Cytrynowo żurawinowy duet idealny

38 Komentarzy
Witajcie!

Dzisiaj notka, która jest wynikiem refleksji z upalnych dni, które co prawda teraz są tylko wspomnieniem (mniej lub bardziej miłym), ale refleksja może przyda się komuś na przyszły rok. Gorące lato to taki specyficzny dla mnie czas, kiedy moja skóra po częstych kąpielach staje się mocniej niż zwykle przesuszona, a mi wybitnie nie chce się jej nawilżać. Mam wrażenie, że jeśli posmaruję się jakimkolwiek balsamem, podwójnie będę odczuwać upał, moja skóra będzie się lepić i pocić pod warstwą tłuszczyku, który nigdy się nie wchłonie.
Na takie dylematy rozwiązanie jest jedno - idealny duet pielęgnacyjny: żel, który nie przesuszy skóry i balsam, który szybko się wchłonie. Tego lata moim ideałem był:
- PAT&RUB Rewitalizujący żel myjący żurawina i cytryna
- PAT&RUB Rewitalizujący balsam do ciała żurawina i cytryna


Na wstępie chyba należy się małe wyjaśnienie. Moi stali czytelnicy wiedzą, że jeszcze do niedawna byłam okropną sknerą w kwestii kosmetyków pielęgnacyjnych do ciała. Uważałam, że zużywam ich tak ogromne ilości, że zbankrutowałabym, gdybym chciała kupować same eko. Uprzedzając pytania - mój budżet nie uległ zmianie, nadal jestem tylko bidnym studentem (no dobra, nie żywię się zupkami chińskimi :P). W tej notce postaram się jednak wyjaśnić, skąd zmiana mojego nastawienia.

Zaczniemy od żelu.
Kupiłam go podczas sporej promocji (zapłaciłam mniej niż połowę ceny, a to dzięki pomocy kochanej Moniki :), 45 złotych bym za niego raczej nie dała. 20-kilka - jak najbardziej, tyle jest wart!


Zapach obu produktów jest identyczny - mocno cytrynowy, jak świeżo wyciśnięty sok z cytryny z odrobiną goryczki ze skórki. Niektórym zapach ten może kojarzyć się z łazienkowymi środkami czystości. Mi jednak bardzo odpowiada - jest świeży, orzeźwiający i bardzo naturalny.



Żel ma konsystencję dość lejącą, co początkowo mnie przeraziło. Niepotrzebnie jednak, gdyż w praktyce okazało się, że pieni się rewelacyjnie, lepiej nawet niż niektóre SLESowe żele drogeryjne! Dzięki temu jest niesamowicie wydajny. Mam wrażenie, że wystarcza na trzy razy dłużej niż zwykły żel. Świetnie oczyszcza skórę, nie pozostawiając jej jednak wysuszonej. Po spłukaniu pachnącej cytryną pianki skóra jest w dotyku taka... trochę śliska, jakby posmarowana prawdziwym sokiem z cytryny. W moim przypadku konieczne jest jednak nałożenie balsamu.



Do opakowania żelu nie mogę się przyczepić - jest wygodne, praktyczne, szczelne. Niestety nic nie zabezpiecza go przed tym, by ktoś ciekawy zapachu otworzył i poniuchał, ale za to możemy mieć pewność, że nikt go wcześniej nie używał, ponieważ raz użyty żel rozlewa się w zakrętce (tak jak to widać na poniższym zdjęciu). Nowy żel ma zakrętkę idealnie czystą.


Skład żelu jest rewelacyjny. Zaraz na drugim miejscu mamy ekstrakt z zielonej herbaty, a następnie delikatne substancje myjące pozyskiwane z oleju kokosowego i babassu. Do tego soczysta mieszanka ekstraktu z żurawiny i olejku cytrynowego. Mniam! Aktualnie skład żelu już uległ zmianie - hydrolaty zostały zastąpione ekstraktami (nowy skład znajdziecie na stronie PAT&RUB).

INCI: Aqua, Camelia Sinensis Leaf Water, Babasuamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoamphoacetate, Alcohol, Glycerin, Vaccinum Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Polyglyceryl-4-Caprate, Caprylyl Glycol, Phenethyl Alcohol, Xanthan Gum, Parfum, Citrus Medica Limonum Oil, Sodium Phytate, Citric Acid, Citral, Geraniol, Citronellol, Linalool, Limonene.


Po ożywczej kąpieli czas na lekki balsam. Dalej pozostajemy w cytrynowo-żurawinowych klimatach. Balsam rewitalizujący PAT&RUB otrzymał nagrodę "Najlepsze dla urody" 2008 przyznawaną przez magazyn Uroda. Czy słusznie?


Ma konsystencję typową dla lekkiego balsamu - kremową, nie lejącą, ale jednak na tyle lekką, by bez problemu dało się go rozprowadzić na skórze (nie bieli, więc nie musimy pocić się przy długim wcieraniu w skórę). Wchłania się błyskawicznie, nie pozostawiając na skórze bardzo delikatny, nie lepiący i nie tłusty ochronny film. Ciężko mi go opisać... Spróbujcie kiedyś posmarować skórę świeżym sokiem z cytryny i poczekajcie, aż wyschnie. To właśnie taki efekt ;)


Nawilżenie uzyskane przy pomocy tego balsamu utrzymuje się naprawdę długo. Nie jest to kosmetyk, który nawilża tylko od aplikacji do kolejnego mycia. Czuć, że wnika w skórę, odżywiając ją dogłębnie, a nie dając jedynie złudne wrażenie gładkości przez parafinową czy silikonową warstwę na powierzchni skóry.
Minusem dla mnie jest jego wydajność. Wystarcza na kilkanaście aplikacji, co przy jego wysokiej cenie nie powala na kolana...



Opakowanie jest idealne - pompki air-less górą ;) Etykietka naklejona jest na butelce w ten sposób, by można było kontrolować zużycie balsamu.



Skład kosmetyku również bez zastrzeżeń- mamy w nim takie cuda jak ekstrakt z zielonej herbaty, żurawiny, olejek cytrynowy, masło shea, olej babassu, olej jojoba, masło kakaowe, kwas hialuronowy, naturalna witamina E i łagodzący panthenol. Aktaulnie skład uległ zmianie - hydrolaty zostały zastąpione ekstraktami (nowy skład znajdziecie na stronie PAT&RUB).

INCI: Aqua, Camelia Sinensis Leaf Water, Caprylic/Capric Trigliceride, Orbignya Oleifera Seed Oil, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Vaccinum Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Betaine, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Fruit (Shea Butter), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Cetearyl Glucoside, Stearic Acid, Sodium Hyaluronate, Parfum, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Sodium Dehydroacetate, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, D-Panthenol, Citrus Medica Limonum Oil, Citral, Geraniol, Citronellol, Linalool, Limonene.


Obydwa kosmetyki można kupić w perfumeriach Sephora. Ja jednak polecam zakupy przez internet na stronie producenta - po pierwsze mamy pewność, że kosmetyki są świeże; po drugie - możemy załapać się na atrakcyjne promocje.
Regularne ceny tych specyfików są dość wysokie - żel: 45 zł za 250ml, balsam do ciała: 59 zł za 200ml.

Oceny: żel moim zdaniem bezsprzecznie zasługuje na 6-/6 (znowu mały minusik za cenę, jednak bardzo mały, bo w promocji żel kupiłam o wiele, wiele taniej), natomiast balsamowi przyznaję zasłużone 5/6 (tu minus za cenę jest większy, bo i wydajność znacznie mniejsza). Obydwa kosmetyki zasługuję na uwagę- zwłaszcza na lato.



CIEKAWOSTKA:
Pierwszego dnia nowej pracy miałam popołudniową zmianę - 14:00 - 22:00. Upał był, okna otwarte, światło zaświecone. Komary mnie zjadały żywcem. Wróciłam do domu cała w bąblach, nawet ich nie liczyłam. Umyłam się żelem rewitalizującym, posmarowałam balsamem z tej samej serii i poszłam spać, spodziewając się, że na rano cała spuchnę (po ugryzieniach komarów robi mi się okropny odczyn alergiczny). Jakie było moje zdziwienie, kiedy na rano po bąblach zostały tylko maleńkie ślady, które do wieczora zupełnie zniknęły! Nie wiem, jaki składnik tych kosmetyków tak podziałał, ale jestem pewna, że to ich zasługa, bo nie używałam niczego innego w tym dniu do pielęgnacji ciała, nie brałam też żadnych leków przeciwalergicznych czy przeciwzapalnych.


Znacie kosmetyki PAT&RUB?
Stawiacie na pielęgnację ekologiczną niezależnie od ceny czy też wybieracie kosmetyki drogeryjne, ale za to łaskawsze dla kieszeni?

Jeśli jesteście fankami eko pielęgnacji, przypominam Wam moją recenzję sprzed paru dni- pisałam w niej o ekologicznym balsamie do ciała Ecodermine z serii Cztery Pory Roku.
Ten kosmetyk spełnia 3 ważne dla mnie kryteria:
+ działa!
+ jest eko
+ kosztuje znacznie mniej niż opisane wyżej kosmetyki (9zł za 250ml)
Warto zwrócić na niego uwagę, a moją recenzję znajdziecie TUTAJ.

Pozdrawiam!


Podone posty:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...