Po lecie skóra i włosy bywają przesuszone od słońca, morskiej wody czy górskiego wiatru. Jesienne przesilenie i początek sezonu grzewczego też robi swoje. Dlatego tak ważna jest odpowiednia pielęgnacja. U mnie ostatnio rządzą kosmetyki z sierpniowego ShinyBox'a - nie wiem, dlaczego jeszcze Wam o nich nie opowiadałam. Najwyższy czas to zmienić i pokazać zawartość uroczego, różowego pudełka.


MOKOSH Kosmetyczny olej lniany
Uwielbiam oleje w pielęgnacji skóry, ale ten postanowiłam wykorzystać, by poprawić stan moich włosów. Olej lniany ma postać dość gęstego, żółtawego płynu o zapachy kojarzącym mi się z sokiem marchewkowym Kubuś. Olej ten najlepiej sprawdza się na włosach wysokoporowatych, suchych, łamliwych, wypadających. Odżywia włosy, sprawia, że są bardziej elastyczne i mniej podatne na zniszczenia, nawilża skórę głowy i zapobiega łupieżowi, a także hamuje nadmierne wypadanie włosów i przyspiesza ich porost. Ja stosuję go od kilku tygodni i na razie trudno mi ocenić, czy rzeczywiście zmniejsza wypadanie, ale widzę, że bardzo dobrze nawilża włosy, wygładza je i w widoczny sposób odżywia. Bardzo pozytywnie działa też na skórę głowy - odkąd olejuję włosy olejem lnianym, skóra głowy mniej się przetłuszcza.


YASUMI Maseczka regenerująca na noc
Maska urzeka przepięknym, eleganckim zapachem. Ma lekką konsystencję, więc sprawdzi się nawet na skórze tłustej czy mieszanej. Całkiem przyjemnie działa na skórę, ale jednak dobrego, treściwego kremu mi nie zastępuje. Stosuję ją co 2-3 dni jako uzupełnienie podstawowej pielęgnacji.

SYLVECO Lipowy płyn micelarny
Nie jest to najskuteczniejszy płyn micelarny, jakiego używałam, ale na pewno jeden z najbardziej łagodnych dla skóry i oczu. Ze zmywaniem makijażu radzi sobie przyzwoicie, choć znam silniejsze micele. Za Sylveco przemawia jednak delikatność - nie podrażnia skóry, nie piecze w oczy, nie wywołuje łzawienia. Po demakijażu skóra jest oczyszczona, ale nie przesuszona, dlatego płyn micelarny Sylveco poleciłabym osobom mającym naprawdę wrażliwą i delikatną skórę.


LIV DELANO Krem-sorbet do rąk Oriental Touch
Zachwyciło mnie już samo opakowanie kremu - piękne wzoru skutecznie przyciągają wzrok. Polubiłam go jednak nie tylko za wygląd opakowania, ale przede wszystkim za działanie. Jest to krem, który towarzyszy mi w pracy, bo bardzo dobrze się wchłania. Pozostawia jedynie leciutki, bardzo delikatny film, który nie utrudnia pracy na komputerze ani nie powoduje tłustych odcisków na dokumentach. Jednocześnie całkiem przyzwoicie nawilża dłonie i pięknie pachnie.

SILVERTATTOO Zestaw tatuaży ozdobnych
Wielka szkoda, że tatuaże nie pojawiły się w lipcowym pudełku - wtedy na pewno bym je wykorzystała, bo w tym sezonie były bardzo modne i naprawdę ładnie prezentowały się na opalonej skórze. Chętnie pokazałabym się z nimi na wakacjach.

SILCARE Lakier do paznokci The Garden of Colour Mini nr 67
A to akurat bardziej jesienny niż letni kosmetyk, bo idealnie wpisuje się w jesienną aurę. Łącząc ten zielono-żółty lakier Silcare z emaliami w kolorze pomarańczowym, żółtym i brązowym można stworzyć manicure w odcieniach jesiennych liści. Silcare produkuje lakiery bardzo przyzwoitej jakości w korzystnych cenach - miałam już inne kolory lakierów The Garden of Colour i również byłam z nich zadowolona. Obawiałam się trochę, że pędzelek w miniaturce będzie wąski, krótki i trudny w obsłudze, ale okazało się na szczęście, że jest taki jak w pełnowymiarowych lakierach tej marki - może nie szeroki jak Essie, ale dość gęsty, miękki, odpowiednio rozprowadzający lakier po paznokciu.


SKIN79 Krem BB Orange
Jeśli śledzicie mojego bloga, to na pewno wiecie, że uwielbiam BB kremy od Skin79, a Orange jest jednym z moich faworytów. Bardzo ucieszyłam się z tej próbki - można ją zabrać na wyjazd i nie martwić się o swój makijaż, bo dzięki Skin79 na pewno będzie on idealny. A jeśli Wy jeszcze nie znacie tych BB kremów, koniecznie zobaczcie moje porównanie wraz ze swatchami: TUTAJ.

Wrześniowe pudełko ShinyBox było udane, ale dla mnie numerem 1 okazało się to sierpniowe - zawartość prawie w 100% trafiona w mój gust i potrzeby, a do tego pudełko w moim ulubionym różowym kolorze. Czego chcieć więcej? ;)
Znacie któryś z tych kosmetyków? Sięgacie jeszcze po pudełka kosmetyczne czy raczej już Was to nie kręci?
Niebawem edycja październikowa - ShinyBox Think Pink, która - jak co roku - promować będzie miesiąc walki z rakiem piersi.
Opiekane nad ogniskiem pianki nieodłącznie kojarzą się ze szczęśliwymi chwilami dzieciństwa, a ich zapach przenosi mnie w czasie. Dlatego właśnie Fireside Treats z oferty Yankee Candle to jeden z moich ulubieńców. Muszę Wam o nim opowiedzieć, tym bardziej, że do końca października kupicie go w promocyjnej cenie, bo jest zapachem miesiąca.



Fireside Treats należy do aromatycznej linii zapachowej. Biały wosk kryje w sobie woń opiekanych nad ogniskiem pianek, karmelu, odrobiny wanilii i ledwo wyczuwalnego drzewnego aromatu ogniska. Wszystko to ma przywodzić na myśl chwile spędzone przy ognisku z przyjaciółmi. Producent zapewnia, że Fireside Treats zmieni nasz dom w bezpieczną przystań.



Wiecie, za co lubię Fireside Treats? Za to, że się przy nim rozpływam jak pianka nad ogniem. Jest to słodki zapach, a ja raczej za takimi nie przepadam, ale ten ma w sobie też coś odświeżającego, jak rześkość letniej nocy, dzięki czemu nie męczy nawet przy długim paleniu. Ma odpowiednią intensywność, by stanowić miłe towarzystwo. Fireside Treats jest realistyczny, uroczy i rzeczywiście ma w sobie to magiczne "coś", co sprawia, że można się w nim zakochać. 



Dostępność: stacjonarnie lub online (np. w Goodies)
Pora roku: lato, jesień
Pora dnia: popołudnie, wieczór
Przy gościach: tak (pod warunkiem, że macie średni lub duży pokój, bo w małym zapach może być zbyt intensywny)
Intensywność:






Jeśli jeszcze nie znacie Fireside Treats, październik jest najlepszym miesiącem, by to zmienić, bo właśnie teraz moje ulubione Pianki są w promocji! A jeśli już kiedyś zetknęliście się z tym zapachem, to pewnie nie trzeba Was do niego namawiać ;) 
Lubicie Fireside Treats? Piekliście kiedyś pianki nad ogniskiem?





Podczas wakacji we Włoszech nie mogłam darować sobie wizyty w salonie z kosmetykami naturalnymi Lush, jednak kiedy tam weszłam, miałam ochotę albo kupić WSZYSTKO, albo po prostu wyjść z pustymi rękoma, bo zdecydowanie się na coś było po prostu niemożliwe. Trudno mi było coś wybrać także dlatego, że część kosmetyków miała inne nazwy - np. popularna kula do kąpieli The Comforter we Włoszech zwie się Flutti di Bosco - i dlatego nie mogłam się połapać, co jest czym. Ostatecznie postanowiłam zdać się na mój nos i wybrałam dwa najapetyczniej pachnące produkty - kukurydziany czyścik do twarzy Let The Good Times Roll oraz świeżą maskę do twarzy Cupcake (we Włoszech zwaną Terra Madre). Czy to był dobry wybór?



Czyścik Let The Good Times Roll należał początkowo do limitowanej edycji pojawiającej się w sprzedaży tylko w okresie świątecznym, jednak z czasem postanowiono wprowadzić go do stałej oferty. Jest to produkt mający za zadanie w łagodny sposób umyć skórę (nie zawiera detergentów, nie pieni się), a także delikatnie peelingować, by usunąć martwe komórki naskórka. Ma konsystencję miękkiej plasteliny, ale gdzieniegdzie w tej gładkiej masie można natknąć się na kawałki popcornu. Pachnie po prostu obłędnie! Waniliowo, ciasteczkowo, słodko i mega apetycznie, aż chce się skubnąć kawałek. Jeśli tak jak ja jesteście wielbicielami podjadania surowego ciasta, to uważajcie - Let The Good Times Roll może Was zmylić, bo pachnie i wygląda prawie identycznie ;)




Let The Good Times Roll jest bardzo skuteczny w oczyszczaniu cery. Dla każdego, kto przyzwyczajony jest do mycia twarzy pieniącym się żelem, na pewno stanowić będzie zaskoczenie, ale myślę, że szybko się do niego przekonacie. Moim zdaniem jest trochę za mocnym zdzierakiem, by stosować go codziennie - ja sięgam po niego dwa-trzy razy w tygodniu. Po użyciu czyścika moja cera jest gładka, delikatnie nawilżona i cudownie pachnąca przez długi czas.




Po umyciu i speelingowaniu cery lubię sięgnąć po maseczkę. Ostatnio była to głównie Terra Madre, bo lushowe maseczki mają bardzo krótką datę ważności (jedynie miesiąc), a ta czekoladowa okazała się do tego bardzo wydajna. By nie wyrzucać tak dobrego kosmetyku, zamroziłam połowę, dzięki czemu udało mi się zużyć ją całą.
Terra Madre (albo Cupcake - jak zwał, tak zwał) ma dość tępą, suchą konsystencję, ale nie najgorzej się rozprowadza. Już podczas nakładania czuć pod palcami, że ma w sobie peelingujące drobinki, które podczas zmywania maski dodatkowo masują cerę.
Maseczka przypomina wyglądem czekoladową pastę z drobnymi kawałkami orzechów albo mokrą ziemię (stąd nazwa Terra Madre, czyli Matka Ziemia). Pachnie tak ciekawie, że gdy tylko ją poniuchałam, wiedziałam, że będę ją uwielbiać. To połączenie głębokiego aromatu gorzkiej czekolady z orzeźwiającą nutą mięty. Wszyscy fani pastylek miętowych będą zakochani ;)




Poza pięknym, apetycznym zapachem Terra Madre ma też fantastyczne działanie. Dzięki zawartości marokańskiej glinki rhassoul delikatnie oczyszcza skórę, odżywia, ujędrnia, wygładza, tonizuje, a dodatek mięty sprawia, że maska przyjemnie chłodzi i powoduje lekkie mrowienie po nałożeniu. Przy regularnym stosowaniu sprawia, że cera jest rozświetlona, nawilżona i zdecydowanie lepiej oczyszczona.





Wybrałam kosmetyki, które nie są topowymi, flagowymi produktami marki Lush, ale świetnie się u mnie sprawdziły i - mimo że nie są to najtańsze kosmetyki - nie żałuję ani pół wydanego na nie euro. Zadowala mnie ich działanie, a zapachy po prostu zachwycają. Terra Madre i Let The Good Times Roll mają tylko jedną jedyną wadę - słabą dostępność. Chociaż może to i dobrze, bo gdybym miała sklep Lusha w Krakowie, to pewnie już byłabym bankrutem ;)

Znacie kosmetyki Lush'a? Macie wśród nich swoich ulubieńców czy może nie podzielacie zachwytu nad produktami tej marki?
Co z oferty Lush'a kusi Was najbardziej?
Tegoroczne lato było naprawdę piękne - pozwoliło mi nacieszyć się słońcem i wysokimi temperaturami. To jednak nie oznacza, że nie chciałabym, by lato trwało cały rok. Ale życie toczy się dalej, pory roku ulegają zmianie i w te jesienne dni pozostaje mi jedynie wracać do lata we wspomnieniach. Pomaga mi w tym na przykład kolorowy manicure wykonany lakierami IsaDora Wonder Nail. Zobaczcie!


Lakiery IsaDora Wonder Nail wyposażone są w płaski, szeroki pędzelek, który umożliwia szybką i precyzyjną aplikację. Bardzo dobrze mi się nimi maluje.
Nie potrafię powiedzieć Wam, jak szybko wysychają, bo używałam wysuszającego topu. Na plus zasługuje jednak ich trwałość - pokryte topem stanowią ozdobę paznokci przez 4 dni.
Lakiery z serii Wonder Nail kupicie między innymi w drogeriach Douglas w cenie 32,90zł.



504 SUNRAY
Jest to pastelowy odcień żółci, w który zatopione są spore ilości maleńkich drobinek, dających lekko perłowy efekt, połyskując na złoto. Mimo jasnego koloru, lakier kryje bardzo przyzwoicie - przy pierwszej warstwie nieco smuży, jednak druga warstwa zapewnia odpowiedni wygląd naszego manicure. Nie byłam do niego przekonana (głównie przez ten złoty połysk), ale bardzo przyjemnie mi się go nosiło i chętnie do niego wracałam.






506 LIMONADE
Limonade towarzyszył mi w lecie naprawdę często. Polubiłam ten pistacjowy odcień zieleni o kremowym wykończeniu. Bardzo ładnie komponował się z opaloną skórą i letnimi stylizacjami. Mogliście zobaczyć go na moim Instagramie przy okazji zdjęcia z lotu balonem widokowym :) Limonade aplikuje się bezproblemowo, a do pełnego krycia wymaga 2 warstw.






510 SUNSEEKER
Według mnie pomarańcz jest jednym z obowiązkowych kolorów w letnim manicure. Pięknie wygląda przy opalonej skórze, w wakacyjnych plenerach, ale będzie pasował też do jesiennych klimatów. Sunseeker jest intensywny, mimo że odrobinę rozbielony. Ma całkowicie kremową konsystencję, kryje już po jednej warstwie, ale ładniej prezentuje się po nałożeniu dwóch.






512 AQUAMARINE
Ten słodki błękit podbił moje serce od pierwszego wejrzenia, jednak nałożony na paznokcie nieco stracił na uroku - wydaje mi się odrobinę zbyt intensywny. Może podczas chłodniejszych dni będzie mi do niego bardziej po drodze? Aquamarine tylko na pozór jest całkiem kremowy - ma w sobie odrobinę perłowego, srebrnego blasku. Do pełnego krycia potrzebuje dwóch warstw.







Który odcień lakierów IsaDora spodobał Wam się najbardziej?
W jesiennym manicure sięgacie raczej po ciemne, stonowane kolory, czy zdarza Wam się zaszaleć z kolorem? :)
Jesień ma swoje uroki - jednym z nich jest na pewno możliwość korzystania z całej gamy przyjemnych, jesiennych rozgrzewaczy. Dziś mam dla Was ranking moich ulubionych, sprawdzonych tricków.



Gorrrrrąca herbata
Najlepiej ziołowa, u mnie ostatnio króluje uspokajająca melisa oraz mieszanka skrzypu i pokrzywy, która zapewnić ma piękny wygląd moim włosom. Ciepła herbata ziołowa rozgrzewa mnie od środka, a właściwości ziół są dodatkowym bonusem.



Ciepła krowa
Ten oryginalny przepis na drinka podpatrzyłam w Świętej Krowie - krakowskiej knajpce. Pokochają go wszyscy wielbiciele mleka. Wystarczy podgrzać mleko, dodać miodu, cynamonu i... kieliszek wódki (w oryginale jest to Krupnik, ale czysta też się nada). Pyszota, a jak grzeje! W wersji dla niepełnoletnich i kierowców można pominąć alkohol - gorące mleko, miód i korzenne przyprawy też dadzą radę rozgrzać zmarzlucha.



Kocyk
Tego punktu chyba nie trzeba wyjaśniać - nie ma nic przyjemniejszego niż leniwy wieczór po ciężkim dniu, spędzony pod kocem na oglądaniu serialu lub czytaniu książki, z kubkiem grzańca w dłoni.



Ostrrrrro
Pikantne potrawy są idealne na chłodne dni. Odrobina pieprzu, imbiru, pikantnej papryki czy czosnek rozgrzeje nas od środka, a przy tym zapewni działanie bakteriobójcze, wspomoże metabolizm i obniży poziom "złego" cholesterolu we krwi. Pamiętajcie jednak o tym, by nie nadużywać pikantnych przypraw, zwłaszcza jeśli macie problemy z przewodem pokarmowym, nerkami lub pęcherzem.



Kochające ramiona
Nic nie rozgrzewa tak skutecznie jak gorrrrrący uścisk bliskiej osoby. Ewentualnie dobrze sprawdzi się też przytulenie do futrzaka (oczywiście pod warunkiem, że owy nie będzie miał nic przeciwko).



Lekarz
Jeśli wciąż jest ci zimno, jeśli - mimo prób rozgrzania - twoje stopy i dłonie temperaturą przypominają wieczną zmarzlinę... idź do lekarza i zrób badania. Istnieje prawdopodobieństwo, że masz chorobę układu krążenia lub innego rodzaju problemy ze zdrowiem, a tego nie można bagatelizować.



Jakie są Wasze ulubione sposoby na rozgrzanie w długie jesienne wieczory? Podzielcie się nimi ze mną :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...