Witajcie kochani!

Choć pogoda za oknem przepiękna (żałuję, że nie było takiej przez całą majówkę), ja dziś pokutuję w domu. Zwijam się z bólu (eh, kobiece przypadłości), a w przerwach od zwijania pomagam mojej siostrze w przygotowaniach do matury. Trzymajcie za nią kciuki od wtorku :)

Ze względu na doskwierający mi brak czasu, dziś znowu notka, w której będziecie mogli więcej pooglądać niż poczytać. Zapraszam na relację z mojej majówki.
W poniedziałek pojechałam razem z moim chłopakiem do Szczyrku. Spędziliśmy świetne 3 dni w tej uroczej, górskiej miejscowości. Choć było trochę chłodno i pochmurno, dobrze się bawiliśmy.

Zwróćcie uwagę na niedźwiedzi strój - ciepły polar, a pod nim był jeszcze wełniany sweterek :P

Fontanna, na której odczytać można słowa Kazimierza Przerwy Tetmajera:"Tu oczy obróciwszy ku złotemy słońcu
i ku białym obłokom na błękitnym niebie,
można świata zapomnieć
i zapomnieć siebie."

Centrum Szczyrku

Jedna z restauracji grupy Silveretta - Stary Młyn. A na pierwszym planie wypożyczone przez nas rowery.

Dzwonię do rodziców:
Ja - Jeździmy na rowerach, dojechaliśmy pod skocznie.
Tata: Ja pamiętam, jaka jest skocznia w Szczyrku. Taka stara, drewniana
xD

Deptak nad Żylicą - bardzo fajna trasa rowerowa, którą dojechać można podobno aż do Żywca (nie próbowaliśmy sprawdzać długości trasy :P).


Ścieżka rowerowa zapewnia naprawdę malownicze widoki.

Choć było chłodno, słonko czasem się pojawiało.


A tu widzicie w akcji moje ulubione buty do zadań specjalnych - Timberland Women's White Ledge Waterproof Hikking Boot. Pisałam Wam o nich kiedyś TUTAJ

Znaleziona przypadkiem - urocza Kapliczka u Walczaków, wybudowana w 1830 roku (wtedy w Szczyrku było jedynie 20 domów!).

Stara Karczma

Dzieci, zamknijcie oczy :P
Nie pytajcie, jak smakowały te dziwadła - wolałam nie próbować :P

Wnętrze restauracji Stary Młyn






Przepyszny żurek w restauracji Zapiecek (również Silveretta).



Wystrój w restauracji Zapiecek

Po powrocie do Krakowa spędziliśmy miły dzień na grilowaniu u babci. To właśnie wtedy - między jedną ulewą a drugą - udało mi się zrobić zdjęcia do wczorajszej notki ;)


Olie trochę się z nami nudził...








Na koniec przypominam Wam o trwającym jeszcze tylko do północy rozdaniu! Wszystkie informacje znajdziecie, klikając w baner poniżej:



Pochwalcie się, co Wy robiliście w majowy długi weekend? Mam nadzieję, że pogoda Wam dopisała i mogliście miło i aktywnie spędzić ten czas :)

Witajcie kochani!

Uffff, wróciłam już z majówkowego wyjazdu, jednak od razu spadło na mnie kilka zaległych obowiązków, dlatego wciąż nie wracam do "blogowania na pełny etat". Prawdopodobnie ten natłok spraw będzie mnie dręczył aż do końca maja, choć mam nadzieję, że te obawy się nie sprawdzą.

Dziś wreszcie chciałam pokazać Wam coś, co sprawiło mi ostatnio ogromną niespodziankę. Coś, co będzie mi towarzyszyć w lecie i- mam nadzieję- przetrwa dłużej niż jeden sezon. Moje nowe okulary słoneczne od Firmoo.


Na wstępie jednak kilka słów wyjaśnienia, dlaczego blogerka urodowa "uprawia żebractwo" i "wyłudza" od firmy coś niezwiązanego z tematyką bloga.
Mój blog jest blogiem głównie o tematyce kosmetycznej, ale nie chcę się ograniczać wyłącznie do pisania recenzji i dyskutowania o kosmetykach. Tytuł bloga wskazuje na tematykę związaną z pięknem, a to piękno nie musi być osiągnięte tylko i wyłącznie dzięki kosmetycznemu dbaniu o siebie, ale również przez odpowiedni dobór stroju, dodatków, stosowanie zrównoważonej diety i podejmowanie wysiłku fizycznego. Dlatego mam nadzieję, że moi Czytelnicy nie będą mieli mi za złe tego, iż po raz drugi podjęłam się współpracy z Firmoo. Uważam, że mają fajne okulary, rozsądne warunki współpracy.


Ok, wracając do głównego tematu notki - kiedy kilkanaście dni temu dostałam maila od Antonio - przedstawiciela Firmoo, od razu wiedziałam, jakie okulary chciałabym otrzymać w ramach współpracy.
Poprzednio wybrałam okulary ze szkłami korekcyjnymi (pokazywałam Wam je TUTAJ), tym razem postawiłam na szkła słoneczne - w końcu zbliża się lato.
Wybrałam damski model OTO3574 w kolorze czarnym: http://www.firmoo.com/prescription-sunglasses-p-2185.html

Okulary przybyły do mnie... uwaga, uwaga... 6 dni po zamówieniu! A musiały dotrzeć aż z Chin, więc byłam pozytywnie zaskoczona czasem dostawy. W paczce, poza okularami, znalazłam również dwa futerały (twardy i miękki), szmatkę do czyszczenia okularów oraz zestaw małego majsterkowicza - śrubki i śrubokręt.





Na górze - futerał z okularów korekcyjnych, bardziej zaokrąglony
Na dole - futerał z okularów słonecznych, kanciasty


Okulary są cudowne. Bardzo mi się podobają, idealnie do mnie pasują. Dobrze trzymają się na nosie, nie zsuwają się. Są świetnie wykonane - lekkie, a jednocześnie sprawiają wrażenie masywnych i wytrzymałych. Wyglądają na dobre jakościowo.
Małym minusem jest fakt, że napisy po wewnętrznej stronie zauszników szybko się ścierają. Nie jest to jednak coś, co wpływałoby na komfort ich noszenia czy na ich wygląd.



Oprawki wykonane są z plastiku z metalowymi elementami. Są to oprawki typu "full frame", ich kształt nawiązuje do bardzo popularnego modelu Ray Ban Wayfarer, jednak są trochę większe i mają nietypowe, metalowe wstawki - na nasadzie nosa i w zausznikach. To sprawia, że wydają się bardziej eleganckie i oryginalne niż Wayfarer i wszelkie jego podróbki.




Już zgubiłam jedną śrubkę (a może od początku jej nie było?)

Przyznam, że nie mam bladego pojęcia co do ewentualnych filtrów promieniowania słonecznego w tych szkłach.
I - może jestem samolubna - ale nie interesuje mnie to, ponieważ w lecie zawsze noszę soczewki kontaktowe, które same w sobie mają potrzebny moim oczom filtr.
Szkła w tych okularach są cieniowane - na dole jaśniejsze, na górze ciemniejsze. Lubię taki efekt w okularach słonecznych. Szkła - jak widać na zdjęciach - zabarwione są na lekko fioletowy kolor. Wygodnie się przez nie patrzy, idealnie sprawdzają się na co dzień.



Tu widać, że brakująca śrubka już uzupełniona - zestaw małego majsterkowicza na coś się przydał.

Jak Wam siÄ™ podobajÄ… te okulary?
Jaki jest Was ulubiony model okularów słonecznych?
I pytanie zasadnicze - pasuje mi ten model?












I na koniec przypominam Wam to, co już kiedyś pisałam:
Wciąż aktualna jest promocja "Pierwsza para za free", w ramach której każdy z Was może zamówić sobie swoją pierwszą parę okularów Firmoo ZA DARMO (ponosicie wtedy jedynie koszt przesyłki). Jeśli chcecie poznać szczegóły, klikajcie w poniższy banner:


Miłego weekendu! :*

EDIT: Otrzymałam prośbę o wyjaśnienie tej promocji "Pierwsza para za free". Już tłumaczę, na czym to polega.
Akcja jest prosta - Firmoo codziennie oferuje kilkanaście różnych oprawek, które można zamówić za darmo. Codziennie oferta ta ulega zmianie. Darmowe okulary mogą zamówić tylko nowi klienci - jedna para przypada na jedną osobę (tzn. jeśli już kiedyś kupowaliście coś w Firmoo, nie możecie wziąć udziału w promocji). Zamawiając darmowe okulary możecie wybrać sobie dowolnie soczewki (to znaczy wartości parametrów soczewek korekcyjnych, za różne dodatkowe bajery trzeba jednak dopłacać). Kupujący pokrywa jedynie koszty przesyłki. Przesyłka do Polski kosztuje obecnie 18,75$, opłatę tą można zrealizować wyłącznie przy pomocy PayPal.
Witajcie!

Kiedy będziecie czytać tę notkę, ja będę prawdopodobnie w drodze powrotnej ze Szczyrku do Krakowa. Po powrocie postaram się odpowiedzieć na wszystkie Wasze pytania, komentarze i maile. Na czas mojego wyjazdu moderacja komentarzy jest wyłączona.

Dziś chciałabym zaprezentować Wam błyszczyk inny niż wszystkie - o nietypowym, bo różany zapachu, organicznym składzie, bezdrobinkowym wykończeniu i nielepiącej formule - co z pewnością ucieszy niektóre z Was, narzekające na kleistość błyszczyków. Przed Wami PAT&RUB - Nawilżający błyszczyk różany. Czy jest on tak dobry, jak obiecuje pani Kinga Rusin? ;)


Błyszczyk otrzymujemy w białym, skromnym kartoniku, na którym znajdziemy wszystkie potrzebne informacje.


Kosmetyk zamknięty jest w przezroczystej, miękkiej tubce, której końcówka jest równocześnie aplikatorem. Umożliwia bezproblemowe wyciśnięcie odpowiedniej porcji kosmetyku i wygodne rozprowadzenie go na ustach.


Konsystencja błyszczyku przypomina mi zżelowany olejek - jest tłusty i żelkowy jednocześnie. Świetnie sunie po ustach, nie podkreśla suchych skórek- wręcz nawet wygładza i nawilża usta. Podobnie pisałam o błyszczyku Bella Bamba od Benefit - w porównaniu z nim PAT&RUB jest gęstszy i bardziej tłusty (nie mylić z klejący). Błyszczyk od Kingi Rusin jest idealny dla osób, które narzekają na kleistość błyszczyków - nie pozostawia wrażenia lepkości na wargach - daje odczucie jak pomadka nawilżająca.


Błyszczyk pachnie jak domowa konfitura z płatków róż - słodko, ale bardzo naturalnie i przyjemnie.

W tubce błyszczyk jest delikatnie różowy, na ustach jednak staje się mocno transparentny, wręcz przezroczysty. Jest bezdrobinkowy, nadaje taki "mokry" blask.


Skład błyszczyku jest bez zarzutu - w 100% naturalny, organiczny.

INCI: Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernica Cerifera (Carnauba) Wax, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Lithospermum Officinale Root Extract, Octyldodecyl Myristate, Cetyl Alcohol, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol (Mixed), Beta Sitosterol, Squalene, Rosa Damascena Flower Oil, Linalool, Geraniol, Citronellol, Citral, Eugenol


Dostępność: drogerie Sephora, sklep PAT&RUB online ( http://www.patandrub.pl/sklep/ )
Cena: 45,00zł za 15ml

Ocena: 6/6 (Ten błyszczyk jest idealny dla fanek delikatnego makijażu - daje subtelny efekt, świetnie pielęgnuje usta, co zdarza się nieczęsto- w końcu błyszczyk to kosmetyk kolorowy, nie pielęgnacyjny. Do tego jest naturalny. Pachnie cudownie. Ja jestem nim zachwycona i coraz bardziej rozumiem fenomen kosmetyków PAT&RUB)








Co sądzicie o organicznych kosmetykach kolorowych? Skład w przypadku kolorówki ma dla Was znaczenie?


Witajcie kochani!

Kiedy czytacie tą notkę, ja prawdopodobnie jestem w Szczyrku. Na wszystkie maile, komentarze i pytania odpowiem dopiero po powrocie. Na czas wyjazdu moderacja komentarzy została wyłączona.

Jakiś czas temu pisałam Wam, że kupiłam w Biedronce masażer do skalpu. Niedawno znalazłam też instrukcję, w jaki sposób samodzielnie, bez masażera masować skalp. Pomyślałam, że napiszę Wam o korzyściach i metodach masażu skalpu :)

Źródło

Po co masować skalp?
1. Przede wszystkim masaż skóry głowy jest niesamowicie przyjemny - pomaga nam się rozluźnić, poprawia nastrój.
2. Pobudza mikrokrążenie krwi w skórze głowy, a co za tym idzie:
     - dotlenia cebulki i mieszki wÅ‚osowe
     - poprawia wchÅ‚anianie kosmetyków (np. wcierek czy olejów)
3. Złuszcza martwy naskórek i wspomaga wypadanie martwych włosów, dzięki czemu skóra głowy jest lepiej oczyszczona.
4. Skutkiem punktu 2 i 3 jest to, co tygrysku lubią najbardziej - wzmocnienie włosów i przyspieszenie ich porostu.
5. Prawdopodobnie ma też korzystny wpływ na jędrność skóry na twarzy (piszę prawdopodobnie, ponieważ nie mam na to dowodów :P). Pamiętam, jak na wykładzie o masażu miotonizującym w ramach Kongresu LNE & SPA dr Sergey Shchurevich - założyciel własnej szkoły masażu Manualistic Aesthetics School - mówił o tym, że wszystkie mięśnie na naszej twarzy zaczepione są na czaszce, dlatego jeśli chcemy utrzymać je w dobrej formie (co przekłada się na jędrność skóry twarzy), musimy masować nie tylko twarz, ale i skórę głowy.

Źródło
A fe, ja mam coś takiego na głowie?! ;P


Jak masować skalp?
1. Palcami - masaż możemy wykonywać suchymi palcami lub zmoczyć je w olejku, hydrolacie lub wcierce. Ja znalazłam ciekawą moim zdaniem instrukcję masażu skalpu w katalogu kosmetyków Rene Furterer

Źródło: katalog Rene Furterer, edycja styczeń 2012

2. Masażerem - taki masażer możemy kupić w wielu sklepach (np. "Wszystko po 4zł"). Ja mój kupiłam w Biedronce za 9,90zł (był w zestawie z suplementem diety na skórę włosy i paznokcie). Masaż takim przyrządem jest jeszcze przyjemniejszy niż wykonywany palcami.



Podstawowe zasady masażu skalpu:
1. Delikatność
2. Czas trwania 5-10 minut
3. Systematyczność - masujemy codziennie
4. Nie masujemy skóry podrażnionej, łojotokowej lub gdy zauważymy, że masaż źle wpływa na kondycję włosów (zwiększone wypadanie włosów po rozpoczęciu masowania może być spowodowane "oczyszczaniem" się skalpu z martwych włosów - spróbujcie się tym nie zrażać. Jednak jeśli zwiększone wypadanie utrzymuje się, konieczne jest zaprzestanie masowania).

Źródło

Masujecie skórę głowy czy też pomijacie ten krok w pielęgnacji?
Ja zaczęłam masować od niedawna - robię to codziennie wieczorem po aplikacji wcierki. Zobaczymy, jakie będą efekty :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...