ShinyBox 08.2013 - 1 HIT, a reszta...

28 Komentarzy
Witajcie Kochani,
jak mija Wam weekend?
Mnie rozłożyła choroba - w Grecji złapałam niewinne przeziębienie, spowodowane pewnie klimatyzacją i zimnymi napojami. Aktualnie mam już zapalenie oskrzeli, które - co gorsza - nie poddaje się leczeniu dość silnym antybiotykiem zapisanym mi przez lekarza :(

Ponura jesienna aura mi nie służy, dlatego dziś w notce wspomnienie lata - moja opinia o sierpniowym pudełku ShinyBox. Hasłem przewodnim jego zawartości był "Wakacyjny relaks".
Zobaczmy, czy kosmetyki z tej edycji rzeczywiście mnie zrelaksowały, czy raczej wkurzyły...


W sierpniu ShinyBox uraczył nas wyłącznie kosmetykami pielęgnacyjnymi. W moim pudełku znalazłam ich 7 (otrzymałam dodatkowy kosmetyk - RosaCure - losowo przydzielony do 250 pudełek), z czego aż 5 pełnowymiarowych.
Przedstawiam Wam mój subiektywny ranking sierpniowych shinyboxowych kosmetyków:

Numer 1:
Bielenda - Esencja Młodości - Nawilżający płyn micelarny do mycia i demakijażu 3w1
Ten płyn micelarny bardzo mnie zaskoczył. Do Bielendy nie byłam jakoś specjalnie dobrze nastawiona, a tymczasem ten produkt okazał się dla mnie hitem. Po pierwsze rzeczywiście świetnie radzi sobie z makijażem. Ja co prawda nie zmywam micelem oczu, ale nakładam sporo podkładu, korektora i pudru, a z tym nie każdy micel sobie radzi (wspomnę jeszcze, że po użyciu płynu micelarnego i tak myję jeszcze twarz wodą i żelem/mydłem). Ten z Bielendy naprawdę dobrze oczyszcza skórę, jednocześnie nie przesuszając jej. O działaniu przeciwzmarszczkowym się nie wypowiem (moja cera jest jeszcze młoda, poza tym płyn stosuję dopiero od niedawna). Skład zaskakuje - arginina (nawilża, goi, bierze udział w syntezie kolagenu, nawilża, poprawia barierę ochronną skóry), witamina B3, kwas hialuronowy, arganowe komórki macierzyste (witalizują skórę, wpływają na spłycenie zmarszczek), mocznik, kwas mlekowy, alantoina (regeneruje, nawilża, wygładza, koi). Bez parabenów, bez oleju mineralnego. I to wszystko w naprawdę świetnej cenie - regularnie kosztuje ok. 13zł, ale można go upolować za 7zł w promocji. POLECAM!


Próba micela na: podkładzie, różu, eyelinerze, maskarze. Radzi sobie świetnie!

Numer 2
BioPlasis - Organiczny peeling do każdego rodzaju cery
Tą próbkę zużyłam na jedną aplikację, ale to wystarczyło, by zrobić na mnie pozytywne wrażenie. Peeling ma gęstą konsystencję - w kremowej bazie zatopione są średniej wielkości ostre drobinki peelingujące. Dobrze radzi sobie z martwym naskórkiem, pozostawia skórę wygładzoną, ale nie podrażnioną. Zaliczyłabym go do kategorii mocno ścierających. Nie został numerem 1, ponieważ użyłam go tylko raz, więc nie wiem, jak współpracowałby z cerą przez dłuższy czas, a poza tym peeling ten do tanich nie należy - za 60ml musimy zapłacić 45zł. Raczej nie kupię pełnowymiarowego opakowania - znam równie dobre, ale tańsze peelingi do twarzy.



Numer 3
Dermedic - Maska nawadniająca Hydrain 3 Hialuro
O tej maseczce nie chcę się na razie rozpisywać, ponieważ przygotowuję o niej osobną recenzję. Znałam ją już zanim znalazłam ją w ShinyBoxie, ponieważ otrzymałam ją do testów od marki Dermedic. Na razie powiem Wam tylko tyle, że jest to dobry kosmetyk, typowa maska o kremowej konsystencji, którą można pozostawić nawet do całkowitego wchłonięcia. Mnie efekty jej działania zadowalają, ale nie rzucają na kolana, dlatego przyznałam jej miejsce 3.

Miejsce 4
Indola - Serum na zniszczone końcówki włosów
Na co zwracam uwagę, wybierając tego typu produkty? Oczywiście na działanie - w tym przypadku nie mam kosmetykowi nic do zarzucenia, bo rzeczywiście wygładza końce włosów, wspomaga rozczesywanie, chroni przed uszkodzeniami mechanicznymi, a jednocześnie nie obciąża i nie skleja włosów. Ma ciekawą, kremową konsystencję. Nie pozostawia na włosach wyczuwalnej silikonowej warstwy, co jest typowe dla innych silikonowych preparatów do zabezpieczenia końcówek. Druga ważna dla mnie kwestia to skład - zależy mi, by w takich kosmetykach nie było alkoholu przesuszającego końce i by silikony były łatwo zmywalne. W tym przypadku alkohol jest w ilościach minimalnych, więc nie ma się co go obawiać. Silikony użyte w preparacie są niegroźne - jeden lotny, drugi łatwo zmywalny. Obiecane oleje (arganowy, marula i oliwa z oliwek) są, ale niestety dopiero pod koniec. Uważam, że to bardzo udany kosmetyk, jednak za cenę 40zł za 50ml raczej go nie kupię - wolę Jedwab z Green Pharmacy.




Miejsce 5
DeBa BIO Vital - Zmiękczający balsam do rąk 
Przedziwny krem, aż nie wiem, co mam o nim myśleć. Lubię go i nie lubię jednocześnie ;) Już Wam tłumaczę dlaczego: krem  ma bardzo przyjemny, kwiatowy zapach. Leciutka, bardzo rzadka konsystencja umożliwia błyskawiczne wchłanianie bez pozostawiania jakiejkolwiek warstwy na dłoniach. Bezpośrednio po aplikacji wydaje się, że dłonie są nawilżone, jednak efekt ten utrzymuje się tylko do kolejnego mycia rąk i znika. Odpowiadają za to silikony, które są bazą kremu. Owszem, znajdziemy w nim też coś bardziej naturalnego - olej ze słodkich migdałów, ekstrakt z nagietka, oliwę z oliwek, pantenol (a także inne dobroci, jednak te znajdują się pod sam koniec składu, więc ich działanie jest znikome). Nie jest to jednak kosmetyk w 100% bio. Sprawdza się fajnie w ciągu dnia, pozwala nawilżyć dłonie po myciu i od razu wrócić do pisania czy pracy przy komputerze, bez konieczności oczekiwania na wchłonięcie się kremu. Niestety jednak ja jestem okropnie wyczulona na takie łapanie klienta na znaczek "bio", dlatego ten krem oceniam tak nisko.





Miejsce 6
Marion - Koncentrat antycellulitowy chłodzący
Lubię kosmetyki chłodzące, zwłaszcza w lecie. Lubię też takie, które mają dawać efekt wyszczuplenia i modelowania ciała, bo zawsze naiwnie liczę, że może od samego wcierania ubędzie mi parę centymetrów, albo przynajmniej skóra trochę się napnie i w efekcie będę wyglądać szczuplej. Ten preparat teoretycznie powinien należeć do moich ulubionych - producent obiecuje wyszczuplenie, modelowanie, chłodzenie. Niestety u mnie nie zaobserwowałam ani jednego efektu. Płyn ciężko się aplikuje, bo wylewa się z dłoni, ale to byłby pikuś, gdyby przynajmniej działał. Niestety ani nie chłodzi, ani nie wyszczupla, ani nie modeluje. Po zużyciu pięciu ampułek nie zaobserwowałam żadnego efektu. Ja wiem, że 5 dni to za mało, by skórę naprawdę ujędrnić i by zlikwidować cellulit, ale skoro producent obiecuje, to ja go z tych obietnic rozliczam. U mnie koncentrat nie zdał egzaminu.





Poza rankingiem:
Synchroline - Rosacure Intensive - Emulsja na dzień z filtrami ochronnymi SPF 30 i UVADlaczego poza rankingiem? Niewiele mogę Wam o tym kosmetyku powiedzieć, ponieważ z założenia przeznaczony jest on do cery z problemem trądziku różowatego, a ja nie należę do osób cierpiących na trądzik różowaty (choć trądzik innego typu męczy mnie od kilku lat). U mojej mamy zdiagnozowano kiedyś trądzik różowaty, jednak dermatolog nie potrafił jej pomóc w inny sposób, jak zapisując maść sterydową. Poprosiłam mamę, by na pewien czas odstawiła sterydy i wypróbowała Rosacure. Jeśli u mamy się sprawdzi, dam Wam znać. Jeśli nie, będzie to oznaczało, że:
a) mama miała postawioną błędną diagnozę
b) krem na nią nie podziałał
Zobaczymy, co wyjdzie z tego małego eksperymentu. Na razie mogę Wam powiedzieć jedynie tyle, że krem ma lekką konsystencję, ale jest dość tłusty. Nie bieli, ale za to pachnie niezbyt przyjemnie, chemicznie.






W sierpniowym ShinyBoxie znalazłam mój hit. Czarnym koniem okazał się płyn micelarny z Bielendy. Nie spodziewałam się po nim wiele, a tu proszę - znalazłam nowego demakijażowego ulubieńca.
Z reszty kosmetyków jestem w miarę zadowolona, ale żaden nie zachwycił mnie na tyle, bym chciała do niego wrócić- ponownie kupię jedynie micel Bielendy.

Co sądzicie o zawartości tego pudełka? Coś Was zaskoczyło, zdziwiło? Może znacie któryś z tych produktów?

Pozdrawiam!


Podone posty:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...