Brazylia to chyba jeden z najbardziej gorących krajów - nie tylko ze względu na panujące tam temperatury. Brazylia to piękna plaża Copacabana, to półnagie tancerki z karnawału w Rio, to duszne lasy Amazonii.
Brazylia to gorąca latynoska krew.
Marka O.P.I stara się odwzorować te emocje w serii lakierów Brazil.
Jakiś czas temu miałam ogromne szczęście wygrać u mrMAJLAJF'a zestaw miniaturek lakierów O.P.I Brazil. Przygotowałam dla Was swatche czterech brazylijskich kolorów. Mam nadzieję, że podzielicie mój zachwyt nad słodkimi Copacababies :)












Poznajcie je bliżej:

Where Did Suzi's Man-go?
Kolor tego lakieru rzeczywiście kojarzy się z soczystym mango - to rozbielony pomarańczowy o kremowym wykończeniu. Kryje przyzwoicie po dwóch warstwach (przy pierwszej bardzo smuży), chociaż trzecia by mu nie zaszkodziła, bo gdzieniegdzie były jednak widoczne prześwity. Zmywa się bez problemów. Moim zdaniem na lato będzie idealny.






Kiss Me I'm Brazilian
Jest to typowo "barbiowy" odcień różowego (ewidentnie kojarzy mi się z lalką Barbie), troszkę rozbielony, o kremowym wykończeniu, nieźle napigmentowany (dwie warstwy wystarczyły, przy pierwszej warstwie lakier smuży). Nie wiem, jaki to może mieć związek z Brazylią. Po dłuższym zastanowieniu pomyślałam, że może chodzi o panującą wśród Brazylijek modę na operacje plastyczne, stylizowanie się na taką idealną laleczkę? Piszcie w komentarzach, jakie Wy macie pomysły na interpretację tego koloru :)





AmazON... AmazOFF
Ten odcień określony jest jako głęboka leśna zieleń. Również ma kremowe wykończenie. Z całej czwórki jest najmocniej napigmentowany - już jedna warstwa daje niezłe krycie, dwie to maksimum. Bardzo dobrze się rozprowadza, nie smuży. Pięknie wygląda na krótkich paznokciach. Ma jednak spory minus - strasznie brudzi skórki podczas zmywania i może zafarbować paznokcie nawet pomimo nakładania go na bazę. 

AmazON kojarzy się jednoznacznie z amazońską dżunglą. Tylko czemu AmazOFF? Może to zwrócenie uwagi na wycinanie równikowych lasów deszczowych?





Next Stop... The Bikini Zone
W buteleczce wydawał się niepozornym "brokatowcem". Nakładałam go na paznokcie bez przekonania. Potrzebował trzech warstw do satysfakcjonującego krycia (dzięki tej transparentności może sprawdzić się również jako top na inny lakier). Okazał się być największą niespodzianką z całego zestawu. W przezroczystej bazie zatopione są ogromne ilości maleńkich błyszczących drobinek, które tworzą na paznokciu fioletowo-srebrną taflę. Zależnie od światła lakier zmienia się w bardziej ciepły, różowo-fioletowy, niekiedy lśni odcieniem starego złota. Najpiękniej wygląda w sztucznym świetle (co możecie zobaczyć na ostatnim zdjęciu). Nie powiem wam, jak się zmywa, bo tak mi się spodobał, że nie chciałam się go pozbywać z paznokci. Podejrzewam, że będzie wymagał użycia folii aluminiowej.
Kojarzy mi się oczywiście z obłędnymi kreacjami i błyszczącymi makijażami tancerek podczas karnawału w Rio.







Który z Copacababies spodobał Wam się najbardziej?
Co sądzicie o brazylijskiej edycji O.P.I?

Miłego weekendu!
Mamy już prawie środek czerwca, więc jest już trochę późno na wspominanie maja, ale trudno. Krótkie recenzje muszą się pojawić, a ja chciałabym się pozbyć śmieci z szafy.
Jeśli jesteście ciekawi, co poleci do kosza, zapraszam!


Dla tych z Was, którzy wolą oglądać denko w formie interaktywnej grafiki, przygotowałam taką mini-wersję. Poniżej mała legenda. Jeśli w opisie pojawi się link, będzie to odnośnik do recenzji.

-   nie kupię ponownie

-   nie wiem, czy kupię ponownie

-   kupię ponownie





Jeśli jednak wolicie tradycyjną formę denka, poniżej zdjęcia z klasycznym opisem:

ORIGINAL SOURCE - Żel pod prysznic malina i wanilia
Jego zapach skutecznie umilał mi kąpiel - przywodził na myśl takie waniliowo-truskawkowe cukierki (Alpen Liebe?), które uwielbiałam, gdy byłam dzieckiem. Z właściwościami było już niestety trochę gorzej - wydajność średnia, dość rzadka konsystencja, ale ogólnie nie jest źle.
Czy kupię ponownie: NIE

DOVE - Purely Pampering Żel pod prysznic migdały i hibiskus
Uwielbiam żele Dove. Nie tylko pięknie pachną, ale mają również świetne właściwości. Są wydajne, kremowe, doskonale się pienią, a co najważniejsze, pozostawiają skórę gładką i nie tak przesuszoną, jak po innych żelach z drogeryjnej półki. Nawet mój tata uwielbia kosmetyki do mycia Dove. Ostatnio powiedział mi: "Jak będziesz pisać coś o Dove, to napisz, że mają najlepsze mydła w płynie. Możesz się na mnie powołać." Także opinia nie do podważenia ;P
Recenzja: TUTAJ
Czy kupię ponownie: TAK

WELLNESS & BEAUTY - Lotion do ciała pomarańcza i granat
Ten niedrogi balsam marki rossmanowej okazał się moim hitem. Bardzo dobrze nawilża skórę, pomimo lekkiej konsystencji. Błyskawicznie się wchłania, pachnie całkiem przyjemnie. Warto zwrócić na niego uwagę.

Recenzja: TUTAJ

Czy kupię ponownie: TAK

THE BODY SHOP - Masło do ciała słodka cytryna

Niektóre masła do ciała to po prostu gęste balsamy. W tym przypadku konsystencja odpowiadała nazwie. Właściwości nawilżające i natłuszczające również. Bardzo dobry produkt do suchej skóry. Niestety jednak zapach wersji cytrynowej zupełnie mi się nie spodobał.
Czy kupię ponownie: TAK, ale inny zapach (np. miodowy)

L'OCCITANE - Red Cherry żel pod prysznic i lotion do ciała
Obydwa kosmetyki darzyłam sporą sympatią, oszczędzałam je jak tylko mogłam. Zapach linii Red Cherry bardzo przypadł mi do gustu. Żel był wydajny, dobrze oczyszczał, balsam okazał się lekki, ale mimo to skuteczny w nawilżaniu.

Recenzja: TUTAJ

Czy kupię ponownie: NIE WIEM, wszystko przemawia za, ale ceny tych kosmetyków są na razie nie na moją kieszeń

DOVE - GoFresh Antyperspirant w sprayu
Dezodoranty Dove należą do moich ulubionych. Dobrze na mnie działają, a poza tym mają piękne zapachy (zwłaszcza te z linii GoFresh).

Recenzja: TUTAJ

Czy kupię ponownie: TAK

EVELINE - Zmywacz do paznokci

Ten kosmetyk pozytywnie mnie zaskoczył. Skutecznie zmywał wszystkie lakiery, nawet te z drobinkami (chociaż te typowo brokatowe oczywiście musiałam usuwać metodą foliową), jednocześnie nie przesuszając paznokci i skórek. Pachnie całkiem znośnie. Dodatkowy plus za fajne opakowanie - pompka działała bez zarzutu, zmywacz się nie rozlewał (miałam kiedyś zmywacz z Biedronki, też z taką pompką, jednak z zakupów doniosłam do domu 3/4 buteleczki, bo reszta się rozlała, mimo że nie machałam nim jakoś wybitnie).
Czy kupię ponownie: NIE WIEM (zależy, ile kosztuje - jeśli jest dużo droższy od zmywacza z Isany, to zostanę wierna Isanie, bo też jest dla mnie dobra).

BALEA - Odżywka do włosów mango i aloes
Przyznaję się bez bicia - w maju olewałam trochę moje włosy, nie miałam czasu na jakąś zaawansowaną pielęgnację. Dobrze, że miałam tę odżywkę. Dzięki niej moje włosy są gładkie i lśniące nawet wtedy, kiedy nałożę ją po myciu dosłownie na minutkę.

Recenzja: TUTAJ

Czy kupię ponownie: TAK

HESH - Kalpi Tone maska w proszku do ciemnych włosów

Ten produkt dostałam od sklepu Pięknalia. Niebawem napiszę Wam o nim więcej. Wstępnie powiem tylko tyle, że moich naturalnie ciemnych włosów nie przyciemnił nic a nic, ale za to sprawił, że zyskały piękny ciepły blask.
Czy kupię ponownie: TAK, mimo trudności z aplikacją maski (za każdym razem cała wanna ubrudzona zgniłozielonym błotkiem...)

ISANA - Krem do rąk z mocznikiem 5%
Ulubiony! Ale tylko na te dni, kiedy dłonie się buntują (w zimie, podczas podrażnień) - w innych przypadkach jest trochę za ciężki.

Czy kupię ponownie: TAK

ISANA - Krem do rąk rumiankowy

Dla niewymagającej skóry całkiem dobry. Delikatnie nawilża, wchłania się w miarę szybko, jest bardzo wydajny i przyjemnie pachnie.

Czy kupię ponownie: NIE WIEM
DOVE - Krem do rąk
Jeden z ulubionych. Lekki, ale skuteczny.
Recenzja: TUTAJ
Czy kupię ponownie: TAK



MAYBELLINE - Instand Age Rewind Eraser Dark Circles korektor pod oczy
Wygrany sto lat temu u Urbi :) Sprawdził się u mnie bardzo przyzwoicie. Ładnie krył cienie pod oczami, ale niestety właził w zmarszczki, podkreślając je tym samym. Bardzo przyjemny w aplikacji, choć nie jestem pewna, czy taki aplikator należy do najbardziej higienicznych ;P Super sprawdzał się wtedy, kiedy przy mocniejszym makijażu cienie osypywały się pod oko - najpierw takie "osypki" delikatnie zmiatałam pędzlem, a ślady po nich zakrywałam właśnie tym korektorem.

Czy kupię ponownie: NIE WIEM, bo jeszcze nie zorientowałam się, gdzie go teraz w Polsce dostanę. Jest już u nas dostępny? Ktoś wie może?

JOKO - Queen Size maskara

Sam w sobie tusz określiłabym jako przeciętny, jednak aplikowany dołączoną szczoteczką okazał się słabiutki... żeby nie powiedzieć beznadziejny - szczoteczka w ogóle nie rozczesywała moich rzęs, pozostawiała na nich grudki, wykręcała je w jakiś dziwnych kierunkach.
Recenzja: TUTAJ
Czy kupię ponownie: NIE

BIELENDA PROFESSIONAL - Arbuzowa maska algowa do twarzy
Bardzo, bardzo fajna! Szkoda, że tak słabo dostępna (ja kupiłam ją na krakowskich targach kosmetycznych). Oszczędzałam ją jak mogłam, zostawiłam sobie porcję na ostatnią aplikację i... zapomniałam o niej. Leżała na półce parę miesięcy i chyba już nie nadaje się do użytku. Historia jak z Robinsonem Crusoe, który chomikował sobie jakąś konserwę na specjalną okazję, a kiedy w końcu ją otworzył, okazało się, że zawartość już nie nadawała się do jedzenia :P

Czy kupię ponownie: NIE WIEM - dla mojej cery chyba jednak bardziej nadawała się maska algowa z olejkiem z drzewa herbacianego Belnatur...

DERMEDIC - HydraIn3 Hialuro Serum nawadniające twarz, szyję i dekolt

To serum jest moim przełomowym odkryciem ubiegłego roku, kosmetyczną deską ratunkową, która wspomaga moją skórę w najtrudniejszych sytuacjach. Kiedy mi się skończyło, od razu pobiegłam do apteki po drugą buteleczkę. Tak się złożyło, że byłam w SuperPharm dwa razy i za każdym razem mówiono mi, że akurat chwilę wcześniej wyprzedano ostatnie serum... Ale jak to się mówi: nie ma tego złego, bo parę dni później kupiłam serum na promocji -50% ;)
Recenzja: TUTAJ
Czy kupię ponownie: TAK (już kupiłam :P)

PHARMACERIS - Nawilżający krem ochronny do twarzy SPF30
Krem SPF30 od Pharmaceris okazał się być naprawdę dobry, ale na sezon wiosenny. W lecie, podczas wyjazdu wakacyjnego, sprawdzał się jedynie solo - pod makijaż był już dla mnie za ciężki. Wiosną natomiast, kiedy moja skóra była mniej kapryśna, a pogoda nie tak upalna, nakładałam go pod makijaż z bardzo dobrym skutkiem. Krem nie zapychał, delikatnie nawilżał.

Czy kupię ponownie: NIE WIEM, na razie chcę wypróbować filtry z innych firm - aktualnie w użyciu mam Eucerin.

ISANA - Plastry z woskiem do depilacji twarzy i strefy bikini

Sprawdzone, ulubione, bo dobre i tanie.

Czy kupię ponownie: TAK

BIELENDA - Łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu awokado
Działanie kosmetyku nie daje jakiś wyraźnych podstaw do narzekania, jednak ja średnio go polubiłam. Może to dlatego, że mój poprzedni płyn dwufazowy był ideałem (Iwostin Lipidia), a może dlatego, że Bielenda była dla mnie trochę za tłusta, zbyt lejąca (nieraz zdarzało mi się wylać trochę kosmetyku poza wacik), nie podobał mi się też jego sztuczny zielony kolor. Faktem jednak jest, że zmywał bardzo dobrze, nie podrażniał, nie zapychał, nie piekł w oczy.
Czy kupię ponownie: NIE WIEM, może inną wersję

I tradycyjne pytanie na koniec - czy znacie któryś z powyższych produktów? Jak się u Was sprawdził?

Witajcie!
Ostatnie dni były dla mnie przełomowe - wreszcie mam za sobą bardzo ważny zabieg. I choć męczę się trochę, jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam podjąć taki krok. Kiedyś (pewnie dopiero za kilka miesięcy) opowiem Wam o tym dokładniej - na temat tej metody krąży mnóstwo mitów, które postaram się zweryfikować.

Dziś jednak skupimy się na moim ulubionym ostatnio lakierze do paznokci Mariza z serii Be Chic!
Dostałam go już jakiś czas temu na którymś z blogowych spotkań, ale długo musiał czekać na swoją premierę.


KOLOR
Choć podobno limonkowy był modny ubiegłego lata, ja odkryłam go dla siebie dopiero teraz. Odcień, który proponuje Mariza, jest soczystą mieszanką zielonego i żółtego. Zwraca na siebie uwagę, ale nie jest to kolor neonowy, który ewidentnie rzucałby się w oczy. Mi osobiście bardzo to odpowiada, bo dzięki temu mogę mieć taki manicure zarówno na co dzień, na jakieś nieformalne okazje, jak również do pracy czy na uczelnię, kiedy chcę wyglądać bardziej "grzecznie".


Wykończenie
W buteleczce widać maleńkie drobinki, które sprawiają, że lakier opalizuje w słońcu na zielono. Na paznokciach jednak wydaje się całkowicie kremowy. Dopiero w pełnym słońcu można zauważyć blask. Drobinki jednak są prawie niewidoczne, dodają jedynie błysku.


Lakier ma dobrą konsystencję - nie za rzadką ani nie za gęstą. Wysycha dość szybko, chociaż ja i tak dla pewności pokrywam go topem przyspieszającym wysychanie.
Na plus zasługuje szeroki pędzelek. Nie jest on co prawda tak szeroki jak w lakierach Essie czy Rimmel Salon PRO, ale znacząco ułatwia aplikację lakieru.


Jedyną wadą tego lakieru jest średnie krycie. Konieczne jest nałożenie dwóch grubych lub trzech cienkich warstw. Na szczęście emalia dobrze się rozprowadza i nie pozostawia smug.
Trwałość na moich paznokciach jest całkiem przyzwoita - utrzymuje się około 4 dni (teraz, kiedy jako rekonwalescent zostałam obibokiem, mam go już szósty dzień i zauważyłam jedynie dwa maleńkie odpryski).
Zmywa się bezproblemowo. O odbarwianiu płytki się nie wypowiadam, ponieważ nakładałam go na odżywkę do paznokci.


Lakier kupimy online (w wirtualnym sklepie Marizy chyba już go nie ma, ale widziałam go w innych internetowych drogeriach) lub u konsultantek marki.
Koszt lakieru do około 11 - 14 zł za 10ml.


Ocena: 4+/6 (Lakier pozytywnie mnie zaskoczył. Za niewielkie pieniądze dostajemy bardzo przyzwoity kosmetyk w idealnym na lato kolorze. Szkoda tylko, że kosmetyki Marizy nie są łatwiej dostępne - mam nadzieję, że to się niebawem zmieni, bo w asortymencie marki odkrywam coraz więcej godnych uwagi produktów.)


Co sądzicie o paznokciach w limonkowym kolorze?
Jakie kolory są Waszymi ulubieńcami na lato?


Jeśli śledzicie blogowy profil na Facebooku lub Instagramie, z pewnością wiecie, że wczoraj miało miejsce otwarcie kolejnego salonu Organique w Krakowie. Teraz krakowscy fani kosmetyków tej marki będą mogli kupić je nie tylko w Bonarce, Galerii Bronowice i Galerii Kazimierz, ale również w Parku Handlowym Zakopianka. 
Przygotowałam dla Was małą fotorelację z otwarcia. Zobaczcie, ile się działo! :)



Mogłyśmy wąchać i smarować do woli :) Na zdjęciu: Kasia i Dominika
Po wypróbowaniu tylu nowości człowiek może opaść z sił, dlatego zadbano o to, byśmy mieli zdrowe i smaczne źródło energii ;)


Pani Małgorzata z Organique oraz Pan Radosław - właściciel salonów Organique w Galerii Kazimierz i PH Zakopianka

Oficjalne przecięcie wstęgi

Taką okazję trzeba uczcić szampanem :)



Relacja "na żywo" na Instagramie ;)




Największą popularnością cieszyły się warsztaty wylewania mydeł glicerynowych, prowadzone przez przesympatycznego Pana Sylwka.



Sylwia jako Przyjaciółka Organique ma już doświadczenie w tych sprawach :)
Pachnące kolorowe mydełka powstawały w iście magiczny sposób.
Mydełka prawie jak żelki, mniam!
Moje mydlane serduszko z brokatem pachnie guawą :)
Zdjęcie made by Sylwia

Do odwiedzenia salonu kuszono w bardzo zdrowy sposób.

Soczyste jabłuszko i 20% rabat na wszystko to chyba wystarczający argument? ;)

Na zdjęciu Dominika i Patrycja

Po oficjalnej części przyszedł czas na prawdziwe świętowanie. Bawiliśmy się w pięknych okolicznościach - na barce na Wiśle przy Kładce Bernatka. 



Od lewej: ja, Kasia, Patrycja, Sylwia i Dominika




Bardzo dziękuję Panu Radkowi i Pani Ani za zaproszenie, Panu Sylwkowi za anielską cierpliwość, a Dziewczynom za świetną zabawę! :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...