Witajcie kochani w to zimne, szare poniedziałkowe popołudnie.
Na początek chciałabym zdradzić Wam pewną tajemnicę i poprosić o decyzję.
Jak już mówiłam- 14 lutego ruszy moje drugie rozdanie. Dziś przygotowywałam notkę (zostanie wyświetlona automatycznie 14 lutego o 14:14, więc bądźcie czujni!) i jestem z tego powodu taka podekscytowana! Uwielbiam dawać Wam prezenty.
Dziś udało mi się też znaleźć pewne cudowne miejsce, w którym niebawem mam zamiar zrobić bardzo duże kosmetyczne zakupy. Ale nie zdradzę Wam szczegółów! Powiem tylko tyle, że być może w kolejnym rozdaniu (nie tym walentynkowo - urodzinowym, ale jeszcze następnym) do wygrania może być paleta cieni firmy Sleek. Dlatego bardzo Was proszę o rzucenie okiem na oferowane przez Sleek'a palety i zdecydowanie w ankiecie, która paleta najbardziej by Was ucieszyła. Wiem, że moje plany są bardzo dalekosiężne, ale... nie potrafię się powstrzymać ;)

Koniec informacji parafialnych na dziś. Przechodzimy do recenzji suplementu diety Merz Special Dragees, który miałam możliwość wypróbować na przełomie grudnia i stycznia. Brałam tylko jedno opakowanie, jednak efekty były widoczne, dlatego zdecydowałam się na recenzję.


Opakowanie: Jedno opakowanie to 60 drażetek, które wystarczą nam na 30 dni (bierze się jedną tabletkę dwa razy dziennie). Tabletki zamknięte są w wygodnym, szklanym słoiczku. Opakowanie dobrze spisuje się w podróży (Merz Special było ze mną na wyjeździe sylwestrowym w góry), łatwo wypada z niego jedna drażetka, nie wysypują się pozostałe. Dodatkowo słoiczek umieszczony jest w kartonie, jednak ja niestety już nie mam zewnętrznego opakowania, więc nie zobaczycie go na zdjęciach. W kartonie poza słoikiem z tabletkami znajduje się też ulotka.

Użytkowanie: Ze względu na pewne dwie niezbyt przyjemne sytuacje z dzieciństwa, mam problemy z przełykaniem dużych tabletek (nawet zwykłe kapsułki to dla mnie spore wyzwanie)- dlatego niezmiernie się ucieszyłam, że Merz Special to nieduże, powlekane drażetki. Na jednym ze zdjęć widać, że są właściwie wielkości zbliżonej do zwykłej tabletki Ibupromu. Nie sprawiają żadnych problemów przy przełykaniu. Odpowiada mi też dawkowanie- jedna tabletka dwa razy dziennie (nie jest to za często, łatwo zapamiętać sobie, że tabletki bierzemy przy śniadaniu i kolacji- to eliminuje możliwość pominięcia dawki). Merz Special można łączyć z większością innych leków (oczywiście nie zaleca się stosowania innych preparatów o podobnym składzie, gdyż mogłoby to grozić hiperwitaminozą i przyniosłoby więcej szkody niż pożytku). Nie ma również żadnych przeciwwskazań do picia alkoholu podczas kuracji (no przecież nie mogłam odmówić sobie lampki szampana na Sylwestra! w ten sposób wypróbowałam łączenie Merz Special z alkoholem na własnej skórze :P).

Efekty: Pierwsze efekty stosowania leku były u mnie widoczne bardzo szybko- już po 2 tygodniach. Po 3 tygodniach efekt działania Merz Special wzmacniał się i tak było aż do zakończenia kuracji. Podejrzewam, że najlepsze efekty osiągnie się dzięki kuracji co najmniej 3-miesięcznej. Ja jednak nie mogłam sobie na to pozwolić, bo wiedziałam, że od połowy stycznia rozpoczyna się program ambasadorski CeraNova, a ja jako ambasadorka będę ten preparat przyjmować. Dlatego moja kuracja Merz Special zakończyła się po miesiącu. Efekty? Moje włosy bardzo się wzmocniły- przestały wypadać garściami, stały się bardziej lśniące i miękkie w dotyku. Skóra była wyraźnie bardziej gładka, lepiej utrzymywała wilgoć, wyglądała zdrowo. Lek nie wpłynął w żaden sposób na moje zmiany trądzikowe, ale nie wymagam tego, gdyż nie takie jest jego przeznaczenie. I najważniejsze- pierwszy raz od wielu lat nie rozdwajały mi się paznokcie! Co prawda nie mogę ich jeszcze zapuścić, ale jestem w stanie funkcjonować bez lakieru na paznokciach (do tej pory moje paznokcie tak się rozdwajały, że bez warstwy lakieru od razu łamały się i kruszyły). W dotyku paznokcie są twardsze i bardziej wytrzymałe. Wyglądają też na zdrowe i lśniące. Dlatego ja jestem bardzo zadowolona z tego, że dane mi było testować ten lek.

Skład: Witamina C, Niacyna, Witamina E, Kwas Pantotenowy, Witaminy z grupy B, Witamina A, Kwas Foliowy, Biotyna, Żelazo (fumaran żelaza), Cynk, Białko sojowe.

Cena: 40- 50zł
Dostępność: myślę, że lek można kupić właściwie w każdej aptece - tradycyjnej czy internetowej - ja akurat ten preparat dostałam jako nagrodę w pewnym konkursie, więc nie musiałam trudzić się zakupem.

Ocena: 6 (wysokie ostatnio oceny daję, ale to nie moja wina, że recenzowane produkty na takie właśnie oceny zasługują. Merz Special w moim przypadku sprawdziło się rewelacyjnie, drażetki mają odpowiednią dla mnie formę. Na pewno wrócę do nich, kiedy moja skóra, włosy i paznokcie będą potrzebować wzmocnienia. Plus za to, że pierwsze efekty są widoczne bardzo szybko).



Miało być krótko, a wyszło... jak zwykle.
No nic- pozdrawiam i zachęcam do udzielania odpowiedzi w ankiecie oraz dzielenia się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzach. Możecie pisać o Waszych doświadczeniach z Merz Special lub innych suplementach diety, o paletkach Sleek lub o czymkolwiek tylko chcecie :)
Dziś miałam nie męczyć Was już moimi notkami, ale wydarzyło się coś, co skłoniło mnie do napisania kilku słów. Dzisiejszego poranka moja służąca mi wiernie od paru tygodni maseczka ujrzała dno... Dlatego postanowiłam uczcić ją recenzją ;) Panie i Panowie, przedstawiam Wam kolagenową maskę do twarzy z proteinami kaszmiru i jedwabiu BingoSpa!

Wy czytajcie, a ja wracam do przygotowania niespodzianki walentynkowo-rocznicowej dla mojego ukochanego ;) trzymajcie kciuki, żeby mi się udało! Jeśli wyjdzie, dostaniecie fotorelację ;) A jeśli zechcecie, pochwalcie się w komentarzach, co Wy szykujecie na Walentynki i czy w ogóle je obchodzicie?
Ok, ale na razie wracamy do kosmetyków:

Maseczkę dostałam w ramach akcji promocyjnej organizowanej przez firmę BingoSpa na swoim fanpage na facebooku, jednak zaznaczam, że fakt ten nie miał żadnego wpływu na moją opinię. Nie jest to współpraca.


Opakowanie: maseczka dostępna jest w plastikowym słoiku. W opakowaniu dostajemy 120g maski. Moim zdaniem takie opakowanie jest bardzo wygodne- sami dostosowujemy porcję maski na jednorazową aplikację, łatwo wydostajemy kosmetyk z opakowania (nie wiem jak jest u Was, ale mnie strasznie wkurza wyjmowanie maski z jednorazowej saszetki- może mam za krótkie palce?) i od razu widzimy też, ile maseczki już jest zużyte, a ile jeszcze nam zostało. Słoiczek wygodnie się odkręca i podczas długiego używania maseczki nie deformuje się.

Użytkowanie: maska ma konsystencję przezroczystego, dość rzadkiego żelu. Kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz, byłam pewna, że przezroczysty żel raczej nie może mieć leczniczego działania na skórę... Po prostu nie uwierzyłam w jej skuteczność. Pierwsza aplikacja tylko upewniła mnie w tym przekonaniu- co prawda łatwo rozsmarowałam maskę na twarzy, kosmetyk okazał się wydajny, jednak zaraz po nałożeniu skóra zaczęła mnie piec. Obawiałam się podrażnień, jednak cierpliwie czekałam te wyznaczone 10 minut i... o tym napiszę poniżej w akapicie "efekty" ;) Maska ma bardzo przyjemny zapach- nie potrafię bliżej go opisać, nie jest to jakiś konkretny zapach- raczej odświeżający, powiedziałabym, że raczej unisex niż typowo kobiecy. Bardzo łatwo się ją zmywa- nie potrzeba ścierać ją z twarzy wacikami czy gąbką (jak np w przypadku maseczek z glinką).

Efekty: Dla mnie efekt działania maseczki był totalnie zaskakujący! Po zmyciu preparatu skóra jest wygładzona, nawilżona i delikatnie złagodzona. Maska nie tylko nie wywołała podrażnień, ale też złagodziła już istniejące podrażnienia i zaczerwieniania. Skóra po aplikacji jest delikatnie naprężona, jakby odżywiona. Nie wysusza się tak szybko. Kosmetyk nadaje się do każdego rodzaju skóry- maseczki używałam ja (cera wrażliwa, mieszana), moja siostra (cera trądzikowa) i moja mama (cera dojrzała, mieszana) i za każdym razem maseczka świetnie się spisywała. Dla mnie to jedno z kosmetycznych odkryć 2011 roku!

Skład: Niestety w składzie doszukamy się parabenów. Eh, chyba nie da się uciec od tych związków chemicznych. Poza tym w składzie znajdziemy kolagen- jak już pewnie wiecie, mam ostatnio fazę na punkcie kosmetyków kolagenowych.

Cena: 10zł
Dostępność: kosmetyki BingoSpa można kupić w sklepie internetowym: www.bingosklep.com - niektóre kosmetyki tej firmy są dostępne w Tesco, jednak ja tam nie bywam, więc Wam nie powiem, czy akurat tą maseczkę można w Tesco kupić.

Ilość zużytych opakowań: 1

Ocena: 5+ (ta maseczka zasługuje na taką ocenę- świetnie spełnia swoje zadania, jej aplikacja jest prawdziwą przyjemnością. Mały minusik za parabeny, tak jak obiecałam).





Znacie kosmetyki BingoSpa? Firma prowadzi aktualnie świetną akcję promocyjną- na ich fanpage na facebook'u można wziąć udział w ciekawych konkursach, w których do wygrania oczywiście kosmetyki :) Bardzo doceniam to, że stawiają na taką formę promocji- rozdają kosmetyki aktywnym fanom, w ten sposób budują zaufanie do marki i pozytywne skojarzenia. A że ich kosmetyki są naprawdę jakościowe i w dodatku niedrogie, na pewno wiele osób będzie do nich wracać i pieniądze zainwestowane w promocję szybko się zwrócą. We mnie na pewno mają już stałą klientkę.
A że mam sporo ich kosmetyków i większość z nich uwielbiam, spodziewajcie się niebawem większej liczby recenzji preparatów BingoSpa!

pozdrawiam i życzę udanego początku tygodnia!
Witajcie
Po pierwsze, zanim przejdziemy do recenzji, chciałabym zaprosić Was na świetny konkurs zorganizowany przez Tanikę i eko-drogerię internetową Biolander. Do wygrania są między innymi takie specjały jak mydło Alep. Nie wiem jak Wy, ale ja z pewnością wezmę udział, bo każda z trzech nagród do wygrania jest baaaardzo kusząca :) Jeśli chcecie poczytać więcej o konkursie, kliknijcie w obrazek poniżej. Przedstawia on konkursowe nagrody oraz przeniesie Was na bloga Taniki.


Dziś nadal pozostajemy w tematach sesyjnych. Co ma wspólnego sesja z żelem do powiek i pod oczy? Wiadomo, że egzaminy, zaliczenia, kolokwia wiążą się z dużą ilością czasu poświęconego na naukę. Studenci zarywają nocki, są niewyspani, zestresowani. To bardzo szybko odbija się na ich wyglądzie zewnętrznym- pierwszą oznaką takiego wyczerpania są spuchnięte powieki, sine worki pod oczami. Wiadomo, że żaden kosmetyk nie zastąpi 7 godzin snu na dobę, jednak żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem i babką FlosLek może troszkę złagodzić objawy zmęczenia.


Opakowanie: Żel zamknięty jest w małym, poręcznym plastikowym słoiczku. Bardzo wygodnie się z niego korzysta. W opakowaniu dostajemy 10g żelu. Może się to wydawać niedużo, jednak żel jest bardzo wydajny i taka ilość spokojnie wystarczy na miesiąc lub nawet dłużej. Słoiczek umieszczony jest w kartoniku, na którym znajdują się najważniejsze informacje dotyczące kosmetyku. W środku znajduje się też ulotka, która precyzuje informacje o żelu i pokazuje inne produkty z tej serii (FlosLek ma bardzo bogatą ofertę takich żeli pod oczy i na powieki- dostępne są one w różnych wariantach: z samym świetlikiem, ze świetlikiem i arniką, ze świetlikiem i aloesem, itp.).

Użytkowanie: żel jest bardzo wydajny- wystarczy tylko dotknąć palcem żelu, by na opuszku osadziła się ilość, wystarczająca do posmarowania górnej i dolnej powieki. Dlatego 10g wystarcza na naprawdę długo- nawet przy codziennej aplikacji. Ja stosuję go rano i wieczorem- najpierw rozprowadzam go okrężnymi ruchami, a następnie bardzo delikatnie wklepuję. Żel dobrze sprawdza się pod makijaż, jednak trzeba pamiętać o tym, by nie nałożyć go za dużo, gdyż wtedy makijaż może się rolować. Na zdjęciu żel wygląda, jakby miał kolor pomarańczowy. Jednak niewielka ilość nałożona na skórę jest bezbarwna, przezroczysta i nie pozostawia żadnego kolorku na powiekach.

Efekty: od razu zaznaczę, że nie jest to kosmetyk, który przynosi natychmiastowy efekt- jego siła tkwi w regularnym, długotrwałym stosowaniu (jak w przypadku większości kosmetyków ziołowych). Nałożony na powieki delikatnie chłodzi, łagodzi odczucie zmęczenia- w połączeniu z delikatnym masażem działa rewelacyjnie. Skóra jest ukojona, delikatnie nawilżona. I powiem Wam szczerze- nawet po ciężkiej nocy spędzonej nad notatkami nie pojawiły się opuchnięcia! Wszyscy znajomi myśleli, że ja olałam naukę na egzamin i poszłam spać. Nie chcieli mi uwierzyć, że spędziłam prawie całą noc na nauce.

WAŻNE: Żel nie zawiera sztucznych barwników i kompozycji zapachowych, nie był testowany na zwierzętach. Nadaje się dla osób noszących soczewki. Zawiera parabeny, jednak zapewne bardzo niewielką ilość (paraben znajduje się na końcu listy składników, czyli jest go najmniej).

Skład: W składzie znajdziemy wyciąg z takich ziół jak:
babka lancetowata (przyspiesza gojenie ran i regenerację naskórka, ma działanie bakteriostatyczne)
świetlik lekarski (stosowany przy chorobach lub podrażnieniu oczu- zapaleniu spojówek, światłowstręcie, nadmiernym łzawieniu, szybkim męczeniu się oczu. Rozjaśnia cienie pod oczami, rozświetla i nawilża delikatną skórę powiek, nie obciąża jej. Działa wygładzająco, lekko napina skórę. Wyrównuje koloryt skóry, łagodzi podrażnienia)
rumianek (przeciwdziała stanom zapalnym)
szałwia lekarska (działa antybakteryjnie, łagodząco, wspomaga gojenie się ran i podrażnień)
prawoślaz lekarski (działa zmiękczająco i ochronnie na skórę)

Cena: ok.6-7zł
Dostępność: jest to kosmetyk apteczny- ja kupuję go w osiedlowej aptece- nie widziałam preparatów FlosLek w drogeriach

Ilość zużytych opakowań
- 3 w trakcie

Ocena: -6 (małe odjęcie punktów za nieszczęsne parabeny, jednak poza tym skład jest świetny- bardzo dużo wyciągów ziołowych. Poza tym skuteczne działanie, niska cena, duża wydajność- dla mnie super! Osobiście nie znam lepszego żelu pod oczy- znalazłam swój ideał i nie chcę testować innych)


Znacie kosmetyki FlosLek? Ostatnio doszukałam się informacji, że robią nie tylko żele pod oczy i na powieki. A może znacie inne preparaty na powieki? Czekam na Wasze komentarze :)
Witam Was gorąco w ten okropny, mroźny wieczór.
Mam już za sobą egzaminowy maraton- jakoś go przeżyłam, nawet z całkiem niezłym wynikiem ;)
Teraz będę mieć więcej czasu na tworzenie ciekawych notek.

Po pierwsze chciałam jeszcze raz baaaaaardzo serdecznie podziękować wszystkim biorącym udział w moim pierwszym rozdaniu. Nagrody wysyłam do zwycięzców jutro. A tymczasem... nie mogłam się oprzeć i już przygotowałam nagrody na kolejne rozdanie. Dawanie Wam prezentów niesamowicie wciąga :) Tak więc spodziewajcie się rozdania już 14 lutego. Będzie to rozdanie walentynkowo- urodzinowe- tzn zacznie się w Walentynki (14 lutego), a skończy w moje urodziny (14 marca). Do wygrania będą różniaste kosmetyki, ale szczegółów na razie Wam nie zdradzę, choć mnie kusi ;)

Wracając do głównego tematu notki- sesja to trudny czas. Niewyspanie, ciągły stres, dużo nauki- aby to przeżyć, trzeba sobie jakoś poprawiać humor. Podobno skuteczna jest czekolada- ja jednak wolę nie próbować metody "zajadania stresów", bo po każdej sesji miałabym 100kg nadwagi. Dlatego wybrałam inne, jeszcze przyjemniejsze rozwiązanie- ZAKUPY! :)
Oto, co znalazło się w moim drogeryjnym koszyku:


1 - Podkład Bourjois Healthy Mix - mój ukochany podkład. W Rossmanie trwa na niego aktualnie promocja, więc polecam tym bardziej. Ja właśnie wróciłam do niego po krótkiej przerwie spowodowanej zerowym stanem konta bankowego ;] Gdyby ktoś chciał poczytać jego recenzję by xkeylimex, odsyłam TUTAJ.
Kupione w: Rossmann, cena: 47,99zł.

2 - Preparat do usuwania skórek wokół paznokci - Aroma Żel Kozmetika Afrodita - pół Krakowa złaziłam na piechotę (co jest sporym poświęceniem przy piętnastu stopniach mrozu), by znaleźć cokolwiek do usuwania skórek. W żadnej drogerii nic nie mieli, aż w końcu przesympatyczny pan ochroniarz z Rossmana doradził mi specjalistyczny sklep przy ulicy św. Gertrudy... Tam doradzili mi właśnie Żel Afrodyty. Podobno jest wydajny, skuteczny i wszyscy go lubią. Wypróbujemy, zobaczymy ;)
Kupione w: Saba (ul. św. Gertrudy 19 Kraków), cena: 27zł.

3 - Patyczek do skórek - nie byłam pewna, czy w preparacie do usuwania skórek będzie coś takiego, więc się skusiłam i kupiłam ten rossmanowskiej produkcji. Efekty opiszę niebawem ;)
Kupione w: Rossmann, cena: 4,99zł.

4 - Carmex classic w sztyfcie - aktualnie w Rossmanie trwa promocja na Carmexy, więc nie mogłam się oprzeć i w końcu kupiłam. Ale żeby usprawiedliwić przed samą sobą zakup kolejnej pomadki do ust (chociaż mam już 3 pomadki i 1 balsam), postanowiłam, że Carmexa podaruję siostrze (chociaż i tak będę jej od czasu do czasu go podbierać :P)
Kupione w: Rossmann, cena: 7,99zł.

5 - Maseczki Rival de Loop - ze względu na mróz i suche od kaloryferów powietrze, postanowiłam troszkę nawilżyć moją cerę maseczkami. A że nie mogłam się zdecydować na żadną z nich, wzięłam wszystkie trzy (odpuściłam sobie tylko peel off - bo ona w nawilżaniu by mi nie pomogła).
Kupione w: Rossmann, cena: 1,39zł (za sztukę- czyli saszetka z dwoma porcjami maseczki).

6 - Pasta do zębów Colgate White Fresh - nad pastą do zębów debatować nie będę- pasta jaka jest, każdy widzi.
Kupione w: Rossmann, cena: 6,19zł.

7 - Odżywka do włosów Dove Intense Repair - jakiś czas temu Dove zorganizowało akcję promocyjną, podczas której rozdawali próbki szamponów i odżywek z tej serii. Przyznam, że był to świetny chwyt marketingowy, bo ja się zakochałam i skusiłam na zakup pełnowartościowego produktu.
Kupione w: Rossmann, cena: 9zł z groszami (wybaczcie, nie pamiętam dokładnej ceny)

8 - Płyn do płukania ust Prokudent - płyny do płukania ust to moje małe zboczenie- nie potrafię bez nich funkcjonować. Dlatego kiedy tylko zobaczyłam promocję na rossmanowy płyn, od razu się skusiłam.
Kupione w: Rossman, cena: 6,99zł.

9 - Oliwkowe mydło pod prysznic Ziaja - wiele dobrego słyszałam o żelach pod prysznic z tej firmy. Mam jeszcze tylko połowę butelki żelu, więc uznałam, że mam prawo do kupna nowego ;) Cena kusząca, pojemność spoooora. Zobaczymy, jakie będą efekty.
Kupione w: Rossman, cena: 6,39zł.

10 - Oczyszczający tonik z witaminami Bourjois - przykro mi, ale nie mogłam się oprzeć. Promocja na produkty Bourjois + ja = zakupy. Podobno przeznaczony jest do każdego typu skóry- zobaczymy, jak moja będzie go tolerować. Na razie jestem zadowolona- dobra cena, duża pojemność i piękny zapach.
Kupione w: Rossman, cena: 11,99zł.

11 - Krem do rąk Garnier do pielęgnacji skóry bardzo suchej - zimą moje dłonie wariują - robią się suche, powstają na nich pryszczyki, które pękają i potwornie pieką. Jedynym ratunkiem jest mocne nawilżanie. Czerwony Garnier jest przeze mnie sprawdzony już nieraz i wiem, że mogę na nim polegać. Miałam zamiar kupić Dove do skóry suchej (w promocji za 5,99zł), ale Dove ma mniejszą pojemność, a poza tym uznałam, że skoro trwają siarczyste mrozy, to lepiej kupić coś, co na 100% mi pomoże, a nie ryzykować i testować coś, czego nigdy jeszcze nie miałam.
Kupione w: Rossman, cena: 8,29zł.

12 - Jedwab do włosów Biosilk - co prawda nie ma go na zdjęciu, bo kupiłam go dopiero dziś, a fotka powstała wczoraj, jednak warto o nim wspomnieć. Moje włosy przechodzą ostatnio same siebie pod względem zimowego elektryzowania. Oczywiście nakładam na nie odpowiednie odżywki i maski, ale to nic nie daje. Więc kiedy znalazłam ten jedwab na promocji, nie zastanawiałam się długo. Miałam go już nie raz i dobrze służył moim włosom.
Kupione w: Drogeria Firlit (ul. Karmelicka 66, Kraków), cena: 4,99zł.

Kupiłam też jeszcze sporo innych rzeczy, ale Wam ich nie pokażę, bo to niespodzianki na rozdanie :)

Pochwalcie się, czy Wy skorzystałyście z kosmetycznych wyprzedaży?
Hej :)
Dziś 1 lutego, a więc czas na wyniki mojego pierwszego blogowego rozdania. Nagrody są skromne, ale obiecuję, że kolejne rozdanie będzie większe i bardziej kosmetykowe :)
Już planuję, co znajdzie się w paczce dla przyszłego zwycięzcy- na pewno jakiś śliczny lakier do paznokci i coś z mojej ukochanej firmy Bourjois (może płyn micelarny do demakijażu lub tonik).
Ok, nie przedłużając- postanowiłam rozlosować 3 nagrody, tak jak było wstępnie ustalone. To i tak sporo na kilkunastu uczestników ;)

Przygotowywanie karteczek... Było aż 45 losów :)
Losy przygotowane... Napięcie rośnie...
Losy wrzucone do maszyny losujÄ…cej ;)
Losowanie przeprowadziła moja siostra, a ja uwieczniłam je na zdjęciach.

Ok, czas na wyniki. Losowanie odbyło się w odwrotnej kolejności, jednak ja publikuję wyniki "od tyłu", by było większe napięcie :)

JEŚLI GIF SIĘ NIE PORUSZA, KLIKNIJ NA OBRAZEK- WTEDY OTWORZY SIĘ W LEPSZEJ ROZDZIELCZOŚCI I JAKO OBRAZEK RUCHOMY :)

NAGRODĘ NR 3 ZDOBYWA...


NAGRODA NR 2 WĘDRUJE DO...


AND THE WINNER IS...


GRATULUJĘ!!!
Do dziewczyn wysyłam emaile z prośbą o adresy, na które powędrują nagrody.
Jeśli w ciągu 48 godzin od wysłania emaila nie dostanę odpowiedzi, losowanie nagrody odbędzie się raz jeszcze, z wyłączeniem osoby, która poprzednio wygrała i straciła swoją szansę (jednak mam nadzieję, że taka sytuacja się nie zdarzy).


EDIT: Wszystkie wylosowane osoby podały mi już adresy, więc żadnego dodatkowego losowania nie będzie ;)
Dziękuję wszystkim za zabawę i aktywny udział!
Powiem Wam w sekrecie, że już mam przygotowaną część nagród do kolejnego rozdania, które wystartuje 14 lutego. Bądźcie czujni i zaglądajcie na bloga!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...