, który dostałam od Lily Naturalnej.


Opakowanie: przezroczysta plastikowa buteleczka, zamykana w taki specyficzny, trudny do opisania słowami, ale prosty w działaniu sposób (przedstawiony na zdjęciu poniżej). Dodatkowo buteleczka zamknięta jest w estetycznym kartoniku.

Nie wiem, jak to opisać- naciskacie w jednym miejscu, a w drugim miejscu się podnosi i tam jest dziurka xD

Użytkowanie:
- Konsystencja - rzadka, łatwo wypływa z opakowania, ale za to trzeba nałożyć więcej na gąbkę. Żel w butelce ma kolor... moczu :P Na gąbce czy na dłoni staje się prawie bezbarwny. Jest przezroczysty, nie kremowy.


- Pienienie się - pieni się słabiej niż zwykłe drogeryjne żele pod prysznic
+/- Wydajność - ze względu na rzadką konsystencję i słabsze pienienie się, żelu trzeba nakładać na gąbkę dość dużo. Ale ku mojemu zdziwieniu - żel wcale nie ubywa zbyt szybko z opakowania! 200ml spokojnie wystarcza na 2 tygodnie codziennego stosowania.
+ Zapach - jak pachnie pomarańcza z chilli - oto jest pytanie. Żel ma zapach dziwny, ale ładny - pachnie jak pomarańczowa słodka galaretka z jakąś ciężką do określenia, ostrzejszą nutą. Zapach jest bardzo ciekawy, choć inny, niż sobie wyobrażałam. Nie oczarował mnie przy pierwszym 'niuchnięciu', ale w miarę stosowania bardzo go polubiłam. Nie pozostaje na skórze po myciu, co dla mnie akurat jest plusem, bo po nim nakładam pachnący balsam.
+ U mnie żel nie wywołał podrażnień.


Efekty:
Żel bardzo skutecznie i równocześnie delikatnie oczyszcza skórę. Po kąpieli mam uczycie świeżości, ale moja skóra nie jest napięta ani wysuszona. Co prawda ja zawsze po prysznicu nakładam jakiś balsam czy masło, ale to też ma dla mnie znaczenie.


Skład: główną substancją myjącą jest delikatny Coco Glucoside. Żel jest wolny od intensywnie działających detergentów (sles, sls) i od parabenów. Dwa roślinne ekstrakty w połowie składu. Na plus można zaliczyć fakt, że substancje zapachowe w żelu są pochodzenia naturalnego.

INCI: Aqua, Coco Glucoside, Glycerin, Disodium Cocoyl Glutamate, Polyglyceryl-10 Laurate, Xanthan Gum, Glyceryl Caprylate, Sodium PCA, Rubus Ideaus (Raspberry) Fruit Extract*, Centaurea Cyanus Flower Extract*, Glyceryl Oleate, Parfum (Essential Oils), Sodium Levulinate, Sodium Anisate, Citric Acid, Phytic Acid, Limonene.
* z upraw certyfikowanych


Dostępność: internetowe eko-drogerie, nie widziałam go jak dotąd w żadnym sklepie stacjonarnym.

Cena: ok. 33 zł za 200ml


Ocena: 4/6 (Stosowanie żelu o tak przyjaznym składzie było dla mojej skóry miłą odmianą po długim katowaniu jej slesami. Na minus zaliczam słabsze pienienie się, dość wysoką cenę oraz słabą dostępność. Ostatecznie jednak mogę ten kosmetyk z czystym sumieniem polecić- dla fanów ekokosmetyków będzie idealny!)


Prawda, że jak mocz? :P


Po dodaniu recenzji zmykam pod prysznic, świętować razem z NeoBio Dzień Pikantnych Potraw ;P A potem czeka mnie nauka na jutrzejsze kolokwium... Mam nadzieję, że chilli w żelu otrzeźwi trochę mój przeładowany wiedzą mózg ;)

Pozdrawiam!


P.S. Przypominam Wam o tym, że cały czas możecie zgłaszać się do Rocznicowego Rozdania (wystarczy kliknąć w banner):


Jakiś czas temu otrzymałam od firmy MudSpa próbkę tajemniczego krymskiego błota wulkanicznego. Zgodziłam się na współpracę, ponieważ bardzo zaciekawił mnie ten kosmetyk- opisywany jest jako unikatowy i uniwersalny. Producent zapewnia, że błoto rozwiązuje prawie wszelkie możliwe problemy skóry: nawilża, przywraca odpowiednie pH, reguluje wydzielanie sebum, oczyszcza, likwiduje trądzik, zamyka rozszerzone pory, powstrzymuje proces starzenia się skóry, ujędrnia, zmniejsza blizny i przebarwienia, koi podrażnienia spowodowane poparzeniem czy odmrożeniem, zwalcza rozstępy, leczy zapalenie tkanki podskórnej, drenuje, likwiduje cellulit, poprawia krążenie w skórze, zwalcza łupież, zapobiega łysieniu, regeneruje cebulki włosowe, łagodzi objawy łuszczycy, rozluźnia mięśnie po wysiłku....
Uffff, w sumie 20 różnych właściwości!!!
Czy jeden kosmetyk może być aż tak uniwersalny i skuteczny?
Trudno mi było w to uwierzyć, dlatego postanowiłam sprawdzić działanie tego kosmetycznego cudu na własnej skórze.



Zacznę od tego, że od MudSpa otrzymałam próbkę kosmetyku - trudno mi nawet ocenić, ile mililitrów błotka znajdowało się w opakowaniu. Pomimo sporej wydajności kosmetyku (dobrze rozprowadza się na skórze, więc nie trzeba nakładać grubej warstwy) wystarczyło na niecałe 3 aplikacje na twarz (2 pełne i 1 aplikacja wyłącznie na brodę i policzki).

Jak widzicie- próbka jest niewielka- nieco mniejsza niż opakowanie czyścika Lush.

Moim zdaniem to zdecydowanie za mało, by ocenić skuteczność działania tego kosmetyku! Musimy brać pod uwagę, że jest to kosmetyk w pełni naturalny, a więc prawdopodobnie wymagający długotrwałego, systematycznego stosowania. Ciężko oczekiwać, że po dwóch czy trzech aplikacjach nagle znikną nam blizny albo z dnia na dzień będziemy wyglądać 10 lat młodziej.
Ja stosowałam błotko wyłącznie na twarz- ze względu na małą ilość nie mogłam ani raz wypróbować jego działania na skórze ud, brzucha i pośladków czy podobno zbawiennego działania na skórę głowy.

Jak widać- opakowanie nie było w pełni wypełnione kosmetykiem.

Właściwości
- Aplikacja - błotko trzeba najpierw podgrzać do odpowiedniej temperatury (38-44 stopni), wymieszać do uzyskania jednolitej konsystencji, nałożyć, a następnie odczekać 20-25 minut i zmyć. Potem nałożyć krem. Samo przygotowanie do aplikacji jest dość skomplikowane.
+ Konsystencja -nie za gęsta, nie spływa, dobrze rozprowadza się na skórze. Zawiera nierozpuszczalne drobinki, którymi można wykonać delikatny peeling podczas spłukiwania.
+/- Zapach - typowo bÅ‚otny, niekoniecznie przyjemny, ale na tyle subtelny, że nie przeszkadza w aplikacji i  nie odrzuca od kosmetyku.
+ Wydajność - raczej na plus, bo błotko dobrze się rozprowadza, ale nie jestem w stanie powiedzieć Wam, na ile wystarcza całe opakowanie, z tej prostej przyczyny, że miałam jedynie próbkę o niewiadomej ilości.



Efekty:

APLIKACJA 1
Nałożyłam błotko na twarz na 25 minut.
Efektów brak - po zmyciu nie zauważyłam żadnej różnicy - trądzik był nadal bardzo zaogniony. Jedynie pory trochę się zmniejszyły.

APLIKACJA 2
O wypróbowanie błotka poprosiłam moją młodszą siostrę, która ma trądzik młodzieńczy, jednak o wiele mniej zaognione stadium niż w przypadku mojego trądziku.
Efekt: cera odświeżona, trochę lepiej oczyszczona, wypryski mniej zaczerwienione. Nie jest to jednak jakiś spektakularny efekt, porównywalny raczej do średniej jakości maseczki oczyszczającej.

APLIKACJA 3
Nałożyłam błotko na brodę, policzki i linię żuchwy, pozostawiłam na całą noc.
Efekt: pory ściągnięte, wypryski wyraźnie mniej zaczerwienione. Niestety efekt ten nie utrzymał się długo- na koniec dnia skóra wróciła do poprzedniego stanu.

Krymski potwór błotny to ja ;P
W trakcie aplikacji błotko wysycha.

WNIOSKI:
Czy ten kosmetyk jest skuteczny?
Nie mam bladego pojęcia.
Opisałam Wam szczerze jego właściwości, ale efektów działania oceniać nie mogę.
To tak, jakby ktoś dał Wam 3 saszetki herbatki na odchudzanie i prosił o opinię, czy herbatka rzeczywiście wspomaga odchudzanie. Możecie opisać smak, zapach tej herbatki, łatwość parzenia, ale nie opiszecie efektów, bo to jest coś, co trzeba stosować przez dłuższy czas, systematycznie, by móc zobaczyć efekty.

A tu możecie zobaczyć dowody zdjęciowe, które powstały przed i po aplikacji błotka na 25 minut:

Przed aplikacjÄ… / Po aplikacji

Jak widać- różnicy nie ma...

Przed aplikacjÄ… / Po aplikacji

Jeśli powiększycie ten obrazek, zobaczycie, że po aplikacji na moim nosie pojawiły się czarne kropeczki- jakby wągry. To jednak nie są zaskórniki, a jedynie błotko, które nawchodziło w pory...

Przed aplikacjÄ… / Po aplikacji

Również nie widać większej różnicy.


Kochani, piszcie co u Was!
Ja nadal zmagam się z sesją, zaliczeniami i innymi uczelnianymi okropieństwami... Ale w najbliższym czasie postaram się częściej wpadać do blogowego świata- w końcu ile można się uczyć ;)


P.S. Kochani, przypominam Wam o rozdaniu trwajÄ…cym na moim blogu:

UWAGA!!!
Komentarze do tego posta zostały ukryte, by adresy mailowe Uczestników konkursu nie zostały wykorzystane przez rozsyłaczy spamu!!!


Witam Was w tym szczególnym dla mnie dniu.
Dlaczego jest szczególny? Z dwóch powodów - po pierwsze jest piątek, a ja mam za sobą potwornie ciężki tydzień. Ale przetrwałam to, a co mnie nie zabije, to mnie wkur... ehem, wzmocni ;) A po drugie - dziś mija dokładnie rok odkąd założyłam tego bloga. Aż się łezka w oku kręci...

W ciągu tych 365 dni ten blog bardzo wiele zmienił w moim życiu. Mam Was, a to dużo dla mnie znaczy. Dzięki Keep calm... poznałam wspaniałe osoby. Nie raz przekonałam się, że blogosfera pełna jest dobrych duszyczek, na które zawsze mogę liczyć, choć nigdy w życiu nie rozmawiałyśmy twarzą w twarz. To dzięki Wam czuję mobilizację, by mój blog był coraz lepszy.
11 stycznia 2012 napisałam: "moją ambicją jest, byście kiedyś to Wy zaczęli tego bloga współtworzyć" i tak właśnie jest!

Dziękuję Wam za to, że jesteście ze mną już tak długo, że zawsze służycie mi radą, pomocą, dobrym słowem. Dzięki Wam czuję, że jestem częścią niesamowitej, blogerskiej społeczności.

Mam nadzieję, że razem ze mną będziecie ten dzień świętować. A że nie ma świętowania bez dobrej imprezki, tak więc odpalajcie Youtube czy Winamp i posłuchajcie najbardziej tanecznego hitu, jaki tylko przyjdzie Wam do głowy!

A ja w tym czasie zaproszę Was na małe rozdanie! Jak świętować, to na całego ;)


Co musicie zrobić?

WARUNKI OBOWIĄZKOWE (+1 los za wykonanie wszystkich!):
- publiczne obserwowanie bloga Keep calm and be beautiful
- zgłoszenie się w komentarzu według odpowiedniego formularza (nazwa, pod jaką obserwujecie bloga, mail)
- odpowiedź na pytanie konkursowe:

Podaj tytuł i wykonawcę Twojej ulubionej imprezowej piosenki- takiej, przy której nie możesz usiedzieć spokojnie, przy której chce się tańczyć!

Wasz gust muzyczny nie ma wpływu na wybór zwycięzcy, więc spokojnie, możecie nawet serwować mi "Ona tańczy dla mnie" :P

WARUNKI DODATKOWE:
- zalajkowanie profilu Keep calm and be beautiful na Facebooku (TUTAJ) (+ 1 los)
- udostępnienie informacji o konkursie w notce lub w pasku bocznym na swoim blogu (+ 5 losów)
- dodanie bloga Keep calm and be beautiful do blogrolla (+ 3 losy)
- udostępnienie informacji o konkursie na swoim blogu w innej formie (w zakładce konkursowej, pod notką) (+1 los)
- udostępnienie informacji o konkursie na swoim osobistym lub blogowym profilu na dowolnym portalu społecznościowym (+ 2 losy)
- TOP komentatorzy z dnia dzisiejszego dostają +5 losów, jeśli wyrażą chęć udziału w rozdaniu


Zamieśćcie komentarz w następującej formie:

ObserwujÄ™ jako:
Mail:
Ulubiona piosenka imprezowa: (wykonawca + tytuł lub link)
Lubię Keep calm... na fb: NIE/TAK (inicjały)
Udostępniłam: NIE/TAK (podać, w jakiej formie + link/linki)
Blogroll: NIE/TAK (link)

Pewnie jesteście ciekawi nagrody. Oto, co przygotowałam dla jednej z Was- szczęśliwej przyszłej zwyciężczyni:


Zestaw O.P.I. - baza, top coat oraz lakier Privacy Please (buteleczki 15ml) oraz paleta cieni Mary Kay Eye Colour Compact (obecnie chyba już nie do kupienia w Polsce) oraz kilka niespodziankowych kosmetyków, które pozna dopiero zwyciężczyni ;)
Oczywiście kosmetyki są świeżutkie i nowiutkie - dziewicze wręcz ;P

Macie czas od dzisiaj (11.01.2013) do 11.02.2013 - czyli miesiÄ…c.

Regulamin:
1. Organizatorem rozdania jest autorka bloga Keep calm and be beautiful.
2. Rozdanie przeprowadzane jest na zasadach określonych niniejszym regulaminem i przepisami obowiązującego prawa.
3. Rozdanie przeznaczone jest dla osób spełniających następujące podstawowe warunki: publiczne obserwowanie bloga Keep calm and be beautifull, udzielenie odpowiedzi na pytanie konkursowe ("Podaj tytuł i wykonawcę Twojej ulubionej imprezowej piosenki- takiej, przy której nie możesz usiedzieć spokojnie, przy której chce się tańczyć!") oraz podanie adresu mailowego.
4. W rozdaniu wygrywa jedna osoba.
5. Losowanie zwycięzcy odbędzie się przy pomocy wirtualnej aplikacji losującej spośród wszystkich osób, które spełniają podstawowe warunki opisane w punkcie 3 niniejszego Regulaminu.

6. Spełnienie warunków koniecznych opisanych w punkcie 3 niniejszego Regulaminu gwarantuje 1 los w losowaniu.
7. Dodatkowe losy sÄ… przyznawane odpowiednio za:
- zalajkowanie profilu Keep calm and be beautiful na portalu Facebook -1 los
- dodanie na wÅ‚asnym blogu notki z informacjÄ… o rozdaniu  -5 losów
- dodanie bannera rozdaniowego przekierowującego do rozdania w pasku bocznym własnego bloga - 5 losów
- dodanie bannera lub informacji w zakładce rozdaniowej na własnym blogu- 1 los
- dodanie na własnym blogu informacji o rozdaniu pod dowolną aktualną notką - 1 los
- dodanie bloga Keep calm and be beautiful do Blogrolla w pasku bocznym własnego bloga - 3 losy
- post z informacjÄ… o rozdaniu na Facebooku- 2 losy
- post z informacjÄ… o rozdaniu na Twitterze- 2 losy 
- bycie jednym z najaktywniejszych komentatorów bloga, wytypowanym przez wirtualną aplikację zliczającą komentarze zamieszczoną na blogu - 5 losów (Organizator bierze pod uwagę listę najaktywniejszych komentatorów z dnia rozpoczęcia rozdania).
8. W rozdaniu przewidziany jest jeden zestaw nagród: lakier bazowy 15ml O.P.I., top coat 15ml O.P.I., lakier Privacy Please 15ml O.P.I., paleta cieni do powiek Mary Kay Eye Colour Compact Creme Brolee oraz kosmetyki - niespodzianki.
9. Kosmetyki są nowe, nigdy nie używane.
10. O wygranej zwycięzca zostanie powiadomiony mailowo.
11. Zgłoszenia do niniejszego rozdania są przyjmowane od 11.01.2013 do 11.02.2013. Zgłoszenia po tym terminie nie będą brane pod uwagę.
12. Wyniki rozdania zostaną podane na blogu Keep calm and be beautiful w terminie do tygodnia od daty zakończenia przyjmowania zgłoszeń.
13. Zgłaszając się do rozdania uczestnik wyraża zgodę na akceptację niniejszego regulaminu oraz na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr 133 pozycja 883).
14. Niniejszy regulamin obowiązuje od 11.01.2013 do czasu zakończenia wszystkich czynności związanych z rozdaniem- ogłoszenia wyników oraz wysłania nagród do zwycięzców.
15. Po otrzymaniu maila z informacją o wygranej, zwycięzca ma 3 dni na przesłanie drogą mailową odpowiedzi i podanie danych do wysyłki nagrody. W przypadku braku kontaktu ze strony zwycięzcy w przewidzianym na to czasie, Organizator zastrzega sobie prawo wylosowania innej osoby (na zasadach określonych przez niniejszy Regulamin).
16. Po otrzymaniu danych do wysyłki, Organizator zastrzega sobie czas do 7 dni na przygotowanie i nadanie przesyłki z nagrodami.
17. Nagroda zostanie wysłana paczką pocztową na koszt Organizatora.
18. Organizator zastrzega sobie możliwość wprowadzenia zmian w regulaminie w wyjątkowych sytuacjach.
19. Ewentualne zażalenia i kwestie sporne należy zgłaszać drogą mailową na adres kaylime@onet.pl . Będą one rozstrzygane przez organizatora w czasie do 24h od daty napłynięcia.
20. Nagrody są przez Organizatora wysyłane tylko na terenie Polski.

21. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).


Oto banner, który możecie kopiować i umieszczać na blogach:



Powodzenia! :)

UWAGA!!!
Komentarze do tego posta zostały ukryte, by adresy mailowe Uczestników konkursu nie zostały wykorzystane przez rozsyłaczy spamu!!!

Witajcie kochani!

Ostatnio nie poświęcam Wam zbyt wiele czasu- uznałam, że należą Wam się wyjaśnienia.
Mam teraz bardzo ciężki czas na uczelni- wszyscy nagle chcą jakieś prace, prezentacje, wypracowania, eseje i inne wypociny. Do tego pierdyliard kolokwiów i wizja egzaminów (pierwszy już za tydzień, ustny i to w dodatku po niemiecku! zginę marnie...)
Dlatego też nie pozostaje mi wiele wolnego czasu- mało go nawet na sen, a co dopiero mówić o przyjemnościach takich jak blogowanie. Staram się odwiedzać na bieżąco Wasze blogi, jednak nie zawsze mam czas, by ufizycznić swoją obecność w postaci komentarza ;)
Mam nadzieję, że to zrozumiecie.

Na pocieszenie zdradzę, że już w piątek świętujemy rok Keep calm and be beautiful. Wow, ale to szybko zleciało! Nie rozgadując się, bo na podsumowania jeszcze przyjdzie czas, powiem Wam, że u mnie jest inaczej niż na zwykłych urodzinach- jubilat nie dostaje prezentów, tylko je rozdaje ;) Możecie więc spodziewać się małego rozdania :) Ale na razie cicho- wytrzymajcie do piątku!


Źródło zdjęcia: http://mydloipowidlo.pinger.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...