Ahhh... I'm soothed, hydrated and happy.

23 Komentarzy
Hej :*
Bardzo się cieszę, że po moim wczorajszym poście wzrosło zainteresowanie kremikami, które chcę Wam oddać. Niektóre odpowiedzi konkursowe rozwalają mnie na łopatki i już teraz wiem, że choć zgłoszeń nie jest dużo (na razie ok 30), to będę mieć ciężki orzech do zgryzienia podczas przyznawania nagród.


Dziś przedstawię Wam jeden z kosmetyków, które udało mi się wygrać w konkursie na blogu Craving for beauty (jeszcze raz za nie dziękuję, Karolino! :*). Otrzymałam cały zestaw kosmetyków z serii Yest to Cucumbers- żel pod oczy, chusteczki do demakijażu (o których możecie poczytać TUTAJ) oraz nawilżający krem na dzień, o którym opowiem dzisiaj. Przed Wami recenzja nawilżającego kremu na dzień Daily Calming Moisturizer z serii Yes to Cucumbers.


Opakowanie: cuuuuudowne! Moja ukochana pompka air-less. Plastikowe, lekkie, a więc wygodne w podróży, bardzo solidne. Etykietka jest naklejona w ten sposób, by było widać, ile kosmetyku znajduje się w środku.

Użytkowanie: krem ma konsystencję lekką, ale nie lejącą. Dobrze się rozprowadza, nie bieli, nie roluje się pod makijażem. Wchłania się bardzo szybko aż do samego matu. Zapach ma specyficzny- połączenie ogórków z jakąś bliżej nieokreśloną zieleniną. Mi ten zapach nie przeszkadzał, choć moja siostra za każdym razem, gdy mi go podbierała, krzywiła się: "fuuuuj, wali ogórem". No cóż- kwestia gustu. Jak dla mnie zapach nie był zły, bardzo odświeżający.

Efekty: Jego głównym zadaniem ma być kojenie i nawilżanie skóry wrażliwej. Jak sobie z tym radzi? Ukojenie jest odczuwalne, ale jego poziom określiłabym jako średni. Tak samo z nawilżaniem- nawilża, ale cudów z twarzą nie uczyni. Nie zaobserwowałam u siebie dogłębnego odżywienia i regeneracji skóry, jaką obiecywał producent. Na plus oceniam to, że krem nie zapycha porów i nie wzmaga wydzielania sebum (kremy do cery wrażliwej z reguły są ciężkie i tłuste- ten jednak dobrze sprawdzał się na mojej mieszanej, a raczej tłustej cerze). Jego działanie oceniam ogólnie jako niezłe, ale nie wybitne.

Skład: bardzo pozytywny- aż 98% składników jest pochodzenia naturalnego. Nie doszukamy się tam żadnych parabenowych świństw- mamy za to sporo naturalnych ekstraktów (z aloesu, brokułów, szpinaku, rozmarynu oraz oczywiście ogórków) i olejów oraz maseł (ze słodkich migdałów, masło kakaowe, jojoba, oliwa z oliwek).


Dostępność: drogerie Sephora
Cena: 99zł za 50ml (polecam polować na promocje)

Ocena: 4/6 (Krem o przyzwoitym działaniu, bardzo sympatycznym składzie, dobrej dostępności, w wygodnym opakowaniu. Ocena byłaby wyższa, gdyby nie tak powalająca cena- 100zł to moim zdaniem za dużo. Mimo to, że działanie nie powaliło mnie na kolana, miło wspominam czas jego stosowania i nie wykluczam, że jeszcze kiedyś do niego wrócę).



Teraz już wiecie, skąd tytuł tej notki :P





Wiem, że wiele osób chwali sobie produkty Yes to... - piszcie, czy znacie te specyfiki i który z nich lubicie najbardziej.
Pozdrawiam! :*

P.S. Od jutra zaczynam wakacyjną pracę- na razie tylko 10 dni, jednak być może uda się popracować trochę dłużej. W pracy będę spędzać standardowe 8h, ale muszę jechać na drugi koniec miasta, więc trochę mi to zajmie. Sprawa jest świeża (dowiedziałam się o niej przed chwilą xD), dam Wam znać, jak będę sobie radzić :) Mam nadzieję, że praca nie wpłynie negatywnie na moją obecność w blogosferze ;)


Podone posty:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...