Płać i nie płacz - o prywatnej opiece medycznej

72 Komentarzy
Mówi się czasem: "płać i płacz".
A dlaczego ja mam płakać, skoro za coś płacę? Masochistą nie jestem, by wydawać kasę na coś, co nie będzie dla mnie dobre.
Dziś opowiem Wam o tym, dlaczego leczę się prywatnie i mimo, że płacę, to nie płaczę.

Źródło

Podejrzewam, że spór pomiędzy zwolennikami niepublicznej i publicznej opieki medycznej jest równie nierozwiązywalny jak kwestia pierwszeństwa jajka i kury. Każdy z Was na pewno ma swoje doświadczenia i swoją opinię.
Ja, im jestem starsza, tym częściej wybieram prywatne gabinety lekarskie. Wolę oszczędzić na ciuchach czy kosmetykach, niż oszczędzać na zdrowiu.
Dlaczego?



Miło panią widzieć...
W placówkach NFZ zdarzają się oczywiście lekarze z pasją, traktujący pacjenta jak człowieka, nie jak natrętną muchę. Mi niestety raczej nie zdarza się trafiać na takich. Wchodzę do gabinetu i widzę skwaszoną minę. Ton głosu wyraźnie sugeruje niezadowolenie. Czy to moja wina, że się, kurde, przeziębiłam?! A nawet jeśli, to zadaniem lekarza jest leczenie, a nie osądzanie.
W prywatnych gabinetach wita mnie uśmiech. Ja wiem, że w większości przypadków to uśmiech kierowany do mojego portfela, ale... zawsze to uśmiech, a nie skwaszona mina.





Czas to pieniądz
Idę do zwykłej przychodni na zwykłą wizytę u zwykłego lekarza. To nic, że jest półtoragodzinne opóźnienie (może lekarz taki dokładny? to się chwali!), że ktoś niezarejestrowany próbuje się przede mnie wepchać, opóźniając wszystko jeszcze bardziej. To naprawdę nic. Wreszcie wchodzę do gabinetu... 2 minuty, recepta, do widzenia. Czyli jednak nie był taki dokładny? A no nie był, tylko jakaś starsza pani go zagadała, a że kopertę grubą dała, to bidula musiał słuchać.
W prywatnym gabinecie lekarz wyznaczył sobie tyle czasu na danego pacjenta, by zdążyć ze wszystkim i nie trwonić czasu kolejnego pacjenta, czyli mojego czasu. A czas, to pieniądz - dla mnie i dla niego.



Gabinet dentystyczny czy kowal? Czasem łatwo o pomyłkę.
Próbowałam leczyć kanałowo zęba na NFZ. Po pierwsze - dostałam termin za 2 miesiące. Ok, odczekałam swoje i przyszłam. Będąc w gabinecie, nie miałam pewności, czy przypadkiem nie pomyliłam adresu i nie poszłam do kowala. Kiedy pani próbowała wypełnić kanały (co powinno być zrobione mega sterylnie) nie posiadając nawet ślinociągu, podziękowałam. W ogóle to byłoby leczenie nie do końca darmowe, bo NFZ refunduje tylko niektóre usługi - np. wypełnienie jednego kanału. Za kolejne już trzeba płacić. A skoro i tak muszę liczyć się z kosztami, to dlaczego u kowala, a nie u profesjonalisty?



Płacę, więc wymagam!
W zwykłych przychodniach kłóciłam się ze starszyzną (niektórzy nie uznają czegoś takiego jak opóźnienie i zakładają, że skoro mieli na 12:00, to o tej porze wchodzą i głęboko w d... mają to, że ja miałam na 11:30 i dalej czekam). Nieraz zdarzało mi się, że lekarz nie mówił mi nawet, jaka jest diagnoza, tylko zapisywał leki i kazał spadać. To w prywatnym gabinecie mogłam liczyć na dogłębne diagnozowanie i przedstawienie takich metod leczenia, o których wcześniej nie słyszałam. W prywatnym gabinecie jest asystentka doktora, która trzyma mnie za rękę, kiedy się denerwuję. W prywatnym gabinecie mam muzykę rozluźniającą i filiżankę herbaty, zamiast krzyku kłócących się o kolejność pacjentów. W prywatnym gabinecie jestem takim samym człowiekiem jak pan doktor, nie natrętną muchą. I (o dziwo!) w prywatnym gabinecie sugerują mi tańsze rozwiązania!




Lekarz lekarzowi nierówny
Tak sobie czasem myślę - gdybym to ja była świetnym lekarzem, miała genialne umiejętności, ogromną wiedzę, dwadzieścia dyplomów, które by tą wiedzę potwierdzały - to czy chciałabym siedzieć na posadce w przychodni i brać jakąś pensję z NFZ, pracować na przestarzałym sprzęcie, czy wolałabym zainwestować, otworzyć coś swojego i kosić gruby szmal? Odpowiedź dla mnie jest oczywista. I oczywiste staje się to, dlaczego bardziej wierzę w prywatne leczenie.





Reklama dźwignią handlu
Po co przychodnia podlegająca pod NFZ miałaby się reklamować? I tak mają aż za dużo pacjentów, na wizytę u specjalistów czeka się po parę miesięcy, na zabiegi nawet latami. Po co mają się starać o utrzymanie dobrej opinii? Wystarczy, że leczą za darmo.
Lekarz w prywatnym gabinecie musi się starać. Bo zła opinia rozchodzi się szybciej, niż dobra. Jeśli ja powiem znajomym: "Nie idźcie do niego, bo źle leczy", to oni prawdopodobnie nie pójdą. Jeśli jednak powiem im: "Idźcie, bo jest świetny", to może pójdą i może przekażą pozytywne odczucia jeszcze dalej. Jednak lekarz musi się starać. I za to staranie jestem skłonna płacić.



Oczywiście od każdej reguły są wyjątki. To też nie jest tak, że skoro płacę za leczenie, to mam 100% pewności, że nie trafię na partacza. Lubię czasem iść do kilku lekarzy tej samej specjalizacji i skonsultować diagnozę i sposób leczenia. Wolę też słuchać niż czytać na temat lekarza - to znaczy bardziej liczę się z opinią znajomych niż z opiniami wyczytanymi w internecie.
Naturalnie nie jest tak, że zawsze każdego na takie prywatne leczenie stać. Ja też nie szastam pieniędzmi na prawo i lewo, ale tak jak pisałam wcześniej - zdrowie jest u mnie priorytetem i dopóki będzie mnie na to stać, będę płacić za leczenie się u kogoś, do kogo mam zaufanie.

Źródło


Jestem ciekawa, jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii. Zdaję sobie sprawę z tego, że moja opinia może być dość kontrowersyjna, ale wynika wyłącznie z moich doświadczeń w tym temacie, a niestety są one już całkiem spore.
Chętnie poczytam Wasze opinie i podyskutuję na ten temat :)

Buziaki! :)


Podone posty:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...