Keep calm and drink water!

54 Komentarzy
Witajcie Kochani!
Powolutku wracam do regularnego blogowania. Na Wasze komentarze zamieszczone pod poprzednimi postami odpowiem, kiedy tylko odeśpię te kilka zarwanych nocek ;)

Dziś mam dla Was post, który części z Was wyda się "oczywistą oczywistością", mimo to zachęcam Was do przeczytania go, bo może się okazać, że pewne kwestie wcale takie oczywiste nie są.
Dziś będę Was namawiać do picia wody.

Źródło

Jakiś czas temu dzięki zaproszeniu od Atqi brałam udział w akcji Dobrowianki - przez 15 dni miałam pić po 2 litry wody mineralnej dziennie. Nie chcę tu promować marki Dobrowianka, bo nie o to mi chodzi - w kampanii brałam udział jako osoba prywatna, nie jako blogerka, więc nie jestem zobligowana do pisania o akcji. Odnoszę się do niej mimo to, ponieważ ta akcja była dla mnie po prostu objawieniem.

Źródło
Przed akcją wydawało mi się, że piję wystarczająco dużo płynów dziennie. Ze dwie kawki, na uczelni sok, w domu kilka kubków herbaty, na dobranoc kubek mleka.
Piłam, kiedy poczułam, że chce mi się pić, wierząc, że mój organizm jest mądry i wskazuje mi, czego ode mnie wymaga. Nie czułam się źle, moja cera nie wyglądała na przesuszoną.

Akcja Dobrowianki uświadomiła mi, że 2 litry wody dziennie to strasznie dużo! Na początku nie mogłam się przyzwyczaić do takiej ilości płynów, miałam wrażenie, że w ciągu dnia nie robię nic innego, tylko piję (i biegam do toalety...). Piłam jednak wytrwale, rozkładając sobie te 2 litry na małe łyczki wypijane co kilka minut. Już po kilku dniach przywykłam do picia takich ilości i w taki sposób, przestało to być dla mnie problemem.

Czy po 15 dniach picia 2 litrów wody poczułam się lepiej?
Źródło
Tak, ale nie był to efekt "WOW". Poczułam się lżejsza. Mam wrażenie, że trochę zeszczuplałam. Największe jednak zmiany zauważyłam w moim wyglądzie- skóra naprawdę stała się bardziej nawilżona (choć nie zmieniałam w tym czasie nic w pielęgnacji!), sprężysta i świetlista. Najważniejsze jest dla mnie to, że zniknął mój odwieczny problem suchych ust! Wcześniej nie pomagały mi żadne specyfiki - po wchłonięciu / zlizaniu mazidła, wargi na nowo zaczynały być suche i spękane. Teraz prawie odzwyczaiłam się od smarowania ust, bo są one nawilżone jakoś tak... same z siebie.

Po zakończeniu tej akcji oczywiście piję dalej ok. 2 litry wody dziennie (około, ponieważ czasem mniej, czasem więcej - w takie dni jak dziś 2 litry by mi nie wystarczyły). Nie wyobrażam sobie, bym mogła pić mniej - mój organizm przyzwyczaił się do takiego nawadniania i teraz znacznie szybciej niż moi znajomi zaczynam odczuwać, że chciałabym sięgnąć po butelkę wody.

Nawadnianie organizmu wodą mineralną ma również inne plusy - związane z dbaniem o piękną figurę. Ja ostatnio nie stosowałam diety, nie ćwiczę nic a nic, a trochę schudłam. Wydaje mi się, że to dlatego, że dzięki wodzie jem nieco mniej.
Kiedyś wyczytałam, że uczucie pragnienia często mylone jest z uczuciem głodu. Pomyślałam "eeee, niemożliwe, przecież ja wiem, kiedy jestem głodna, a kiedy chce mi się pić". Pewnego dnia poszłam do kuchni po wodę, ale po drodze natknęłam się na jakieś słodkości (rurki z kremem waniliowym z Biedronki - jeśli lubicie takie rzeczy, kupcie koniecznie, są wyborne!) i zjadłam kilka. Przestało mi się chcieć pić. Naukowcy jednak mieli rację! Teraz, zanim sięgnę po coś do jedzenia, wypijam trochę wody. Dzięki temu nie mam ochoty na podjadanie między posiłkami i w ogóle zjadam mniej.
Jest też inna kwestia - totalnie odzwyczaiłam się od słodkich napojów. Ostatnio zamiast wody wzięłam na uczelnię sok jabłkowy i po prostu nie mogłam go wypić, taki wydawał mi się słodki.

Źródło

Dla mnie intensywne nawadnianie ma jeszcze jeden spory plus - zdrowotny. W mojej rodzinie wiele osób ma problemy z nerkami- kamienie, kolki nerkowe są przekazywane chyba z pokolenia na pokolenie. Widząc, jak mój tata potwornie się męczył podczas ostatniej korki nerkowej (musieliśmy wzywać pogotowie), stwierdziłam, że muszę zadbać o moje nerki, by nigdy nie musieć przechodzić czegoś podobnego.



Źródło
Na koniec przytoczę Wam jeszcze fragment felietonu Beaty Pawlikowskiej w rossmanowej gazetce "Skarb" (06.2013):
"Niedawno w parku Masai Mara w Afryce spotkałam dwoje Polaków. Świeciło słońce, śpiewały ptaki, baobaby zaczynały nieśmiało wypuszczać pierwsze listki, dzikie zwierzęta bez lęku wychodziły na sawannę. Safari było świetne, ale Polacy czuli się dziwnie zmęczeni.
- Nie mogę spać - narzekała Maria, wachlując się kapeluszem. - Leżę z zamkniętymi oczami i nic.
Spojrzałam na jej afrykański ekwipunek: Maria była prawidłowo wyposażona w krem przeciwsłoneczny, okulary, płyn przeciw owadom, była ubrana w lekkie bawełniane szorty i koszulę. Niby wszystko gra.
- A pije pani wodę? - zapytałam.
- E, w ogóle nie chce mi się pić - odrzekła Maria i klapnęła na siedzenie dżipa.
- I pewnie ciągle panią boli głowa? - domyśliłam się.
- No właśnie...
- I nic się pani nie chce?
- A skąd pani to wie?
- I jest pani ciągle zmęczona, na nic pani nie ma chęci, nic panią nie cieszy, tak jakby wpadła pani w depresję, tak?
- A to na wszystkich tak działa Afryka? - ucieszyła się pani Maria, ale szybko wyprowadziłam ją z błędu."

Apeluję do Was bardzo gorąco - jeśli boli Was głowa, czujecie się na taki upał ospali, zmęczeni, macie kłopoty z koncentracją - nie czekajcie, aż organizm sam dopomni się o wodę. Pragnienie to pierwszy sygnał odwodnienia organizmu, a do tego nie należy dopuszczać. Pijcie co najmniej 1,5 l niegazowanej wody dziennie (w takie upały półtora litra na pewno nie wystarczą, weźcie pogodę pod uwagę!).

Gwarantuję Wam, że jeśli regularnie i sensownie będziecie nawadniać organizm, poczujecie się lepiej i zauważycie zmiany w swoim wyglądzie.

Dajcie znać, czy pijecie w ciągu dnia odpowiednią ilość wody, czy też macie z tym problem tak jak ja jeszcze do niedawna?

Źródło

* Zaznaczam, że nie jest to post sponsorowany.


Podone posty:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...