Recenzja: balsam do ciała Eva Natura for Teens, czyli Kasia i kosmetyki dla nastolatek

14 Komentarzy
Długo nie mogłam się zmobilizować do recenzji tego mazidła, chociaż poznałam go całkiem nieźle. Prawie całą serię Energy wygrałam już dość dawno temu w urodzinowym konkursie firmy. W skład zestawu wchodził żel pod prysznic, balsam do ciała, żel do mycia twarzy, pomadka do ust, maseczka w saszetce, antyperspirant w sprayu oraz podpaski. Są to kosmetyki przeznaczone głównie dla nastolatek- kuszą ładnymi grafikami na opakowaniu, ciekawymi zapachami i niewysoką ceną. Podzielone są na trzy serie. Na fanpage Teens Power znajdziemy porady, które pomogą nam zdecydować, która seria będzie dla nas idealna:
- Energy - "Twój power to dynamiczność! Sto tysięcy zajęć pozalekcyjnych, życie w ciągłym biegu, spontan i szalone decyzje pod wpływem chwili to cała Ty"
- Relax - "Poweru dodaje Ci łyk zielonej herbaty, ćwiczenia jogi, wycieczki rowerowe i wypoczynek na łonie natury! Jesteś oazą spokoju i masz duży dystans do życia"
- Sensitive - "Długi, niczym niezmącony sen to podstawa Twojego całodziennego poweru. Romantyczna komedia, zakupy z przyjaciółką i marzenia o księciu na białym koniu"

No cóż... Powyższe typy są oczywiście dość mocno przerysowane i niekoniecznie muszą wskazywać na to, który zapach nam się naprawdę spodoba. Zwłaszcza, że brzoskwinia w serii Energy jest moim zdaniem trochę mdła i niespecjalnie dodaje energii, ale o tym za chwilę...

Aby móc ocenić ten balsam, trzeba zastanowić się, czego tak naprawdę należy wymagać od kosmetyków dla dziewczyn w wieku nastu lat. Całą serię określiłabym jako kosmetyki dla skóry niewymagającej, raczej bez większych problemów. Są to takie zwyklaki, których największym atutem są chyba zwracające uwagę opakowania i różne bajery (jak np. błyszczące drobinki w opisywanym tutaj balsamie do ciała). Dlatego też do oceny balsamu podeszłam na luzie, bez jakiś specjalnych wymagań. Co z tego wyszło? Czytajcie dalej :)

Wygrałam wersję po rosyjsku xD

Opakowanie: tutaj bez narzekania- opakowanie prezentuje się bardzo estetycznie, ma intensywny kolor i nadrukowaną ładną grafikę, więc na pewno zwraca na siebie uwagę na półkach sklepowych. Jest to miękka plastikowa tubka z wygodnym zamknięciem. Dzięki temu, że cały czas ustawiona jest na zakrętce, nie ma problemu z wydobyciem balsamu. Kiedy kosmetyk się kończy, bez problemu przetniemy tubkę i wydobędziemy resztki (choć pozostaje ich niewiele, bo balsam ma raczej lekką konsystencję).

Używanie i efekty: Balsam jest raczej rzadki, łatwo wypływa z opakowania, świetnie się rozprowadza na ciele, bardzo szybko wchłania. Poziom nawilżenia określiłabym jako średni- do normalnej skóry będzie wystarczający, nie pozostawi tłustej warstwy, jednak na skórze suchej balsam będzie za słaby.
Zapach jest całkiem przyjemny, brzoskwiniowy, jednak ma w sobie dużo słodkich nut, przez co wydaje mi się troszkę mdły. Po kosmetyku z serii Energy spodziewałam się mocno owocowego, orzeźwiającego zapachu, jednak troszkę się zawiodłam w tej kwestii.
Balsam ma kolor mocno rozbielonej brzoskwini. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ podczas jego używania zaobserwowałam, że moja biała gąbka robi się coraz bardziej pomarańczowa... Używałam wtedy różnych żeli pod prysznic, jednak żaden z nich nie był pomarańczowy, więc uznałam, że musi to być sprawka balsamu. Co ważne- posmarowane nim ciało nie farbowało ubrań- nosiłam nawet białą bieliznę i nic.
Kosmetyk zawiera w sobie błyszczące drobinki, które mają rozświetlać ciało. Dla mnie to jednak kolejne niepotrzebne i średnio udane szmery-bajery. Drobinki są za duże i po wchłonięciu się balsamu po prostu oblatują z ciała... Kiedy używałam balsamu w łazience, całą podłogę miałam brokatową xD Reszta, która nie obleciała podczas aplikacji, osiadała na ubraniu, a na skórze nie pozostawało już nic.
Dodam jeszcze, że balsam nie wywołał u mnie podrażnień.

Skład: Nie powala na kolana. W INCI znajdziemy d-panthenol, który działa łagodząco. Dość wysoko na liście składników znajduje się spora liczba parabenów.

Dostępność: większość drogerii, Internet
Cena: W granicach kilkunastu do kilku złotych. Zależy, gdzie kupujemy. W sklepie internetowym producenta balsam kosztował 8zł, jednak teraz trwa mega promocja- balsam ten możemy kupić za... 1zł!!! ale termin ważności jest tylko do sierpnia. Więc jeśli ktoś ma zamiar zużyć kosmetyki do sierpnia, polecam zajrzeć na stronę http://www.sklep.pollenaewa.com.pl/

Ocena: 3-/6 (niezły kosmetyk dla niewymagających konsumentek. Cena przyzwoita, ładne opakowanie, ale wolałabym coś mocniej nawilżającego, coś, co nie farbuje gąbki i nie robi z mojej podłogi w łazience danceflooru przez ogromną ilość brokatu.)



Znacie serię For Teens? Co o niej sądzicie?

A teraz jeszcze troszkę chwalenia- moje szczęście chyba osiągnęło szczyty (no dobra, może nie- bardziej mogłoby się wykazać chyba tylko w przypadku losowań Lotto, ale nie daję mu tej szansy, bo nie gram). Wygrałam u Urbanka (!!!) niedostępny w Polsce (chyba... jeszcze jakiś czas temu go nie było, nie sądzę, by coś się w tej kwestii zmieniło) korektor pod oczy Maybelline Instant Age Rewind, który sama Urbi polecała i kusiła nim okrutnie.
Dziękuję bardzo! :* Moje podoczy i ja sama jestem niezmiernie wdzięczna :*

Zdjęcie pochodzi z bloga http://urbanstateofmind.blogspot.com/


Podone posty:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...