Witajcie kochani!

Mam dziś cudowny dzień! Zdałam ostatni egzamin w tej sesji. Poza tym dzisiejsza przepiękna, słoneczna pogoda skutecznie poprawiła mi humor i dodała energii. Planowałam leniuchowanie, ale nie mogłam usiedzieć w miejscu i skończyło się na przedwiosennych porządkach (z szorowaniem kaloryfera szczoteczką do zębów włącznie xD).

Źródło zdjęcia: http://www.quickmeme.com

Dobry humor mam dziś nie tylko ja, ale również moja mama. Do naszych drzwi zapukał pan listonosz, który pierwszy raz od wielu miesięcy miał przesyłkę nie do mnie, a właśnie do mamy...
W środku znajdował się niesamowity kosmetyk od firmy Abacosun!

Pamiętacie gościnną recenzję kremu Pharmatheiss Granatapfel, którą napisała dla nas moja mama?
Zarówno ja jak i mama byłyśmy niesamowicie zaskoczone Waszą pozytywną reakcją!
Dlatego kiedy kilka dni temu napisała do mnie Pani Karolina (reprezentująca Abacosun) z propozycją testowania kosmetyków dla osób dojrzałych, od razu pomyślałam o mamie. W końcu ma już pewne doświadczenie w recenzowaniu dla Was kosmetyków ;)

Po opisaniu cery mamy, Pani Karolina zaproponowała kilka kosmetyków, z których wybrałyśmy z mamą
LEOREX Booster HWNB - Hipoalergiczna liftingująca maska do twarzy.


Moim zdaniem firma Abacosun to jedna z nielicznych na polskim rynku kosmetycznym firma, która w tak profesjonalny sposób podchodzi do kwestii współpracy z blogami. Kontakt z Panią Karoliną jest przesympatyczny. Kiedy opiszemy potrzeby naszej skóry, Pani Karolina dobiera kilka odpowiednich kosmetyków, spośród których możemy wybrać ten, który chcemy testować. Chyba nie muszę dodawać, że oczywiście nie ma mowy o narzucaniu pozytywnego wydźwięku późniejszej recenzji- piszemy naszą prawdziwą opinię.

Maska, którą mama sobie wybrała (LEOREX Booster HWNB) pochodzi z serii LEOREX MATRIX. Jest to seria kosmetyków, w której zastosowano nanocząsteczki. Ich zadaniem jest tworzenie sieci na skórze, która, kurcząc się, wypycha zmarszczki i liftinguje skórę. Równocześnie Matrix usuwa martwe komórki naskórka oraz toksyny i zanieczyszczenia.
Pełna kuracja maską trwa 30 dni- w tym czasie codziennie rano nakłada się maskę na oczyszczoną skórę twarzy. Po 15 minutach zmywa się wodą i nakłada krem. Kosmetyk otrzymujemy w formie 30 saszetek, w których znajduje się odpowiednio odmierzona porcja maski.


Nie wiem, jak Wy, ale ja i mama jesteśmy niesamowicie podekscytowane! Maska LEOREX zapowiada się mega ciekawie! Jutro zaczynamy testy. Po około 30 dniach spodziewajcie się recenzji :)

Skan z katalogu kosmetyków LEOREX



Kiedy mój chłopak usłyszał, że mama znowu będzie coś testować, stwierdził, że jak tak dalej pójdzie, to mama się tak rozkręci, że przejmie bloga xD


Kochani, życzę Wam udanego piątkowego wieczoru i miłego weekendu, pozdrawiam! :*


Firmie Abacosun bardzo dziękuję za przekazanie kosmetyku do testów.

Witajcie kochani!
Dziś czas na odrobinę wirtualnego ekshibicjonizmu - obnażę przed Wami 7 faktów, których do tej pory o mnie nie wiedzieliście. Ciekawi? ;>

Zanim zaspokoję tą Waszą ciekawość, pochwalę się, że do tego tagu zaprosiła mnie cudowna Picola, której serdecznie za to dziękuję :*

Tradycyjnie TAG ma pewne zasady:
  1. Podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu
  2. Pokazać nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu
  3. Ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
  4. Nominować 15 blogów, które na to zasługują
  5. Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów


Teraz, kiedy już wiecie co i jak, odkrywam karty:

Źródło zdjęcia:
http://m.onet.pl/styl-zycia/kobieta/zdrowie/psychologia,33mjb
1. Prawdopodobnie cierpię na mizofonię - to znaczy nadwrażliwość na pewnego rodzaju dźwięki. Nigdy nie byłam z tym u psychologa czy terapeuty, ale kiedy czytałam TEN ARTYKUŁ na Onecie, czułam się, jakby pisali go o mnie. Wiadomo, że nikt nie lubi siorbania, mlaskania czy chrapania. Ale mnie te dźwięki doprowadzają po prostu do szału. Nie mogę znieść też odgłosu przełykania, głośnego oddychania przez sen, odgłosu paznokci drapiących skórę, obcinanych paznokci, stukania pięt o podłogę, chrupania, pociągania nosem, uderzania talerzami jeden o drugi... I mogłabym wymieniać jeszcze więcej. Nie jest to jednak tak zaawansowany i dramatyczny stan jak u ludzi opisanych w artykule. Kiedy jakiś dźwięk mi przeszkadza, po prostu wychodzę z pokoju lub zakładam duże słuchawki. Śpię ze stoperami w uszach.



Źródło zdjęcia: http://poradnikdomowy.pl

2. Jako dziecko byłam bardzo grzeczna, ale mimo to chodziłam wiecznie poobijana. Jako niemowlę wypadłam z łóżeczka prosto na główkę xD Potem było spadanie z huśtawki, wypadki na rowerze, setki razy rozbite kolana i zdarta skóra na nosie. Do dziś mam na skroni bliznę- pamiątkę jednego z wypadków w dzieciństwie. Nie wiem, skąd mi się to brało- moje nogi chyba lubiły się plątać. Na szczęście wyrosłam z tego.









Źródło zdjęcia: http://www.tapetus.pl

3. Małe dzieci boją się duchów, czarownic czy innych strachów. A mała Kasia bała się... sowy xD Jako małe dziecko mieszkałam w willowej dzielnicy na obrzeżach Krakowa. Pewna sowa upodobała sobie antenę na dachu naszego domku i wiecznie ją przestawiała. Nie wiem jednak, co było w tym takiego przerażającego, że na dźwięk słowa "sowa" chowałam się pod kołdrę.






Źródło zdjęcia:
http://90spop-bestmusicever.blogspot.com
4. Swoją przyszłość zawodową planowałam, odkąd skończyłam 8 lat - najpierw chciałam zostać piosenkarką (były to czasy, kiedy moją idolką była Britney Spears), potem marzyłam, by być pisarką (tworzyłam mega kiczowate, aczkolwiek urocze opowiadania fantasy - np. "O dziewczynce, która stała się kroplą rosy"), następnie moje plany wyraźnie się odmieniły- chciałam zostać kierowcą tira (tirówką? :P). Po gimnazjum marzyły mi się studia prawnicze (a fe!), a w liceum byłam święcie przekonana, że chcę zostać psychologiem. Ostatecznie wylądowałam na studiach pedagogicznych, ale planuję w przyszłości zrobić kurs masażysty - bo to jest to, co mnie od zawsze kręciło, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy :)



Źródło zdjęcia:
http://bigfootevidence.blogspot.com





5. W zamierzchłych czasach podstawówki byłam jedną z najwyższych dziewczynek wśród rówieśników! Pamiętam, że podczas I Komunii usadzono mnie w przedostatnim rzędzie ławek (a rzędów było ze 20!). Potem jednak przestałam rosnąć, a inni zaczęli... W ten oto sposób już pod koniec gimnazjum byłam jedną z najniższych dziewczyn :P Teraz mam 160cm wzrostu i naprawdę ciężko uwierzyć, że kiedyś mogłam wyróżniać się sporym wzrostem :P








Źródło zdjęcia:
http://en.wikipedia.org

6. Lubię nadawać imiona ważnym dla mnie przedmiotom. Na przykład moja lustrzanka ma na imię Jakub. W wieku 18 lat miałam kolczyka w wardze (czasem na fotkach możecie zobaczyć jego ślad), którego nazywałam Przemysław Paweł. Często też nadaję różnym ludziom przezwiska - większość moich sąsiadów ma swoje ksywki, o których oczywiście nie wiedzą. Jest pan Kolumniarz (konserwator zabytków), rodzina Frankensteinów (bo są wysocy, bladzi, ponurzy), Babuszka, Braciszkowie...









Źródło zdjęcia:
http://newenglandfolklore.blogspot.com
7. Jeszcze do niedawna panicznie bałam się psów. Gdy byłam mała, śniło mi się, że klęczałam w kościele i nagle pojawił się tam wielki, czarny pies, rzucił się na mnie i zaczął mnie gryźć. Od tej pory psy mnie przerażały. Wszystko zmieniło się, odkąd sama mam psa- co prawda nadal nie spoufalam się z dużymi psami, nawet jeśli je znam (np. ukochany kumpel mojego Olisa to gigantyczny mastiff, i choć jest niegroźny i ospały, ja wolę go nie ruszać :P), ale o wiele lepiej rozumiem zachowania psów.
Mój drugi poważny lęk wiąże się z samolotami. Bardzo boję się latać, w czasie dwóch lotów, które przeżyłam, męczyły mnie apokaliptyczne wizje. Samoloty przelatują obok mojego bloku, kiedy przygotowują się do lądowania w Balicach. W związku z tym mam czasem straszne, realistyczne sny, w których widzę pikujący w dół, płonący samolot.



Teraz wiecie o mnie naprawdę sporo. 7 faktów to niby nie dużo, ja jednak starałam się wybrać te, które najbardziej Was zaciekawią i zaskoczą.

Nie nominuję do tego TAGu nikogo, ponieważ wiem, że zabawa krąży po blogosferze od dość dawna, a poza tym nie każdy lubi być nominowany.
Dlatego jeśli ktoś z moich czytelników ma ochotę opowiedzieć nam trochę o sobie, to zapraszam do zabawy! :)

Pozdrawiam!
W komentarzach pod wczorajszym postem kilka osób wyraziło chęć pilnego przeczytania recenzji zachwalanego przeze mnie lakonicznie Wygładzającego kremu pod oczy Oriflame z serii EcoBeauty. To zmobilizowało mnie do wykokoszenia się wreszcie z recenzją, którą planowałam chyba od miesiąca. Do dzieła!

UWAGA!!! Zanim zaczniecie czytać moje "ochy" i "achy", zaznaczam, że moja skóra pod oczami nie ma jakiś wybitnie skomplikowanych potrzeb. Nie jest przesuszona, nie ma tam wyraźnych zmarszczek, nie ma gigantycznych cieni. Jakieś są, ale nie gigantyczne. Dlatego jeśli Wy macie większe problemy ze swoją skórą pod oczami, prawdopodobnie inaczej zareagowalibyście na działanie tego kremu. Jeśli kupicie ten krem ze względu na moją pozytywną recenzję, a nie będziecie tak samo zachwycone, błagam, nie bijcie mnie potem :P


Opakowanie: krem dostajemy w tradycyjnej plastikowej miękkiej tubce. Tubka jest nieprzezroczysta, ale pod światło widać, ile kremu jest w środku. Dodatkowo tubkę otrzymujemy zapakowaną w kartonik. Zarówno tubka jak i kartonik są utrzymane w jednakowej stylistyce- całkiem estetycznej jak na mój gust. W kartoniku mamy ulotkę, która opisuje działanie kremu w kilkunastu językach. Kartonik z obydwu stron jest zaklejony przezroczystą taśmą, by nikt nie macał kremu przed jego prawowitym właścicielem :P


Użytkowanie:
+ Konsystencja - lekka, jak przystało na krem pod oczy - rozsmarowuje się na tyle łatwo, że nie musimy naciągać delikatnej w tych partiach skóry. Nie jest to jednak konsystencja wodnista, nie spływa nam z palca.
+ Zapach - ziołowo-kwiatowa, bardzo delikatna nuta. Na tyle wyczuwalny, że uprzyjemnia aplikację, ale nie na tyle mocny, bym miała obawy przed nałożeniem kremu na delikatne okolice oczu.
+ Wydajność - krem wystarczył mi na 2 miesiące codziennego stosowania rano i wieczorem, więc wydajność oceniam na plus.
+ Wchłanianie - krem wchłania się bardzo szybko, nie pozostawia warstwy na skórze. Nie wpływa na przetłuszczanie się powiek czy na komfort nakładania makijażu.


Efekty:
Producent obiecuje nam wygładzenie zmarszczek, redukcję cieni i opuchlizny. Ja na temat zmarszczek nie będę się wypowiadać, ponieważ w okolicy moich oczu nie pojawiły się jeszcze żadne nieproszone zmarszczki (odpukać w niemalowane! :P). Jeśli chodzi natomiast o redukcję cieni i opuchlizny, to w tej kwestii muszę się zgodzić. Już po tygodniu codziennego stosowania zauważyłam, że skóra wokół oczu zrobiła się wyraźnie jaśniejsza. Ja co prawda nigdy nie miałam jakiś wybitnie ciemnych, widocznych cieni, jednak zawsze ta skóra wokół oczu była nieco ciemniejsza niż w innych partiach twarzy. Za sprawą tego kremu koloryt prawie idealnie się wyrównał! Przy regularnym stosowaniu nie musiałam w ogóle stosować korektora pod oczy. W czasie stosowania kremu zapomniałam również o tym, że oczy w ogóle mogą być opuchnięte.
Dodatkowo krem odpowiednio nawilżał skórę wokół oczu- niwelował uczucie ściągnięcia skóry po myciu i sprawiał, że aż do kolejnego mycia skóra była miękka i odpowiednio nawilżona.
Co ważne- nadawał się na dzień- nie rolował się pod makijażem, nie powodował spływania cieni. Wiadomo, że to też zależało od jakości cieni i od tego, czy nakładałam bazę pod cienie, ale z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że krem nie wpływał negatywnie na trwałość makijażu.
Nie podrażnił mnie, nie kolidował z moimi soczewkami kontaktowymi. Nawet, jeśli przez przypadek odrobina kremu dostała się do oka, nie powodowało to pieczenia czy uczucia dyskomfortu.


Skład: bardzo pozytywny! Sporo w nim naturalnych ekstraktów, masło shea, olej kokosowy. Krem zawiera 99,8% składników naturalnych, 8,69% składników organicznych. W składzie nie znajdziemy parabenów, olejów mineralnych, silikonów, substancji pochodzenia zwierzęcego oraz syntetycznych substancji zapachowych. Olej kokosowy i masło shea w kremie mają certyfikat Fairtrade. Poza tym krem posiada certyfikat EcoCert oraz Vegan, a opakowanie certyfikat FSC (papier użyty do opakowania pochodzi ze zrównoważonych upraw leśnych).


INCI: Aqua, Glycerin*, Bentonite, Butyrospermum Parkii Butter (Fairtrade), Cocos Nucifera Oil (Fairtrade), Isopropyl Myristate, Tapioca Starch*, Cetearyl Glucoside, Sorbitan Olivate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Caprylate, Hippophae Rhamnoides Extract, Stearic Acid, Vaccinum Vitis-Idaea Seed Oil, Phenethyl Alcohol, Xanthan Gum, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Maltodextrin, Quartz, Sigesbeckia Orientalis Extract, Sodium Carbonate, Helianthus Annuus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Extract.
* substancje pochodzące z ekologicznych upraw

Analiza składu ze strony: http://www.cosdna.com/eng/ingredients.php
Jak widać- same zielone punkty :)

Dostępność: u konsultantek Oriflame, na Allegro.
Cena: 49,00zł za 15ml

Ocena: 6/6 (Wow! Tyle jestem w stanie powiedzieć na temat tego kremu. Nie spodziewałam się, że Oriflame może wyprodukować taki hicior! Nie dość że naprawdę skuteczny, to jeszcze wydajny, przyjemny w użyciu, o zaskakująco dobrym składzie. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, uważam, że cena jest jak najbardziej adekwatna, jednak podejrzewam, że można ten krem upolować taniej, bo Oriflame często oferuje promocje na swój asortyment. Dla mnie to jest mój aktualny ulubieniem w kategorii kremów pod oczy i po zużyciu zapasów mam zamiar jak najszybciej znowu po niego sięgnąć.)





No, koniec pieśni pochwalnej. Rozpisałam się, ale chciałam jak najlepiej opisać Wam działanie tego kremu, skoro kilka osób było nim zainteresowanych.
Teraz czekam na Wasze komentarze- znacie ten krem? A może stosowaliście jakieś inne kosmetyki z serii EcoBeauty?

Pozdrawiam i życzę bezbolesnego poniedziałku ;)

I zachęcam do udziału w Urodzinowym Rozdaniu- do wygrania zestaw lakierów O.P.I., paleta cieni Mary Kay oraz kosmetyczna niespodzianka- wystarczy kliknąć w poniższy banner:


Witajcie kochani!
Bardzo mi miło, że tak zaangażowaliście się w dyskusję pod moim poprzednim postem! Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć na wszystkie Wasze komentarze.

Dziś przybywam do Was z notką długą jak reklamy na Polsacie, jak warkocz Roszpunki, jak miesiąc bez kasy - pokażę Wam zużycia z aż 2 miesięcy!
Tak się złożyło, że nie miałam okazji ani weny, by zaprezentować Wam zużycia grudniowe. Planowałam nawet w ogóle odejść od pomysłu publikowania zużyć (bo kogo obchodzą tony pustych opakowań?!), ale moja siostra uświadomiła mi, że jednak takie krótkie recenzje kosmetyków mogą być pomocne.
Bez dalszego przedłużania, zapraszam na moje dwumiesięczne, przełomowe (bo z przełomu 2012 i 2013 roku :P) denko!

Szampony:
  1. Babydream Shampoo - klasyka, zawsze jest w mojej łazience. Czy kupię ponownie: TAK
  2. Rene Furterer Tonucia Toning Shampoo - dostałam go na spotkaniu blogerek w lipcu, zużywałam tak od niechcenia. Jest to specyficzny szampon, dość gęsty, zawiera jakieś dziwne drobinki, które za nic nie chcą się rozpuścić na włosach. Dobrze oczyszcza, nie spowodował łupieżu, ale obietnice producenta o wzmocnieniu włosów za jego sprawą możemy sobie w buty wsadzić. Ze względu na cenę NIE kupię ponownie.
  3. Alterra Dusch-Shampoo Parfumfrei - niestety ten zakup tylko potwierdził, że kosmetyki Alterra nie są dla mnie. Co prawda nie spowodował podrażnień ani łupieżu, ale też nie robił z moimi włosami nic rewelacyjnego. O wiele lepiej spisuje się zwykły Babydream czy Facelle. Czy kupię ponownie: NIE
  4. Yves Rocher Szampon oczyszczający z wyciągiem z pokrzywy - niezły, oczyszczający szampon. Stosowałam go 1-2 razy w tygodniu do oczyszczania skóry głowy. Nie wysuszał włosów, nie podrażniał skóry głowy, ale też nie zachwycił mnie na tyle, żebym chciała do niego wracać- na rynku jest sporo różnych szamponów, więc bez sentymentu - NIE kupię ponownie.

Mazidła do ciała:
  1. Fennel Body Yogurt Strawberry Ice Cream - ten kosmetyk dostałam od firmy Fennel. Zapach był po prostu przepiękny. Konsystencja również odpowiednia, poziom nawilżenia średni, ale dla skóry normalnej idealny. Myślę, że na lato świetnie by się sprawdził, bo szybko się wchłaniał. Czy kupię ponownie: NIE WIEM
  2. Bottega Verde Latte Corpo con olio di Mandorle dolci - bardzo przyjemne mleczko do ciała, które przywiozłam sobie z wakacji. Jego właściwości w pełni mi odpowiadały, jednak jego regularna cena totalnie go dyskwalifikuje. Recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: NIE
  3. Pharmatheiss Granatapfel Straffende Korperbutter - to masełko dostałam w ramach współpracy. Jego właściwości nawilżające w pełni mnie satysfakcjonowały, choć nie miał konsystencji typowo maślanej. Niestety nie podobał mi się zapach, w którym przebijała mocno alkoholowa nuta. Ze względu na zapach i dość wysoką cenę NIE kupię ponownie. Recenzja: TUTAJ

Żele pod prysznic
  1. NeoBio Duschgel Chili - Orange - żel, który dostałam od Lili, moja skóra bardzo go polubiła- był delikatny, a skuteczny. Zapach inny, niż się spodziewałam, ale rzeczywiście ożywczy. Recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: NIE WIEM (polubiłam go, ale raczej nie wydaję tyle na żel pod prysznic)
  2. Kaloderma Idratante Bagno Crema - kremowy żel pod prysznic przywieziony z Włoch. To prawdziwy gigant- ogromna pojemność i świetna wydajność sprawiają, że ciężko go zużyć. Ale zużywa się go bardzo przyjemnie :) Jest tani, szkoda tylko, że w Polsce niedostępny. Recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: TAK (jeśli tylko będę we Włoszech).
  3. Pharmatheiss Granatapfel Vitaldusche - całkiem niezły żel, przyjemnie się go stosowało, ale raczej nie wrócę do niego ze względu na dość wysoką cenę. Recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: NIE

Inne do włosów
  1. Yves Rocher Płukanka octowa z malin - mój ulubieniec w kategorii płukanek octowych. Lubię mieć ją zawsze w łazience, bo sprawdza się rewelacyjnie, kiedy myję włosy w pośpiechu- nie mam wtedy czasu na nakładanie odżywek, więc szybko polewam włosy płukanką- w efekcie uzyskuję efekt porównywalny z użyciem odżywki. Recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: TAK
  2. Rene Furterer Naturia Suchy Szampon - glossyboxowa miniaturka, która nie raz ratowała moją grzywkę, gdy była w stanie krytycznym. Ja nie mam zastrzeżeń do tego suchego szamponu, ale NIE WIEM, czy do niego wrócę, bo mam ochotę wypróbować sławny Batiste.
  3. Choisee Odżywka do włosów pomarańcza & trawa cytrynowa - pomimo całego niesmaku, jaki pozostał po aferze z firmą Choisee, mi ta odżywka bardzo odpowiadała! Nakładałam ją na skórę głowy i na włosy, trzymałam pod czepkiem 30-60 minut i efekty były naprawdę zadowalające. Jednak ze względu na zrażenie się do firmy (choć mnie osobiście te problemy nie dotknęły) NIE kupię ponownie.

Podkłady
  1. Under 20 Anti! Acne Fluid Matujący nr 120 Natural Matt - ten kosmetyk dostałam na lipcowym spotkaniu blogerek. Podchodziłam do niego jak pies do jeża, jednak okazało się, że to naprawdę świetny kosmetyk! W lecie, kiedy nie potrzebowałam aż tak mocnego krycia, stosowałam go solo, natomiast od jesieni mieszałam go z BB kremem firmy BRTC, który był aż za bardzo kryjący. W duecie tworzyły mój podkładowy ideał. Czy kupię ponownie: TAK
  2. Bourjois Healthy Mix Fond de Teint nr 52 Vanilla - kiedyś był to mój podkładowy faworyt. Jednak potrzeby mojej skóry chyba trochę się zmieniły i dlatego też Healthy Mix przestał mi odpowiadać- za bardzo się po nim świecę, poza tym teraz moja skóra wygląda jak po bombardowaniu, więc krycie HM przestało mi wystarczać. Recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: NIE (przynajmniej nie teraz, być może w przyszłości spróbuję do niego wrócić)

Pielęgnacja ciała
  1. Abacosun Ocean SPA Peeling solny - kosmetyk, który całkiem pozytywnie mnie zaskoczył - za jego sprawą przekonałam się, że peelingi na bazie olejów nie muszą być złe- oszczędzają mój czas, bo po kąpieli nie muszę się już smarować dodatkowymi mazidłami. Jednak ze względu na stosunkowo wysoką cenę kosmetyku NIE kupię ponownie. Recenzja: TUTAJ
  2. Venus Pianka do golenia z witaminą E i ekstraktem z żurawin - kosmetyk ten otrzymałam na spotkaniu blogerek. Pianka sprawdzała się nieźle, biorąc pod uwagę jej niską cenę. Pachniała cudownie- jak owocowa guma do żucia. NIE WIEM, czy kupię ją ponownie, nie wykluczam tego, ale przyznam, że jednak wolę żele do golenia (takie, które w kontakcie ze skórą zamieniają się w piankę).
  3. Green Pharmacy Delikatne mydło do higieny intymnej antybakteryjne - niezły kosmetyk, spełnia swoje zadanie. Nie mogłam jednak stosować go w czasie miesiączki- wtedy potrzebuję wybitnie delikatnych preparatów z kwasem mlekowym, więc na te dni mam Facelle. We wszystkie pozostałe dni Green Pharmacy służyło mi świetnie. Czy kupię ponownie: NIE WIEM (jednak wolę Facelle).
  4. No. 36 Nawilżający balsam do stóp z kwasami owocowymi AHA, szałwią lekarską i alantoiną - kosmetyk raczej dla nieproblematycznych stóp. Zapewnia przeciętny poziom nawilżania. Ale jest tani i łatwo dostępny. Recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: NIE

Pielęgnacja twarzy
  1. Dermo Pharma Maska kompres 4D intensywne nawilżenie i dotlenienie - tą maseczkę otrzymałam od firmy Dermo Pharma. Niestety nie zachwyciła mnie, choć lubię maski w formie płatów. Dzięki niej moja skóra była tylko trochę lepiej nawilżona, a spodziewałam się o wiele lepszego efektu. Czy kupię ponownie: NIE
  2. Belnatur Maska algowa Anti-Acne Tea Tree - było to zakup 'w ciemno', jednak bardzo udany. Maska świetnie odkażała skórę, sprawiała, że niedoskonałości szybciej się goiły i były mniej zaczerwienione. Dodatkowo - jak na maskę algową przystało - odżywiała i nawilżała skórę. Recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: TAK
  3. Lush Buche de Noel Facial Cleanser - czyścik od Marti, który podbił moje serce. Przez niego zaczęłam ubolewać nad tym, że nie mamy w Polsce sklepu Lush'a. Recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: TAK (jeśli tylko będę mieć taką możliwość).


Kosmetyki do dłoni
  1. Pharmatheiss Granatapfel Handpflegecreme - krem otrzymałam w ramach współpracy. Był dla mnie idealny na dzień- wchłaniał się błyskawicznie, nie pozostawiał tłustej warstwy. Nawilżanie nie powalało na kolana, ale wystarczało, by zniwelować uczucie suchości po myciu dłoni. Recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: NIE WIEM (lubię go, ale dość wysoka cena trochę mnie zniechęca).
  2. BeBeauty Zmywacz do paznokci z olejem kokosowym i gliceryną - zmywa bez zarzutu, jednak wysusza płytkę, pozostawiając na niej biały nalot. Ma genialnie wygodne opakowanie, jednak nieszczelne (zanim doniosłam go z Biedronki do domu, 1/4 wylałam....). Dyskwalifikuje go zapach - pachnie jak najgorszej jakości perfumy dla starszej damy. I niestety ten zapach jest trwały. Czy kupię ponownie: NIE


Pielęgnacja twarzy
  1. Oriflame EcoBeauty Krem pod oczy - do firmy Oriflame nie mam zaufania, jednak ten krem pozytywnie mnie zaskoczył. Dobrze nawilżał, koił skórę wokół oczu, bardzo skutecznie niwelował zasinienia i opuchliznę. Niebawem podzielę się obszerniejszą recenzją. Czy kupię ponownie: TAK
  2. Styx Naturcosmetics Rose Garden Lip Balm - niekończący się balsam do ust, który otrzymałam w ramach współpracy z firmą Aroma Derm. Bardzo go polubiłam- oparty na naturalnych olejach świetnie nawilżał usta i skórki przy paznokciach. NIE WIEM jednak, czy jeszcze kiedyś go kupię - jest tyle innych balsamów, które chciałabym wypróbować. Recenzja: TUTAJ
  3. Biochemia Urody Hydrolat oczarowy - stosowałam go jako tonik i jako rozpuszczalnik do maseczek w formie suchej. Nie rozprawił się z moim trądzikiem, ale tego nie oczekiwałam, bo wiem, że mój trądzik nie ma związku z pielęgnacją. Ale polubiłam ten hydrolat- był delikatny, nie wysuszał, nie zapychał, ogólnie poprawiał wygląd skóry. Czy kupię ponownie: TAK

Ufffff, troszkę tego jest. Mam nadzieję, że się nie zanudziliście.
Jestem ciekawa, które z tych kosmetyków znacie?

Pozdrawiam i życzę Wam miłej niedzieli!
Zachęcam też do dalszego zgłaszania się do Urodzinowego Rozdania- wystarczy kliknąć w banner, by poznać szczegóły:



Tak wyglądam, kiedy poszukuję odpowiedzi
na moje pytania...

Źródło zdjęcia:
http://www.tvbomb.co.uk/?p=18088
Na dzisiaj przygotowałam post o zupełnie innej tematyce, jednak 'poranny przegląd' Waszych blogów skłonił mnie do pewnej refleksji, którą chciałabym się z Wami podzielić i poznać też Wasze zdanie w tej kwestii.

Otóż sprawa dotyczy przemaglowanej już po tysiąc razy kwestii współprac. A konkretniej- recenzji, które się z takich współprac rodzą.


Zauważam jakiś dziwny trend, polegający na tym, że jeśli recenzja kosmetyku ze współpracy jest pozytywna, czytelnicy piszą zazwyczaj: "fajnie, super, kupię/nie kupię, przekonało mnie/nie przekonało mnie, znam/nie znam". Natomiast jeśli recenzja kosmetyku ze współpracy jest totalną krytyką, często pojawiają się komentarze w stylu: "super szczera recenzja, wreszcie coś szczerego, dobrze, że odważyłaś się na szczerość". Oczywiście generalizuję tutaj trochę, ale to celowe.
Nie wiem jak Wy, ale ja osobiście nie spotkałam się jeszcze z tym, by pod pozytywną recenzją ktoś pochwalił szczerość autora.
To rodzi we mnie pytanie- czy szczera recenzja to recenzja krytyczna? Czy w kosmetyku, który dostaję za darmo, muszę koniecznie doszukać się jakiejś wady, bo inaczej stracę na wiarygodności?

Źródło zdjęcia: http://moviecriticassassins.com
Oczywiście nie mówię tutaj o dwuzdaniowych pseudo-recenzjach, w których blogerki zachwalają kosmetyk, nie podając przy tym żadnych jego wad (recenzja w typie "super, super, fajnie, fajnie, polecam")- mam na myśli raczej szczegółowo opracowane recenzje, takie, w których autorki analizują właściwości kosmetyku, jego działanie, skład. Czy szczegółowa, solidna, ale pozytywna recenzja nie jest recenzją szczerą?

Jeśli blogerka X pochwaliła krem, który dostała od firmy Kremik&Spółka, a blogerka Y ten sam kremik od tej samej firmy zmieszała z błotem, to czy to oznacza, że blogerka Y jest super szczera, a blogerka X to kłamczucha? - tak mogłoby wynikać z lektury komentarzy pod postami tych blogerek.
A może po prostu blogerka X ma inne oczekiwania wobec kremu niż blogerka Y?

Źródło zdjęcia:
http://marriagelifeministries.org/?cat=22
Dlaczego o tym wszystkim piszę?
Uprzedzając ewentualne komentarze- nie jest to post odkrywczy, nie mam też na celu wnoszenia czegokolwiek do blogosferowej spuścizny. To po prostu moje luźne przemyślenia, pytania, które się w mojej głowie pojawiły.
Może Wy będziecie w stanie na te pytania mi odpowiedzieć? Może to ja czegoś tutaj nie rozumiem?

Wydaje mi się jednak, że czasem powinniśmy dwa razy zastanowić się, zanim napiszemy coś w komentarzu do postów. Moim zdaniem "szczerość" w recenzjach jest kwestią na tyle skomplikowaną, że raczej nie powinniśmy łączyć jej wyłącznie z pozytywnym/negatywnym stosunkiem recenzenta do przedmiotu jego recenzji.




P.S. Kochani, ja i mama bardzo dziękujemy Wam za komentarze pod wczorajszym postem! Mama nie mogła uwierzyć, że tak entuzjastycznie przyjęliście jej krótkie blogowe "wystąpienie" i tak pozytywnie oceniliście jej wygląd :) Mamusia Jolusia przesyła Wam matczyne uściski i całusy w czółka ;*


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...