Witajcie!

W dzisiejszej notce pokrótce opiszę Wam, jak spisują się kosmetyki z czerwcowego ShinyBoxa. Jak być może pamiętacie, byłam zadowolona z zawartości urodzinoweg pudełka (urodzinowego, bo ShinyBox kończyło pierwszy roczek). Czy produkty spełniły moje oczekiwania?


Dermo Pharma Maska w formie płatu bawełnianego Coenzyme Q10
Jak podaje informacja na opakowaniu, maska zdobyła tytuł "Kosmetyku roku 2012". Czy na niego zasługuje? Po jednej aplikacji nie potrafię tego stwierdzić... Maseczka okazała się fajna, dobrze nawilżyła skórę, jednocześnie nie pozostawiając lepkiej warstwy i nie zapchała porów skóry. Aplikacja płatu kolagenowego przebiegła u mnie bez żadnych problemów.
Zaliczam jÄ… na: PLUS

Green Pharmacy Peeling cukrowo-solny olej arganowy i figi
O ile masło z tej serii sprawdziło się u mnie super (bardzo przyjemnie nawilżało, pięknie, delikatnie pachniało), ten peeling nie spisał się nawet w połowie tak dobrze jak masełko... Być może wynika to z tego, że przyzwyczaiłam się obecnie do mocnego i tłustego zdzierania z P&R. Ten peeling ma konsystencję gęstego masła z zatopionymi w środku średniej wielkości drobinkami. Ja zaliczam go do kategorii średnio/lekko zdzierających. Nawilżenie, jakie pozostawił po aplikacji, było dla mojej normalnej skóry niewystarczające. Użyłam dwa razy i odstąpiłam cioci, która przyjęła go już bardziej serdecznie niż ja.

Zaliczam go na: MINUS

KMS California Hair Play Makeover Spray
To coś to po prostu suchy szampon. W internecie czytałam kilka mega pozytywnych opinii na jego temat i... muszę się z nimi zgodzić! Ten spray jest świetny! Ma przyjemny, niedrażniący zapach (np. suche szampony Batiste mają dla mnie za mocną woń). Co ważne: NIE BIELI włosów. Świetnie odświeża włosy- wyglądają jak świeżo umyte.
Zaliczam go na: PLUS

Organique Krem do stóp Hydramax & Tymianek & Szałwia
Z tego kremu ucieszyłam się najbardziej. Miałam dobrą intuicję, bo krem okazał się fajny. Nawilża co prawda niezbyt mocno, ale za to idealnie odświeża stopy! Po aplikacji czuję delikatny chłodek, od razu znika ból, zmniejsza się opuchlizna stóp. Po całym upalnym dniu posmarowanie nim obolałych stópek to prawdziwe wybawienie. Polecam zwłaszcza na lato.
Zaliczam go na: PLUS

PAESE Manifesto Pomadka w płynie 904
Przeraziłam się, widząc wściekle różowy kolor tej pomadki. Stwierdziłam, że na pewno jest nie dla mnie, ale spróbowałam i przepadłam. Pomadka aplikuje się dość wygodnie, daje na ustach przepiękny, intensywny i mocno napigmentowany kolor, który "wgryza" się w usta i nawet, kiedy pomadka się zetrze, wargi pozostają zabarwione. Do tej pory nie używałam żadnej pomadki w intensywnym kolorze - Paese jednak mnie przekonało. Teraz stosuję ją prawie codziennie! Oczy podkreślone jedynie maskarą, delikatny róż oraz taka intensywna pomadka to teraz mój ulubiony makijaż na słoneczne dni.
Zaliczam jÄ… na: PLUS



Jak widać, bilans wypada pozytywnie! Na 5 kosmetyków są aż 4 plusy.
To jednak tylko moja opinia.
Jestem ciekawa, czy znacie któryś z tych kosmetyków i być może macie o nim inne zdanie niż ja?

Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli :*
Mnie czeka spotkanie rodzinne, relaks, trochę słońca :)
Witajcie Kochani.

Peelingowanie skóry jest dla mnie czynnością bardzo ważną. Staram się regularnie (przynajmniej raz w tygodniu) wykonać peeling całego ciała. Moje wymagania wobec peelingów są dość specyficzne - lubię, by drobinek było dużo i by były one dość ostre. Idealnie, jeśli peeling ma jakieś inne właściwości poza samym peelingowaniem - to znaczy jeśli jest peelingiem myjącym albo jeśli nawilża skórę.
Jednym z moich peelingowych HITów jest niewątpliwie Szarlotkowy peeling do mycia ciała Farmona (jego recenzję znajdziecie TUTAJ). Jakiś czas temu dołączył do niego drugi peelingowy HIT - tym razem mający właściwości nawilżające.
Mowa o... PAT&RUB  Home SPA StymulujÄ…cy piling do ciaÅ‚a.
Czy ten kosmetyk wart jest grubej sumki, jaką sobie za niego życzy producent?


Opakowanie: kosmetyk dostajemy w dużym plastikowym słoju mieszczącym aż 500ml pilingu. Wydobywanie kosmetyku mokrą dłonią nie jest może najbardziej higienicznym, ale chyba jedynym sensownym rozwiązaniem (gęstego peelingu cukrowego raczej się do opakowania air-less nie wepcha :P).


Stosowanie:
+ Drobinki peelingujące - sama natura - brązowy cukier trzcinowy i sól (czyli grubo i na ostro, tak jak lubię - bez skojarzeń :P)
+/- Konsystencja - bardzo gęsta, zbita... peeling to właściwie cały słój cukru z solą, nasączonych olejkami, ale tylko do tego stopnia, by całość była mokra, ale nadal zbita, nie pływająca w olejkach. Może sprawiać małe problemy podczas aplikacji, ale można się do tego przyzwyczaić.


+ Zapach - specyficzny... kosmetyk pachnie intensywnie rozmarynem, wyczuć można również cytrusowe nuty. Po otwarciu opakowania zapach zdaje się być bardzo mocny, jednak w trakcie aplikacji słabnie i po spłukaniu peelingu jest już prawie niewyczuwalny na skórze.
+ Wydajność - ta kwestia jest dla mnie szokująca. Stosuję ten peeling 1-2 razy w tygodniu od kwietnia. I nadal jest w opakowaniu! Co prawda zostało go może na jedną aplikację, ale przyzwyczaiłam się do tego, że peelingi solne czy cukrowe nigdy nie były zbyt wydajne. Poprzednie peelingi cukrowe innych firm wystarczały mi na 5-8 aplikacji, a tutaj... Szok.


Efekty:
Ten piling zdecydowanie zaliczyć można do silnych zdzieraków- takich, jakie lubię. Drobinki peelingujące są duże i ostre. Jednak dzięki temu, że są naturalne, rozpuszczalne, możemy regulować sobie ich właściwości peelingujące - jeśli chcemy mieć silny peeling, nakładamy na ledwie wilgotną skórę. Jeśli wolimy delikatniejsze właściwości, nakładamy na mokrą skórę.
Druga ważna właściwość tego peelingu to nawilżanie skóry. A raczej natłuszczanie. Po spłukaniu kosmetyku na naszej skórze pozostaje gruba warstwa olejku. Nie musimy już niczym się smarować i nawilżać. Z jednej strony jest to ogromny plus, bo oszczędzamy czas i nawilżamy skórę naturalnymi olejami, ale niektórym taka gruba warstwa tłuszczyku może przeszkadzać. Nie polecam używać go do porannej kąpieli (no chyba, że macie zamiar resztę dnia spędzić w piżamie). Najlepiej używać go wieczorem. Ja robię to w ten sposób, że po spłukaniu delikatnie wycieram skórę ręcznikiem, zakładam luźną piżamę i idę spać. Rano budzę się ze skórą nawilżoną, ale nie tłustą, nie pokrytą żadnym filmem, i tak gładką, że aż nie mogę uwierzyć, że to rzeczywiście jest moja skóra. Dodam, że nawilżenie utrzymuje się cały dzień.
Piling nie wywołał u mnie podrażnień- jedynie bezpośrednio po aplikacji skóra czasem jest trochę zaczerwieniona, ale to ze względu na mocne tarcie. Po kilku minutach zaczerwienienie znika. Nie zapycha.
Uwaga: nie stosujcie tego peelingu po depilacji oraz na miejsca podrażnione, zranione - zawarta w peelingu sól sprawi, że będzie piekło ;)


Skład: cudowny, naturalny w 100%. Poniżej zamieszczam Wam dokładne INCI z rozpiską, jakie właściwości mają poszczególne składniki (analiza w oparciu o informacje ze strony PAT&RUB):

INCI:
Sucrose - cukier trzcinowy; peelinguje, odkaża, rozjaśnia skórę
Sodium Chloride - sól; składnik peelingujący, odkażający, źródło mikroelementów
Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil - olej z nasion słonecznika; zawiera fosfolipidy, naturalną witaminę E, karoten; zmiękcza, wygładza, wzmacnia skórę, ma działanie przeciwrodnikowe, przeciwzapalne, jest niekomedogenny
Caprylic/Capric Triglyceride - roślinna substancja zmiękczająca i ułatwiająca rozpuszczanie
Glyceryl Dibehenate - roślinny zagęstnik, poprawia konsystencję, nawilża i natłuszcza
Tribehenin - naturalny wosk, stabilizuje emulsje
Glyceryl Behenate - roślinny zagęstnik, poprawia konsystencję emulsji, nawilża i natłuszcza
Tocopherol (mixed) - naturalny antyoksydant, działa nawilżająco, przeciwstarzeniowo, przeciwzapalnie, blokuje wolne rodniki, poprawia mikrocykrulację
Beta-Sitosterol - roślinny emolient
Squalene - składnik z oliwy z oliwek; ma właściwości antybakteryjne, przeciwgrzybiczne, odżywcze i regenerujące
Citrus Medica Limonum Peel Oil - olejek z pestek cytryny; podnosi ukrwienie skóry, redukuje cellulit, oczyszcza skórę i zamyka pory
Citrus Grandis Peel Oil - olejek z pestek grejpfruta; tonizuje, pobudza krążenie
Citrus Nobilis Peel Oil - olejek z pestek mandarynki; działa antyseptycznie, uspokajająco, tonizująco
Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil - olejek rozmarynowy; pobudza, tonizuje, stymuluje
Citral - naturalny składnik olejku eterycznego
Citronellol - naturalny składnik olejku eterycznego
Geraniol - naturalny składnik olejku eterycznego
Limonene - naturalny komponent zapachowy (naturalnie znajduje się w skórce cytryny)
Linalool - naturalny komponent zapachowy


Cena: 99 zł za 500ml
Dostępność: drogerie Sephora lub online (http://www.patandrub.pl/sklep/p-75-stymulujacy-peeling-do-ciala-home-spa/)

Ocena: 5/6 (Jedyny minus tego pilingu to cena. Pocieszam się myślą, że P&R często urządza różnego rodzaju promocje, bo w regularnej cenie na pewno go nie kupię. Jest cudowny, jest niesamowicie wydajny, jest ekologiczny, więc z pewnością wart każdej złotówki, ale ja po prostu nie mogę sobie pozwolić, by wydać stówkę na peeling. Jeśli upoluję go w korzystnej promocji, kupię bez wahania, bo dla mnie jest to po prostu HIT i odkąd go stosuję, nie mam ochoty kupować żadnych innych peelingów. P&R uzależnia ;P)


Znacie peelingi do ciała PAT&RUB?

Jeśli chcecie na własnej skórze wypróbować dobroczynne działanie scrubu PAT&RUB, zachęcam do udziału w moim rozdaniu (klikajcie w banner, a przeniesie Was na odpowiednią stronę):


Witajcie!

Ci z Was, którzy śledzą blogowy profil na Facebooku, na pewno wiedzą już o tym, że rozpoczęłam drugą pracę. O ile pierwsza praca dawała mi dużo swobody (zawsze o niej mówiłam - "grafik napięty, ale elastyczny"), druga praca to standardowe 8h w konkretnym miejscu. Czas wolny znowu skurczył mi się praktycznie do zera, ale postanowiłam, że nie będzie się to odbywać kosztem bloga i postaram się regularnie dodawać notki. Zresztą to tylko praca dorywcza, pewnie potrwa kilkanaście dni ;)

Dziś przygotowałam post z czerwcowymi zużyciami. Widać po nich wyraźnie, że upały zaatakowały - wzrosło zużycie żeli pod prysznic i mazideł do ciała. Kiedy jest 30 stopni w cieniu, prysznic raz dziennie to dla mnie stanowczo za mało.

1. Organique SPA & Wellness Kawowe masło do ciała - fajnie nawilżało, trochę ujędrniło skórę, ale... na tym plusy się kończą. Brudziło ubranie na brązowo, zmieniało zapach, jak utleniający się samoopalacz. NIE wrócę do niego. Recenzję poczytacie TUTAJ
2. Farmona Sweet Secret Waniliowy krem do ciała - właściwości nawilżających odmówić mu nie można, bo nawilżał przyzwoicie i też skład miał nienajgorszy (brak parafiny czy oleju mineralnego). Niestety zapach był dla mnie nie do zniesienia - za słodki, zbyt mdły, za sztuczny. Do tego w środku zatopione były czarne drobinki, które chyba miały imitować pestki z laski wanilii. Niestety na skórze czasem pozostawiały czarne smugi, co strasznie mnie denerwowało. NIE wrócę do niego.
3. Ziaja MED Kuracja lipidowa Fizjoderm balsam - najgorszy balsam ever! Słabo nawilżał moje suche łydki. Wchłaniał się dobrze, ale jego zapach pozostawia wiele do życzenia. Ja wiem, że to seria hipoalergiczna, ale jeśli ktoś ma delikatną skórę, to nie oznacza, że powinien śmierdzieć, a po tym balsamie skóra po prostu śmierdziała. Zużywałam go rok (tylko na łydki w formie wspomagającej dla innych balsamów) i jeszcze trochę jest go na dnie, jednak wyrzucam, bo już za długo stoi otwarty. NIE kupię ponownie!
4. Balea Lotion do ciała kokos i kwiat tiare - bardzo ładny zapach, optymalne właściwości nawilżające, lekka konsystencja, czyli balsam idealny na gorące dni, kiedy musiałam czymś nawilżyć skórę, ale nie chciałam pokrywać ją warstwą tłustego masła. Recenzję poczytacie TUTAJ. Czy wrócę do niego: TAK!

5. Dove Kremowy mus pod prysznic - bardzo go polubiłam. Taka nowa forma kosmetyku kąpielowego idealnie się u mnie sprawdziła. Recenzja TUTAJ. Czy wrócę do niego: TAK
6. Dove Odżywczy żel pod prysznic - bardzo dobry jak na drogeryjny żel pod prysznic. Gęsty, wydajny, o ładnym zapachu. Recenzja: TUTAJ. Czy wrócę do niego: MOŻE...
7. Balea Żel pod prysznic kokos i kwiat tiare - niezły, choć jak dla mnie trochę zbyt rzadki. Recenzja: TUTAJ. Czy wrócę do niego: MOŻE...

8. Dove Antyperspirant w sprayu Original i GoFresh - moim zdaniem najlepsze antyperspiranty w sprayu dostępne na drogeryjnej półce. Czy kupię ponownie: TAK

9. Yves Rocher Peeling morelowy do twarzy - wiele osób bardzo go polecało, a mnie... niestety nie zachwycił. Nie mogę za bardzo na niego narzekać, bo zły nie był, ale ja zdecydowanie bardziej wolę peelingi, które mają więcej drobinek ścierających. Tutaj było ich stosunkowo niewiele. Czy kupię ponownie: NIE
10. Handmade Cosmetics Krem nawilżający N1 - jeden z najlepszych kremów do twarzy, jaki kiedykolwiek stosowałam. Recenzja: TUTAJ. Czy wrócę do niego: TAK (zimą)

11. Darchem Cosmetics Zmywacz do paznokci - jeśli kiedykolwiek zobaczycie ten zmywacz w sklepie, omijajcie go szerokim łukiem! Nieziemsko śmierdzi - aż nie da się tego wytrzymać! Ja wiem, że zmywacze z reguły nie mają przyjemnego zapachu, ale to coś, to już przesada. Poza tym strasznie działał na paznokcie :/ Czy kupię ponownie: NIE
12. Joanna Sensual krem do depilacji nóg - dobra jakość za niską cenę. Wracam do niego regularnie, czasem zdradzam Joaśkę z Eveliną ;P Recenzja: TUTAJ (jest to co prawda recenzja wersji niebieskiej, ale zielona wersja sprawdza się u mnie dokładnie tak samo). Czy kupię ponownie: TAK
13. Clarena Push Up Cream Krem do biustu - jakaś zalegająca glossyboxowa miniaturka, która na niewiele mi się zdała, bo ja biustu właściwie nie mam - płaska deska ze mnie ;P Czy kupię ponownie: NIE


Na koniec chciałam Wam jeszcze pokazać moją wygraną w konkursie u Bless The Mess. Bardzo dziękuję Lenie i Lonie, a także organizatorowi i sponsorowi - Cleanic oraz Brand Support. Jestem mega szczęśliwa! :)



P.S. Znacie jakieś ciekawe audiobooki (ciekawe = na podstawie ciekawych książek + czytane przez jakiegoś sensownego lektora)? W pracy mam możliwość słuchania i w ogromnym morzu aubiobooków nie wiem, które warte są uwagi.

Miłego popołudnia! :*
Witajcie!
Dzisiejszy post na blogu Piękność Dnia zainspirował mnie do tego, by napisać Wam o pewnym kosmetyku, który już od kilku miesięcy towarzyszy mi w codziennym makijażu. Co więcej jest na tyle dobry, że już teraz mogę Was zapewnić, że będzie towarzyszył mi jeszcze dłuuugo- po skończeniu opakowania mam zamiar kupić kolejne. Mowa o bazie pod cienie do powiek: Lumene Beauty Base Eyeshadow Primer.
W tym miejscu chciałabym baaaardzo podziękować Hexxanie, ponieważ to właśnie Hexx poleciła mi to cudo.


Poprzednio stosowałam bazę pod cienie ArtDeco. Początkowo byłam nią zachwycona, gdyż baza idealnie spełniała swoje zadanie, była wydajna. Jednak po około 9 miesiącach stosowania zmieniła swoją konsystencję i przede wszystkim utraciła właściwości. Podejrzewam, że powodem było jej wyschnięcie. Cóż, taki urok baz w słoiczku. Pół słoiczka bazy wyrzuciłam do śmieci.
Dlatego na jej zastępstwo szukałam bazy w innym opakowaniu - w tubce lub z aplikatorem a'la błyszczyk/korektor.


Zdecydowałam się na Lumene i nie żałuję. Pamiętam, że kupiłam ją w sklepie Igruszka w Dniu Darmowej Dostawy, więc zapłaciłam tylko 29,90zł za sam kosmetyk (7ml), koszty przesyłki pokrył sklep.
Trzy dyszki to naprawdę korzystna cena za kosmetyk o takich właściwościach! Ale po kolei...


Baza zamknięta jest w małej, wąskiej tubce, która nie zajmuje zbyt wiele miejsca w kosmetyczce, jest wygodna i praktyczna - umożliwia higieniczne dozowanie, pozwala kontrolować ilość nakładanego kosmetyku i przede wszystkim nie powoduje wysychania bazy.


Baza ma postać beżowego, pozornie tłustego i dość gęstego... musu (sprawia wrażenie lekkiej, delikatnej). Dlaczego pozornie tłusta? Ponieważ wrażenie "tłustości" wywołują zawarte w niej silikony - tak naprawdę baza nie tłuści powiek. Aplikuje się bezproblemowo- ja wyciskam odrobinę na palec i opuszkiem delikatnie rozsmarowuję ją na powiece (stosuję ruch "wklepująco-rozsmarowujący" :P). Powieki delikatnie pudruję i dopiero wtedy nakładam cień. Staram się "wklejać" cień na bazę, a nie rozcierać go po powiece. Makijaż oka rozcieram dopiero na koniec, kiedy wszystkie cienie są już nałożone i dobrze przyklejone do bazy.


Jak siÄ™ sprawuje ten kosmetyk?
Co do właściwości bazy nie mam najmniejszego zarzutu. Potrafi utrzymać moje naturalnie przetłuszczające się powieki w ryzach, dając mi pewność, że nałożone na powiekę cienie będą się trzymać idealnie od rana do wieczora - nawet w temperaturze iście tropikalnej, jaka męczyła nas kilkanaście dni temu. Podczas trwania upałów byłam przekonana, że makijaż moich oczu po prostu spłynie, jednak okazało się, że nawet w takich ekstremalnych warunkach baza dała radę - nic nie spłynęło, cienie nie zbiły się w załamaniach powieki.
Duży plus za to, że baza nie roluje się na powiece, nie podrażnia moich oczu.
Dla mnie ważne jest również to, że pięknie wydobywa kolor nałożonego na nią cienia. Zobaczcie poniższe zdjęcia:

Glazel Eye Shadow - bez numeru

Inglot Eye Shadow Double Sparkle 484

Golden Rose Terracotta Glitter Eyeshadow 229

M.A.C Pro Longwear Eye Shadow Hot Paprika

Ocena: 6-/6 (Dla mnie ta baza ma wszystkie cechy, które pozwalają uznać ją za mój ideał - daje mi rewelacyjną trwałość makijażu, zapewnia łatwą aplikację i pewność, że zdążę zużyć ją do końca, że nie wyschnie w połowie słoiczka jak ArtDeco. Poza tym jest tania (30zł za meeeega wydajność to moim zdaniem niedużo). Mogłaby być nieco lepiej dostępna- ja osobiście nie widziałam produktów Lumene stacjonarnie.)


Stosujecie bazy pod cienie do powiek w codziennym makijażu?
Macie swojego ulubieńca w tej kategorii?
Witajcie!
Jak minÄ…Å‚ Wam weekend?

Zastanawiając się nad dzisiejszym wpisem w ramach Pięknego Początku Tygodnia przypomniałam sobie o pewnej piosence, która była wielkim hitem w czasach, kiedy miałam 12-13 lat. Wchodziłam w trudny okres dojrzewania, moje ciało zaczynało się zmieniać i pojawiały się kompleksy na punkcie mojego wyglądu... Piosenka, o której mowa, a także nagrany do niej teledysk, były dla mnie bardzo ważne. Choć nie jest to gatunek muzyczny, za którym przepadam, nie jestem też wielką fanką wokalistki wykonującej ten utwór, jednak jego tekst i przekaz wpłynęły na mnie bardzo mocno.

Na pewno znacie tą piosenkę bardzo dobrze, myślę jednak, że warto ją przypomnieć.
Kiedy macie gorszy dzień, zanućcie ją sobie pod nosem albo przynajmniej w myślach przywołajcie jej słowa.



Pozdrawiam! :*


P.S. Pamiętajcie o rozdaniu, w którym do wygrania scrub i żel myjący PAT&RUB:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...