Zasada ograniczonego zaufania

129 Komentarzy
Mój tata jest wytrawnym kierowcą - kierowanie różnymi pojazdami zawsze było dla niego pasją. Od dziecka wpajał mi pewną podstawową zasadę obowiązującą w ruchu drogowym - zasadę ograniczonego zaufania. Z czasem nauczyłam się, że zasadę tą warto stosować również w innych aspektach życia...

Źródło

Dziś będzie 'notka-smutałka', notka na narzekanie. No bo jak tu nie narzekać, kiedy przez błędy innych ludzi ja muszę ponosić koszty rzędu kilku tysięcy złotych?!

Już Wam tłumaczę, o co chodzi.
Pamiętacie, jak narzekałam w Wielkanoc na bolący ząb? Okazało się, że jest pod nim ropa i dentystka orzekła, że nadaje się tylko do usunięcia. Ewentualnie można spróbować go leczyć kanałowo pod mikroskopem (koszt ok. 1tys zł.), a jeśli to nie pomoże, wyrwać. A to nieciekawa opcja, ponieważ moja szczęka została już wcześniej pozbawiona 4 (zdrowych!!!) zębów na zlecenie ortodonty (aż mi się niedobrze robi na myśl o tym kolesiu). Więc przy kolejnym zębie musiałabym już mieć wstawiony implant, a to nie tylko cholernie bolesne, ale i koszmarnie drogie (ok. 6tys zł. za jednego zęba). Koszmar...
I wiecie, co jest w tym najgorsze? Że tego zęba leczyłam wcześniej u dwóch lekarek, płaciłam za dwie plomby światłoutwardzane i żadna lekarka nie zauważyła, że coś jest z nim nie tak.

Źródło

Parę dni temu dotarła do mnie smutna informacja - umarła pewna suczka z mojego osiedla. Była młoda, zadbana, nie cierpiała na żadną przewlekłą chorobę. Zatruła się - wet orzekł, że to może pasożyty i zasadził jej końską dawkę leków odrobaczających (jak sam to przyznał - taka porcja leków może wysłać psa na tamten świat). Nie jest pewne, czy suczka padła po tych lekach, czy od zatrucia. W każdym razie nie pomogły kroplówki, transfuzja krwi - biedactwo miało dziurę w żołądku, wymiotowało krwią. Nie wiem, czy dało się jej pomóc, nie znam się na tym. Jestem jednak zdania, że końska porcja leków na odrobaczanie na pewno jej nie pomogła. Nie dało się wcześniej zrobić badań, czy pies rzeczywiście ma pasożyty?!

Źródło

Co mają wspólnego te dwie historie?
Nawet w kontaktach z lekarzami musimy kierować się zasadą ograniczonego zaufania.
Przykłady mogłabym mnożyć - weterynarz Olisa, który leczył jego "alergię" antybiotykiem (potem okazało się, że to nie alergia, tylko zakażenie bakteryjne, które nie poddawało się antybiotykowi z tej grupy), dermatolog która przez pół roku kazała mi brać antybiotyk i lek przeciwwirusowy (bez przeprowadzenia badań, co tak naprawdę mi dolega), kardiolog, która zapisała mojej babci dwa leki o identycznym składzie, ale innych nazwach, i kazała przyjmować je równocześnie (co oczywiście wykończyłoby babcię)....

Źródło

Ja tu czegoś nie rozumiem. Lekarze kształcą się tyle lat, więc wiedzy im chyba nie brakuje. Więc o co chodzi?! Skąd biorą się takie sytuacje?! Tak ewidentne błędy w sztuce lekarskiej?!
Czy to brak chęci, zaangażowania? A może rutyna?

Znalezienie lekarza, któremu możemy w 100% zaufać jest dzisiaj chyba równie trudne jak trafienie 6 w totka.
Życzę Wam, żebyście nigdy nie trafili na takich partaczy. Chociaż nie... to chyba niemożliwe. Życzę Wam w takim razie, byście mieli na tyle dużo intuicji i wiedzy, by wiedzieć, kiedy lekarzowi nie ufać.

Źródło

A najbardziej życzę Wam (i sobie samej zresztą też) doktora takiego jak House - niech sobie będzie chamski, ironiczny, uzależniony od Vicodinu - ważne, żeby był kompetentny ;)


Jakie są Wasze doświadczenia z lekarzami? Ufacie im w 100%?




Podone posty:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...