Słodkości na ostro, czyli peelingi Farmona Sweet Secret

78 Komentarzy
Witajcie kochani!

Pogoda dzisiaj znowu leci w kulki - wczoraj narobiła mi nadziei, że wreszcie nadejdzie wiosna, a dziś znowu śnieg... Co prawda od razu się stopił, ale jednak widok białego puchu za oknem skutecznie popsuł mi nastrój.

Aby poprawić sobie (i być może także Wam) nastrój, przygotowałam recenzję porównawczą dwóch peelingów, których zapach sprawia, że zapominam o paskudnej pogodzie, o całym świecie, i czuję się po prostu szczęśliwa. Producent chyba władował do tych kosmetyków jakieś hormony szczęścia ;)
A mowa o:
- Farmona – Sweet Secret – Szarlotkowy peeling do mycia ciała
- Farmona – Sweet Secret – Orzechowy scrub do mycia ciała


Zaczniemy od szarlotki z bitą śmietaną i cynamonem – mniam!


Opakowanie: peeling zamknięty jest w plastikowej butelce „z klapką”. Obawiałam się, czy to dobre rozwiązanie, jednak okazało się, że kosmetyk ma na tyle rzadką konsystencję, że bez większych problemów wypływał z opakowania. Jednocześnie pozwalało to zachować higienę. Niestety butelka jest nieprzezroczysta.


Stosowanie:
+ Drobinki peelingujące – są małe, ale bardzo ostre. Świetnie zdzierają martwy naskórek, jednocześnie nie powodując podrażnień (przynajmniej u mnie). Są to drobinki sztuczne. Ich ilość jest optymalna.
+ Konsystencja – niezbyt gęsta, żelowa, ale nie utrudnia aplikacji, nie spływa.

Peelingujące właściwości mają te małe, ledwo widoczne żółte drobinki, przypominające trochę pokruszone na drobno płatki kukurydziane ;)

+ Pienienie się – peeling ma właściwości myjące, na skórze tworzy delikatną, kremową pianę. Nie pieni się jakoś mega obficie, ale wystarczająco.
+ Zapach – zdecydowanie na plus! Peeling pachnie jak świeżo upieczona szarlotka domowej roboty- słodko, ale nie przesadnie. Ja uwielbiam takie wonie.
+ Wydajność – peeling jest bardzo wydajny, wystarcza na kilkanaście do 20 aplikacji.

Efekty:
Producent sugeruje codzienne stosowanie peelingu. Dla mnie byłoby to niewskazane- peeling jest dość mocny, drobinki są niewielkie, ale bardzo ostre, dlatego moim zdaniem w zupełności wystarczą 2-3 aplikacje tygodniowo.
Ja jestem zachwycona efektem działania peelingu szarlotkowego. Genialnie peelinguje skórę, pozostawiając ją gładką i miękką. Pobudza mikrokrążenie w skórze, dzięki czemu balsam czy masło nałożone po kąpieli lepiej i głębiej się wchłania. Poza tym nie podrażnia, nie uczula. Lubię go też za właściwości myjące- dzięki temu przed peelingiem nie muszę stosować żelu pod prysznic.


Skład: jest taki sobie – na drugim miejscu mamy SLES- silny środek myjący, który w większych ilościach i przy dłuższym stosowaniu może powodować podrażnienia. Poza tym w pierwszej połowie składu substancje zapachowe. Plus za brak parabenów i za naturalne wyciągi – z jabłka, proteiny mleka, olejek cynamonowy, puder z nasion jojoba, pantenol.

INCI: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Polyethylene, Polyurethane, Parfum (Fragrance), Polysorbate 20, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Powder, Propylene Glycol, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Hydrolyzed Milk Protein, Lactose, Panthenol, Inulin, Cinnamomum Zeylanicum (Cinnamon) Bark Oil, Styrene/Acrylates Copolymer, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Caramel Colour E150d, Cinnamal.


Cena: ok. 13 zł za 250ml




Kiedy opisałam Wam już smakowitą szarlotkę, możemy przejść do kolejnego deseru. Bez obaw o kalorie! Przed Wami Muffinki orzechowe z karmelem.


Opakowanie: Ten peeling dostajemy w plastikowym słoiczku. Opakowanie jest wygodne i praktyczne, ale niezbyt higieniczne – nabieramy peeling mokrymi dłońmi, na których mogą znajdować się również pozostałości innych kosmetyków... Ale bez przesady, pompki air-less w przypadku peelingu nie wymagam :P


Stosowanie:
+/- Drobinki peelingujące – producent użył dokładnie tych samych drobinek, jakie mamy w peelingu szarlotkowym. Również są małe, ostre, sztuczne, ale skuteczne. Jest ich odpowiednia ilość, ale mam wrażenie, że przez inną, bardziej kremową konsystencję peelingu, nie mają już takiej mocy jak w przypadku peelingu szarlotkowego. Mam wrażenie, że nieco bardziej ślizgają się po skórze. Mimo to są jak najbardziej ok, dają oczekiwany efekt.
+ Konsystencja – bardzo rzadka, ale nie na tyle, by spływała nam z dłoni. Peeling jest kremowy, jak rozrzadzony balsam do ciała.


- Pienienie się – ten peeling teoretycznie również powinien być myjący (przynajmniej tak zapowiada producent), jednak nie wytwarza piany i nie daje uczucia czystości. Trzeba stosować go po użyciu żelu pod prysznic czy mydła.
+ Zapach – om nom nom! Kiedy otworzyłam opakowanie peelingu, zakochałam się po pierwszym niuchnięciu. Peeling pachnie mega słodko, orzechowo, przepysznie! Ja jestem ogromną fanką tego zapachu. Lubię go nawet bardziej niż szarlotkowy.
+ Wydajność – peeling jest wydajny, starcza na kilkanaście aplikacji.


Efekty:
Bardzo dobrze peelinguje, pozostawia skórę gładką i miękką, pobudza mikrokrążenie. Mam jednak wrażenie, że jest odrobinę delikatniejszy niż szarlotkowy.
Nie jest to peeling myjący, nie ma też jakiś wybitnych właściwości nawilżających. Po jego użyciu skóra jest nieco bardziej nawilżona niż gdybyśmy tylko umyli się żelem czy mydłem, ale i tak wymaga dodatkowego nawilżenia balsamem.
Nie podrażnia, nie uczula, ale niestety u mnie przyczynia się do zapychania- to pewnie wina parafiny na początku składu.


Skład: przeciętny. Na minus zaliczam parafinę na trzecim miejscu, silikony na początku składu oraz parabeny. Na plus- substancje zapachowe na końcu, w połowie składu naturalne ekstrakty (nie za wiele, ale są)- olej makadamia, wosk.

INCI: Ethylhexyl Stearate, Polyurethane, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Cyclopenthasiloxane, Cyclohexasiloxane, Glyceryl Stearate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Macadamia Ternifolia Shell Powder, Cera Alba (Beeswax),Caramel Colour E150d, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Disodium EDTA, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), BHA


Cena: ok. 12-13 zł za 225ml


Dostępność: większe i mniejsze drogerie (podobno trudno znaleźć w sklepach te kosmetyki – przyznam, że ja nigdy nie szukałam ich na półkach, a nawet gdyby, to wydaje mi się, że Kraków ma stosunkowo dobre zaopatrzenie w kosmetyki Farmony, więc nie mam odniesienia do innych miast.); online (http://sklep.farmona.pl/)

Ocena – SZARLOTKA: 6-/6 (Obniżam punkty za mocny detergent w składzie, ale tak naprawdę nie wpływa to na moją ogromną sympatię do tego kosmetyku. Kiedyś stosowała go też moja siostra i powiedziała mi, że to jej ulubiony peeling. Ja chyba podpiszę się pod jej słowami! Dla mnie idealny!)

Ocena – ORZECHOWE MUFFINY: 4/6 (Dobrze peelinguje, nie podrażnia, cudownie pachnie, jest niedrogi. Minus za średni skład i za zapychanie. Przyczepię się również do tego, że nie jest to peeling myjący, choć producent tak go określa.)



Podsumowując- Farmona robi bardzo fajne peelingi! Choć drobinki peelingujące nie są naturalne, są jednak bardzo skuteczne. A zapachy bardzo umilają peelingowy rytuał.
Jak słusznie zauważyła jedna z Czytelniczek- Farmona promuje się jako "Laboratorium Kosmetyków Naturalnych", choć te peelingi nie spełniają wymogów kosmetyków naturalnych czy organicznych. Dlatego zaznaczam, że te kosmetyki do naturalnych nie należą, choć nie zmienia to mojej sympatii do nich.

Czujecie się zachęceni do wypróbowania takich słodkich peelingów? ;)
Jeśli tak, zapraszam na moje rozdanie, gdzie do wygrania między innymi peeling szarlotkowy i szarlotkowe masło z Farmony:

Kliknij w banner



 Dziękuję firmie Farmona za udostępnienie kosmetyków do testów.
Jednocześnie zaznaczam, że fakt otrzymania kosmetyków za darmo nie wpłynął na moją ocenę.



Podone posty:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...